Zapasowy brat Jak działa szczęście?

Utopce

  Ziemie odzyskane, czasy krótko powojenne.

 

  [...] Albert prowadził dwójkę czarnych jak Namibijskie murzyniątka dzieci, powodując zaciekawienie i konsternację u mijanych ludzi. Przechodząc obok domu Poleckiego, dostrzegł kilka przebrzydłych czarnych ptaków, z których wcześniej jeden zaatakował Marylę.

 – Cholera jasna! – burczał jak rozeźlony giez. – Jak podwładni mają słuchać nowego dyrektora, kiedy ty urządzasz błotne bitwy z chłopkami?! – Ganiąc córkę, kątem oka obserwował dach domu Poleckiego i znienawidzone zwierzę.

 – Ale to oni zaczęli... – spróbował wytłumaczyć się, głosem do złudzenia przypominającym śpiewne trele Iwonki, jeden z dwóch potworów z bagien.

 – Ani słowa! – Walczak delikatnie, lecz zdecydowanie popchnął dziewczynkę, nie pozwalając się zatrzymać i wdać w kolejną słowną wymianę. – Matka z tobą pogada i jak ją znam, już ona da ci do wiwatu!

 – A tata się obudził? – dopytywała druga, błotna mumia.

 – Tak, cholera! – Albert spojrzał na Zbyszka i gdy uzmysłowił sobie porywczość Józefa, dodał: – Przecież twój stary gotów mi, jasny gwint, sam nie wiem, co zrobić, jak cię takiego zobaczy!

 – Ale nic mu nie jest? – upewniał się syn piekarza.

 – Eeee tam, jest... Nie widziałem jeszcze tak twardego skurczybyka. Na twoim ojcu wszystko goi się jak na dzikim psie! – Rozsierdzony rodzic jednego z dwójki dzieci, wyprzedziwszy małoletnich, otworzył furtkę i pierwszy wszedł na własne podwórko. – Najdalej za tydzień... – Wzrok mężczyzna przykuło auto z podniesioną maską i żołnierz pochylony nad silnikiem. – Cholera, z drogi człowieku! – wrzasnął Walczak, zderzywszy się z Florkiem zagradzającym mu przejście.

 – Nie ma rozkazu puszczać! – wykrzyczał ze stanowczością starszy szeregowy Iwaniak.

 – Coś ty, ochujał?! Przecież ja tu mieszkam, głupku!

 – Porucznik zabronił puszczać nawet samego dia... – Iwaniak spojrzał na upaprane mułem dzieci i zamilkł na moment, straciwszy cały rezon. Z narastającym niedowierzeniem wysylabizował wcześniejszą myśl: – ... bła! A co to… są, te... to... tu...? – Wskazał drżącym palcem na długowłosą, błotną nimfę, której postać przybrała Iwonka.

 – To są utopce! – zawyrokował z przerażeniem, znajdujący się obok Sawicki i zrobił krok w tył, po czym nerwowo wymierzył broń w podejrzanie spokojne monstra.

  Mroczne postacie, jak rozgniewane upiory stały w milczeniu i bez słowa wpatrywały się w ziemię u stóp żołnierzy.

 – Buuuu! – wybrzmiało nagle złowieszcze wycie. Ręce wyższego z „utopców” ze zwisającymi resztkami wodorostów uniosły się, ociekając kleistą mazią.

  Kiedy dodatkowo oblepione wyschniętą skorupą szlamu oblicze zwróciło się w kierunku dzielnego wojaka, a para czarnych, świecących diamentów osadzonych wewnątrz wielkich białek oczu, poczęła wwiercać się w napełniony zabobonami umysł, resztki świadomości w głowie żołnierza wykrzyczały z całych sił: Uciekaj!

 – Nie! – zawył w panice Florek. – Ja nie chcę umierać! – Starszy szeregowy zaraził się przerażeniem druha jak dżumą i zrobił kilka nieporadnych kroków wstecz.

  Iwaniak trafił nogą w wiadro, a zaraz potem w misę pozostawioną przez panią domu po zakończonym praniu. Kiedy po utracie równowagi karabin chłopaka gruchnął z metalicznym odgłosem o utwardzoną kamienną alejkę, ten wciąż nieporadnie cofał się i pechowo trafiał nogami w kolejne blaszane pojemniki.

  Powstały raban przypominał nawałnicę spadających emaliowanych naczyń.

  – Co tu się dzieje?! – z ganku zagrzmiał głos Maryli, która już nie raz musiała temperować wygłupy żołnierzy. W pierwszej chwili wzrok rozeźlonej kobiety przykuł obraz lądującego na tyłku Florka, a zaraz potem spostrzegła męża. – Albercie możesz mi wytłumaczyć... – Nagle, z rozszerzonymi ze zdumienia oczyma na widok Zbyszka i Iwonki, przerwała tak dobrze rozpoczęte strofowanie męża. – Co im się stało?!

 – Opuść broń, tępy idioto! – wycedził zdenerwowany dyrektor do spraw osuszania zalanych terenów. – To nie są żadne utopce, tylko dzieci, głąbie jeden! – Albert nie wytrzymał i ignorując żonę, trzepnął otwartą dłonią Iwonkę w tył głowy. – A ty, przestań się wygłupiać i ludzi straszyć, bo ci idioci gotowi jeszcze cię zastrzelić!

  Cała sytuacja wydała się młodym na tyle zabawna, że mimo prób powstrzymania się, gruchnęli chichotliwym śmiechem.

  – Ja, to bym... – Sawicki na wszelki wypadek trzymał bezpieczną odległość. – Cholera, utopce! Jak żywe! – Wojskowy nie do końca przekonany, opuścił broń, jednak wciąż podejrzliwie obserwował umorusane postacie, jednocześnie pomagając podnieść się koledze z ziemi.

 – Nie rżeć mi tu jak źrebaki do marchwi! – Wściekły Walczak upominał rechoczące dzieci.

 – Albert, bierz je do domu, ja zaraz przygotuję im kąpiel! Później opowiesz mi co zaszło i się z nimi rozmówię!

 – Ale nie było rozkazu puszczać… – Starszy szeregowy rozmasowując poobijane pośladki, nieśmiało się przeciwstawił.– Porucznik zakazał. – Chłopak ponownie zastawił przejście własnym ciałem.

 – Widzisz no, barana?! – Zirytowany Albert wymownie złapał się za głowę. – Tak to jest, jak pół-debili do armii naprzyjmują! My tu przecież mieszkamy, gamoniu!

 – Florek, coś ty znowu wymyślił?! – Maryla jęknęła z przewyższenia ganku. – Dzieci trzeba wykąpać i pranie porobić! Widzisz przecież!

 – Ale Generał powiedział, coby nikogo... – Żołnierz zawahał się, lecz po chwili stwierdził: – Rozkaz jest czekać i nie puszczać nikogo, aż oficer zawoła! Rozkaz jest i już!

 – Aj, tam! Nie będę z wami dyskutowała! – Maryla bezceremonialnie weszła pomiędzy mundurowych. Ciągnąc do budynku wciąż rozbawionego Zbyszka z Iwonką, roztrąciła młodych wojaków, brzęcząc oschle: – A niby kiedy to porucznik zabronił dzieci do domu wpuszczać, co?!

 – Jak piekarz powiedział, że zabił żonę, i później zaczął się z doktorem spierać, i jeszcze później, jak kazał mi spier... – Florek chrząknął, niemal krztusząc się słowem. – No… jak kazał zamykać drzwi i czekać na polu, to wtedy!

 – Co?! – Walczakowa stanęła jak wryta po słowotoku Iwaniaka.

  Śmiech, jeszcze chwilę wcześniej dominujący obejście, stał się odległą historią. Maryli przeszły po ciele nieprzyjemne, zimne dreszcze i zdawało się, że wszystko zamarło. Ustał leciutki, sierpniowy wietrzyk, a ćwierkające dotąd ptaki zamilkły, jakby przyroda wstrzymała oddech po słowach chłopaka.

 – Zawsze wiedziałem, że to szaleniec! – głos zabrał Walczak. – Na pewno zabił żo...

 – Albert, nie…! – Kobieta wskazała na dzieci, licząc, że młodzi nie zrozumieli, a przynajmniej nie do końca pojęli znaczenie słów żołnierza i pokręciła głową, dając znak, aby mąż nie ciągnął dalej myśli.

 – Tak, racja. Młody niczemu niewinny i pewnie nawet nie wie...

 – Ale to wszystko prawda! – Niewydarzony żołnierz przerwał Walczakowi. – Major najpierw chciał zamknąć piekarza we wariatkowie, ale jak później zaczęli się kłócić z porucznikiem i... tego...

 – Co znaczy„tego”?

 – No, wygnał mnie, jak chciałem coś powiedzieć...

 – Puszczaj! Muszę się wszystkiego sama dowiedzieć od porucznika. – Maryla ruszyła wprost na Florka, który niczym wańka-wstańka ciągle pojawiał się na drodze do wejścia. – Coś czuję, że wszystko pokręciłeś.

 – Ale przez was, dyrektorowo, ja nie dostanę mojego medalu! – Iwaniak niemal płakał. – Dowódca znowu mi głowę zmyje! Nie puszczać, mówił...! [...]

 

 

Liczba ocen: 1
62%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Maurycy
Kategoria: obyczajowe

Liczba wejść: 27

Opis:

Kawałek czegoś większego :)

Dodano: 2020-10-17 15:54:35
Komentarze.
!Szudracz 13 d.
Dzieciaki musiały wyglądać nieziemsko. 😁
Myślę, że utrzymujesz nadal ten sam ton opowieści.
Charakterystyczne, ze względu na wszczepianie tego czegoś, może to taki dreszczyk z pogranicza magii, nie do końca wiem, ale jest.
Odpowiedz
~Maurycy 13 d.
Szudracz tu magii niezbyt wiele, cieszę się, że jednak dostrzegłaś co nieco. Zapewniam Cię, że będzie jednak więcej 😉 Choć ja lubię niedopowiedzenia także, każdy mam nadzieję, dostrzeże w tym opku choć po trochu coś innego. Na to liczę przynajmniej.
Odpowiedz
!Szudracz 13 d.
Maurycy Magia w takim znaczeniu, że jest ten filtr nałożony jak wspomniałam z niepokoju. Ciężko ubierać odczucia w słowa.
Wiem co potrafisz wyczarować. 😉
Odpowiedz
~Maurycy 13 d.
Szudracz wiem, wiem o co Ci chodziło, troszkę się zgrywam.
Bardzo Ci dziękuję Szu za dobre słowo i cieszę się, że ktoś tak jak Ty, interesuje się tym opowiadaniem. Bardzo, bardzo się cieszę! 👍👍👍👍😉
Odpowiedz
*Canulas 12 d.
z wykopem
Czułem, żeby zajrzeć. Piekarniowe skrawki.
Scena skrojona lekko oraz dobrze, choć zastanawia mnie czy faktycznie mogliby w taki numer uwierzyć
Odpowiedz
~Maurycy 12 d.
Canulas to były lata zaraz po wojnie, wtedy to wierzono( nie wszyscy) w takie rzeczy, że głowa mała
Powiem, że czasem przesiewam to na co wpadam w poszukiwaniach historycznych, bo sam nie dowierzam, że tak mogli zachowywać i myśleć nasi poprzednicy na tym padole.
Dzięki za wizytę i przemyślenie!
Odpowiedz
*Canulas 12 d.
Maurycy nie no, fakt. Sam pamiętam, że czytałem o sytuacji, gdzie nagrywało jeden z pierwszych filmów sci/fi i chłopy człowieka przebranego za kosmonautę niemal rozkroili w stodole.
Odpowiedz
~Maurycy 12 d.
Canulas nie mówiąc już o słynnej audycji radiowej Orsona Weila
Odpowiedz
~oko 12 d.
skoro kawałeczek, to pewnie urośnie. dobrze się czytało.
Odpowiedz
~Maurycy 12 d.
oko dzięki!
Odpowiedz
~Aja 11 d.
Póki co zostawiam tylko ślad, że zajrzałam.
I już się cieszę cała
Wrócę jakoś w tym tygodniu jak znajdę czasu trochę - na pewno! I przeczytam.

A tak w ogóle to co trzeba zrobić, żebyś tu Piekarnię wstawił? Bo się trudno szuka w tych innych... bardzo potulnie i pięknie proszę.
Odpowiedz
~Maurycy 11 d.
Aja No pacz, Ona znowu zaczyna 😉😂
Jak siem wstawi to będzie wstawione! 😁 Przez Ciebie cholero jedna, zabrałem się i tak do tego opka porastającego kurzem😉(dzięki za motywejszyn!)
Dzięki za ślad Aja!

Odpowiedz
~Aja 3 d.
Maurycy aj tam zaczyna zaraz... no poczytałabym sobie w dobrych warunkach, a nie przedzierając się przez chaszcze i zamiecie. No, to niech się wstawi - co?
Przeze mnie? A to miłe bardzo jest, że miałam swój malutki udział. I bardzo dobrze, że się zabrałeś - bo czyta się super! Lubię bardzo Twój sposób opowiadania.

Odpowiedz
Cześć

"Albert prowadził dwójkę, czarnych jak Namibijskie murzyniątka dzieci, powodując zaciekawienie i konsternację u mijanych ludzi. "

Pierwszy przecinek out, totalnie niepotrzebny, robi się dziwne wtrącenie, tu totalnie zbędne

"Ciągnąc do budynku wciąż rozbawionego Zbyszka z Iwonką, roztrąciła młodych wojaków, brzęcząc oschle: – A niby kiedy to porucznik zabronił, dzieci do domu wpuszczać, co?!"

"A niby kiedy to porucznik zabronił dzieci do domu puszczać, co?"

Mimo że świetnie rozumiem, czemu postawiłeś przecinek po "zabronił" ( intonacja kobiety), to jednak nie jest on uzasadniony. Rzadko kiedy faktyczne przerwy w mówieniu są zaznaczane przecinkiem.

No, Maurycy. Podobało mi się, choć cała historia trochę zagmatwana. Ogółem fajny pomysł na opowiadanie; fajnie pachnie dawnym folklorem też. Niemniej żeby było z wykopem, to trochę na to za mało.
Takie, wiesz, przyjemne, lekkie, do kawki (nie mówię że takie też nie są potrzebne).

Pozdrawiam cieplutko

Odpowiedz
~Maurycy 11 d.
Enchanteuse i kogo to moje oczy widzą pod tymże tekstem! No, no, no!
Ja to przecinkowy debil i pewnie nie tylko, także nie będę za zbytnio dyskutował, zwłaszcza, że jak wskazałaś to nawet ja dostrzegam to czego nie dostrzegłem wcześniej.
Na marginesie, cieszyć się trzeba Ench, że dałem to przejrzeć mądrzejszym od siebie bo zanim to zrobiłem, to się tam z interpunkcją cuda dopiero działy😁
Z rad oczywiście skrzętnie skorzystam! U mnie każde wskazanie i rada zawsze mile widziane 👍
Bardzo dziękuję po raz pierwszy!


Jeśli historia zagmatwana, to może, choć pewności nie mam, dlatego, że to jest to fragment z czegoś dużego i to jest ze 30-sta część i wtedy może być gmatwum-dyrdum jeśli się nie zna poprzednich tych... tamtych... 🤔, ale może i faktycznie takie tam już jest niezbyt rozgarnięte moje pisanie 😉
Jakbyś się niezbyt mocno tu zraziła, to kolejna część „Zapasowy brat” należy też do tej samej historii i być może w połączeniu z Utopcami, wyda się bardziej sensowna. Ale niekoniecznie namawiam, jeśli już masz zdanie wyrobione, że to nie dla Ciebie. Bo po co się męczyć 😉

Dziękuję bardzo po raz drugi! Tym razem za wyrażenie szczerej opinii i własnego zdania. Bardzo cenię szczerość, zwłaszcza jeśli ktoś wyraża się tak grzeczny i elokwentny sposób, jak robisz to Ty!
Pozdrawiam ciepło
😉


Odpowiedz
Maurycy jejku jej, jaka długa odpowiedz <3
Bardzo chętnie zerkne na ten Zapasowy bat, bo bardzo podobają mi się niektóre rzeczy: ładnie umiesz oddać w dialogach klimat, ogólnie wszystko jest tym klimatem przesiąknięte. Jak na jednostrzal brakuje mi mocniejszego akcentu po prostu. Ale skoro to ma więcej części, to jako część całości jak najbardziej uważam za ok.

Odpowiedz
~Maurycy 10 d.
Enchanteuse to ogólnie jest horror, duchy, zmieszane z zabobonami i przesądami, a może zabobony zmieszane z duchami i ludzkimi lękami? Sam się pogubiłem.
Z tym horrorem to bez jaj. To, że jest kilka stron lżejszych nic nie znacz, przynajmniej nie u mnie. Ja jestem tego zdania, że każda tragedia ma swoje podliże na którym wzrasta powoli i opata nieszczęśnika, nieszczęśników powolutku, a kiedy się spostrzegą, jest za późno na... Albo nie jest za późno. Jeszcze nie zdecydowałem do końca
Nie lubię horrorów gdzie krew leje się gęsto od początku do końca, aż w końcu wyrwana noga czy ręka to tylko mały pikuś. Lubię kiedy akcja trzyma w napięciu , choć nie zawsze na pełnej mocy, aby się nie uzależnić od napięcia.
Tak próbuje kombinować, ale oczywiście czy mi się uda(udaje) to właśnie odbiorcy
niech się wypowiedzą.
Ps każde techniczne i inne wskazania miłe widziane
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin