jasno ciemno
Codziennostrzał#13 - Wszyscy będziemy Tadeuszami Codziennostrzał#11 - Droubble - Rewanż

Codziennostrzał#12 - Farma listonoszy cz.2

 #codziennostrzał

 #TW

 

 

 

 część 1 : https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=5195

 

 

  Piwnice mają zwykle to do siebie, że są zimne i ciemne. Tommy trafił do takiej właśnie piwnicy i kiedy Fredrich go opuścił, zamykając za sobą drzwi, jedynym źródłem światła okazała się szpara między ich dolną krawędzią a podłogą. Okna w ilości trzech były szczelnie zasłonięte jakimś nieprześwitującym materiałem. Z góry dochodziły stłumione dźwięki rozmów. Ich nasłuchiwanie wydawało się jedynym realnym zajęciem na zabicie czasu. W prawie całkowitej ciemności bezczynność była niebezpieczna. Rodziła wszystkie dziwne wytwory, których istnienie jedynie w sferze wyobraźni jawiło się jako oczywistość, ale pod berłem mroku w końcu mogły zażyć tego świata.

 Czy minęła godzina? Na pewno. Tommy był przekonany, że o wiele więcej, ale na zastanowienie się nie miał czasu. Kiedy głowa rodziny zeszła do piwnicy od razu uraczyła chłopca swoim przebiegłym spojrzeniem, z którego rozlewał się błękit wyłupiastych oczu.

 — Jest korzystna propozycja. — Pochylił się na Tommym i zaczesał grzywkę. — Zgodzisz się?

 — Wolałbym...

 — Ależ tak! Do domu. Dzieci w twoim wieku często chcą do domu. Ale to nie takie proste. Mam tylko jedną propozycję. Uwierz mi, chłopcze, dla własnego dobra zgódź się. Moja żona bardzo nalega, a wszak kobiecie odmawiać nie wypada? Czyż nie tak?

 Tommy skinął głową dwa razy. Fredrich bez słowa, jedynie z promiennym uśmiechem na ustach oswobodził go i polecił iść do salonu, gdzie czekała już Eusemia z dwójką bachorów. Trzecie zaginęło w akcji, gdzieś w swoim pokoju.

 — Mój mąż zabiera cię poza miasto. Potrzebuje pomocy. Zwykle jeździł ze mną, ale ja wiem, że nie urąga ci wyręczenie w tym, choć ten raz. Prawda?

 — T-tak, pewnie.

 — Świetnie.

 Kiedy Fredrich był już razem z nimi, kobieta wraz z dziećmi poszła do sypialni na piętrze. Tommy został. Na ułamek sekundy zawahał się, widząc przed sobą drzwi tarasowe. Były dość blisko, na tyle by iskierka nadziei zapłonęła, ale zbyt daleko, aby utrzymać ją przy życiu.

 — Na nas pora, Tommy — zwrócił się do chłopca, wodząc wzrokiem po salonie w poszukiwaniu kluczyków do auta. Stary pontiac ponownie w grze.

 Rodzina Mugoulie posiadała trzy samochody. Jednym z nich był stary pontiac w kolorze mlecznego błękitu z oznakami wstępnej zgnilizny na progach i nadkolach. Fredrich polecił, aby Tommy usiadł z przodu. Na tyle nie było pasów bezpieczeństwa, a autem podróżował jedynie z żoną.

 — Dzieci zostawialiśmy opiekunce. Nancy Ruthedofr. Korzenie niemieckie. Naprawdę przednia istota.

 Przednia istota. Zapadła cisza. Jeden niezręczny uśmiech jako odpowiedź i ręka ustawiająca częstotliwość radia. Ruszyli przez miasto wymarłe, jesienne.

 Na czwartej mili za miastem pontiac gwałtownie zwolnił. Tommy starał się zająć czas i myśli oglądaniem jak jesień wyżera beztroskę i radość na rzecz zamglonych, niepewnych dni. Radio trzeszczało. Mimo wszystko Fredrich wydawał się być w doskonałym nastroju. Lewa dłoń stukała w kierownicę do czasu, kiedy auto zatrzymało się całkowicie.

 — Dalej pojedziesz w bagażniku — oznajmił, wychodząc na zewnątrz.

 Tommy przez chwilę siedział w bezruchu, a potem dołączył do mężczyzny kompletnie zmieszany i coraz bardziej przerażony.

 — Co pan ze mną zrobi?

 — Nic. Jesteś mi bardzo potrzebny. Ale tam gdzie jedziemy, nikt cię nie zna. Jesteś intruzem, którego należy się pozbyć. Bagażnik będzie twoim schronieniem do czasu aż będzie bezpiecznie. No to hop, chłopaku.

 Bagażnik był zimny i wilgotny. Śmierdziało w nim mieszanką oleju, stęchlizny i czegoś co nie sposób opisać. Na szczęście kolejna część podróży przebiegła dużo krócej. Po około dziesięciu minutach auto ponownie się zatrzymało, wcześniej ewidentnie zjeżdżając na bezdroża. Dało się usłyszeć męski głos, który jednak nie należał do Fredricha Mugoulie. Rozmowa trwała krótko. Kilka wymienionych uwag i podziękowania. Pontiac ponownie ruszył. W powietrzu czuć było słodkawi zapach. Coś jak musujące landryny. Kiedy się zatrzymali, Tommy wiedział, że za chwile ponownie ujrzy światło. Do ciemności nigdy nie przywyknie.

 — Oto i jesteśmy — rzekł dumnie Fredrich otwierając bagażnik.

 — Co to za miejsce? Nie byłem tu wcześniej.

 — Jak już się wygramolisz z tej puszki, wszystko stanie się jasne.

 

 

 

 

 część 3 - https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=5482

 

4325 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~marok
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 37

Opis:

część druga serii. Zobaczymy jak to będzie

Dodano: 2020-11-01 22:58:33
Komentarze.
~marok 2 m.
coś chyba nie pykło.
Odpowiedz
marok eee tam
Odpowiedz
~marok 2 m.
fanthomas chodziło mi o wygląd na komputerze, coś było dziwnie, ale się naprawiło i jest już git. Widocznie coś z mej winy
Odpowiedz
Marok zainteresowany komediokonkursem?
Odpowiedz
~marok 2 m.
fanthomas komediokonkurs? Pierwsze słyszę chyba.
Odpowiedz
marok na forum jest info. Taka zabawa luźna, może ktoś się zainteresuje
Odpowiedz
Znalazłem sporo literówek, przeleć może tekst pod tym kątem
Odpowiedz
~marok 2 m.
fanthomas zapewne tak jest, aj, już się zabieram
Odpowiedz
Dooobre, mroczniejszy klimat niż w pierwszej części. Coś się szykuje.
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin