jasno nowy wygląd
Rura w ziemi — część V
<
#(Cod) — Surfer wraca do domu (I)
>
Praca Wyróżniona

#(Cod) — Burza nad Queensland

 Przyjechali we trójkę starym zdezelowanym Microbusem, którego Heb – kiedy tylko humor dopisywał – określał mianem Hippisowskiego Ogórka. Półpustynny nieurodzaj gdzieniegdzie jedynie poprzetykany słonoroślami czy skarlałymi krzewinkami dawał solidne argumenty pod tezę, że na obrzeżach planszy dzieło tworzenia traci na rozmachu. Mężczyzna przypominał siedem nieszczęść. Opuchnięta twarz. Lewe śródstopie strzaskane na kawałeczki i tak spuchnięte, że w tej chwili bez szansy na największy nawet bucior świata.

 — Do Aurukum jest sześćdziesiąt kilometrów — zaczęła wywód jego była żona i w pierwszej chwili miał chęć skoczyć, bez względu na broń czy kajdanki. Zatrzymał się jednak gdyż – jak mawiał doktor Phillipe – "Pamięć jest składową myślenia". Wyburczał jedynie, czy zadowoli ją to, jeśli przebędzie całą drogę na piechotę? Przestraszył się sposobu, w jaki odparła, że nie.

 — Czyli co?

 Rzuciła kajdanki. Poznał rekwizyt po pluszu, kiedy ten jeszcze leciał.

 — Jeśli myślisz, że mnie skujesz, to cię solidnie pokurwiło, Karla.

 Stali w miejscu, które według prognoz niemal nie użyźnia gleby wodą. Mimo wszystko od dobrych kilku minut błyskawice trzaskały światu rentgenowskie zdjęcia. Deszcz jeszcze nie nastał. Jego zapowiedź już tak.

 — Skuj jedną rękę. Lewą.

 To nie rewolwer, lecz jej wzrok spowodował, że wykonał polecenie bez sprzeciwu. Kobieta podeszła i drugą obręcz zakleszczyła na własnym lewym nadgarstku.

 — Świetnie. Razem do śmierci? Happy?

 Łzy wypełniające zieleń oczu nie leżały w centrum tego, co chciał ugrać.

 — Mam nieoperowanego glejaka, Heb. Zostało kilka tygodni. No, może miesiąc, dwa, ale umówmy się, na przyszły sezon dziecięcej ligi basketballu nie potrzebuję karnetu.

  Pierwsze tłuste krople spadły z nieba, jakby ktoś tam na górze uznał, że kicz lepiej smakuje w oparach melodramatu. Zostali oni i pustka. Ostatnia para świata wywlekająca brudy na bezkresnych rubieżach Kangurolandu. Trzydziestotrzyletnia dziewczyna z prowincji, kontra czterdziestoletni Ostatni Mohikanin – Fenimore'a, zaklęty w karykaturze białego wykształciucha z przedmieść.

 Było za dużo. Pękł.

 — Jezusie święty, Karla, mam maila, wiesz? Poczta, telefon, adres – wszystko, do kurwy nędzy, niezmienione. Mogłaś zadzwonić. Nie wiem. Skontaktować się jakoś. A ty przychodzisz razem z tą... z tą, kurwa, psychopatką, masakrujecie mi stopę, zawlekacie do cholernego samochodu i wywozicie na największy wypizdów. Po co? Dlatego, że jesteś chora?

 Niebo obrodziło plamą piór i dziobów. Setki zaskoczonych ptaków, próbowało uciec nawałnicy. Spojrzała i gdyby tylko zechciał, miał jedną jedyną szansę ją ustrzelić.

 Nie skorzystał. W następnych słowach byłej żony nie dostrzegł wyrzutów. Dużo prędzej rozgoryczenie czy żal.

 — Zdradziłeś mnie, Heb. Przynajmniej osiemnaście razy dopuściłeś się aktów cudzołóstwa. Zapewne dużo więcej, ale załóżmy, że było tego "tylko" osiemnaście.

 Nie zaprzeczył.

 — Zabijesz mnie, potem siebie, co? Taki plan? Miłość do końca, skarbie?

 — W komorze jest jeden nabój.

 Splunął krwią i odłamkiem zęba. Ciało przeniknął chłód. Upiorność tych krótkich chwil, kiedy jeszcze nie wiesz, ale już przeczuwasz. Atektoniczność zdarzeń. Moment, gdy skutek zdoła wyprzedzić przyczynę.

 — Gubię się.

 Skinęła na znak, że rozumie. Następnym jej słowom towarzyszył wszechobecny spokój.

 — Wiem, Heb. — Skutą dłonią pogłaskała jego skutą dłoń. — Wiem, że się gubisz. Dlatego teraz wrócimy do początku. Do mych pierwszych słów.

 Poczuł duszności rozpalające przełyk. Karla jednak nie czekała na to, czy wyrazi zgodę.

 — A więc — wznowiła spokojnym tonem — do Aurukum jest sześćdziesiąt kilometrów. Ty mnie zdradziłeś osiemnaście razy. Chcę, żebyś mi to wynagrodził, Heb. Chcę, byś za to zapłacił.

 Już nawet na nią nie patrzył, kiedy spytał: "Jak?"

 — Wanda czeka na osiemnastym kilometrze stąd. Jeśli mnie do niej zabierzesz, pozostałe czterdzieści dwa pojedziesz wozem prościutko pod sam szpital.

 Kręcił głową, ciągle patrząc w ziemię.

 — Nic nie rozumiem, ja... nie możesz sama?

 — Cztery lata temu nawet nie przeniosłeś mnie przez próg. Pamiętasz? Wykpiłeś się, zwalając na chore plecy. I uwierzyłam ci, Heb. Łowy, praca, narady. Zawsze wierzyłam, bez ani jednego słowa. Dlatego teraz chcę, żebyś zaniósł mnie do mojej siostry. Zaniósł na rękach. Oczywiście możesz wybrać opcję z odcięciem mi dłoni i próbą przebycia całej sześćdziesiątki na piechotę, jednak odradzam ci to rozwiązanie. Wanda ma naprawdę dobre oko.

 Zapytał, o czym do cholery ona bredzi, lecz kiedy uniósł wzrok, ujrzał, że lufę broni trzyma już pod brodą. Uśmiechnęła się, mówiąc, że tylko tak może go pokonać. Uderzyć w samiutkie jądro demona, który zamieszkał w jej głowie.

 — Karla, może my...

 Pokręciła głową.

 — Pamiętasz, co mi mówiłeś o zaślubinach granatów? — zapytała.

 — Nie musisz, może...

 — Pamiętasz?

 — Tak. Pamiętam.

 — Co?

 Nie mógł poskładać myśli. Wszystko wokół zdawało się wirować i rozpuszczać. Jednak kolejna seria uporczywych pytań zmusiła resztki jaźni do wysiłku.

 — Że... — zaczął, czując na lewej dłoni delikatny dotyk — kiedy granaty biorą ślub, zamiast obrączek zakładają sobie nawzajem zawleczki.

 Ścisnęła dłoń mocniej i wtedy tak na serio się rozpłakał.

 — Tak, Heb. Dokładnie. A gdy je tracą...?

 Odparł, że wtedy giną, ale to już utonęło w huku strzału.

 

 

 <><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>

  Dołącz do nas na: https://t3kstura.eu/

 "Codziennostrzał — 200 mililitrów słowa pisanego dziennie" to nowa inicjatywa literacka Treningu Wyobraźni mająca na celu wypracowanie systematyczności i regularności w pisaniu.

 

5617 zzs

Liczba ocen: 5
90%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: thriller

Liczba wejść: 130

Opis:

#TW

#Codziennostrzał

Sobota - Droubble

Dziś moje droubble liczy dokładnie 743 słowa, więc nie zmieściłem się o 543. Coraz lepiej. No ale walczę.

Dodano: 2020-10-24 23:58:47
Komentarze.
Walki z moimi droubllami ciąg dalszy. Oddalam się od jądra zagadnienia brawurowo. Dziś się walnąłem o 543 słowa, ale nie żałuję. Każdy dzień to kolejna próba. No, chyba że to ten ostatni, to wtedy nie.
Odpowiedz
Dobre opowiadanko, a nikt tu nie komentuje. Kanguroland i wszystko wiadomo. Pustkowie, wygwizdajewo i kajdanki z różowym pluszem. Kluczem... Nie ma klucza, jest tylko zdrada, wiele zdrad, które nie mogą przejść bez echa. Twoi bohaterowie są gorącokrwiści. Nie idą na kompromis i to mi się podoba. Idą do celu według ustalonego planu.

"Spojrzała i gdyby tylko zechciał, miał jedną jedyną szansą ją ustrzelić" - "szansę"

Odpowiedz
alka666 ooo, dzięki za wizytex i literówkę. Wczoraj walczyłem z czasem. Wrzuciłem o 11-58
Tak, jak ostatnio bywa różnie, to ten tekst też mi się widzi, a przynajmniej na tyle, że nie żałuję przekroczenia liczby słow
Odpowiedz
Canulas nie ma czego żałować. Uważam, że zadanie można nieco ominąć. Zwłaszcza przy tak dobrych tekstach. Poza tym Codziennostrzał ma na celu (tak to rozumiem) ćwiczenie nawyku codziennego pisania. Jeśli ma to być droubble, a wyjdzie coś większego, to znaczy, że poszło lepiej niż zakładano. Droubble to minimum na dany dzień, a wyszło więcej - więc się cieszmy i zaliczajmy do Codziennostrzału. W końcu to nie wyścig o poprawność, a trening naszego warsztatu pisarskiego
Odpowiedz
alka666 tak to właśnie rozumiem. Nie chciałem kastrować pomysłu. W każdym razie - jeśli idzie o bycie w grze, o rozpisanie - codziennostrzał mi pomaga 🙃
Odpowiedz
Canulas tak trzymaj!
Odpowiedz
alka666 czymię 👍
Odpowiedz
~oko 5 m.
Półpustynny nieurodzaj gdzieniegdzie jedynie poprzetykany słonoroślami czy skarlałymi krzewinkami dawał solidne argumenty pod tezę, że na obrzeżach planszy dzieło tworzenia traci na rozmachu. - zdanie za całą opowieść. bomba.
Odpowiedz
oko dziękuję za wizytex. Nie mam tak często, ale akurat nawet lubię ten tekst. Pozdrox
Odpowiedz
*Ritha 5 m.
z dużym wykopem
"Półpustynny nieurodzaj gdzieniegdzie jedynie poprzetykany słonoroślami czy skarlałymi krzewinkami dawał solidne argumenty pod tezę, że na obrzeżach planszy dzieło tworzenia traci na rozmachu" - narracyjne cudo

Dużo tu smaczków, np.:
Przestraszył się sposobu, w jaki odparła, że nie.
Mimo wszystko od dobrych kilku minut błyskawice trzaskały światu rentgenowskie zdjęcia. Deszcz jeszcze nie nastał. Jego zapowiedź już tak.
Łzy wypełniające zieleń oczu nie leżały w centrum tego, co chciał ugrać.

Kobieta podeszla i drugą obręcz - podeszła*


"Pierwsze tłuste krople spadły z nieba, jakby ktoś tam na górze uznał, że kicz lepiej smakuje w oparach melodramatu. Zostali oni i pustka. Ostatnia para świata wywlekająca brudy na bezkresnych rubieżach Kangurolandu. Trzydziestotrzyletnia dziewczyna z prowincji, kontra czterdziestoletni Ostatni Mohikanin – Fenimore'a, zaklęty w karykaturze białego wykształciucha z przedmieść.
Było za dużo. Pękł" - zajebiste

" — Że... — zaczął, czując na lewej dłoni delikatny dotyk — kiedy granaty biorą ślub, zamiast obrączek zakładają sobie nawzajem zawleczki" - i to też świetne

Zaczytałam się, zajebisty codziennostrzał, wow!
Odpowiedz
Ritha bubla nareperuję.
Odpisując i tu: bardzo, bardzo się cieszę, że Ci siadł, bo — jak już wspominałem — poza surferem, to jedyny tekst, który ostatnio mi jako tako wyszedł.
Tak więc dzięki pięknie.
You nade my day czy cuś 💀😏
Odpowiedz
*Ritha 5 m.
Ja, ja
Odpowiedz
~oko 5 m.
zdanie, za pełną pulę wybraliśmy jednako.
o granatach nie wspominałem w komentarzu, ale też mi się podobało.
niebezpiecznie zbieżni jesteśmy czasami...
Odpowiedz
oko miło.
W ogóle chyba fsjność we odczuciu jest podwójną, jeśli widać zadowolenie pod tekstem, który samemu się lubi. 🤔
Odpowiedz
~oko 5 m.
Canulas słyszałem takie coś: jak ktoś powie, że jesteś psem, to się śmiej. jak powie dwóch, to klnij, ale jak powie dziesięciu, to zacznij uczyć się merdania ogonem. może coś w tym jest?
Odpowiedz
oko każde porzekadło czy przypowieść prawdopodobnie ma swoją kontrę. Patrząc z drugiej strony: Jedzie gówno, miliardy much nie mogą się mylić.
Myślę, że prawda – jak to miewa w zwyczaju – leży gdzieś pośrodku.
Odpowiedz
z wykopem
Ścisnęła dłoń mocnej - mocniej

Zawsze, gdy czytam prozę, moje pierwsze pytanie jest: czy widzę to, o czym czytam? W drugiej kolejności układam sobie zdarzenia i próbuję ustalić relacje między obiektami. Tu nie mam żadnych trudności. Zemsta za zdrady przez zrobienie sobie krzywdy. Dobrze literacko podany opis często rzeczywistych zdarzeń na świecie, czyli zrobię sobie krzywdę, aby ukarać innego. Pozostaje pytanie, kto trzymał lufę już pod brodą, była żona, czy Wanda. Bo tu jest ciupeńkie niedopowiedzenie, może celowe może nie. Dobry, sprawny, dojrzały tekst, ale dla mnie bez magii.
Odpowiedz
anuszka dziękuję bardzo za odczyt. Literówką zaraz się zajmę. Co do wątpliwości z tą bronią pod brodą, jest napisane: "Wanda czeka na 18km stąd", więc to ją w zasadzie eliminuje.
No i tak, tekst nie był obliczony na stworzenie trudności. Kawonaławizm.
Odpowiedz
z wykopem
Gratuluje wyróżnienia. Opowiadanie bardzo ciekawe (niektóre fragmenty trzeba jednak przeczytać dwa raz, gdyż są chaotyczne). Najbardziej podoba mi się ta kwestia: "kicz lepiej smakuje w oparach melodramatu". Pozdrawiam!
Odpowiedz
MarekAdamGrabowski noo, może i są, może i są. Dziękuję.
Odpowiedz
Canulas niema za co. A tak przy okazji polecam ci moje najnowsze. https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php
Odpowiedz
z dużym wykopem
Bardzo fajny, wciągający klimat.
Odpowiedz
OmnesMoriuntur sam lubię ten tekst, więc jeśli ktoś również, cieszę się podwójnie. Pozdrówka
Odpowiedz
z dużym wykopem
Pięknie. Uwielbiam taką beznadzieję, myśl, że jutra nie ma i nie będzie, że dziś rozegra się wszystko. Bardzo smaczne opko.
Odpowiedz
Adelajda a ten tekst akurat sam bardzo lubię. No co zrobić, lubię.
Odpowiedz

Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.