Pocztówki z Ochrydy — Taśma Pocztówki z Ochrydy — część VII

Pocztówki z Ochrydy — część VIII

 Link do części VII: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=4987

 

 "Popsuć da się wszystko, ale nie wszystko da się naprawić. Na tym polega przewaga zła nad dobrem".

 — J. Borszewicz —

 

 *

 Tu już nie ma nic.

 

 *

 Ivę obudziła przejmująca cisza. Uczucie towarzyszące ludziom, którzy na granicy przebudzenia uświadamiają sobie, że zaspali lub stało się coś złego. Otępiała i zdezorientowana usiadła na materacu, przecierając twarz. Od razu poczuła specyficzny rodzaj świerzbu spowodowany czyjąś obecnością. Poszukała wzrokiem, dostrzegając Ruzicę.

 Kobieta siedziała na fotelu pod jedynym w pomieszczeniu, zakratowanym oknem. Oświetlona księżycową tarczą, ubrana jedynie w nylonowy szlafrok, z cienkim papierosem tkwiącym w umalowanych ustach. Intensywny zapach nazbyt słodkich perfum dopełniał mocny makijaż w zupełnie niepasującym do nocy, jasnym różu. Przez rozchełstany ubiór widać było blade obrysy zabliźnionych piersi.

 — Chodź, kochanie. Już czas.

 Nie zważając na protesty, złapała Ivę za rękę, prowadząc w kierunku schodów. Ciszę przerwała płynąca z góry muzyka. Leniwe brzmienia skrzypiec uzupełniały bębny i prawdopodobnie grzechotka. Efekt dobrego gustu spotykającego na swej drodze początkujący mistycyzm.

 Gęstość i temperatura powietrza przypominało Ivie wnękę pod kaflowym piecem, w której babcia trzymała małe kurczaczki. Wygrzewały się tam całą zimę, puchnąc aż do wiosny, by potem pójść na pień. Zupełnie jak ona teraz. Muzyczne brzmienia z każdym pokonywanym stopniem przybierały na sile.

 — Nadal jesteś zaspana — stwierdziła sucho kobieta, zwiększając tempo i ściskając dłoń Ivy jeszcze mocniej. — Trochę za dużo ci dałam. Prze-pra-szam... — Poważny ton ewoluował w chichot i w tym momencie uwolniła rękę z uścisku, śmiejąc się w głos i wirując wokół własnej osi. Wybuch szaleńczej, surrealnej radości, zupełnie jakby nie krępowały jej żadne ograniczenia, problemy, złe myśli. Nic. — Zobacz, kochanie. — Nacisnęła klamkę, plecami napierając na drzwi. — Są z nami twoi przyjaciele. Tutaj mamy Damira. — Poklepała łydkę mężczyzny zwisającego spod sufitu. — Obok jego synowie. — Wskazała dwa mniejsze ciała. — Co prawda nie zobaczą spektaklu, ale będą z nami duchem.

 Spojrzała na opuchnięte twarze. Zawiśli na paskach od spodni, przewieszonych przez trzy srebrne haki, zamocowane w równych odstępach, tworzących półkole, równoległe do brzegu wanny. But Damira leżał na posadzce.

 Iva zasłabła, a gdy dostrzegła pręty wystające z oczodołów całej trójki, osunęła się bezwładnie na ścianę. Dopiero uścisk męskiej dłoni na ramieniu uświadomił umęczonej kobiecie, że w pomieszczeniu byli inni ludzie. Vuk postawił ją na nogi, zbliżając twarz do policzka.

 — Nareszcie.

 Ruzica, ponownie z poważnym wyrazem twarzy, zaczęła rozpinać jej spódnicę, nieustannie pociągając papierosa.

 — Gdzie Jova?

 Cisza.

 Ponowiła krzykiem, ale pisk z pogranicza amoku nie zrobił na nich wrażenia. Rozejrzała się jeszcze raz, niechcący rejestrując to, co zostało z kupca i jego synów.

 Obok przeszedł wielki tłusty facet. Niósł dwa wiadra, ogromne jak on sam. Gorące opary zaszczypały w łydkę. Ruzica jednym wprawnym ruchem pozbawiła kobietę spódnicy. Vuk stanął tyłem, majstrując coś przy wannie. Potężny łysielec tłumaczył mu, dudniąc, że osiemdziesiąt to stanowczo zbyt dużo, że przecież chyba pamięta, co się stało przy sześćdziesięciu pięciu? Vuk jednak kręcił głową, za nic nie dając się zjednać. Jego fanatyczne: "Dolej jeszcze dwa" zdominowało tonący w parze pokój.

 Iva poczuła się słabo, tuż na granicy utraty przytomności. Ledwie rejestrowała fakt, że jest pozbawiana bluzki i biustonosza. Gdyby nie mocny uchwyt szponiastych palców, nie utrzymałaby pionu, jednak spotkanie z ziemią groziło jej w dalszym ciągu. Świat wytracał barwy oraz gubił zapachy. Wszystko wirowało coraz szybciej i szybciej. Przez obłoki pary żywi wydawali się nierealni, jakby zredukowani do roli własnych, tańczących na ścianach, cieni. Głosy zniekształcone przez pobrzmiewającą coraz głośniej muzykę. Paralityczny taniec nagiego mężczyzny przywodził na myśl wielką rybę panicznie walczącą o oddech. Paski u szyi powieszonych wydawały upiornie brzmiące skrzypnięcia.

 Zapiekła twarz i Iva zrozumiała, że właśnie otrzymała uderzenie. Ruzica poprawiła z drugiej strony, każąc jej się w końcu opanować i ściągnąć resztę szmat. Kompletnie oszołomiona, ze strużką krwi ściekającą z warg, ściągnęła majtki, biorąc się niezdarnie za pończochy. Po chwili stała nago, otoczona szóstką osób, z których połowę widziała pierwszy raz w życiu. Stopy przenosiły chłód kafelków, jednak ciepło unoszące się nad rozstawionymi wokół wanny wiadrami oblewało kobietę kolejnymi falami potu, znacząco utrudniając oddychanie.

 — Woda jest ciepła, nie gorąca, wejdź śmiało — zachęcał Vuk, gładząc dłonią dolną część jej pleców. — Nad wszystkim panujemy, Iva. Jesteś w dobrych rękach.

 Obejrzała się za siebie. Wykrzywiona w grymasie przedśmiertnego cierpienia twarz Damira zaprzeczała usłyszanym słowom. Ukoił ją natomiast widok Jovany, wprowadzonej przez olbrzyma kursującego dotychczas z wiadrami. Ukoił, bo zobaczyła ją całą i zdrową, a zarazem zmartwił, gdyż nie chciała, by córka przyglądała się jej cierpieniu. Ruzica objęła ramiona Jovy jedną ręką, drugą gładząc dziewczynkę opiekuńczo po włosach. Do wanny podszedł facet w kitlu, zamoczył dłonie po łokcie, poprawiając tajemniczą aparaturę. Drugi, z równie bezemocjonalnym wyrazem twarzy, podjechał z umieszczoną na statywie kamerą. Na krześle pod otwartym oknem siedział młody chłopak w wojskowym mundurze. Wokół krzątało się pełno ludzi, a ona stała pośrodku, mając zaprezentować im własne cierpienie.

 — Już pora, Iva — ponowił Vuk ciepłym głosem. — Będziesz to miała za sobą.

 Nic nie odrzekła, a on podtrzymał ją za rękę, pomagając wejść. Sępionosy i rybiooki piewca jarmarcznych cudów.

 Wtedy zrozumiała.

 Krzywdę darzył dobrocią.

 

 *

 Zamoczyła stopy w bardzo ciepłej, choć jeszcze przyjemnej wodzie. Usiadła, zanurzając pośladki i nogi aż do kolan.

 — Ruszam — oznajmił operator kamery.

 Jovaną targnął szloch. Ruzica objęła dziewczynkę, starając się nie wbijać w jej skórę paznokci. Vuk zanurzył ręce, wkładając jej lewą stopę w skórzaną obejmę i mocno zaciskając pas. To samo zrobił z drugą nogą i obiema rękami kobiety. Spod rozpiętej koszuli dostrzegła poszarpany tors, świeże rany, niedawno zaschniętą krew. Gdy skończył, ucałował biedaczkę w czoło i wydał polecenie. Natychmiast podszedł siwiejący człowiek w okularach i owinął jej ramię opaską tuż nad łokciem. Drugi koniec niknął w szeregu kabli, podpiętych do jakiegoś przypominającego radio urządzenia. Cicho bzyczało i było pełne kolorowych diod.

 — Zrobione.

 — Lej, Topa! — rozkazał Vuk, na co łysy olbrzym podniósł jedno z parujących wiader i po ściance wanny, zaczął dolewać wodę. — Mam nadzieję, Goran, że się nie pomyliłeś w obliczeniach...

 Iva czuła jak wraz z poziomem wody wzrasta temperatura wokół niej. Panika zacisnęła mięśnie w podbrzuszu. Kobieta jeszcze raz obrzuciła zdeterminowanym spojrzeniem pomieszczenie. Jova wyrywała się Ruzice w kolejnych spazmach strachu i błagań, jednak ktoś złapał dziewczynkę pod łokcie i unieruchomił. Medyk obserwował kąpiel z wyrazem obłąkańczego skupienia na rybiej twarzy. Kamerzysta podjechał do zbliżenia. Robiło się coraz cieplej.

 W którymś momencie Vuk podszedł do zwisających zwłok. Nucił pod nosem jednostajny dźwięk i dokładnie w momencie, gdy do wanny wlewano kolejne gorące wiadro, zakręcił najmniejszym trupem, jakby wymyślił nowy sposób zabawy. Iva odczuwała ból na granicy wytrzymałości. Zacisnęła zęby, prosząc w duchu, by nie dolewano już ani kropelki. Ciecz wokół parzyła, wpływała do intymnych miejsc, otaczała cienką skórę talii, sięgając ponad pępek. Topa przechylił kolejne wiadro i wtedy nie wytrzymała. Potworny wrzask poniósł się zimnem popękanych ścian. Ukrop dosięgnął piersi.

 Minutę później krzyczała na całe gardło. Błagała, żeby przestali, szarpiąc wściekle wszystkimi czterema pasami jednocześnie. W nadgarstki i kostki nóg wrzynały się pasy skór. Serce wpadło w oszalały rytm.

 Za plecami faceta dokumentującego zdarzenie Jovana walczyła także. Próbowała wyrwać się dwójce kurczowo trzymających ją ludzi. Prosiła, żeby puścili mamę. Błagała, wyła, krzyczała, miotając się z siłą postrzelonego konia. Iva uciekała wzrokiem. Nie chciała skrzyżować spojrzenia z własną córką. Pokazywać jak wielki przechodzi ból. Vuk podstawił płomień zapalniczki pod palce Damira, pomieszczenie wypełniła siarczana woń. Topa skończył wlewać następną porcję wrzątku, aż woda podeszła Ivie pod zachrypnięte od tych krzyków gardło. Ciało zaczęło mimowolnie drżeć. Medyk zmarszczył brwi.

 Krzyk odbijał się od wszystkich ścian pomieszczenia, wpadał w rezonans, wracał rykoszetem i uderzał najbardziej w Jovanę. Dziewczynka miała wrażenie, że pęknie jej zaraz serce, niemal namacalnie odczuwając ból matki. To ona zemdlała pierwsza, odlatując w bezdeń obezwładniającej niemocy. Iva trzęsła się jak przetrącone, targane agonalnymi spazmami zwierzę. Szarpała powiązanymi kończynami, wydzierając gardło i czując, jak każda komórka ciała krzyczy razem z nią. Ludzie wokół byli niewzruszeni. Ruzica odpaliła kolejnego papierosa, Vuk bawił się zwłokami, lekarz rozpiął koszulę. Zapewne było mu gorąco. Wszystkim było gorąco. Tylko ona umierała. Młody wojskowy przyglądał się omdlałej Jovie, podszedł bliżej, kucnął, zanurzając rękę pod materiałem jej bluzki. Dwie i pół minuty ciągnęły się w nieskończoność. A może już minęły? A może nie miną nigdy?

 W końcu ktoś powiedział, że czas obniżyć temperaturę i że zwłoki są zimne. Topa odciął Damira. W momencie, gdy wrzucił jego ciało do wanny, światło w głowie Ivy dogasało.

 

 *

 Jovanę obudził dotyk ludzkich rąk. Oblepiały ją, wilgotne i gorące. Ktoś coś mówił, szeptał, ktoś inny nucił. Na ścianach tańczyły cienie. Już gdzieś widziała te cienie. Przejmujące uczucie deja vu szczelnie wypełniło jej skołtuniałe myśli. Ruzica wirowała razem z nimi – metr nad ziemią, rozkładając ręce, wyginając plecy w łuk. W przeciwległym kącie pomieszczenia Vuk lizał własne przedramiona, sięgając językiem do łokci. Niczym myjący się kot, zlizywał ze skóry szkarłat krwi. Nogi miał powykręcane w przerażającej pozie, ale zdawał się nie odczuwać bólu. Jova spojrzała w stronę okna, zderzając się załzawionymi oczyma z rześkim powietrzem nocy. Przetarła twarz, łapiąc ostrość na mężczyźnie siedzącym na parapecie. Twarz skierowana w zaokienny bezkres. W dłoniach filmowa taśma. Zrobiła krok i wyczuł.

 — Tam nic nie ma...

 Nawet nie odwrócił w jej kierunku głowy. Słowa wypełniła pustka równie smutna co ich marny sens. Struchlała, czekając co dalej, ale on tylko się zgiął i zanurkował w ciemność. Wtedy ktoś ściągnął z niej klątwę i odzyskała panowanie nad ciałem. Wrażenie, że wszystko w pomieszczeniu wiruje, narastało z każdą chwilą.

 Ruzica przywołała ją wzrokiem, ukazując miazgę powybijanych zębów. Magenta mieszała resztki pożółkłego miału. Vuk runął na plecy, wodząc po twarzy metalowym przedmiotem. Po prawej olbrzym Topa nabijał na pręt ciała, tworząc z nich mięsny stos. Niektóre kończyny nadzianych ludzi ciągle się poruszały.

 Dziewczynka próbowała podejść do matki jednak przerażenie i przejmujący smród ściął ją z nóg. W eskorcie śmiechu wirującej kobiety dotarła na klęczkach do wanny. Wnętrze wypełniało nieruchome, pokryte pęcherzami ciało i Jovana eksplodowała cichą resztką przejmującego szlochu. Gdy wulkan emocji wygasł, zbliżyła dłoń, zarazem bojąc się dotknąć. Nie wiedziała, czy sprawi to matce ból. Czy jeszcze cokolwiek może sprawić jej ból? Tłuste łzy ponownie ozdobiły umęczoną twarz.

 — Mamo... — szepnęła, ściskając gorącą dłoń. — Mamusiu.

 

 *

 W ciemności korytarza odnalazła schody. Uczucie otępienia pulsowało przy każdym kolejnym kroku oddalającym ją od tego miejsca.

 Wyszła, złapana w objęcia zimy. Jeszcze tak chwilę stała. Jeszcze spojrzała w okna na trzecim piętrze. Jeszcze nie minął szok. Obok zwłok kamerzysty odnalazła taśmę. Podeszła i ją podniosła, znikając w trzewiach mordowanego miasta.

 

 

 Taśma: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=5117

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~RithaXCanulardo
Kategoria: wspomnienia

Liczba wejść: 23

Opis:

Dodano: 2020-10-17 19:22:20
Komentarze.
~alka666 5 d.
Przeraźliwą wizja. A jeśli to nie przyszłość, a teraźniejszość, gdzieś tam, w świecie?
Odpowiedz
*Canulas 5 d.
alka666 Hostel się kłania w pewnym sensie
Odpowiedz
*Ritha 3 d.
alka666 wszystko możliwe
Dzięki za całość, Alku
Odpowiedz
~alka666 3 d.
Ritha, Canulas - dziękuję Wam za przyjemność czytania Waszego opowiadania. Mogłabym tak dłużej, ale skończyliście
Pisaliście autentycznie. Od początku było wiadomo, że ta kobieta nie przeżyje, a Vuk to jakiś perwersyjny psychopata. Ale mnie takie tematy pociągają. Zawsze poszukiwałam w człowieku źródła zła, kiedy powstaje, co je wywołuje i dlaczego?


Odpowiedz
~alfonsyna 5 d.
"Gęstość i temperatura powietrza przypominało Ivie" - przypominały;
"Jovaną targnął szloch. Ruzica objęła dziewczynkę, starając się nie wbijać w jej skórę paznokci. Vuk zanurzył ręce, wkładając jej lewą stopę w skórzaną obejmę" - niby wiadomo, że wszystko wiadomo, ale trochę to tu wygląda, jakby przypinał pasami Ruzicę albo Jovanę, może trzeba by po prostu zmienić na "wkładając lewą stopę Ivy" i już;
Opisy momentami na granicy surrealizmu, a przy okazji na tyle mocne, że aż skóra cierpnie. Ja nie wiem, jak ja teraz zasnę po tej lekturze...
Odpowiedz
*Canulas 5 d.
alfonsyna Maurycy czytywał w wannie, jeśli dobrze pamiętam 🤷‍♂️
Dzięki za wizytację
Odpowiedz
~alfonsyna 5 d.
Canulas ja w ogóle nie lubię siedzieć w wannie, nie dla mnie takie eksperymenty!
Odpowiedz
*Ritha 3 d.
alfonsyna Tobie również dzięki, za cały maraton i wszystkie sugestie
Odpowiedz
~oko 4 d.
dziecko miało zostać otoczone opieką, a znika sobie gdzieś w mieście. matka zresztą też miała przeżyć. coś poszło nie tak, czy to była tylko paskudna, kłamliwa obietnica?
Odpowiedz
*Ritha 3 d.
oko no cóż

Odpowiedz
*Canulas 3 d.
oko niesprawiedliwość świata do opka się wplata
Odpowiedz
~Aja 4 d.
No... wyobraźnie (mam nadzieję, że to wyobraźnia) macie bogatą. Słowo też.
Dziękuję za doświadczenie tego tekstu.
Odpowiedz
*Ritha 3 d.
Aja tak, tak, eee, wyobraźnię
My również dziękujemy, na razie w imieniu swoim, ale Can na pewno dotrze
Odpowiedz
*Canulas 3 d.
Aja proszę i również dziękuję za drogę
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin