jasno nowa wersja
Łatwopalni
<
W stronę światła
>
Tagi: #fantasy

Świat z popiołu #3

 W poprzednim odcinku: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

 Przybył w wielką ulewę, gdy dni były mroczne, a noce długie. Śledziła go majestatyczna tęcza – ta sama, która ukazała się Yveth w krótkiej chwili niespokojnego snu. Nie mogła ujrzeć jej na jawie, lecz przeczuwając, że się zbliża, po prostu czekała. I bardzo prędko się doczekała.

 Miał chłodne, mokre dłonie. Usłyszała obronny ruch strażników, gdy tak zwyczajnie, bez pytania i bez skrępowania złapał ją za rękę. Zatrzymała straż gestem, przedziwnie spokojna i bez reszty zaintrygowana. Nie cofnęła dłoni, przez chwilę wstrzymując oddech.

 – Czego oczekujesz, panie? – zapytała wreszcie, lecz z jego ust nie wyszło nic, prócz wypuszczanego powoli powietrza. Ścisnął jedynie mocniej jej dłoń, a Yveth w jakiś sposób zrozumiała, że ani dziś, ani przez wiele kolejnych dni nie usłyszy od niego żadnej odpowiedzi. W tej samej chwili deszcz zupełnie ucichł.

 – Może powinienem kazać zamknąć cię w klatce, skoro nie umiesz trzymać się z daleka od obcych mężczyzn – grzmiał Arcykapłan niedługo potem, gdy byli sami w komnacie.

 – To nie ja złapałam go za rękę, tylko on mnie – wyjaśniała spokojnie, kolejny już raz, wolno zdejmując długie, strojne kolczyki. – Poza tym dotykałam już ludzi niejednokrotnie, ale tobie to nie przeszkadzało, o ile przy okazji sypali złotem, prawda?

 Wiedziała, że go tym rozzłości, policzek zabolał jednak mocniej, niż się spodziewała.

 – Znów zapominasz, że to złoto dba o nas oboje? – wypluł z siebie, nieco już spokojniej. – Jakoś nie parzy ci rąk, gdy po nie sięgasz.

 Uparta buntowniczka, która mieszkała w jej sercu chciała natychmiast odburknąć, że wyłącznie jej ręce wykonują tu jakąkolwiek prawdziwą pracę, więc w pełni zasługują na nagrodę, jednak rozsądniejsza część osobowości tym razem była szybsza i ugryzła się w język.

 – Czego on chciał? – zapytał Arcykapłan po chwili wyciszającego emocje milczenia.

 – Nie jestem pewna… – zawahała się, nie chciała jednak, by uznał, że próbuje coś zataić, zaraz więc podjęła: – On jest… niemową. Nie wiem, czy właściwie odczytałam jego zamiary.

 – Niemową? – Błysk zaciekawienia na moment odmienił twarz Arcykapłana, niekoniecznie była to jednak zmiana na lepsze. – O czymś takim powinnaś mi była powiedzieć od razu.

 – Mówię ci teraz. – Nie dała się zbić z tropu, choć nagle odkryła, że już od dłuższego czasu nieświadomie zaciskała pięści, pozwalając paznokciom wbijać się w skórę. – Myślę, że on… zawędrował tu, bo potrzebuje zajęcia. Najprawdopodobniej jest sam, ma w sobie dużo… chłodu, żadnych cieplejszych punktów, sugerujących przywiązanie do czegoś… lub kogoś. To zbłąkany duch, być może skądś uciekł, może uciekł przed kimś lub przed czymś. Może nie miał już nic do stracenia.

 – Niepotrzebna mi tu kolejna przybłęda. – Zmienił nieco front, choć dziewczyna przeczuwała, że to tylko pozory. – Jeśli wróci, przyślij go do mnie. Dopilnuję, by cię więcej nie niepokoił.

 – Sama umiem sobie radzić z tymi, którzy mnie niepokoją – odparowała odrobinę zbyt gwałtownie, choć oboje doskonale wiedzieli, że to tylko część prawdy. – A on… przypuszczam, że posługuje się pismem, próbował kreślić coś na mojej dłoni. Może nawet się kiedyś kształcił. Sądziłam, że ktoś taki mógłby ci się przydać.

 – Nie tobie o tym decydować, moja droga Yveth. – Oplótł palcami jeden z jej nadgarstków, na co ona mimowolnie się wzdrygnęła. – Ale dziękuję za twoją troskę i dobrą radę. – Pochylił się, by przelotnie musnąć ustami jej policzek. Ten sam policzek, który nadal nosił ślad wcześniejszego wybuchu. – Odpocznij, chyba miałaś ciężki dzień.

 Wszystkie jej dni były ciężkie, odkąd go poznała – czyli od bardzo dawna. Zbyt dawna. Pocałunek Arcykapłana był jak trucizna – pieczęć, którą próbował napiętnować ją na zawsze. Choć miał ciepłe i miękkie usta, ich dotyk zmroził ją znacznie bardziej niż chłód dłoni niemego przybysza. Odpowiedziała jedynie milczącym skinieniem głowy i odetchnęła z najprawdziwszą ulgą dopiero wówczas, gdy upewniła się, że wreszcie została sama.

 

 ***

 

 Najpierw nakreślił palcem na jej dłoni jedno słowo: „ROLF”. Domyśliła się, że było ono jego imieniem, lecz gdy po chwili dodał kolejne, nieco się zmieszała. „JUŻ JESTEM”.

 Żałowała, że nie może zobaczyć jego twarzy, spojrzeć mu w oczy i wyczytać z nich, co tak naprawdę miał na myśli. Czy wiedział, że w jakiś niewytłumaczalny sposób się go spodziewała? Czy przyszedł po pomoc, czy może zamierzał zaoferować swoją? Być może dostrzegł już tę podskórną rozpacz i samotność, które pożerały ją od środka i postanowił zareagować. Nie, zdecydowanie nie powinna sobie robić złudnych nadziei. Należało raczej go wygnać, gdy tylko się zjawił, kazać mu zniknąć, zanim wdepnie w jej życie i zabrudzi buciorami posadzkę. Zamiast tego zakończyła rozmowę krótkim „wróć”. A on wrócił już nazajutrz, niosąc kolejną garść chaosu.

 Tym razem cierpliwie zaczekał na swoją kolej, by skłonić głowę przed Widzącą, ona zaś rozpoznała jego kroki i uśmiechnęła się pod nosem. Nie chciała oddawać Rolfa Arcykapłanowi, wszak wystarczająco już przez niego straciła. Doskonale wiedziała jednak, że tego dnia jej opiekun czekał od samego rana, schowany gdzieś poza zasięgiem wielu patrzących na nią oczu. Serce, od dawna otępiałe, zaskoczyło ją podejrzanie szybkimi uderzeniami, gdy usłyszała, jak któryś ze strażników wymyka się, by przekazać wieść. Bezwiednie ścisnęła Rolfa za rękę, jakby próbowała go ostrzec, on jednak nie uciekał. Przeciwnie – wyszedł Arcykapłanowi naprzeciw, gdy ten ledwie chwilę później pojawił się wśród nich we własnej osobie. Dziewczyna poderwała się wówczas na nogi, wiedziona podskórnym niepokojem. Żadne z nich nie spodziewało się jednak tego, co w istocie miało się wydarzyć.

 – Dość na dziś! – zakrzyknął Arcykapłan, wtórując sobie energicznym klaśnięciem w dłonie. – Naszej drogiej Yveth należy się odpoczynek. Jutro też jest dzień!

 – Najlepiej zrobiłby jej odpoczynek od ciebie.

 Jedno zdanie ucięło powszechny szum szeptów, zastępując go nagłą ciszą. Yveth rozpoznała głos, który je wypowiedział i w duchu przeklęła jego właściciela za tę jawną zuchwałość. Co też mu przyszło do głowy, by akurat teraz wyjść przed szereg?

 Po twarzy Arcykapłana przemknął niewyraźny uśmiech – w pierwszej chwili najwidoczniej nie wiedział, jak zareagować, dość szybko jednak odzyskał rezon.

 – Bez wątpienia opierasz, panie, ten osąd na solidnych fundamentach, skoro wyrzekłeś go z taką pewnością – odpowiedział, odnajdując wzrokiem swojego oponenta. – Może zechcesz mi je przedstawić… na osobności?

 – Jeżeli wyglądam ci na głupca, to wiedz, że nim nie jestem. – Szczupły mężczyzna o dość osobliwym obliczu postąpił kilka kroków naprzód. – Cóż, przynajmniej nie do tego stopnia, by dać ci się zagonić do kąta.

 – Nie wiem, za kogo się uważasz, ale nie pozwolę, by jakiś pogański barbarzyńca obrażał bogów w murach mojej świątyni. – Arcykapłan ledwo dostrzegalnym gestem skinął na strażników, którzy w mgnieniu oka znaleźli się u jego boku. – Nie ma tu miejsca dla wichrzycieli.

 – Nie ma miejsca, powiadasz. – Szczupłe palce wolno podrapały pozbawioną włosów skórę głowy, by następnie przesunąć się na usłany bliznopodobnymi znakami policzek i zatrzymać na brodzie. – A czy to nie ty dzień w dzień głosisz wszem i wobec, że bogowie nigdy nie odtrącają żadnego człowieka? I że świątynia jest naszym wspólnym domem? Dlaczegóż więc nagle zwiesz ją swoją i odmawiasz mi wstępu? Czy nie jestem człowiekiem w oczach twoich bogów?

 Mięśnie na twarzy Arcykapłana drgnęły, gdy zacisnął szczęki. Zaraz potem wysilił się na niewyraźny uśmiech.

 – Nie oczekuj szacunku, jeśli sam nie potrafisz go okazać – odezwał się wreszcie. – Nie przyszedłeś tu przecież do bogów, w których nie wierzysz. Po cóż zatem przyszedłeś?

 – Twoi bogowie jak dotąd nie uczynili nic, abym w nich uwierzył, choć mieli wiele okazji. Przyszedłem dać im ostatnią szansę.

 Pewne dłonie strażników dyskretnie ułożyły się na rękojeściach broni, gdy przybysz zanurzył rękę w skórzanej torbie, którą miał przewieszoną przez ramię. Nie zwracał uwagi na wywołane tym poruszenie, ze spokojem wyjmując średniej wielkości zawiniątko. W tej samej chwili Yveth poczuła, jak w sercu rośnie jej ciężka, lodowa kula. Równie zimne po raz kolejny okazały się palce Rolfa, gdy przelotnie musnął jej dłoń, nim rozdzieliło ich kilka poczynionych przez niego kroków.

 – Gdy będziesz się dziś modlił, Arcykapłanie… – palce wolno rozchylały szary materiał – …zapytaj swoich bogów, dlaczego odwrócili wzrok, gdy wzywano ich pomocy.

 Rolf ujrzał to jako pierwszy, niespodziewanie znalazłszy się przy szczupłym mężczyźnie odzianym w proste, ciemnobrunatne szaty. Jakiś czas temu przedstawił się on Yveth jako Łapacz Snów i usiłował przekonać, że powinna odejść, nim niebo spadnie jej na głowę. Najwyraźniej przegapiła swoją szansę, bo w tej właśnie chwili gdzieś ponad wysokimi murami świątyni przetoczył się grom tak głośny, że wiele spojrzeń odruchowo wzniosło się ku sklepieniu. Rolf natomiast na krótką chwilę skrzyżował wzrok z Łapaczem Snów i wyciągnął ku niemu rękę, jakby próbował powstrzymać powzięty przez niego zamiar, jakikolwiek by on nie był.

 Grom uderzył ponownie.

 

 Następny odcinek: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

9310 zzs

Liczba ocen: 1
75%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *alfonsyna
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 78

Opis:

A tak se wrzuciłam, cholera wie czemu - poprzednie było ze sto lat temu! :D

Dodano: 2020-10-29 21:19:50
Komentarze.
Zajrzałam, ale skoro było coś wcześniej, to muszę się cofnąć. Jeszcze tu wrócę
Odpowiedz
alka666 można, choć nie trzeba, jak kto woli.
Odpowiedz
alfonsyna musiałam cofnąć się do pierwszej części, bo zapomniałam o czym było. No, no... Całkiem zgrabna opowieść z dawnymi bogami w tle, legendą, kapłanem...
Możesz częściej wrzucać kolejne części?
Odpowiedz
alka666 mogłabym, gdybym umiała się lepiej zorganizować i nad tym przysiąść. Nie jest to co prawda niewykonalne, ale bywa trudne, więc nie mogę chyba nic obiecać.
Odpowiedz
alfonsyna rozumiem Cię doskonale! Też mam ten problem. Zwłaszcza jesienią i zimą, kiedy mnóstwo pracy...
Pisz zatem w miarę możliwości, ale pisz
Odpowiedz
alka666 cóż, ja teraz jestem w trybie permanentnego jesiennego rozmemłania, także ciężko mi się wziąć w garść. Aczkolwiek miewam lepsze momenty i na tych momentach muszę dalej ciągnąć, dzięki za dobre słowo!
Odpowiedz
alfonsyna trzymaj się, a jak będziesz potrzebowała kopa na rozpęd, daj znać
Ja czasami potrzebuję
Odpowiedz
~oko 5 m.
a w następnym? co jest w następnym?
Odpowiedz
oko wiem, ale nie powiem!
Odpowiedz
~oko 5 m.
alfonsyna trudno. poczekam, chociaż linki na dole nie widać. a szkoda.
Odpowiedz
Byłam, teraz składam myśli. 😉
Odpowiedz
Szudracz miło, że i tu dotarłaś.
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
z dużym wykopem
Bardzo staranna i dopracowana (nie tylko pod względem technicznym, ale i fabularnym) narracja, przemyślane dialogi. Jakby żadne słowo nie pojawiało się bez przyczyny. Np. tutaj:
"Zamiast tego zakończyła rozmowę krótkim „wróć”. A on wrócił już nazajutrz, niosąc kolejną garść chaosu".
Bardzo dobra seria Bohaterów jeszcze do końca nie rozgryzłam. Jeszcze nie wiem, komu kibicować
Odpowiedz
Ritha dziękuję, kłaniam się, zawsze można kibicować wszystkim... albo nikomu.
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.