Drabble konkursowe - Nr 3 Codziennostrzał w czwartek

Codziennostrzał w piątek

 Dzień 0 (następny próbny :) ) Piątki: Niespodzianka (podawana zawsze najpóźniej do południa) - sama sobie niespodzianiłam :)

 #codziennostrzał #tw

 

 ***

 rozglądając się po pokoju

 winszuję swoim myślom

 rozbiegły się po kątach

 i ze mnie sobie szydzą

 --------------------------------------------------------------------------

 Dołącz do nas na: https://t3kstura.eu/

 "Codziennostrzał — 200 mililitrów słowa pisanego dziennie" to nowa inicjatywa literacka Treningu Wyobraźni mająca na celu wypracowanie systematyczności i regularności w pisaniu.

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~alka666
Kategoria: inne

Liczba wejść: 31

Opis:

Od Treningu Wyobraźni:

TEMAT PIĄTKOWEGO CODZIENNOSTRZAŁU:

Wybierz miesiąc i osadź w nim nieadekwatną porę roku. Możesz zapełnić tło fabularne, ale niech zauważalne w opisie będę owe anomalie.

Dodano: 2020-10-16 06:15:00
Komentarze.
~Alchemik 14 d.
Pozwoliłem sobie dodać tu mój próbny codziennostrzał piątkowy.


 w czerwcu w największe roztopy
na głowę upadł mi sopel
z lekka na wpół roztopiony.
a dzionek burzowo wkurzony

za żonę szukaną w sadzawce
chłostał mnie jeżynowo
kolczaście różaście a masz ty!
a masz ty! a masz ty! a masz ty!

i rybkę ozłoconą połknąłem na kolację
surowa jak trutka na szczury
no proszę niech połknie ją który
a ja to zrobiłem właśnie i wiecie?

jest pierwszoklaśnie bo właśnie
cofnąłem się w czasie podglądam
co Ala z tym Asem umyłem uszy i rączki
gdy zasnę to bądźcie tu bądźcie


Obudziłem się bólem głowy. Przesadziłem ze spirytusową nalewka z dziurawca. A skąd ten guz po lewej stronie czaszki? Przypomniałem sobie, ze ktos nie uprzątnął sopli z dachu. A przecież w czerwcu oraz w październiku lubią się roztapiać i czyhać na nieuważnych. Włożyłem kalosze i jak zwykle, o tej porze roku, poszedłem na jagody do pobliskiego lasu. Kasztany napierdalały, w dodatku w kolczastych skorupkach.
Dmuchawce krążyły po niebie jak latawce, udając chmurki. Po ulicach przechadzały się przepiękne dziewczyny w bikini i maseczkach do kompletu.                       
Istny raj.        

Odpowiedz
~alka666 14 d.
Alchemik przepraszam bardzo, ale pośpieszyłam się z wykonaniem zadania. W opisie podałam, co na dziś przewidział dla nas TW.
Myślę, że pod wieczór uda mi się podać tekst korygujący mój pochopny pośpiech.
Odpowiedz
*Canulas 14 d.
Alchemik istny raj, a owszem
Odpowiedz
*Canulas 14 d.
alka666 nie koryguj. Po to jest tydzień wstępu, żeby wszystko dograć
Odpowiedz
~alka666 14 d.
Canulas O.K.
Jeśli myśli nie powstrzymam, to dodam w dalszych komentarzach. Ale ten zostawiam.
Odpowiedz
~oko 14 d.
jestem. z czymś takim, co ma spełnić wymogi, albo choć usiłować. nie gniewaj się, że u Ciebie...

Amok

Truskawki! Poprosiła o truskawki! Środkiem nocy i połową listopada! Nawet gastrolog nie zerkał tak skrupulatnie na jej brzuch, jak ja. Śmiała się ze mnie, przytulając, głaszcząc po policzku, na którym już błękitem zaczął pobłyskiwać jutrzejszy zarost.

Wstałem. Czułbym się skończoną świnią, gdybym nie wstał. Truskawki? Cóż to dla mnie! W listopadzie? Ba! W czerwcu, to każdy głupi potrafi, a moja pani… brzuch ma tak płaski, że mógłbym na nim uprawiać łyżwiarstwo figurowe.

Nie zmieniać tematu – truskawki! Gatki od piżamy wydawały się być wystarczające na nocne łowy. Boso, żeby nie pobudzić kotów, wyszedłem przed dom. Pięknie. Gwiazdozbiory zapraszały się nawzajem do kadryla, znad pól unosił się aromat spoconych zbóż. Sosny otulały ciepłem żywicy, a pojedyncze perły rosy łaskotały w stopy. Listopad… Piękny, stworzony do miłości. Zostawiłem kobietę wzdychającą półsennie do perwersyjnych marzeń.

Pamiętałem, że wczoraj, w ogródku wyzbieraliśmy wszystkie, więc nici ze zbiorów, bo przy księżycu, choćby najdoskonalszym kolejne nie dojrzeją. Furtka zaskrzypiała jęcząc z politowaniem. Głupi. Stary i głupi. Nocą na szaber po sąsiadach. Ale truskawki… Mają być, choć jeszcze nie znam motywu.

Za asfaltem, u Józka rosły. Na wpół dziko, bo dzieci wyjechały, a Józek woli w knajpie piwko wypić, niż na roli urzędować, jak jakiś parobek. Dopiero na nmiejscu zorientowałem się, ze nie wziąłem ze sobą nic, w czym mógłbym owoce przynieść. Rozejrzałem się dyskretnie. Mrok krył wszystko, czego dosięgać mógł wzrok. Zsunąłem porcięta…

Nie jestem „rozłożysty”, jednak zdołałem nazbierać w nie więcej, niż uniósłbym w dłoniach. Każdy, kto raz w życiu doświadczył grzybowego urodzaju ponad własne marzenia wie, że koszula, spodnie, czy inna szmata zdjęta z grzbietu będzie lepsza od zaniechania zbieractwa. Nie było mnie stać na zaniechanie. Noc listopadowa litościwie pochyliła się nade mną, kiedy ja pochylałem się nad dojrzałymi, pachnącymi słodyczą owocami. Jak zwierzę.

Wracałem świecąc niewymownymi lepiej, niż czynił to zawstydzony, połowiczny księżyc. Moja pani, pląsała niczym Świtezianka rozwiązła i czekała już z kubkiem słodkiej śmietany pośród źdźbeł tej nocy narosłych traw. Była piękna – i noc listopadowa i moja wybranka. Truskawki pachniały oszałamiająco.

Potem… Potem był ciąg dalszy, o jakich dżentelmeni milczą, leniwie ssąc szczyty cygar w Cavendish Club, lub innym , równie konserwatywnym otoczeniu, gdyż dżentelmen w inne wchodzić nie ma powodu. Powiem tylko, że uroda i aromat listopadowych truskawek był zaledwie preludium, które rozrastało się i rozrastało, aż świt nadszedł nadaremnie, nie dostrzeżony wcale.

Potem obudziłem się szturchnięty kosturzym łokciem…

- Po jogurt byś poszedł dla dzieci. Weź truskawkowy, bo lubią… lubieją… No! Weź!

Listopad. Chlapa na rozmokniętej, gliniastej drodze, zimno i szaro-bura przyszłość pełna nieżyczliwości. Psa z domu by człowiek nie pogonił… Pójdę. Co mam zrobić. Pewnie, że pójdę… Moja piękna chce truskawek…
Odpowiedz
*Canulas 14 d.
oko no tak, jak zbyt pięknie, to na końcu sen. Ale chociaż "jaki sen"
Odpowiedz
^Halmar 14 d.
★ ☆ ✰ ✯ ✡ ✪ ✶ ✱ ✲ ✴ ✼ ✻ ✵ ❇ ❈ ❊ ❖ ❄ ❆ ❋ ❂ ⁂

Lipiec
-----------------+++

Tamtego roku z początkiem lipca nadeszło niespodziewane ochłodzenie. Niemal z dnia na dzień drzewa  zgubiły liście a aksamitki w gazonach uschły i sczerniały, pozostając smutną pamiątką lata. Potem przyszły wichury, które dokonały ostatecznej hekatomby starego drzewostanu okalającego kampus. Od dawna nie było tu żywego ducha, jedynie dzikie koty, oszalałe z głodu, grasowały w zaroślach. Wszystko, co jadalne, zostało dawno pożarte, a resztę pokryła gruba warstwa śniegu. Lecz zbuntowana przyroda nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Świat obracał się w nicość przy akompaniamencie symfonii oszalałych zórz polarnych. Rozbrokacone niebo strzelało iskrami, Słońce gasło w krótkich rozbłyskach fajerwerkowej agonii, aż wreszcie zgasło na dobre.

★ ☆ ✰ ✯ ✡ ✪ ✶ ✱ ✲ ✴ ✼ ✻ ✵ ❇ ❈ ❊ ❖ ❄ ❆ ❋ ❂ ⁂

Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin