Nie zabraniaj ćmie śmierci

Gungi: shinobi i marszałek

  - Komugi, jesteś? - zapytał, doskonale znając odpowiedź, coś jednak kazało mu się upewnić, po raz kolejny usłyszeć łagodny, szemrzący tembr głosu dziewczyny.

  Teraz kiedy strażnicy królewscy zostali pokonani przez truciznę, a jego własny zegar odliczał już minuty, zbliżające go do końca życia, nie potrafił czuć się przegrany. Wypełniał go jakiś słodki spokój, uczucie, którego nie zaznał nigdy wcześniej.

  Dopóki tu była, wszystko znajdowało się na właściwym miejscu.

  - Komugi, jesteś tu?

  - Tak, Wasa Ccigodnosc, jestem cały cas.

  - Zrobiłem się senny, jeśli pozwolisz, położę się na chwilkę. Tylko czy mogłabyś... - W jego głosie po raz pierwszy w życiu pojawiła się się nuta niepewności.- Potrzymasz mnie za rękę? Tylko chwila i zaraz wstanę.

  Patrzył, jak drobna postać podnosi się, okrąża stolik do gry i klęka tuż obok.

  - Myslę, ze mogę to zrobic.

 

 

  Jakiś czas wcześniej.

 

  Przyglądał się, jak w skupieniu rozmieszczała na planszy swoje białe pionki, opuszkami palców odczytując wyryte na nich napisy. To, że nie mogła ich zobaczyć, nie stanowiło najmniejszej przeszkody. Kim dla niego była? Niewolnicą? Nauczycielką? Mistrzynią? Wymykała się wszystkim ramom, w których próbował ją osadzić.

  - Mam wrazenie, jakbyśmy nie grali całe wieki – odezwała się, stawiając ostatni pionek na odpowiednim miejscu. - Jednak gra we śnie to nie to samo. Miałam wrazenie, jak gdyby ktos kopnął mnie w bzuch, a potem zostałam porwana przez dziwną osobę. Ale najwyzsy psywódca mnie uratował. - Zakończyła z uwielbieniem w głosie.

  Wydawała się całkowicie nieświadoma ostatnich wydarzeń.

  - To nie ja cię uratowałem, tylko moi podwładni – wyjaśnił, nie chcąc przypisywać sobie cudzych zasług. Czuł się niegodny ich poświęcenia, lojalności i oddania.

  - Pani Pitou, Pan Puf i Pan Youpi? - Krzaczaste brwi dziewczyny zmarszczyły się lekko, kiedy próbowała coś sobie przypomnieć, jednak po chwili jej twarz opromienił szeroki uśmiech. - Muszę im podziękować, kiedy wpadną.

  - Niedługo się z nimi zobaczę, przekażę im twoje podziękowania – odpowiedział cicho i zapatrzył się w planszę do gry.

  Trwał tak przez dłuższą chwilę, analizując możliwość wykonania pierwszego ruchu, aż zniecierpliwiona dziewczyna nie zaczęła się wiercić.

  - Wiem, wiem, grajmy.

  - No – przytaknęła skwapliwie.

  - Kiedyś spytałaś, jak mam na imię. - Niby od niechcenia przesunął pierwszy pionek i podał w cyfrach jego pozycję.

  - Tak, psypominam sobie.

  - Teraz mogę ci odpowiedzieć. Nazywam się Meruem.

  Komugi przez chwilę przyswajała nową informację, po czym wyszeptała z namaszczeniem:

  - Ccigodny Meruem. To zascyt Panu suzyć – pisnęła i skłoniła się z szacunkiem.

  - Darujmy sobie te grzeczności, żadnych honoryfikatorów – rzucił poirytowany jej poddańczym zachowaniem. Ona jedna nie powinna była mu się kłaniać. - Mam pomysł, jeżeli wygram, powiesz do mnie po imieniu.

  - Dobze – zgodziła się po krótkim namyśle. - Mam rozumieć, ze kiedy jus to zrobię, ceka mnie smierc?

  Meruen roześmiał się krótko na wspomnienie zawartego kiedyś zakładu, w którym stawką miało być niewyobrażalne bogactwo lub śmierć.

  - Nie będziesz musiała umierać. Jestem teraz zupełnie innym człowiekiem. Przygotuj się na porażkę. - Z zadowoleniem patrzył, jak rysy Komugi wygładzają się. - Co byś chciała za zwycięstwo?

  - Kolejną rozgrywkę.

  Nie mógł spodziewać się po niej innej odpowiedzi. To było głupie pytanie.

  - Zaczynajmy więc. 1-5-1, Marszałek.

  - 9-1-1, Marszałek.

  - 7-9-1, Pionek.

  - 2-3-1, Pionek.

  - 2-7-2, Muszkieter.

  Krążki przemieszczały się po planszy, tworzyły pułapki, osłaniały ważniejsze figury. Kiedy Komugi wykonała kolejny ruch, przywódcy rzucił się w oczy samotny pionek marszałka, pozostawiony w rogu planszy. Ktoś taki jak dziewczyna nie zostawiłaby go bez ochrony, lekkomyślnie narażając na zbicie.

  - Komugi, nabijasz się ze mnie? - W głosie najwyższego przywódcy słychać było groźbę.

  - Alez nie – zaprzeczyła.

  - Odpowiedź szczerze, nie pozwolę ci się wygłupiać.

  - Wiem, zawse gram na powaznie.

  - Rozumiem. - Zmienił taktykę. Plastikowy krążek trzasnął i pękł na pół. - Rozmyśliłem się. Jeżeli przegrasz, zginiesz.

  Komugi umieściła w polu walki kolejnego pionka, a on nie był pewien, czy celowo naraża się na pewną śmierć. Miała wiele innych opcji, ale żadna z nich nie dawała szansy na zwycięstwo, przedłużała jedynie rozgrywkę. Jeśli myślała, że wciąż może wygrać...

  - Dobze.

  - 9-2-1, nowy generał broni. - Chciał zobaczyć, jak się to potoczy.

  Wykonał kilka, pozornie niemających większego znaczenia ruchów, kiedy dziewczyna uniosła jeden z pionków i umieściła go pośrodku planszy.

  - 4-6-2, shinobi.

  Przecież to... Oniemiały przyglądał się taktycznemu posunięciu Komugi, pozwalającemu wybrnąć z kłopotliwej sytuacji. Walka mogła okazać się jeszcze trudniejsza, niż przypuszczał.

  Mimo że szanse Meruena na zwycięstwo malały diametralnie, poczuł miły dreszcz ekscytacji. Mistrzyni traktowała go jak równego sobie i nie szczędziła wysiłków, pokazując nowe zagrania.

  Zapatrzony w planszę, podniósł wzrok dopiero, kiedy z drugiej strony stolika dobiegł go cichy szloch. Po policzkach Komugi płynęły łzy wielkości grochów i spadając, tworzyły mokrą plamę na szarej, brudnej spódnicy. Coś takiego miało miejsce po raz pierwszy. Dziewczyna nie płakała, kiedy przyprowadzono ją do pałacu i kazano grać w Gungi z nieznanym władcą. Ani wtedy, gdy dobiegły ją wieści o śmierci innych mistrzów. Łez nie wywołało zmęczenie czy głód. Więc dlaczego teraz?

  - Dlaczego płaczesz? Co się dzieje? - zapytał łagodnie, by nie wywołać kolejnego potoku łez, jednak odpowiedź zupełnie go zaskoczyła.

  - Cy ja... Cy ja naprawdę mam prawo byc tak scęsliwa? Cy komus takiemu mogło pzydazyc się tyle dobrych zecy?

  Władcy nie pozostało nic innego, jak cierpliwie zaczekać aż się uspokoi. Zbierał w sobie odwagę, by przekazać dziewczynie coś, o czym zapewne powinien był powiedzieć na początku rozgrywki, jednak bał się, że okazałaby mu wtedy litość.

  - Moje ciało opanowała trucizna – rozpoczął, kiedy Komugi wytarła nos rękawem. - To tylko kwestia czasu, może godziny, zanim umrę. Chciałem spędzić z tobą ten pozostały, jednak trucizna wydostaje się na zewnątrz i jeśli będziesz ze mną zbyt długo, czeka cię ten sam los.

  Wypowiedziawszy te słowa, był wdzięczny, że oczy dziewczyny są niewidome i nie może obdarzyć go spojrzeniem pełnym współczucia.

  - Nie jestem godna, ale Najwięksy Pzywódca ucynił by mi zascyt, pozwalając sobie towazysyc.

 

 

  Blada dłoń dotknęła policzków Meruena, ucząc się, rozpoznając kształty nieludzkiej twarzy, by po chwili spleść się z jego palcami.

  - Spij Ccigodny Psywódco, a jutro znów zagramy, bo pójdę tus za tobą. Spij Meruemie.

 

 

 

 Przepraszam, tekst dla wielu może być słabo, albo wcale niezrozumiały, był to jednak wentyl umożliwiający odreagowanie emocji.

 

 

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Angela
Kategoria: inne

Liczba wejść: 16

Opis:

Ktoś powinien ograniczyć mi dostęp do anime : ) (To nie błędy w zapisie, Komugi ma straszną wadę wymowy)

Dodano: 2020-10-17 22:40:58
Komentarze.
~oko 4 d.
skoro wentyl zadziałał, to znakomicie.
zadziałał?
Odpowiedz
~Angela 4 d.
oko tak, zadziałało
Dzięki za odwiedzinki.
Pozdrawiam.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin