jasno ciemno
Codziennostrzał#8 - Dribble - Szach-mat Codziennostrzał#5 - Farma listonoszy cz.1

Codziennostrzał#6 - Pętla promocyjna

 Dzień 6

 

 #codziennostrzał

 #TW

 

 

 

  Miałem za sobą ciężki dzień. Sam fakt, że zbliżała się połowa jesieni, przyprawiał mnie o nawroty dziwnego lęku i przygnębienia. Przebijając się przez kolejne zdjęcia zamglonego poranka na Instagramie ujrzałem swój cel. Był wieczór. Gwiazdy na niebie powoli ujawniały swą obecność. Łuna światła nad miastem sączyła się mozolnie przez gęstniejący smog. Latarnie oświetlały stare chodniki i parking supermarketu, do którego zmierzałem. Zostawiłem auto w zaciemnionym rogu, gdzie ledwo dostrzegalne zarysy tworzyły z daleka kontury pojazdu nie z tego świata. Jeśli już, to nie z tej epoki.

 Minąłem zadaszone zbiorowisko wózków sklepowych, uprzednio wybierając jeden z nich. Kiedy przekroczyłem próg marketu, lodowaty bicz klimatyzacji przejechał po plecach naznaczając je na resztę czasu spędzonego w piekle promocyjnych tacek do grilla pakowanych po sześć. Nie po nie znalazłem się w tym miejscu. Tak naprawdę nienawidziłem tułaczki alejkami sklepowymi, mijając innych ludzi, słuchając jak radzą się mamusi, który serek jest lepszy albo zapewniających żony, że to już ostatni czteropak na dzisiaj. Miałem głupią tendencję do zapamiętywania tych rozterek i rozmyślania nad nimi, jakby dotyczyły mnie w tak samo równym stopniu. Nie mogłem się od tego uwolnić, dlatego unikałem tego miejsca. Ale kiedy przyszło co do czego, musiałem się przemóc. Tyle że ostatnim razem było inaczej. Nie musiałem robić dużych zakupów. Kilka podstawowych pierdółek na kolejne dwa-trzy dni. Stanąłem w kolejce do kasy numer sześć, gdzie szczupła blondynka naprawdę znała się na rzeczy i nawet bardzo długa kolejka nie oznaczała, że spędzisz w tym piekle połowę życia. Wtedy było podobnie. W kilka minut stałem się tym który będzie następny. Ale...

 — Przepraszam, czy mogłabym... mam tylko krakersy. — Kobieta wydawała się naprawdę śpieszyć. Nie wyglądała zbyt dobrze. Blada, chuda, wręcz odpychająca. Tym bardziej chciałem to chybko załatwić.

 — Proszę — odpowiedziałem bez większego zastanowienia. Choćby jej zapadnięte oczy albo przesadnie długie, kościste paluchy. Niech odejdzie jak najszybciej.

 Kasjerka załatwiła to szybko. Przyjęła banknot i zapewnienia, że nie musi wydawać. W końcu nastąpiła moja kolej, tylko że...

 — Przepraszam... krakersy, tylko krakersy.

 W pierwszej chwili tylko patrzyłem. Jak sroka w gnat. Potem nadeszło drugie uderzenie i ocknąłem się. Ponownie ujrzałem tę kobietę. Tak samo szpetną i bladą. Jej kościste palce ponownie wręczyły kasjerce banknot, posiniałe usta wypowiedziały te same słowa: reszty nie trzeba. A potem... znowu. I jeszcze raz. Za dziesiątym może jedenastym razem kasjerka zwróciła się do mnie.

 — To na nic. Naliczyłam dopiero dziesiąty raz. Jeszcze sześćdziesiąt dwa.

 — O co chodzi? To jakiś rodzaj współczesnej wiedźmy?

 W pierwszej chwili nie odpowiedziała, bo kolejny raz musiała skasować te same krakersy.

 — Jest w pętli. Wraca tu co wieczór i prosi o te same krakersy siedemdziesiąt dwa razy.

 — Dlaczego? — Uwierzcie mi, chciałem ubrać to pytanie zupełnie inaczej. Co w stylu „ki chuj”, ale ugryzłem się w jęzor dwa razy.

 — Kupiła je, kiedy były na promocji jakieś dwanaście lat temu. Nie znam cię, chyba jeszcze tu nie kupowałeś.

 — Nie, to mój pierwszy raz. Wcale nie taki bolesny.

 Popadła zapewne w żenadę, kiedy dotarło do niej, co miał znaczyć mój uśmiech, kiedy to wypowiadałem.

 — Jest święta zasada, że krakersy na promocji są przeklętym amuletem. Nigdy nie kupuj ich po okazyjnych cenach. To pułapki na głupców takich jak ona. Ich pętle to strumienie szmalu. Nurt ich powolny, ale dla cierpliwych niezwykle szczodry.

 I niech mnie wał drogowy rozsmaruje jak tanie masło orzechowe, że nie spędziłem w tej kolejce pięciu dekad. Kiedy wyszedłem, świat był jakiś taki inny, pełny naiwnych zapętleńców.

3799 zzs

Liczba ocen: 3
87%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~marok
Kategoria: groteska

Liczba wejść: 30

Opis:

Dodano: 2020-10-26 22:12:26
Komentarze.
z dużym wykopem
Od "Popadła" bym usunął resztę, natomiast sam pomysł - i piszę tera serio - to w przyszłości, jak już ludzie przyjdą, przeczytają i ocenią, może być na długo w Twojej topce.
Pomysł jest bowiem UPIORNIE GENIALNY i szczerze żałuję, że nie zdołałem wpaść na niego przed Tobą.
Odpowiedz
~marok 2 m.
Canulas jak to dobrze że jednak pojechałem działaj do tego supermarketu. Pomysł wpadł
Odpowiedz
~marok 2 m.
A wiesz, że odpisałem te końcówkę bo myślałem ze to zakończenie będzie zbyt urwane
Odpowiedz
marok nie wiem jak u Ciebie, a i też nie mam melodii zachwalać pomysłu, który powstał w jakimś tam kręgu TW, ale jednak mnie codziennostrzał naprawdę pomaga. Już abstrahując od tworzenia jako takiego, to łeb się nastawia na cykliczne okołoliterackie myślenie i mniej czasu potrzeba na wejście w dany temat.
Noo, oby gryzło, czego sobie, Tobie i wszystkim innym życzę.
Odpowiedz
~oko 2 m.
nie lubiłem krakersów, a teraz ich nie znoszę.
Odpowiedz
z wykopem
Zgrabne.
Odpowiedz
~marok 2 m.
Zaciekawiony, o, dzięki za wizytę
Odpowiedz
Aż to czarodziejska kraina z zapętleniem
Odpowiedz
~marok 2 m.
alka666 czarów tam mało, ale krakersów dużo
Odpowiedz
marok lubię krakersy i słone paluszki. A czarować zawsze można
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
z dużym wykopem
"Kiedy przekroczyłem próg marketu, lodowaty bicz klimatyzacji przejechał po plecach naznaczając je na resztę czasu spędzonego w piekle promocyjnych tacek do grilla pakowanych po sześć" - świetne

"Miałem głupią tendencję do zapamiętywania tych rozterek i rozmyślania nad nimi, jakby dotyczyły mnie w tak samo równym stopniu" - nie wiem czy piszesz o sobie czy o bohaterze jedynie, ale... też tak miewam czasami

"— Jest w pętli. Wraca tu co wieczór i prosi o te same krakersy siedemdziesiąt dwa razy" - mocno creepy pomysł

Całość kapitalna, Marok, wciąż w gazie, brawo
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin