Obrona Herostratesa Windą do nieba TW#3

Lotofagi (epitafium)

 wspaniale wszak nic nie boli we śnie

 głębokim niczym studnia odbić

 nie ma nic i nic nie potrzeba

 

 tak być nie będąc

 

 a przecież jakiś cierń nie to tylko słowa

 sączą się żółcią przemocą rozchylają oczy

 te słowa palą

 

 dokąd zdołasz podźwignąć swoje wodogłowie

 standardowych rozmiarów lepko-płynny balast

 gdy w czaszo-kształtnym sejfie udręczone trwaniem

 oczy wypłyną w podróż intymnym oceanem?

 

 ile zdoła pomieścić ten rozdęty sagan?

 kubeł wtórnych odpadków zwierciadło wszechświata

 kosmos w myśli zamknięty gdy myśli nie stanie

 zgaśnie opuści czaszkę świat trwać będzie dalej

 

 zbudził się lecz to nie smak przedświtu

 późne południe skwarzy w betonowym lesie

 głowa jak kamień ciąży ku brukowi

 pod powiekami piecze więziona jaskrawość

 dość! niech przepadnie światło co ból niesie

 on nic nie pamięta nie chce nic pamiętać

 zwinąć się w kłębek głowa między kolanami jak płód

 

 tak długą drogę jeszcze ma przed sobą słońce

 nim w nieskończoność wydłużą się cienie

 

 powiało nareszcie zelżało pragnienie lotosu

 wiatr zrywa się coś szepce

 co ten dureń plecie?

 

 dokąd zdołasz podźwignąć swą zakutą pałę?

 ekstrakt bytu w konserwie puszkowany banał

 choćby zamknięte szczelnie u kresu zostanie

 próchniejące kościane puste opakowanie

 

 jak długo jeszcze będziesz zanim cię sen zmoże

 nieczuły na cierpienia zranionego świata

 czy nie odczuwasz bólu czy w wątpiących flakach

 samotnie bez przyjaciół podlewasz robaka?

 

 powiało nareszcie zelżało pragnienie...

 

 wiatr mu przynosi wonie poważnych cyprysów

 w kondukcie ustawionych wzdłuż alei wspomnień

 niziutkie słońce płonie krwawą chryzantemą

 tłumnie wyległy cienie zdążają na sabat

 niby wciąż jeszcze żywe nie mogą zapomnieć

 jakby tylko ranione cierpieniem którym hojnie 

 obdarował je w drogę na tę drugą stronę

 

 ciasno oblekły wokół posłanie z lotosów

 cóż że ciało wciąż ciepłe a serce uderza

 cóż z tego kiedy w pustkę wypłynęły oczy

 

 w zapadającym mroku w przedwieczornym chłodzie

 chór zjaw powtarza mu epitafium

 jak dla umarłego

 

 kto zachowa w pamięci gdy skleroza trafi

 najbliższą ci rodzinę bądź serdecznych wrogów?

 twe ślady odciśnięte w umysłach wygasi

 

 w bezczasie zawieszony jednak pędzisz w czasie

 

 

  J.E.S.

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Alchemik
Kategoria: poezja

Liczba wejść: 11

Opis:

Dodano: 2020-10-11 21:55:18
Komentarze.

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin