TW#4 Tylko raz Lista #codziennostrzał
Praca Wyróżniona

Sznur (I)

 Kiedy masz więcej niż czterdzieści lat i słyszysz telefon dzwoniący gdzieś nad ranem, to wiesz, że to nie będzie dobra wiadomość. Tym razem było to o wpół do szóstej. Padał deszcz ze śniegiem, a ulicę z wolna przykrywała lepka breja. Późnojesienna szarówka rozkrzewiła się na dobre, biorąc w obrys śpiące miasteczko.

 Logan sięgnął leniwie po słuchawkę, ale gdy tylko usłyszał piskliwy głos Kurta, otworzył szerzej oczy i dźwignął się do siadu. Właśnie wtedy złapał go mocny skurcz. Wstał i napiął obolały mięsień, jednocześnie tłumiąc krzyk.

 — Zabili starą Penny. — Jego rozmówca był podekscytowany. — Musisz to zobaczyć, Harris.

 — Co konkretnie? — szepnął, masując intensywnie łydkę.

 — Powiesili ją, a wcześniej zatłukli. Chociaż... może jeszcze żyła na moment przed? Nie wiem. Frank nadal rzęzi, ale jest, no jest jakby w podobnej sytuacji.

 Logan znów chciał powtórzyć pytanie, ale tym razem się powstrzymał. Wykalkulował, że Kurt jest niezdrowo przejęty widokiem ciała i jeśli dalej będą kontynuować wizualizację na odległość jeszcze przyjdzie mu do głowy coś idiotycznego. Tak zazwyczaj bywało. Spojrzał na śpiącą obok Rosemary, której nawet dźwięk telefonu nie zdołał obudzić i wyszedł z sypialni.

 — Kurt?

 — Ta?

 — Nie dotykaj Franka, nawet jeśli ktoś poprosi o pomoc. Będę tam niedługo.

 — Ale...

 — Po prostu go, kurwa, zostaw.

 Zapalił papierosa i pomyślał o małym domku Penny, o jej przytulnym fotelu, w którym siadał rudy kot i o tym jak wciąż opowiadała, że pewnego dnia odwiedzi ją gromada różowiutkich, tłustych wnucząt. Mówiła tak, odkąd pamiętał, ale nikogo takiego nie widział. Czasem wątpił, że w ogóle istnieją, więc gdy tylko się spotykali, a ona zaczynała opowieść o domniemanej rodzinie po prostu potakiwał. Potakiwanie w takich sytuacjach opanował do perfekcji.

 Stłumił w sobie chęć sięgnięcia po wódkę, zamiast tego narzucił czarną koszulę, jeansowe spodnie i płaszcz, a potem wsiadł do auta. Nie zdążył nawet się ogolić. Z głośników leciało November Rain, a w Deadwood jeszcze nawet nie świtało. Kolorowe światła w saloonach czekały na to, by je włączyć. Ten moment miał niebawem nadejść.

 Przyśpieszył i skupił myśli na Sandlerze. Szczeniackie zachowanie trzydziestolatka przyprawiało go o frustrację, ale młody miał całkiem dobry zmysł obserwacji i łączenia faktów. Mawiano też, że urodził się do broni, znamienne było jednak to, że kiedyś stawał po złej stronie barykady. Tworzyli więc nieformalny zespół; Sandler korzystał z doświadczenia Harrisa, Harris zaś zobowiązał się pomagać mu w nietypowych przypadkach. Ten zdecydowanie do takich należał.

 Po kilkunastu minutach dotarł na miejsce. Spojrzał na niebieski budynek z lekko odrapanymi murami i wdrapał się po schodach do środka. Mieszkanie było otwarte. Sandler stał przy oknie i bębnił palcami o szybę, jak gdyby coś go mocno irytowało.

 Logan przeniósł wzrok na Franka; gruby sznur wciąż oplatał jego kark, choć na pewno luźniej, niż pół godziny temu. Penny zaś, stara poczciwa Penny leżała obok kałuży krwi, a koło niej kręciło się dwóch, jak mniemał, sanitariuszy. Policyjny reflektor błyskał w oddali, a mała grupka koczowała wokół domu. Logan miał wrażenie, że patrzy na surowy, postindustrialny obraz, tyle tylko, że całość była spryskana czerwoną mazią.

 — Penny, wyobrażasz to sobie? — Młody zbliżył się i wywrócił oczami jak obrażona nastolatka. — Przecież ona nie miała wrogów. Żadnych konfliktów, a nawet – co też dużo nam mówi – grubszych pieniędzy. Była biedna.

 — Przyjaciół też chyba brakowało — dodał. — Kto po ciebie zadzwonił?

 — Frank.

 — Zdołał wezwać pomoc? — Wskazał na siwego, który wciąż siedział na podłodze. Nie dał sobie zabrać sznura, nie pozwolił też, żeby ktokolwiek go dotknął. Miał w oczach wyrysowaną dziwną pustkę.

 Logan kucnął tuż przed nim.

 — Fran... Przykro mi. — Jego słowa były szczere. — Ty zadzwoniłeś na alarmowy?

 Nie odpowiedział, zamiast tego schował twarz w dłoniach i po prostu milczał. Wydawało się że zaraz wybuchnie konwulsyjnym płaczem, ale tak się nie stało. Ciszę przerywało jedynie brzdękanie zegara i kroki mężczyzn. Logan zdążył zerknąć na fioletowe wybroczyny Penny, na chwilę przed tym jak zniknęła w foliowym worku, a potem więcej jej nie zobaczył.

 — Wygląda to dziwnie. — Kurt podrapał się po czole. — Najpierw zabijają jednego człowieka, a potem zaciskają pętle na szyi drugiego.

 — To raczej nic nie znaczy.

 — Przecież Frank wszystko widział. Dlaczego też go nie powiesili? Przecież wystarczy, że dojdzie do siebie, to wszystko nam wygada. Kto tak robi?

 Czworo oczu spojrzało na kościstego właściciela domu. Logan rozejrzał się po pomieszczeniu z ogromnym telewizorem, jedyną rzeczą która nosiła znamiona luksusu, nadal nie spuszczając wzroku z Franka, a potem wzruszył ramionami. Tamten zaś tkwił w pozycji prawie embrionalnej, coś pomiędzy pancerzem chroniącym przed nagłym niebezpieczeństwem, a imitacją żółwiego domku dla niewyartykułowanej rozpaczy.

 — Myślę, że jeszcze długo się tego nie dowiemy — zawyrokował Logan. — Kogo masz w zespole?

 — Megan. Jest na dole.

 — Tę paplę?

 Kurt wzruszył ramionami.

 — Dlatego zadzwoniłem po ciebie.

 — I chcesz, żebyśmy znaleźli tego, kto to zrobił?

 — Dla Penny. — Mina cyrkowego arlekina ustąpiła miejsca zwykłemu grymasowi.

 — I dla Franka.

 — Tak, być może dla niego też.

 — Logan?

 — Hm?

 — Od ponad dwudziestu lat nie zabito tu nikogo, nie w ten sposób, a teraz – śmieszna sprawa – ktoś wiesza Penny w jej własnym domu i zostawia całkowicie przytomnego Franka tuż obok. Z pętlą na szyi. Wiem, że się powtarzam, ale to chyba jednoznaczne?

 — On tego nie zrobił.

 Kurt spojrzał pytająco w jego twarz, potem w górę i pokręcił głową. Był niemal pewny, że zabójca siedział przed nimi. Nie ufał milczeniu starca. Miał wrażenie, że Frank zrobił to umyślnie, a potem chciał odkupić winy, ale zabrakło mu sił. Paradoks mordercy, który zmywa grzechy przez samobójstwo. Prosta sprawa.

 — Niech zabiorą go do szpitala. — Harris otworzył okno i rozejrzał się po ulicy.

 — Mówię ci, że... — szepnął Kurt. Koniecznie chciał postawić na swoim.

 — Sprawdzisz to. Na razie trzeba mu pomóc.

 Zerwał się wiatr. Żyrandol zachybotał lekko, jakby czekał na coś jeszcze. Jakby nie miał dość.

 Śnieg przestał padać, ale deszcz bębnił o szyby przy akompaniamencie podmuchów. Gdzieś błysnęło pierwsze światło, ktoś zaklął, strącając szkło. Ulica zaczęła budzić się do codzienności.

 — Logan?

 — Co?

 — Dlaczego miałem go nie dotykać?

 Harris zasznurował usta. Nie był pewien, czy powinien odpowiadać.

 

 

Liczba ocen: 5
96%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~jotka
Kategoria: kryminal

Liczba wejść: 53

Opis:

Coś lżejszego, bez napinania się, bez potwórow i pająków ;)

Dodano: 2020-10-16 13:04:20
Komentarze.
~oko 14 d.
no tak... półtora trupa - nie ma się co napinać. są gorsze kataklizmy. znaczy te... kryminały.
Odpowiedz
~jotka 13 d.
oko a no są
Odpowiedz
*Canulas 14 d.
z dużym wykopem
"Późnojesienna szarówka rozkrzewiła się na dobre, biorąc w obrys śpiące miasteczko." - zajebiste

" Tamten zaś tkwił w pozycji prawie embrionalnej, coś pomiędzy pancerzem chroniącym przed nagłym niebezpieczeństwem, a imitacją żółwiego domku dla niewyartykułowanej rozpaczy." - ja pierdziele, ale flow.

Nie no: znasz moje niektóre teksty, więc pewnie wiesz, że mi siądzie. (jak 95% innych Twoich).
Jakbym kiedyś robił taka prywatną - bardzo prywatną antologię - byłąbyś drugą osobą, którą bym poprosił o uczestnictwo.
Odpowiedz
~jotka 13 d.
Canulas
Oo, a to miłe )
Odpowiedz
*Canulas 14 d.
No i na cięto-szarpane ran Jezusowe - niechaj to tym razem będzie jedynie preludium do serii, a nie, jak masz w zwyczaju 2z2
Odpowiedz
~jotka 13 d.
Canulas
Się okaże, wiadomo jak to z moimi seriami, kończą się na trzech odcinkach i zazwyczaj je porzucam ;D
Odpowiedz
*Ritha 11 d.
z dużym wykopem
"Był niemal pewny, że zabójca siedział przed nimi. Nie ufał milczeniu starca. Miał wrażenie, że Frank zrobił to umyślnie, a potem chciał odkupić winy, ale zabrakło mu sił" - dokładnie tak samo pomyślałam, że pierwszym podejrzanym winien być Frank

"Zerwał się wiatr. Żyrandol zachybotał lekko, jakby czekał na coś jeszcze. Jakby nie miał dość" - świetna wstawka

Po pierwsze lubię dobre kryminały, po drugie lubię Twoją narrację, czyli mam wszystko, żeby być z tą serią do końca. I mam nadzieję, że koniec daleki. Będę śledzić, bardzo mi się podobało! Bardziej niż ostatnie Twoje TW, pomimo, że było świetne, ale tu jest czysto i klarownie (pomimo niewiadomych), tutaj bardziej wciąga. Świetny start, kontynuuj.
Odpowiedz
*Ritha 11 d.
ps. zaplanuj choć trochę w przód, bardzo ułatwia
Odpowiedz
~jotka 11 d.
Ritha
A no trzeba zaplanować, właśnie to mnie zazwyczaj gubi, że idę na żywioł. Dziękuję
Odpowiedz
*Ritha 11 d.
jotka polecam trochę planować trochę iść na żywioł
Odpowiedz
~alka666 11 d.
Zaintrygowało... Będę podążać tropem...
Odpowiedz
~jotka 11 d.
alka666
Zapraszam
Odpowiedz
~alka666 11 d.
jotka dziękuję
Daję się ponieść
Odpowiedz
*berkas 7 d.
z dużym wykopem
Dobre, z tego co widziałem jest dalsza historia. Przeczytam.
Odpowiedz
~jotka 7 d.
berkas
No coś tam się klei powolutku :d
Odpowiedz
Wrócę.
Odpowiedz
~jotka 7 d.
Enchanteuse
Ok.
Odpowiedz
z wykopem
Bardzo fajnie napisane.
Odpowiedz
~jotka 7 d.
Zaciekawiony
Dzięki
Odpowiedz
z wykopem
"Powiesili ją, a wcześniej zatłukli. Chociaż... może jeszcze żyła na moment przed? Nie wiem. Frank nadal rzęzi, ale jest, no[,]jest jakby w podobnej sytuacji."

"Logan przeniósł wzrok na Franka; gruby sznur wciąż oplatał jego kark, choć na pewno luźniej, niż pół godziny temu"

Tu z kolei bez ostatniego przecinka.

"Penny zaś, stara poczciwa Penny[,]leżała obok kałuży krwi, a koło niej kręciło się dwóch, jak mniemał, sanitariuszy"

No jejku jej, toż to porządny kryminał jest . Będę śledzić, w miarę możliwości.
Pozdrawiam
Odpowiedz
~jotka 3 d.
Enchanteuse
Dzięki ale chyba opko już umarło
Odpowiedz
*Canulas 3 d.
jotka czemu?
Odpowiedz
Canulas własnie
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin