Ballada o pogoni Wędrowca za świtem całuśnego piździernika

W oczekiwaniu na nocny autobus

 Przemyty deszczem asfalt po burzy

 wieczorną porą gwiazdy pomnożył.

 Depczę stopami wśród konstelacji.

 Noc października, jakże odurza.

 

 Hen, z nieba pędzą z przepastną gracją,

 czarowne roje ognistym kurzem.

 Świecą kałuże, gdy na chodniku

 płonącym krzewem wrastam po cichu.

 

 I niech się spóźnia ten mój autobus.

 Lęk gdzieś już odszedł, a może czmychnął.

 Kolacji nie zjem, ale mam powód,

 żeby dziś później wrócić do domu.

 

 W oddali widzę świetliste ślepia,

 jak twoje oczy zanim się przymkną,

 kiedy powieki sen dobry zlepia.

 Powóz nadjeżdża, nie możesz czekać.

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Alchemik
Kategoria: poezja

Liczba wejść: 12

Opis:

Dodano: 2020-10-18 21:51:15
Komentarze.
Lubię wieczorne i nocne wiersze. Chodzi o ciemność, mrok, światła... Gwiazdy są tak daleko! Niebawem Orion z Syriuszem odwiedzą ogród.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin