jasno nowy wygląd
Dendrologiczny patchwork
<
Storytelling tych gównianych ulic
>

#(Cod) — Koce płk Bouqueta

 

 — To śmierć naszej ziemi.

 Jeszcze jeźdźcy obejmowali półkolem widnokrąg, gdy młodszy pozwolił poszybować słowom, pieczętując aktem sprzeciwu los plemienia.

 — Kara! — zaechowała starucha, obijając kośćmi pióropusze bębnów. — Rozlać krew zwodnioną!

 Wiarosłowny wychynął przed radę. Ozbrojony pas przyozdobił piach.

 — Pójdę, a wy oglądajcie, skoro nawet nie umiecie oślepnąć od ciągłego odwracania wzroku.

 

 

 <><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>

  Dołącz do nas na: https://t3kstura.eu/

 "Codziennostrzał — 200 mililitrów słowa pisanego dziennie" to nowa inicjatywa literacka Treningu Wyobraźni mająca na celu wypracowanie systematyczności i regularności w pisaniu.

 

Liczba ocen: 2
75%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: inne

Liczba wejść: 84

Opis:

#TW

#Codziennostrzał

Środa — Dribble (50słów)

Dodano: 2020-10-28 22:47:05
Komentarze.
Póki co dribblasy są dla mnie ciągle zbyt trudne. Jak się jakimś cudem upcham, to tekst wygląda na niedojebany. Nooo, nie składam broni, ale kurde, kurde
Odpowiedz
"nie umiecie oślepnąć od ciągłego odwracania wzroku" - piękne!
Trudno w małym tekście zmieścić garść myśli. Tu wyszło całkiem spoko
Odpowiedz
alka666 wiem, mam wrażenie, co robię źle. Ale tera idę spać.
Dziękuję za odczyt. 50 słów szybko się czyta.
Odpowiedz
*Ritha 5 m.
z wykopem
Ej, umiesz jednak spuentować. Kłamczuch!
Kłam-czuch, kłam-czuch!

Podoba mi się dribbel, zwłaszcza puenta.
Odpowiedz
z dużym wykopem
Tamci nic nie chcieli zrobić, a ten coś chciał. Kto miał rację, nie wiadomo. Ale pewnie on, bo tamci "ciągle wzrok odwracali", więc nie robili nigdy nic. Pierdzielili tylko. A żeby znobilitować pierdzielenie, pierdzielili magicznie.
Odpowiedz
anuszka nie chcę nic ujmować, bo interpretacja cieszy, ale jeśli jakaś krótka forma daje świadectwo pewnych, eee, trudności w obcowaniu z nią, to tutaj widać to naprawdę dobrze.
Dziękuję za wpad.
Odpowiedz
Canulas Nie miałam trudności. Przeczytałam bez żadnego wysiłku.
Odpowiedz
Pierwsze pytanie, czy ci, którzy "tu są": jeźdźcy, młodszy, starucha, Wiarosłowny grają po tej samej stronie, czy nie. Spróbujmy. Pierwsze słowa wypowiada młodszy. Nie wiadomo, czy stwierdza zaistniały fakt, czy ostrzega w ten sposób przed jakimś działaniem. Jeźdźcy obejmują widnokrąg, więc są raczej daleko. To może być zagrożenie, które nadchodzi. Starucha zaechowała słowa młodszego, a ktoś kto jest echem dla drugiego gra w tej samej drużynie, więc starucha jest zdecydowanie po stronie młodszego. Mamy więc pierwszą współdziałającą dwójkę. Słowo "kara" może dotyczyć albo nadchodzącego zagrożenia i oznaczać karę dla plemienia staruchy i młodszego za jakieś bliżej nieokreślone (na razie) winy, albo początek rozkazu, który kończy fraza "Rozlać krew zwodnioną". Zwodniona krew to metafora pogardliwego traktowania wroga. Ale może być też pogardliwym podsumowaniem tchórzostwa własnego plemienia. Wtedy słowo „kara” staruchy nabiera innego znaczenia i dotyczy ukarania swoich (może również oznaczać magiczny obrzęd). Tylko, że teraz pojawia się ciekawostka. Bo jeżeli jest tak, jak wyżej, wówczas Wiarosłowny również musi stać po stronie młodszego i staruchy, bo przecież chce iść, nie odwracać wzroku. Do kogo więc mówią? Do pozostałych członków plemienia? A może jest tak, że jest to echo przekłamane i starucha pozostaje w opozycji do młodszego? Wtedy trzeba zbudować całą interpretację od nowa. A jeżeli przyjmiemy, że jeźdźcy należą jednak do plemienia staruchy i młodszego, wówczas znowu idziemy w inne zakamarki. W tak króciutkiej formie znalazło się niemal tak wiele możliwości ustawienia relacji postaci ile jest kombinacji na szachownicy. To jest geniusz tego tekstu, poza naprawdę przepięknym dekorum (obejmowanie półkolem, szybowanie, pieczętowanie, obijanie kośćmi pióropuszy bębnów). I nie wiadomo, gdzie są realia, a gdzie magia plemienia – genialne „rozlać krew zwodnioną”, które już wspomniałam. Poza ustawieniem relacji, które pozwoli głębiej wejść w rzeczywistość tekstu pozostają jeszcze poziomy metaforyczny i symboliczny i tu znowu jest naprawdę ogrom możliwości, ale sprzęgniętych z wyborem relacji. Niezwykle ciekawe jest zachowanie Wiarosławnego. Mówi, że pójdzie, więc wydaje się, że pójdzie walczyć, ale przecież ozbrojony pas przyozdobił piach. Zatem wygląda jakby rzucił broń. Dokąd więc pójdzie? Do normalnego życia bez walki, od którego wieczni wojownicy odwracają wzrok?
Tekst przemyślany prawdziwym natchnieniem. Intelektualnym, estetycznym i etycznym. Zdecydowanie za wysoki na poziom jakiejś tam Anuszki, dlatego wybacz Stary tę powyższą nieudolną próbę rehabilitacji. Dochodzi jeszcze tytuł i jazda staje się naprawdę wymagająca olbrzymiego napięcia i uwagi.

Odpowiedz
anuszka nie napisałem, że Ty masz trudność, tylko że ja mam, jeśli jednak wywołało Cię to do tablicy, to tym bardziej mi miło.
Bardzo ładny, spójny w swym obrębie oraz bogaty w słowie, pokaz. Zapewne dużo bogatszy od tekstu i nie chodzi mi teraz o ping-pong uprzejmości. Wydaje mi się, że wielorakość interpretacyjną łatwo osiągnąć poprzez nieroztłumaczanie, poprzez pisanie poza czytelnikiem, jakby był on jedynie wyimkowym podglądaczem i ile wyjmie, tyle jego. Ewentualnie wycinanie z obustronnym in medias res: tak zacząć, tak skończyć. Ale czyn innym rzeczy, które mi się wydają, czym innym te, którym są. Na pewno wpis Twój napawa mnie jako Twórcę dumą w takim samym stopniu, w jakim jest ona nieuzasadniona. Nie kryguję się, mam kilka udanych tekstów, ale ciężko mi zaliczyć do nich akurat ten właśnie przez ten sam pryzmat, przez który twój ostatni wiersz tak mi siadł. Po pierwsze — odczucie, dalej dopiero forma. No a tu... brzytwa Ockhmana. Patrz na mnie takim, jakim jestem.
U Ciebie - się mi troszeczkę wydaje - mógł zaistnieć odbiór charakterystyczny dla fanów twórczości Nolana, którzy reinterpretacjami wprowadzali samego reżysera w zakłopotanie. Ja się zakłopotany, rzecz jasna nie czuję, choć zapewne miłe jest dogłębniejsze wniknięcie w zakotarową strukturę tekstu, nawet jeśli wszystko frunie na wspomnianych już skrzydłach frywolnego flow.
Ubogaciłaś tekst, choćby dlatego, że teraz patrzę na niego bogatszy o Twe spostrzeżenia.
No cóż. Dziękuję
Odpowiedz
Canulas, nie jest wcale łatwo osiągnąć wielorakość interpretacyjną i nie chce mi się tłumaczyć, dlaczego. Reinterpretacja? Co to w ogóle za dziwoląg, z którym nie poradził sobie również SJP: "ponowna interpretacja". To znaczy, że tylko ten kto interpretuje pierwszy robi interpretację, a każdy następny reinterpretację? Czy też jeżeli ktoś dobudowuje myślową konstrukcję do już istniejącej interpretacji to reinterpretuje? To słowo to bzdura sama w sobie, bo wszystkie powyższe czynności są interpretacją samą w sobie. Tak jak bzdurny jest Nolan ze swoim zdziwieniem. To on ma problem, nie odbiorcy. A problemem jest zadufanie: spójrzcie ludzie, pokazuję wam swoje myślenie, a wy ośmielacie się myśleć na podstawie mojego pokazu jeszcze lepiej niż ja?! Ten sam problem jest tutaj, zarówno u Ciebie jak i u większości. Jeżeli ktoś buduje ładną intelektualną wieżyczkę na podstawie tekstu, to autor w większości przypadków mówi: "no tak ładna interpretacja, ale trochę minęłaś/minąłeś się z moim zamysłem. A jeszcze szczypty dodatkowej ironii dodaje fakt, że wszyscy jak jeden mąż roześmielibyście się, gdyby ktoś Wam powiedział, że w odbiorze chodzi o odgadnięcie „co autor miał na myśli”. Autorom nie chodzi o to, aby stali się fundamentem nowego zestawu nowych myśli, ale o to, aby zatrzymać się na ich cudownym bijącym po oczach przekazie. Tak naprawdę na przykładzie Twojego tekstu i mojego komentarza powinno to wyglądać tak, że teraz Ty przejmujesz pałeczkę i traktujesz komentarz jako jednolity tekst, ale już zespolony z Twoim tekstem i zaczynasz: "Ok, ale jest słowo "jeszcze" w zdaniu "Jeszcze jeźdźcy obejmowali półkolem widnokrąg", więc wygląda na to, że uciekali, ponieważ gdyby się zbliżali byłoby raczej "już" w związku z tym...". Itd, itd, itd. Po komentarzu interpretacyjnym przestajesz traktować tekst jako wyłącznie swój, wchodzisz na chłodno w dyskusję o już innym wzbogaconym o komentarz tworze. Wyobrażasz sobie o ile piękniejsza byłaby Wasza t3? Ale trzeba byłoby u Was zrobić rewolucję mentalną. Powyżej (ale wcale nie tak za bardzo powyżej) bariery kompletnego śmiecia nie Tobie ma się spodobać utwór, ale Ty utworowi. Jeżeli ktoś wyciągnął z czytanego tekstu coś naprawdę dużego, w sensie ładnej, spójnej interpretacji może nawet dosolonej refleksją, to wcale nie znaczy, że tekst mu się spodobał, ale że odbiorca spodobał się tekstowi. Jeżeli kogoś naprawdę urzekł jakiś tekst i napisał niewiele, a może nawet wcale, bo nie umie, bo się wstydzi, to nie znaczy, że tekst mu się spodobał, ale że odbiorca spodobał się tekstowi. Przy takim podejściu zobaczycie, że to, co napisane naprawdę żyje, czasem kocha, a czasem zabija. Ale to już dwa skrajne przypadki. Przy podejściu odwrotnym tekst, nawet najlepszy, dycha martwym oddechem już na początku odbioru. Dlatego literatura umiera, a nie dlatego, że ludzie nie umieją pisać. Naprawdę uważasz, że masz tak dużo lepszych od tego? Wątpię.
Co nie podoba mi się w Twoim tekście? Codziennostrzał. Przeczytałam o co chodzi w „codziennostrzale” i włosy mi dęba na głowie stanęły, a że mam długie przynajmniej wyglądałam śmiesznie. To zła reklama, która może spowodować, że ktoś w ogóle bez potrzeby włączy komputer, zerknie w telefon, a w ogóle nie zrobiłby tego, gdyby ktoś mu nie zasugerował: „wrzuć codziennie jakiś tekst”. Pisanie to misterium, ale pisanie codzienne bo jakiś portal wyartykułował taki pomysł, to jak rżnięcie kobiety co trzy godziny, która wcale tego nie chce. Szybko umrze. Gdybym była pomysłodawczynią takiego czegoś i dowiedziałabym się, że choćby ktoś jeden zrezygnował z czytania książki, świeżego powietrza, realnej rozmowy z tego powodu aby „coś wrzucić”, czułabym się zbrodniarką. To nie jest dobra idea.

Odpowiedz
anuszka doszło tu do pewnych nieszczęsnych konfabulacji, zapewne u czubka próby ukazania swego stanowiska. Nie neguję Twej spójnej piramidy interpretacyjnej. Schlebia mi ten popis i ukazana paleta możliwości. I tak, byłoby dużo lepiej moc wspótworzyć proces ubogacania dzieła razem z osobami, które są do tego skore. Napisałem również, że według mnie, to nie jest jakiś szczególny tekst, Ty odpisałaś, że szczerze wątpisz, być może uważając, że próbuję jakoś się wywyższyć w stylu: "phi, to jeszcze nic". Otóż nie. Jeśli tych kilka słów smakowało, to jest mi z tego powodu niezmiernie miło, i mimo że nie chciałbym nic umniejszać z tego procesu "podobania się", to jednak nie wywinduje to tekstu w moim odbiorze/odczuciu
Wiem, czy się przy nim napracowałem, a jeśli tak, to ile. Ta więź - autora z tekstem - naprawdę odbywa się tuż pod słowem i żądzą nią (przynajmniej dla mnie) niepoznane mechanizmy. Czy chcę je poznać - nie. Wiem mniej więcej, co tekst miał oznaczać/próbować ukazać, ale naprawdę nie patrzę na to w kontekście: tylko moja wizja jest najmojsza.
Przeciwnie. Rozrzucam klocki, podsycam na ile umiem i róbta co chceta.
Zawsze imponowały mi teksty nieroztłumaczone, wyimkowe, takie pisane z obustronnego in medias res, ścinkowe. Jeżeli coś nie leży na ziemi i wygada intelektualnego pochylenia się, wtedy nabiera wartości. Samemu pisząc, staram się być swoim pierwszym czytelnikiem. Nie planuję na 10 stron do przodu. Jeśli mój bohater miał umrzeć, a się wywynąć, będzie żył. Nie wiem czy jest to forma pisania uboższego, szufladowego czy niepełnego, lub czy to się w ogóle tak kategoryzuje. U mnie to po prostu: hej przygodo. I zobaczmy gdzie to pójdzie.
Tak więc jeszcze raz naprawdę dziękuję za aż tak drobiazgowe zatomizowanie tekstu, pisząc, że nie mam przekonania, czy sam tekst na takie erudycyjne wtryski zasługuje, nie miałem w planach Ci umniejszyć. Nie że się znowu samobuczuję, ale widocznie konwersacyjne przeinaczenia wpisane są w strukturę mojego DNA.

Co do inicjatywy codziennostrzał.

To nie jest pierwszą, czy druga inicjatywa. Bywały już takie, które przetrwały dwa dni, jak i takie, które są dłuższe niż gen młody Portal.
Kwestia subiektywna.
Sam dochodzę do wniosku po 18dniach, że przymus codziennego pisania powoduje, że ostro ubożeję i wiem, że w tak radykalnej formie dla mnie to daleko nie pociągnie.
No ale wszystko trzeba było przetestować, sprawdzić, spróbować. Może komuś pomoże. W dzisiejszym - teoretycznie oszlifowanym świecie - niektórym deadline pomaga.
Mnie w pierwszych dniach pomogło.
Może sam pomysł przetrwa, może zmutuje, adoptując się podług nowych realiów i codziennego pędu. Może zdechnie.
Nie wiemy.
Spróbowaliśmy, bo czy chujowe, to czy nie, zawsze wspólna idea jakoś tam cementuje. Jeśli padnie, wymyślimy co innego.




Odpowiedz
Canulas "Wiem, czy się przy nim napracowałem, a jeśli tak, to ile" a jakie to ma znaczenie?! To znaczy co, jakość tekstu jest wprost proporcjonalna do czasu nad nim spędzonego?! Co za bzdura. Boże Drogi, niby dojrzały literacko, a tu myślenie jak dziecko.
Odpowiedz
anuszka haha, nie no, dojrzały literacko, to raczej nie. Nie wiem, czy wysiłek jest wprost proporcjonalny do jakości. To poomackowe gdybanie. Substytut tego, czego nie umiem trafniej wyrazić. Zapewne w poezji również występują jakieś regulacje, uwarunkowania, po których wypełnieniu wzrasta szansa na lepszy końcowy efekt. Tak zakładam, choć ich nie znam, więc to domysł. Oczywiście tz. iskra Boża, złoty pył weny, czy inne, sprzyjające warunki również nie są bez znaczenia dla zaistnienia końcowego efektu "wow".
Uważam, że w prozie także. Może nie w aż tak minimalistycznej, ale w dłuższych formach, koncept, reaserch, jakieś szersze przygotowanie zwiększa szansę na końcową strawność, choć i pewnie elementy mistycznej wiedzy także grają rolę. A wspominam o tym dlatego, że elementy takie jak: koncept, reaserch i szersze przygotowanie, składają się właśnie na poświęcony czas, więc niejako mimochodem stosunek czasu, może (choć pewnie nie musi) mieć wpływ na końcowy efekt.
Masz bardzo ciekawą umiejętność wywlekania na wierzch elementów czyichś wypowiedzi, które w samym zamiarze autora nie są w tej wypowiedzi elementarne. Co więcej, w sprytny sposób je wypiętrzasz, by ubić podwaliny na już obrany kierunek. Tak uważam. Patrzę na to neutralnie z lekką dozą podziwu. I ok. Pozycja ofensywnej inteligencji na pewno jest ożywcza.

Dobra. Wracając do meritum i może teraz już bardziej w pigułce:

— Nie uważam wspomnianego tekstu za dobry, a jeśli już takim się jawi, to przypadkowo, co prowadzi do smutnej konkluzji, że wystarczy napierdalać od metra, bo prędzej czy później dobry tekst zaistnieje ze zwykłej statystyki. Autor/czas - wypadkowa gniotów do dzieł zacnych albo, jeśli wolisz: Casus 10 milionów małp z 10 milionami maszyn do pisania i statystyczną szansą na napisanie wybitnego dzieła.

— Bardzo podoba mi się Twój pogląd na współtworzenie dzieła i rozszerzanie go przez dodanie interpretacji (o ile czegoś nie popieprzyłem). Znam przynajmniej jedną osobę, która dopuszcza się czegoś podobnego, czyniąc to po mistrzowsku i teraz kiedy następnym razem spotka mnie uczestnictwo w czymś takim, będę umiał przynajmniej częściowo nazwać własny zachwyt.

— Tak po prostu, bez regułek i analiz oraz abstrahując od równań typu: czas/jakość: nie uważam tego tekstu za dobry. Nie uważam też za zły. Nie mam do niego stosunku. (tak, wiem, nie muszę mieć, ale chyba mogę?)

— Miło, że Ci podszedł, ale nie winduje go to nic, a nic. Przy czym nie jest to krygowanie się ani próba skierowania Twej uwagi na inne, w mej ocenie lepsze, teksty. Po prostu czasem coś się lubi, a coś nie. Dorabianie do tego przyczynologii to po prostu często słowny floret. Moment i miejsce, kiedy już początkowy sens dawno sczezł w otchłani zapomnienia, ustępując pierwotnemu: kto ma rację i dalszy słowny floret jest jedynie ekwilibrystyką, czy próbą wyjścia z twarzą na tle znaczniej ogarniętego rozmówcy.
Tylko że, parafrazując wiersz E.Dickinson: mnie się naprawdę bardzo podoba w agonii i lata świetlne tego, jak zwolniłem się z przyrzeczenia, by zawsze musieć mieć na wierzchu własne zdanie. Coś aka "Niczego się nie obawiam, bo niczego nie mam", choć oczywiście z zachowaniem odpowiedniej — jak na takie przekomarzanki skali.

No i tyle.
Dalsza część komentarza byłaby inną szatą już napisanych zdań, więc tutaj kończę.
Ciao




Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.