Utopce

Zapasowy brat

 – Co jesteście tak cicho, jak jakieś święte niewiniątka?! – Zdenerwowana Maryla, pochylona nad wanną próbowała od dłuższej chwili, nawiązać rozmowę ze Zbyszkiem i Iwonką. – Zapomnieliście, że macie języki w buzi? – pokwękiwała, na przemian polewając i szorując gąbką, dwójkę usadowionych plecami do siebie dzieci.

  Jak do tej pory odpowiadało jej milczenie, przerywane odgłosami wypluwanej przez młodych wody, co skrzętnie wykorzystywała do upomnienia niesfornej trzódki. – No, wszystko wszystkim, ale powiedz, córuś, co to za pomysł, żeby żołnierzy straszyć?! Przecież mogli zacząć strzelać!

 – Ale Florek fiknął na tych miskach, co nie?! – Nagła zmiana tematu spowodowała, że Iwonka niespodziewanie parsknęła śmiechem. – I rękami jak machał... hi, hi, hi. Jak wiatrakami! – Dwunastolatka chichrała w najlepsze – ...jakby ha, ha, ha... chciał gdzieś odlecieć... – Mała aż krztusiła się radosnymi spazmami, zarażając wesołością matkę.

 – Biedny chłopak… – Maryla próbowała mówić poważnie, lecz na wspomnienie ofermowatego żołnierza i udzielającymi się atakami śmiechu, nie dała rady powstrzymać rozbawienia. – Ha, ha, ha… miał minę, jakby zobaczył dwa błotne diabły... ha, ha, ha... Nawet ja zwątpiłam... he, he he...

 – A tata do niego hi, hi, hi …ty gamo... hi, hi, hi... niu! Jak nie chciał nas… hi, hi, hi …wpuścić!

 – A on tylko medal i medal ha, ha, ha – Maryla upuściła gąbkę i złapała się za brzuch, starając uspokoić. – Wiesz, kochanie, nieładnie jest nabijać się z biednego Florka – rodzicielka z trudem przywdziała poważną minę – przecież to… phhhmmmm hi, hi... – śmiech ponownie eksplodował ze zdwojoną mocą niczym wulkan i na nic zdały się próby powściągnięcia żywiołu... bohater! Ha, ha, ha...

  Matka z córką wybuchały coraz to nowymi salwami radości, jakby zachłysnęły się rozpylonym przez nieznanego magika szczęściem.

  Z całej trójki jedynie Zbyszek siedział markotny i beznamiętnie kreślił dłonią dziwne figury na powierzchni wody.

 – Co tu się wyrabia?! – zagrzmiał za plecami Walczakowej Albert.

 – Skaranie boskie z tobą! Czy ty zawsze musisz bić się z chłopakami?! – Walczakowa spoważniała w jednej chwili i popatrzyła na córkę, puszczając porozumiewawczo oko. – Ojciec taki spokojny, w kogo tyś się wdała, dzieciaku?! Ja w twoim wieku... – Maryli przemknęły przez głowę obrazy z przeszłości i bójki z synami sąsiadów, za które często również dostawała burę od rodziców. – No dobrze… – westchnęła na poły, aby uspokoić rozedrgany oddech, a po trosze z nostalgii za minionymi młodzieńczymi czasami. – Powiesz mi… nam – szybko się poprawiła, zerkając na męża – o co poszło tym razem?

  Iwonka podniosła głowę i spojrzała na matkę z tym szelmowskim, pełnym zacięcia błyskiem w oku, który sprawiał, że kobieta kochała córkę bez miary. Jednocześnie przejawiała lęk, aby ognisty temperament w przyszłości nie przyniósł latorośli zguby.

 – Kochanie, mów śmiało, my z tatą jesteśmy po twojej stronie. Prawda, Albercie?

 – T... tak?! No, pewnie, ale... – skonfundowany Walczak nie bardzo wiedział, jak się zachować, mógłby przysiąc, że dopiero co słyszał rozbrzmiewające z łazienki śmiechy. – Ale... My nie mieliśmy na nią… na nich nakrzyczeć?

 – Oj, najdroższy – Kobieta delikatnie musnęła mokrą dłonią męża i spojrzała mu w oczy. – One już wiedzą, że zrobiły źle, a teraz my musimy zrozumieć, co się stało. Prawda?

 – No, tak. – Walczak zawsze miękł pod wpływem siły charakteru i uroku żony. – Właśnie miałem to powiedzieć.

 – Iw, opowiedz nam wszystko. – Maryla czuła, że mała jest gotowa, podzielić się opowieścią i delikatnie zachęciła córkę.

 – Bo te Przaśniaki jedne – obliczem córki zawładnęła złość – wyzywały Zbyszka od głupich piekarzy! I wtedy jeszcze, tamten największy, ukradł mu jego wisiorek i jak później nie chciał oddać, to mówił nawet, że, by chciał, żeby pan Józef umarł na śmierć, za to, że napadł na wojsko... – Podekscytowana Walczakówna nakręcała się z każdym kolejnym słowem. – A to jest przecież mój zapasowy brat i ja muszę go bronić, bo on powiedział, że zawsze będzie mnie! – Popatrzyła na matkę tym błyskiem w oczach, który pojawiał się, gdy dziewczynka walczyła z niesprawiedliwością. – No, to ja chciałam mu go zabrać, ale ich było za dużo i wtedy oni wrzucili nas do rzeki, ale tam było płytko i pełno błota, to my tym błotem w nich, a oni w nas... I wtedy przyszedł tata. No i teraz wiesz, jak było! – Dziecko wyrzuciło przekaz jednym spiesznie wydychanym haustem powietrza.

  Walczakowa popatrzyła na Iwonkę, po chwili na małego Poleckiego, tkwiącego w wannie niczym milczący zesłaniec ze spuszczoną głową i dopiero po kilku sekundach, sens słów począł zyskiwać nieco zrozumienia.

 – Poczekaj, poczekaj kochanie. – Matczyny umysł rozpoczął pracę nad rozszyfrowaniem co ważniejszych fragmentów opowieści. – Zawsze ci powtarzam, żebyś nie goniła tak z mówieniem. Co za Przaśniaki? Jaki wisiorek? I co to jest, ten „zapasowy brat”? Czyżby Janek był z wami nad rzeką?

 – Oj, mamo! – Niecierpliwiła się nastolatka. – Przecież ci wszystko powiedziałam! Janka tam nie było!

 – To jest chyba ten nieszczęsny „wisiorek”, o którym mowa. – Alberta wyciągnął ramkę ze zdjęciem przeplecioną sznurkiem. – Zabrałem to jednemu z chłopców, rzucających się błotem z naszą najgrzeczniejszą na świecie córeczką – skomentował sarkastycznie.

 – Ach, to zdaje się fotografia mamy Zbyszka? – Maryla pojmowała coraz więcej.

 – Oddaj! – cichy dotąd chłopiec, wyciągnął mokrą rękę po jedyną pamiątkę po zmarłej rodzicielce.

 – Normalnie, Józef! Tylko oddaj i oddaj...

 – Albert przestań! – Walczakowa przerwała mężowi, po czym zwróciła się do chłopca: – Spokojnie Zbysiu, jak wyjdziesz z wanny i cię wytrzemy, to dostaniesz.

  Mały, najwidoczniej speszony, na powrót spuścił wzrok i ponownie zajął się mydlinami na powierzchni wody.

 – A co to znaczy „zapasowy brat”, co to jest? Możesz mi to jeszcze wyjaśnić? – delikatnie dopytywała Maryla, przejąwszy ramkę z rąk męża i dyskretnie nakazując, aby nie mieszał się w rozmowę.

 – No bo, jak was wojsko zabierało, i biło... – dziecku nagle pociekły strumienie łez po jeszcze gorących od śmiechu policzkach. – A ja, to wszystko widziałam! – skarżyło się rozgoryczone dziecko. – I nikt was nie ratował…! – Iwonce, spazmy szlochu odebrały na chwilę głos. – Mamo, tam było tyle ludzi, a tylko pan Polecki wam próbował pomóc! Dlaczego?! – Nastrój w łazience zmienił się z radosnego na posępny i tak jak wcześniej wesołość, teraz żal udzielił się Maryli, rosząc oczy kobiety wielkimi perłowymi kroplami.

 – Kochanie… – głos Walczakowej ugrzązł w gardle, nie mogąc wyrwać się szarpiącym go emocjom.

 – To wszystko przez tego wariata, Józefa! Gdyby nie on…

 – Tato?! Jak możesz…?! – Iwonka nie mogła zrozumieć ojcowskiej niechęci do Poleckiego. Jego słowa wstrząsnęły dzieckiem na tyle, by wybuchnąć długo skrywanym bólem. – Ja widziałam, jak bili Janka, mamę i ciebie… I później też, kiedy pana Józefa powalili, i zaczęli kopać, i tłuc karabinami!

 – Cichaj, kochanie, cichaj. – Maryla mocno przytuliła przytłoczoną boleścią córkę, jakby chciała wycisnąć z niej na zawsze wszystkie złe wspomnienia.

 – I wtedy… – Mała najwidoczniej musiała wyrzucić z siebie straszne obrazy. – Wtedy ona nakryła nas tym głupim pledem! A ja chciałam z wami! Głupia… głupia… głupia…! – Płacz przerodził się w gorzkie zawodzenie. – Ja wiedziałam, że was zabiją… – nastąpiło ciche kwilenie, po czym kolejny wybuch: – Rozumiesz, mamo?! Wiedziałam!

 – Spokojnie, skarbie! To już minęło…

 – Ale ona… Pamiętam, jak biegłam! Pamiętam, jak minął mnie pan Józef i ogarnął nas tłum. – Mała wyglądała, jakby dopiero teraz zastanawiała się nad czymś, co nie dawało jej spokoju od kilku dni. – Potem, kiedy się wydostałam, to widziałam, jak pan Polecki leżał na ziemi, a oni wszyscy się na niego rzucili. I wtedy… – Iwonka umilkła na krótką chwilę, a wyraz jej twarzy wskazywał, że odnalazła w pamięci element, którego nie mogła w żaden sposób dopasować do puzzli minionych wydarzeń. – Ona stanęła mi na drodze! I nie puszczała! – Łkała z wyrzutem.

 – Kto? Skarbie, o kim mówisz?

 – No, ona! Powiedz, jak mogła to zrobić?!

 – Co takiego?

 – Przecież została na wozie, a później czekała na mnie i powiedziała, że nie mogę iść dalej! I jeszcze później… Pamiętam tylko ten śmierdzący pled…– Iwonka szlochała wtulona w matczyny fartuch. – Mamo… już wszystko mi się miesza…

  Maryla spojrzała na Alberta, jakby pytała, czy cokolwiek z tego rozumie. Mąż jednak wzruszył ramionami.

 – Kto cię zatrzymał? Nie rozumiem, o kim mówisz?

 – Mamo, ja tak bardzo chciałam… – Dziecko nie odpowiadało na pytania, tylko trwało zagubione gdzieś we wstrząsających wspomnieniach. – Ona ciągle mnie nie puszczała! – Iwonka żaliła się przez łzy. – Głupia… głupia tylko śpiewała! A ja chciałam… – Kolejna fala spazmów rozmyła słowa dziewczynki. – Ja tylko chciałam z wami umrzeć!

 – Ciii, już dobrze kochanie! – Walczakowej coraz trudniej było okiełznać rozdygotaną córkę. – Kto cię trzymał?

 – Głupia… kochana Urlike, nie pozwalała… jak chciałam do was!

 – Dobrze, już dobrze, moje maleństwo. – Maryla dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak jej ukochana Iwonka była blisko całego zajścia nad rzeką, gdzie kilka dni wcześniej ich rodzina otarła się o śmierć. Zdarzenie to, dotychczas było tematem tabu. – To już przeszłość…

 – Ja tak strasznie płakałam, tak bardzo. – Mała wciąż przeżywała niedawną traumę. – I wiesz… – Iwonka nieco opanowała emocje. – Jak ona ciągle nie chciała mnie puścić, to wtedy Zbyszek… Mamo, dlaczego tak się dzieje, to wszystko zło?! – Dziecko ponownie wtuliło się w matczyną pierś i dławiło żalem.

 – Już spokojnie…

 – Zbyszek powiedział, że jak was zabiją… – Emocje kolejny raz uniemożliwiły dwunastolatce, podzielenie się myślą.

 – To już nie wróci. Zapomnij o tym. – Walczakowa szeptała, jakby pragnęła odpędzić zły koszmar. – Jesteśmy bezpieczni.

 – Powiedział, że będzie moim zapasowym bratem… – Zapłakana, spojrzała matce w oczy. – No i, że zawsze będzie mnie bronił… Rozumiesz?! Wiesz już, dlaczego ja muszę go bronić?!

 – Tak, kochanie, wiem. – Maryla spojrzała na przyglądającego się im posępnego Zbyszka i powtórzyła: – Teraz rozumiem wszystko…

 

 

 

Liczba ocen: 1
75%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Maurycy
Kategoria: obyczajowe

Liczba wejść: 27

Opis:

Drugi kawałek :)

Dodano: 2020-10-17 15:57:09
Komentarze.
!Szudracz 13 d.
Gdzie mam szukać jedynki? Dlaczego nie jest pod szyldem "Piekarni"?
Ogromna radocha, że mogę zajrzeć do następnej części.

Odpowiedz
~Maurycy 13 d.
Szudracz Utopce 😉
Odpowiedz
!Szudracz 13 d.
Maurycy Nie wybaczę Ci tego chowania tych niespodzianek. 😉
Odpowiedz
~Maurycy 13 d.
Szudracz kiedyś może wstawię całość, na razie chciałbym zobaczyć jak zostaną odebrane co niektóre fragmenty.
Odpowiedz
~Maurycy 13 d.
Szudracz wybaczysz😉🌹
Odpowiedz
!Szudracz 13 d.
Maurycy Tak, tylko przeczytam jedynkę. 😊
Odpowiedz
~Maurycy 13 d.
Szudracz no to jest nadzieja😁
Odpowiedz
*Canulas 12 d.
z dużym wykopem
Noo, dobre, bardziej mi siadło od pierwszego. Jest w tym naprawdę rasowe ghost story. Poza tym kapitalnie umiejscowiony czas. Już nie archaizm Poego, ale jeszcze nie Kingowa nowoczesność.
Kojarzy mi się z Twierdzą - P.Wilsona
Odpowiedz
~Maurycy 12 d.
Canulas wow cóż za zacni autorowie, pomiędzy którymi umieściłeś te kraski. Bardzo mi miło!
Utopce i ten tu kawałek, to jak zauważyłeś na pewno to jeden ciąg obrazowy. Jednemu trudno byłoby ostac się bez drugiego, rozbiłem na dwoje tylko na potrzeby portalowe publikacji.
Bardzo dzięki za dobre słowa!
Odpowiedz
~oko 12 d.
ładne. dobrze mieć takiego zapasowego brata. a i siostra niczego sobie - potrafi stanąć, gdy trzeba. znakomita historia.
Odpowiedz
~Maurycy 12 d.
oko bardzo się cieszę, zwłaszcza, że nie znasz początku, a wyciągasz wnioski i oceniasz fragment wyrwany z całości.
Cieszy mnie bardzo, Twój dobry odbiór tej historii!
Odpowiedz
~Aja 3 d.
Kiedy czytam lubię bardzo, gdy tekst powoduje we mnie emocje. Tu tak właśnie jest - dziękuję Ci za to. I za to, że nie porzuciłeś tej historii.
Oczywiście czekam na kolejny fragment... i te wcześniejsze.
Odpowiedz
~Maurycy 3 d.
Aja cieszą ojca takie dzieci, jak mawiał klasyk. Oczywiście myślę o tekście, który budzi emocje, czyli robi zadsną mu robotę.
A jeśli chodzi o wstawianie, to kiedyś wstawiałem zaraz tego samego dnia co napisałem „genialny” kawałek i dopiero później docierało do mnie, że koleś nie tędy droga. Teraz wrzutki nowości, bo o nich mowa, rzadkie, śle wstydu mniej 😂😉
Także ten, bardzo dzięki za wizytę i dobre słowa!
Odpowiedz
~Aja 2 d.
Maurycy o jeny... ale Ty trudny we współpracy osiołek uparty jesteś, no... wstawże wreszcie tą Piekarnię i nie daj się prosić (wszak to nie jest nowe to i ryzyka nie ma).

Odpowiedz
~Maurycy 2 d.
Aja nie jest nowe? 😳 😂😂😂
Mam plana, dokończyć to opko (prywatnie na kompie) i później, państwowo na portal wrzucać po kawałku.
Zaraz padnie pytanie „ale dlaczego?” Już pędzę z odpowiedzią. Ja mam tak zwany tryb pisarski (poważne słowo) szarpany. Czasem napiszę sporo potem długo nic, aż do kolejnego szarpnięcia.
Później czytający mówią: „Nie czytam dalej, bo ostatnia część była dwa miesiące temu i i tak już nic nie pamiętam.” Tego typu wpisów, albo braku jakichkolwiek, chciałbym uniknąć.
Bardzo trudno jest mi się Ci stawiać 😳😁 Dlatego staram się doskrobywać ile się tylko da tę Piekarnię.
Także ten, będzie, będzie 😉😁

Odpowiedz
~Aja 1 d.
Maurycy no dobrze. Nie stawiaj się zatem.
A tak na serio - dobrze, skoro masz zamiar dokończyć i publikować w całości ok. Rozumiem. Żebyś tylko cugu nie utracił.
Odpowiedz
~Maurycy 1 d.
Aja bandem się starał 😉
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin