jasno ciemno
Drabble konkursowe "Czas apokalipsy" (nr 14) Drabble konkursowe "Niepokojące Wydarzenie Kulturalne" (nr 11)

TW#4 - Kosmiczni komandosi

 Postać: Żołnierz

 Zdarzenie: Bitwa w kosmosie

 Efekt: Jesteś zrobiony z plasteliny i mieszkasz w piórniku. Z tej perspektywy prowadź narrację.

 

 

  — Jedź! Ruszaj, do diabła!

  — Nie mogę, coś zablokowało gąsienice!

  — Musimy czym prędzej wyjechać z tego przeklętego krateru. Sprawdzę, co jest nie tak, ty siadaj przy dziale. Osłaniaj mnie, dopóki nie wrócę.

  — Ale…

  — Nie ma żadnego „ale”. To rozkaz, weź się w garść, sierżancie!

  Porucznik zamknął przezroczystą przyłbicę hełmu, otworzył właz i wyskoczył z pojazdu. Spojrzał na gąsienicę, która oblepiona była zielonkawym szlamem.

  — Cholerne Gaxiańskie ślimaki — mruknął pod nosem, po czym wyciągnął podręczny palnik plazmowy i zaczął opalać nim kleistą substancję, która unieruchomiła opancerzony transporter. Śluz pod wpływem temperatury wysychał, kruszył się i odpadał.

  — Prędko, poruczniku! Sensory wykryły ruch! — w słuchawce Mergha rozbrzmiał głos sierżanta.

  — Kończę, Trax, odpalaj silniki — rzucił krótko porucznik i już miał wspinać się na burtę, gdy usłyszał rozdzierający skowyt. Spojrzał w górę i na skraju krateru zobaczył różowawą istotę o pięciu mackach, która wolno, lecz nieustępliwie sunęła w kierunku pojazdu.

  — Szybko! Już prawie nas dogonił! — wrzeszczał Trax, a lekkie działko laserowe zaczęło pluć ogniem w kierunku kosmicznej bestii.

  Porucznik najszybciej jak potrafił, wrócił do kokpitu i zatrzasnął właz. Usiadł za sterami.

  — No to jazda.

  Zaryczały jonowe silniki i walcowaty pojazd wystrzelił przed siebie. Ważący kilkadziesiąt ton, zrobiony z grubej, pancernej stali transporter wyglądał na ociężały i powolny, były to jednak tylko pozory. Gąsienice darły skalistą powierzchnię planety, a Mergh i Trax, żołnierze Denusiańskich Sił Kosmicznych odskoczyli od ścigającego ich mackowatego zagrożenia i siłą rozpędu wydostali się z krateru.

  — Tak! Daliśmy mu popalić! — krzyknął sierżant i klepnął w plecy towarzysza.

  Ten spojrzał na niego radośnie, ale za chwilę przywołał na twarz surowy wyraz.

  — Nie zapominajcie, sierżancie, że jestem starszy stopniem!

  — Prze… przepraszam, poruczniku Mergh — wyjąkał skruszony żołnierz.

  — No! Tym razem ci odpuszczę, Trax, bo faktycznie daliśmy mu popalić. — Porucznik znów uśmiechnął się pod nosem.

  — Dobrze, ale co teraz? Jakie są rozkazy?

  Mergh spochmurniał.

  — W tym problem, że nie wiem. Nie mam łączności z bazą. Obawiam się, że Gaxianie zakłócają komunikację. Musimy dotrzeć do bazy w sektorze D3SK-P1, zapakować się na statek i opuścić atmosferę. Wróg kryje się pod powierzchnią, stąd nic nie zrobimy. Tylko przez spuszczenie z orbity bomb penetrujących możemy coś zdziałać.

  — A co z tym tunelem czasoprzestrzennym? Co, jeśli wezwą posiłki? — W głosie sierżanta słychać było lęk.

  — Musimy podjąć to ryzyko. Zresztą ostateczną decyzję i tak podejmie kierownictwo. Ale Gaxianie zapłacą za uwolnienie kosmicznego wirusa, tego jestem pewien!

  Transporter toczył się po nierównej powierzchni. Wytrzymałe gąsienice pojazdu klasy P-Case bez trudu radziły sobie na trudnym terenie. Matowa powierzchnia pancernej skorupy delikatnie połyskiwała w świetle dwóch księżyców. Nie było jednak czasu na zachwycanie się walorami estetycznymi podróży — jadący transporterem żołnierze musieli być w ciągłej gotowości. Mimo tego, że w danej chwili panował względny spokój, nie wolno im było tracić czujności. W końcu parę minut temu udało im się wydostać z pola bitwy, w której oddziały Denusian zaczęły tracić przewagę. Taktyczny odwrót był trudny, ledwie umknęli przed ostrzałem z ciężkich dział i moździerzy. Potem zjawił się jeszcze ten obrzydliwy stwór i niewiele brakowało, by wpadli w jego różowe macki. O tak, powinni dziękować losowi za to, że wyszli z tego wszystkiego obronną ręką.

  — Sierżancie, sprawdźcie koordynaty, jak daleko jeszcze do celu?

  — Już niewiele, musimy tylko… — Trax urwał, bo transporterem szarpnęło tak mocno, że niewiele brakowało, a przewróciłby się na prawą burtę. Światło przygasło, a aparatura na parę chwil zupełnie przestała działać.

  Gdy tylko gąsienice odzyskały przyczepność, Mergh znów ruszył z pełną prędkością. Nie zatrzymywał się, wiedział, że muszą przeć dalej. Nie miał pojęcia, co mogło sprawić, że ciężki jak sto diabłów transporter prawie wywrócił się jak zabawkowy samochodzik, ale nie miało to teraz żadnego znaczenia. Porucznik uruchomił tylko w hełmie moduł wentylacyjny, żeby osuszyć skraplający się na czole pot i z twarzą stężałą od skupienia starał się utrzymać kurs.

  Trax dzielnie pozbierał się z podłogi, wrócił do działka i z uwagą obserwował okolicę. Nie zadawał żadnych pytań, wiedział, że jego przełożony musi skupić się na prowadzeniu.

  Choć porucznik Mergh nie odzywał się, w głowie przez cały czas prowadził analizę zagrożeń. Rozpatrywał różne możliwości i scenariusze. Co to było, to przed chwilą? Czy to wróg złapał ich na skanerach i strzela do wycofujących się żołnierzy? A może jedna z istot zamieszkujących planetę zaatakowała transporter? A, co jeśli to tylko jeden z gejzerów wyrzucił strumień gorącej wody akurat w momencie, gdy nad nim przejeżdżali? Na żadne z tych pytań nie potrafił odpowiedzieć twierdząco, ale jednego był pewien – nienawidził takich niespodzianek.

  Niekończące się rozważania i ciszę w kokpicie przerwało donośne łupnięcie. Dźwięk rezonował w ciasnym wnętrzu pojazdu, a ten mimo protestów prowadzącego go porucznika, zaczął gwałtownie zwalniać, aż w końcu zupełnie się zatrzymał, a jego przód został uniesiony pod kątem czterdziestu pięciu stopni. Gąsienice bezsilnie darły rozrzedzone powietrze Gaxiańskiej atmosfery. Nagle Mergh i Trax poczuli mocne szarpnięcie, usłyszeli głośny syk, a znajdujący się w dachu właz został po prostu wyrwany z zawiasów. Żołnierze popatrzyli po sobie.

  — Do broni! — wrzasnął porucznik i wyszarpnął z kabury ciężki blaster.

  Sierżant nie posiadał broni krótkiej, rzucił się więc do znajdującego się nieopodal włazu stojaka. W momencie, gdy podnosił szturmowy karabin laserowy, z otworu w dachu wyłoniła się najpierw jedna różowa macka, a za nią wpełzły pozostałe cztery. Bestia w jednej chwili pochwyciła Traxa i zacisnęła odnóża, miażdżąc żołnierza. Sierżant został skompresowany do postaci bezkształtnej masy, a następnie zniknął w potężnym uścisku stwora i został przez niego wyciągnięty na zewnątrz kokpitu.

  — Nieee! Trax! — krzyknął rozpaczliwie Mergh, ale równocześnie zdał sobie sprawę, że nic nie jest w stanie zrobić. Przez wyrwany właz obserwował tylko z trwogą granatowe niebo, czekając na powrót kosmicznego stwora.

  Nagle pojazd opadł na ziemię, a porucznik stracił równowagę i przewrócił się na twarz. Natychmiast jednak wykorzystał okazję. Poderwał się, dopadł do steru i z pełną mocą ruszył przed siebie. Nie mógł pogodzić się ze stratą sierżanta Traxa, jednak ucieczka była w tej chwili jedyną akceptowalną opcją. Jego towarzysz był już martwy – jedyne, co można było zrobić, to samemu przeżyć i oddać mu należny hołd po bezpiecznym powrocie do bazy.

  Ręce mu drżały, a żołądek miał ściśnięty ze stresu aż do bólu. Nie oglądał się za siebie i myślał tylko o tym, żeby jak najszybciej oddalić się od zagrożenia. Nie ujechał jednak daleko, gdy znów usłyszał przerażający skowyt. Zerknął na ekran wyświetlający obraz z kamery rufowej i zauważył pędzące w jego kierunku kłębowisko macek, które z każdą chwilą niebezpiecznie się zbliżało. Porucznik zdał sobie sprawę, że nie ucieknie. Bestia lada chwila go dogoni, a on podzieli tragiczny los towarzysza. Mergh zrobił to, co uznał za najlepsze rozwiązanie w tej sytuacji.

  Gwałtownie nacisnął hamulec. Pojazd zatrzymał się niemal w miejscu. Mało brakowało, a kierowca rozbiłby sobie nos o konsolę. Szybko uruchomił autopilota i nastawił go na tryb wsteczny, a sam dopadł do działka pokładowego i wycelował je w różową masę, którą dzieliło już od pojazdu zaledwie kilka metrów.

  — Zeżryj to! — krzyknął i nacisnął na spust.

  Strzał był celny. Potężna moc laserowej broni wyrwała w ciele stwora jedną, a potem drugą dziurę. Bestia straciła impet i opadła na skalistą powierzchnię wściekle bijąc powietrze odnóżami. Tymczasem kierowany przez komputer pokładowy transporter, zgodnie z wolą pułkownika poruszał się w tył. Prosto na mackowatego kosmitę.

  Pojazd napotkał opór, podskoczył, ale po chwili odzyskał prędkość. Jednocześnie Mergh usłyszał obrzydliwy dźwięk mlaśnięcia, któremu zawtórował ogłuszający pisk. Hałas szybko ucichł, a w przednich reflektorach cofającego transportera, porucznik ujrzał nieruchomą, półpłynną masę. Tylko macki co jakiś czas podrygiwały spazmatycznie.

  Porucznik zatrzymał pojazd i odetchnął głęboko. Pospiesznie podniósł przyłbicę hełmu, dopadł do bocznego okienka, otworzył je i zwymiotował na zewnątrz. Organizm człowieka radzi sobie z silnym stresem na przeróżne sposoby.

  Wiedział jednak, że to nie koniec. Nadal znajdował się na otwartym, wrogim terenie. W każdej chwili mogły się pojawić inne niebezpieczne stworzenia lub mógł go namierzyć nieprzyjaciel. Wrócił do steru i ponownie skierował się do bazy, omijając po drodze odrażającą padlinę.

  Dalsza droga przebiegła spokojnie. W niedługim czasie Mergh dotarł do bazy D3CK-P1. Okazało się, że zjawił się w ostatniej chwili – wszyscy byli już gotowi do opuszczenia planety. Dziesięć minut dłużej, a nie zastałby tam nikogo.

  Porucznikiem dobrze się zaopiekowano. Rakieta jeszcze nie zdążyła oderwać się od ziemi, a on już znajdował się pod opieką medyków, którzy przebadali go od stóp do głów i odesłali do kajuty, w której mógł odpocząć i się zrelaksować. Albo przynajmniej spróbować.

  Mergh z kubkiem gorącego Kiijhaksu (Denusiański ekwiwalent ziemskiej kawy) stanął przy oknie i obserwował, jak planeta robi się coraz mniejsza. Wziął mały łyk naparu i szepnął w przestrzeń:

  — Przepraszam, Trax. Obiecuję, że Gaxianie za to zapłacą.

  Niedługo później rozpoczęło się bombardowanie.

 

  Michał wróćił do domu. Zamknął za sobą drzwi i zobaczył żonę, stojącą w progu pokoju Maksa. Marta spojrzała na mężczyznę.

  — Hej — szepnęła na przywitanie. — Jak tam w pracy?

  Michał pokręcił smętnie głową.

  — Zaraza szaleje, walczymy, ale to walka z wiatrakami. Coraz więcej ludzi umiera. W mieście… Co ja mówię. W kraju już zaczynają się rozruchy.

  — Boże, do czego to doszło…

  — Raczej do czego doprowadził Rząd. Wszystko lada chwila się posypie. Już odcięli Internet. Zaraz zamkną nas wszystkich w domach. — Michał ujrzał strach w oczach żony i starał się przekierować jej uwagę. — A co u was? Jak Maks?

  — Wiesz co? Jestem w szoku — zgodnie z oczekiwaniami dywersja zadziałała i Marta przeniosła wzrok na syna. — Odkąd nie może oglądać tych swoich bajek, nic go nie interesowało. Płakał i marudził. Nie wiedziałam co robić. W końcu w akcie desperacji pokazałam mu plastelinę. Zainteresował się, ulepił sobie jakieś ludki, wyciągnął z plecaka piórnik, zapakował je do środka i zabronił mi wchodzić do pokoju. Wydaje mi się, że odtwarza to, co w bajkach.

  Michał otworzył szeroko oczy. Nie mógł uwierzyć w to, co słyszał.

  — Nie gadaj, że uzależnionego od bzdurnych kreskówek dzieciaka wyleczyłaś plasteliną!

  — No to patrz — odparła Marta i odezwała się do syna: — Maksiu, co tam robisz?

  — Mam misję, porucznik Merth wraca na orbitę. Będzie bombardowanie. O, cześć, tata. Zamknijcie drzwi!

  — Synek, czy to „Kosmiczni komandosi”?

  — Tak, tak, zamknij drzwi, no!

  Marta spełniła prośbę syna i spojrzała wymownie na Michała.

  — Widzisz?

  — Widzę, ale aż nie wierzę. Oderwać się go przecież nie dało. A jak odcięli prąd, to ryk był taki, że bałem się, że sąsiedzi nas oskarżą o torturowanie dziecka.

  — Co ty, sąsiedzi wiedzą, że wychodzisz ze skóry, żeby zwalczyć zarazę. Boże, jestem szczęśliwa, że Maksio znalazł sobie inne zajęcie. Może jakoś to wszystko przetrwamy, co?

  — Przetrwamy — rzekł Michał, a gdy Marta zniknęła w kuchni, wyjął chusteczkę, rozkaszlał się i splunął krwią. — Przetrwamy...

11937 zzs

Liczba ocen: 5
98%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~CptUgluk
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 93

Opis:

Pyk. Na pożarcie. Niech się kręci.

Dodano: 2020-10-30 00:39:21
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
TreningWyobrazni Tak jest, panie Treningu!
Odpowiedz
~oko 2 m.
pożarłem. i kręci. plastelina, jako narrator nie jest łatwa materią. a poradziłeś sobie znakomicie. gratuluję.
Odpowiedz
oko pięknie dziękuję! Nie potrafiłem tego inaczej ugryźć. Dobrze, że nie stanęło w gardle
Odpowiedz
~oko 2 m.
CptUgluk czytałem i dumałem, co sam zrobiłbym z plastelinowym nadajnikiem. często tak mam, ze czytając cudze teksty snuję domysły, jak ja poradziłbym sobie. i wciąż jestem zachwycony tym, co robią ludziska.
Odpowiedz
oko też tak często mam, że sobie analizuję, jak ja podszedłbym do danego zestawu. I dziwuję się jednocześnie, jakie cuda mogą powstać w sumie z niczego.
Odpowiedz
Byłam mega ciekawa tego zestawu, świetnie sobie poradziłeś, fajnie to wyszło
Odpowiedz
SylviaWyka pięknie dziękuję zestaw bardzo mnie ucieszył, ale plastelina stanęła mi ością w gardle (he he, plastelina ością). Szczęśliwie jednak udało mi się jakoś ją przełknąć
Dzięki za wizytę!
Odpowiedz
z dużym wykopem
Bardzo dobry, spójny, ładnie napisany tekst. W połowie przeczuwałem, jak to się skończy i trafiłem. Natomiast wisienką jest ostatnie zdanie. Nie będę spojlerował, ale robi robotę.
Odpowiedz
Canulas piękne dzięki! Cieszę, że podeszło. No i fajnie, że wisienka zasmakowała. Kandyzowana
Dzięki za odwiedziny!
Odpowiedz
^Halmar 2 m.
Bardzo dobry tekst. Podoba mi się zamysł przedstawiający kosmiczną wojnę w wyobraźni chłopca jako antidotum na walkę z zarazą na Ziemi. Plastycznie przedstawiony mechanizm przeniesienia, jestem pod wrażeniem. Przypominiales mi "Niekończąca się opowieść" - jeden z ulubionych filmów dzieciństwa, o ucieczce w świat wyobraźni. Tyle że tam portalem była książka, a u Ciebie - plastelina. Ach, ta plastelina!
Dobra robota, Kapitanie!
Odpowiedz
Halmar kłaniam w pas, pani Halmar! Cieszę się, że ożyły miłe wspomnienia. W ogóle się cieszę, jak uda mi się wywołać pisaniem jakieś emocje (no, może z wyjątkiem nudy), na tym mi właśnie zależy. Dziękuję pięknie za wizytację
Plastelinowe pozdrowienia!
Odpowiedz
Obawiałam się Plastusia w piórniku. Zmora mojego dzieciństwa. Zrobiłeś mi piękną plastelinową niespodziankę. I wcisnąłeś tę kosmiczną wyobraźnię w zarazę rzeczywistości. Brawo, podziwiam!
Odpowiedz
alka666 rządy Plastusia trwały już zbyt długo, trzeba było ulepić coś innego dziękuję bardzo i cieszę się, że miałaś dobry odbiór. Serdeczne dzięki za odwiedziny!
Odpowiedz
CptUgluk ponoć dzieci lubią plastelinę. Trzymałam się od niej z daleka, bo lepiła się do stołu, krzesła, podłogi, rąk, sweterka, fartuszka, rajstop i włosów. Z klejem też tak mam - jest wszędzie, tylko nie tam, gdzie trzeba coś sklepić
Jestem nie mam talentu do rękodzielnictwa. Robótki ręczne to nie moja broszka
Odpowiedz
alka666 hehe, plastelina miała też wysoki próg wejścia pod względem przygotowania do pracy - trzeba było trochę pomiętosić w dłoniach, żeby zmiękła i nadawała się do lepienia. Niecierpliwi odpadali :P Ja nie miałem nic przeciwko plastelinie, ale zdecydowanie wolałem modelinę. Jak mama podgotowała ukończoną figurkę, można było się nią bawić bez strachu, że się odkształci (no chyba, że upadła na podłogę, wtedy ratował ją wspomniany przez Ciebie klej).
Oj tam zaraz nie masz talentu, może po prostu cierpliwości brakowało
Odpowiedz
CptUgluk cierpliwość to też talent
Nie mam cierpliwości. Nie do wszystkiego, ale akurat do rękodzieła - nie mam.
Moje najdłuższe rękodzieło to "łańcuszek" na szydełku z III piętra do parteru. Chomika w wiaderku (zamykane wieczkiem) opuszczałam bratu, by wypuścił go na trawę, na popas
Odpowiedz
alka666 Ha, chomicza winda, piękna inicjatywa I zwierzątko miało atrakcje, fajno
Odpowiedz
Swietnie sobie poradziłeś z zestawem. Całe opowiadanie wciągające, zaś zakończenie... miodzio.
Takie to na czasie
Odpowiedz
pkropka dzięki śliczne. Z całych sił starałem się nie przynudzać
Chciałem zachować nawiązanie do Jeźdźców Apokalipsy, stąd ta zaraza. No i aktualna sytuacja pandemiczna oczywiście również nie była bez znaczenia
Dzięki za wizytę!
Odpowiedz
*berkas 2 m.
z dużym wykopem
Super opko, wartka akcja i ten piórnik
Jedno mnie zastanawia, wcześniej przed wyjściem na zewnątrz musieli się uszczelniać przyłbicą, a potem jak stracili właz w czołgu już nie, czy atmosfera na tej planecie im nie szkodziła.
Albo czytam to jeszcze raz i może to pytanie nie ma sensu, może tak sobie to wymyśliło dziecko uzależnione od bajek?

Odpowiedz
berkas wprawne oko, berkasie! Owszem, jest to niespójność, ale tym razem świadoma i celowa. Chciałem dać czytelnikowi wskazówki, że to, co się dzieje, nie jest rzeczywistością. Stąd m.in. pięciopalczasty, tfu! pięciomackowy stwór, baza w sektorze D3SK (bo desk - biurko, tylko że tu literówkę zrobiłem i miało być "s", a nie "c", zaraz edytuję :P), podobnie z pojazdem piórnikowym serii P-case a że wszystko działo się w głowie dziecka zafascynowanego serialem, uznałem, że niespójności jak najbardziej mogą, a nawet powinny się znaleźć. Ale brawo za czujność
No i dzięki za odwiedziny
Odpowiedz
berkas wprawne oko, berkasie! Owszem, jest to niespójność, ale tym razem świadoma i celowa. Chciałem dać czytelnikowi wskazówki, że to, co się dzieje, nie jest rzeczywistością. Stąd m.in. pięciopalczasty, tfu! pięciomackowy stwór, baza w sektorze D3SK (bo desk - biurko, tylko że tu literówkę zrobiłem i miało być "s", a nie "c", zaraz edytuję :P), podobnie z pojazdem piórnikowym serii P-case a że wszystko działo się w głowie dziecka zafascynowanego serialem, uznałem, że niespójności jak najbardziej mogą, a nawet powinny się znaleźć. Ale brawo za czujność
No i dzięki za odwiedziny
Odpowiedz
~JamCi 2 m.
Bardzo ciekawie tworzysz swiaty, zeby przeskakiwać pomiędzy wymiarami. Tu na trzech płaszczyznach, to najwiekszy atut tekstu. Bardzo ciekawe.
Odpowiedz
JamCi Dzięki, za prosto by było, jakbym pozostał tylko w plastelinie, cuś trzeba było pokombinować Dziękuję za wizytację!
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
z dużym wykopem
Ach, bardzo dobre zagranie na końcu, brawo! Ale muszę przyznać, że całe opowiadanie bardzo mi się podobało, zdecydowanie najlepsze jakie u Ciebie czytałam. Wartka akcja, ciekawe, marsjańskie słownictwo, całość naprawdę bardzo staranna i przemyślana. Zostawiam duże wykopy.
Odpowiedz
Ritha Przyjmuję duże wykopy z jeszcze większą radością! Cieszę się, że udało mi się trafić w gusta. Chociaż przyznam szczerze, że z każdym kolejnym opowiadaniem mam obawę, że będzie niewypał. Tak było i z "Kosmicznymi komandosami". Tym bardziej rad jestem, że podeszło
Dzięki za odwiedziny!
Odpowiedz
Hej,
Dobrze napisane. Żywiołowo. Z pomysłem. Wprawnym piórem
Pozdrowionka
Odpowiedz
Agnieszka dziękowanko. Starałem jak mogłem. Pióro też dziękuje za pochwałę Miło, że wpadłaś
Odpowiedz
z dużym wykopem
Kurczę, świetnie porobiony efekt. W ogóle całość utworu jest świetnie porobiona. Umiejętnie pływasz w tym futurystycznym stawie, czuć że miałeś już z podobnymi typami akcji kontakt chociaż ręki uciąć sobie nie dam. Wiem tylko tyle, że mi samej w fantastycznych sferach ciężko jest operować, a Ty z nich wybrnąłeś wyśmienicie.
Sama końcówka wywołuje ciarki.
Bardzo ładnie.
Odpowiedz
nimfetka Dziękuję bardzo za miłe słowa! Powiem Ci, że ja w fantastycznych klimatach czuje się dobrze, bo wiem, że mogę sobie pozwolić w większym stopniu na popuszczenie wodzy wyobraźni. Głównym problemem, który mnie wstrzymywał przed pisaniem czegokolwiek, była obawa, że na niczym nie znam się na tyle, żeby móc wiarygodnie zrealizować temat. W fantastyce granice te są bardziej swobodne i chyba dlatego nieźle się w niej odnajduję (przynajmniej tak mi się wydaje).
Twoje ciarki do dla mnie ogromny komplement
Piękne dzięki za wizytację!
Odpowiedz
!sensol 2 m.
koniec robi robotę. z typowego (archaicznego nawet) SF robi się obyczajówka i to mi się podoba
Odpowiedz
sensol nie wiem czy zabrzmię wiarygodnie czy nie, ale to SF miało właśnie być dość proste i niezbyt głębokie, żeby końcówka lepiej wybrzmiała. Cieszę się, że się podoba, mistrzu sensolu. Dzięki za zaglądnięcie!
Odpowiedz
~Ozar 2 m.
z dużym wykopem
Przyznam szczerze, że czytałem ten tekst już wcześniej, ale dopiero teraz znalazłem chwilkę, żeby napisać komentarz. Bardzo fajny kawałek SF, początek zapowiadał się na coś dłuższego ale końcówka równie dobra, choć wywołała u mnie spore zaskoczenie. Jak widzę całkiem dobrze radzisz sobie w takich klimatach. Bardzo dobry teks i jak mi się wydaje warto by może to pociągnąć dalej.
Pozdrawiam
Ozar
Odpowiedz
Ozar Cześć! Miło, że wpadłeś Niestety ogranicza nas ilość znaków. Chociaż może to i dobrze, bo mam skłonności do zbytniego rozpisywania się. Tym razem postawiłem na więcej dynamizmu, no i chyba była to dobra decyzja. Traktowałem ten temat raczej jako jednostrzał, bez planów na kontynuację, ale kto wie? Może coś mnie kiedyś strzeli i zamarzę sobie, by rozwinąć pomysł
Dzięki bardzo za odwiedziny!
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin