drabble konkursowe #3 - NIK Puchar przechodni

Ozdobny człowiek

 Dwunasta… Można bez wstydu zerknąć na świat. Dobrze, że jestem u siebie, że nie musiałem w jakiejś zapadłej, turystycznej dziurze gimnastykować się wstając ze słońcem w środku nocy. Paskudne plaże żółte tak, że w oczy kłują, okolone malachitowymi, turkusowymi, czasem nawet lazurytowymi, zbyt dużymi morzami, wdzięczącymi się falami ubranymi w kolie wściekle białej piany naśladującej nieliczne chmury snujące się po błękicie nieba. Wszystko brudne, że aż strach i pełne oślizgłych roślin, czy zwierząt niejadalnych. Niekiedy trzy dni trzeba sprzątać, żeby jedno zdjęcie zrobić. Czasami chcą, żebym wstawał przed słońcem, żeby poddać się zabiegom pielęgnacyjnym. Kosmetyka zajmuje sporo czasu, jeśli mam ozdobić poranny pejzaż własnym torsem. Ciało mam nienaganne, jednak aparaty i otoczenie potrafią je sponiewierać, jeśli nie zastosuje się odpowiednich podkładów, farb, czy zabiegów z pogranicza magii obrazu. Grafik chodzi z wiecznie podkrążonymi oczami, więc chyba ma sporo roboty.

 

 Dwunasta… Przeglądam leniwie prasę kolorową na ekranie laptopa. Pocztę i terminarz zostawiam na później. Kalendarz wypchany mam grubiej niż portfel. Kto to widział? Śniadanie przyniosą pewnie za jakiś kwadrans, a menedżerka przyjdzie dopiero za pół godziny. Z fotografem. Ostatnio często przychodzi z fotografem. Może ma z nim romans? Leczą wzajemnie kompleksy, kiedy ich zrugam za brak profesjonalizmu, gdy mi spada popularność. Przewracam się na bok i bezmyślnie patrzę w okno. Jest zasłonięte, a nie bardzo chce mi się wstawać. Rzadko wstaję, kiedy nie muszę. Obsługa przyniesie śniadanie, to odsłoni. Oni zazwyczaj odsłaniają. Pewnie chcą się dłużej pogrzać moim widokiem i szukają pretekstu.

 

 Dwunasta… Mogłem jeszcze pospać. Te wczorajsze spacery po czerwonym dywanie były takie męczące. Ktoś spieprzył kolor. Jakiś taki wyliniały, jakby był używany zbyt długo. Irytują mnie takie kretyńskie oszczędności. Nawet szkło i marmury nie mogły ukryć krępującej niedoskonałości podłoża. Włoskie buty zakurzyły się nim doszedłem do schodów. Zażądałem, żeby je wymienili, bo nie będę w brudnych chodził, ale innych nie mieli. Czyścili jakimiś szmatkami i szczotkami. Kompletna indolencja. Drugi raz kazali mi je założyć. Używane buty... Nie wyglądało to wczoraj zbyt dobrze i zdjęcia chyba wszystkie pójdą do śmieci. Albo już poszły. A potem ta kolacja. Ohyda! Jak można żreć takie świństwo? Stół ustawiali chyba ze trzy godziny, żeby obrus był gładszy od szkła, żeby w tle wisiały lustra i obrazy, żeby kwiaty egzotyczne nie pchały się w pierwszy plan, żebym zawisnął po królewsku nad talerzem o niespotykanym kształcie i własnym zachwytem uzasadnił cenę i absurdalny termin, w jakim można zarezerwować stolik. Pół roku czekania, a potem przyjdzie człowiek i chce dostać coś godnego, a tu taki dramat. Chyba, że na mnie oszczędzali i położyli jakąś farbowaną podróbkę na talerzu. Więcej tam ozdób było niż żarcia, a to co było, śmierdziało jakby zdechło i leżało pod rybackim kutrem ze dwa tygodnie. Dobrze, że na zdjęciach nie będzie widać…

 

 Dwunasta… Wciąż dwunasta. Zdecydowanie za wcześnie wstałem. Mógłbym przejść do salonu, żeby poćwiczyć, ale mi się nie chce. I tak o pierwszej pojawi się trenerka i podyktuje komplet ćwiczeń, żeby mi nie stężało ciało. Potem kąpiel relaksacyjna, tajski masaż, manicure, kosmetyczka, fryzjer. Rutyna. Pewnie w trakcie powstanie kilka niepozowanych zdjęć na tle okna, za którym starzeją się zabytki, tak uwielbiane przez gówniarzy. Hotel płaci za zdjęcia z zabytkami. Inaczej by mnie tu nie było. Mam dzisiaj dzień łaski – może zgodzę się na zdjęcie z gołym tyłkiem? Ciekawe, ile dopłacą… Tyłek mam idealny do zdjęć… Kiedyś chodziłem na siłownię, ale tam śmierdzi octem, a moja delikatna skóra źle znosi tak agresywną atmosferę. Teraz siłownia musi być prywatna. Sterylna. Zaadaptowana na potrzeby. Inspirująca i kreująca fotki dla małolat z całego świata.

 

 Dwunasta… Ten zegar chyba się zatrzymał, ale to dobrze. Nie mam ochoty na pośpiech, niechby tylko śniadanie przynieśli, bo pusto mi w tym łóżku. Mogłem zamówić jakieś towarzystwo. Nie na całą noc, ale na taki poranek chociażby. Wiem, że to głupie, bo dziewczęta są okropne – nie potrafią mnie w skupieniu podziwiać - głośne, rozgadane, chichoczące, pełne nadziei, że ja coś do nich czuję. Ja?! Co mam czuć? Śmierdzą kosmetykami za grosze, albo używaną bielizną. Nawet po kąpieli śmierdzą nieśmiertelną biedą i z każdym oddechem czuję się gorzej. Raz zaprosiłem chłopaka, ale ten śmierdział jeszcze bardziej i liczył, że będę mu kieliszek napełniał – totalny wariat. Zadzwoniłem po obsługę, żeby go wygnali natychmiast. Od tamtej pory menedżerka zamawia mi towarzystwo, kiedy poczuję potrzebę. Może pchnąć jej sms? Eee… Nie chce mi się aż tak. Przecież dzisiaj znowu mam gdzieś pozować. Reklamować jakieś samochody, garnitury, czy perfumy cuchnące jak skiśnięta sałatka owocowa.

 

 Dwunasta… Wczoraj napisał jakiś szejk, że zaprasza na pustynię. Szeherezada i takie pikantne opowieści we dwójkę. Pragnie mnie pięciocyfrowo. Na wyłączność i sugeruje tydzień bez paparazzi. W namiocie? Kretyn! Chyba się we mnie zakochał, ale nie za mocno, bo w pięciu cyfrach, to mogę świecić przykładem przez godzinę, a nie tydzień z tyłkiem pełnym piasku. Niech dojrzewa. Jak szóstą cyfrę dołoży, to pojadę. Nawet, jeśli będzie chciał skonsumować, to pojadę. Nie on pierwszy. Ostatnio była ta Chinka, której nudziło się i zaprosiła na tydzień. Zupełnie bez umiaru była. Stać ją było na moje towarzystwo, ale po powrocie musiałem się regenerować z miesiąc. A ona na odchodne prosiła, żebym ją zawiadomił, gdybym zamierzał płeć zmienić, bo chętnie stanie do licytacji moich jąder. Może nawet z prąciem. Jak przyjdzie bieda, albo lajki spadną, to trzeba będzie nad tym się poważnie zastanowić. Wizytówkę zostawiłem. A menedżerka ma jej wysłać w moim imieniu życzenia na jakieś chińskie święta.

 

 Dwunasta… Wzdycham do własnych myśli. Ciekawe, czy umiałbym w szpilkach chodzić. Może warto poćwiczyć? Z tymi piersiami, to jakieś globalne szaleństwo, wszechświatowy obłęd. Ale biją na popularność tak, że warto je nosić na wierzchu. To lepsze od gołego tyłka. Może zadzwonię do tej… Jak jej było? Zapomniałem... Ale ma ze sto milionów kibiców. Może mi podpowie? Albo umówimy się na wspólne foty gdzieś, w godziwych warunkach? Może uda się fanami wymienić? Sponsorami? Może podwoimy oglądalność? Nie… Lepiej nie. Zadzwonię, to się pochwali, wykpi w sieci i tyle. Lepiej zostawić to personelowi. Niech załatwi wspólną sesję biznesowo. Tak bezpieczniej. Poza tym… ona gotowa pchać się przede mnie. Żebym był tłem, na którym się pochwali cyckami. Nie chcę być jej biżuterią. Równie dobrze ona mogłaby być stolikiem przy którym zasiądę. Przecież po to jestem. Żeby mnie kochać i podziwiać.

 

 Dwunasta…

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~oko
Kategoria: obyczajowe

Liczba wejść: 19

Opis:

chyba, żeby to był romans... w końcu siebie kochać, to nie jest nic niezwykłego.

Dodano: 2020-10-17 13:20:13
Komentarze.
~Maurycy 13 d.
"Chyba się we mnie zakochał, ale nie za mocno, bo w pięciu cyfrach, to mogę świecić przykładem przez godzinę, a nie tydzień z tyłkiem pełnym piasku. Niech dojrzewa. Jak szóstą cyfrę dołoży, to pojadę." To dobre jest! Z resztą nie tylko to, ale to mnie zastrzeliło!
Odpowiedz
~oko 13 d.
Maurycy najgorsze, ze są tacy ludzie... ozdobni. tacy, którzy każdego dnia usiłują pokazać więcej, ale tak, żeby nie pokazać wszystkiego, bo przyjdzie jutro i bieda...
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin