jasno ciemno
Codziennostrzał#11 - Droubble - Rewanż Codziennostrzał#8 - Dribble - Szach-mat

Codziennostrzał#10 - Zabawkowe piekiełko

 #codziennostrzał

 #TW

 

 

 

 

 Wróżę wam niechybną zgubę, albowiem oczami swymi widziałem ohydne macki rozrywające pluszowe poszycia nieszczęśników.

 

  Pluszowy Mędrzec, założyciel kolonii.

 

 To wyżej, pewnie myślicie – druidyczne czytanie run, wola boska. Nie, to tylko wyblakły szyld, ledwie czytelny, który niegdyś witał nowo przybyłą partię i zaszczepiał w umysłach tych, którzy z losem mieli na bakier, smutną prawdę – nie szukajcie tu spokoju i beztroskiego życia. Oto krawędź waszej miernej doczesnej roboty. Uszczęśliwialiście bachory, ale one już was nie potrzebują. Jeszcze tylko mały kroczek i... koniec.

 Takich historii było wiele. Ba! Niektóre pokrywały się ze sobą kropka w kropkę. Ten sam schemat, taki sam, przewidywalny finał. No ale bajka, bajka. Zacząłbym, że działo się to dawno temu, być może za siedmioma górami albo którąś z wielokrotności liczby siedem. Nie. Wszystko rozegrało się w nocy, dwa, może trzy lata temu; na pewnym wysypisku śmieci, które zbyt mocno tętniło życiem. Wieczorem przybył ostatni, spóźniony transport. Partia odpadów runęła w wyznaczone miejsce, a kiedy wścibskie ludzkie oczy nie patrzyły, kilka żyjątek zgrabniej się z niej wyślizgnęło i ukryło w ciemnych czeluściach alejek pomiędzy górami śmieci. Pięcioro wygnańców. Jak przy każdej okazji, próbowali szczęścia. Zwykle nawet nie docierali do kolonii, za której „murami” ze słomek, plastikowych kubków i folii aluminiowej istniała baza dla przyjezdnych. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że na wysypisku zabawki nie mają łatwo. Pluszowy niedźwiedź himalajski o wdzięcznym imieniu Oreganol wiedział to aż za dobrze. Chyba jedyny z nich wszystkich przeczuwał, że ten rozdział ich życia będzie najgorszym i zapewne ostatnim. Możliwe, że będzie też rekordowo krótki. Z oddali dobiegły niepokojące odgłosy. Szmery, powarkiwania i dziwne rzężenie. Jak nic to zabawkowa kostucha.

 — Szybciej, szybciej — jęknął Oreganol. Jego pluszowe łapy nasiąkały coraz bardziej wodą i oblepiały się błotem, utrudniając choćby szybki marsz. Mimo wszysztko próbował.

 — Nie ma potrzeby i tak nie wiemy dokąd iść — rozpaczała Barbie, aczkolwiek nie oryginalna tylko niemiecka podróbka – Shnella. Wtórował jej ukochany – Wolfgang i dwie kukły, które nie znały żadnego języka, więc tylko ciągle klaskały i udawały, że wszystko w porządku.

 — Coś nas śledzi. Nie jesteśmy bezpieczni.

 — Bredzisz. Nic gorszego nas nie może spotkać. Jesteśmy w ciemnym otworze z piszczałką. Wszystko na nic. Po prostu idźmy.

 — Może schronimy się w jakiejś górze odpadów? — zaproponował Wolfgang.

 — Nawet ty, mój drogi nie bierzesz tego za realny pomysł. Zaczynam rozumieć, dlaczego nie dali ci zestawu mówiącego.

 — Myślałem, że doczekamy jednak szczęśliwego zakończenia.

 — Majaczysz, Oreganol. Od roku zbierało się na czystkę, szkoda tylko, że to my poszliśmy na pierwszy ogień.

 — Przegraliśmy i z czym? Z durną grą komputerową.

 — Minecraft. Tak to się nazywa — syknął Wolfgang.

 Kiedy doszli do pierwszego skrzyżowania alejek, na ich drodze pojawiła się jakaś postać. Skąpana w ciemności wychyliła się nieco, ale nadal jej twarz nie była widoczna. Wyciągnęła prawą rękę i gestem zaprosiła ich od siebie.

 — To pewnie jakiś tutejszy cieć. Jestem z was najładniejsza, uwiodę go i zobaczymy co dalej.

 Nie czkając na odpowiedź, Shnella zbliżyła się do nieznajomego. Ten w akcie obrony skrył się w mroku. Jedynie jego ciężki oddech zdradzał, że wciąż tam stoi.

 — Nie wstydź się. Chcę tylko porozmawiać.

 — To tak jak ja — odpowiedział. — I proszę, nie pręż się, bo do oryginału brakuje ci dużo.

 — Bezczelny!! Jestem o wiele lepsza od tej kapitalistycznej pindy.

 — Tylko w twoim wyimaginowanym świecie, złotko. Tutaj jest wysypisko śmieci, a ty jesteś nowym nabytkiem.

 Nieznajomy minął oniemiałą Shnellę i zwrócił się do reszty zgrai. Ujrzeli jego twarz. Był czymś w rodzaju nieudanej imitacji Rambo. Posiadał dinozaurze lewe ramię i połowę korpusu żywcem wyjętego z jakiegoś zestawy królewna i królewicz.

 — Jestem Ramben Szpakobrody. A wy jesteście pewnie nowymi przyjaciółmi naszej kolonii.

 Przedstawili się lekko zmieszani. Ramben nie czekał aż zapytają. Zaprowadził ich pod same bramy Królestwa Śmieciowych Zabawek, nawet Shnellę. Sam zniknął za wrotami. Oni mieli czekać na procedurę przyjęcia. W końcu po długim oczekiwaniu wywołano niemiecką piękność. Zniknęła za plastikowymi wrotami, gdzie czekali na nią trzej mędrcy.

 — Witaj. Oto procedura przyjęcia.

 Zadali jej kilka pytań. W większości prostych. Te same pytania czekały na resztę. Wszyscy dostali ten sam zestaw. Kukły poszły w odstawkę od razu, bo nie potrafił mówić. Zabrano je do sieczkarni, gdzie dokonały żywota, a reszcie grupy wmówiono, iż przeniesiono je do specjalnej placówki rozszyfrowującej formy komunikacji zabawek. Oreganol odpowiadał ostatni. Był bardzo zdenerwowany i zmęczony, bo balast, w jaki nosił w sobie, napęczniały wodą sprawiał, że z trudem mógł ustać.

 Na wyniki czekali dobrą godzinę. Po tym czasie mędrcy wrócili w otoczeniu straży przybocznej. Mieszkańcy, których obudziły niepokojące przechody straży wyglądali ciekawsko z okien swoich kajutek.

 — O to i wyniki — zaczął jedne z mędrców. — Wiecie, że jako zabawki wierzymy w szczęśliwy koniec. W jakiś morał, który koniec końców przechyli szalę na dobrą stronę. Ale my wiemy, że życie jest brutalne, a do tego mamy dwudziesty pierwszy wiek. Idziemy ku nowemu, innemu. Dlatego w zgodzie całej rady kolonii ogłaszamy, że pluszowy misiek idzie na tułaczkę po wysypisku, niemiecka lafirynda leci do domu publicznego „Plastic is Fantastic”, a jej kochaś... niech będzie sieczkarnia. Masz strasznie odpychające imię chłopcze.

 Każde z postanowień zostało wykonane. Oreganol trafił na tułaczkę, gdzie po tygodniu rozstał się rozszarpany pod ostrzegawczym szyldem przez wściekłego szopa pracza. Shnella wkręciła się w plastikowy nierząd, więc nawet nie żałowała specjalnie, że Wolfgang już dawno zamienił się w granulat, którym uszczelniano ściany w kolonii. Jaki z tego morał? Nie ma dobrych opcji, nie ma dobrych rozdziałów. Są tylko ciepłe posady w domach publicznych.

6210 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~marok
Kategoria: inne

Liczba wejść: 27

Opis:

Miała być bajka, a wszyszło... hmmm, coś ale nie to co powinno chyba

Dodano: 2020-10-30 22:23:29
Komentarze.
Bajkowa rzeczywistość z morałem
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin