Codziennostrzał. Nasi bracia mniejsi. Niespodziewanka Liściopęd

W drodze do Itaki

 Rzeko spieniona, co toczysz swe fale.

 Czasie niezgłębiona otchłani.

 Nurcie, co mkniesz coraz dalej i dalej.

 Miłości, coś umknęła przez rozstanie.

 Ja, człowiek śmiertelnie zakochany,

 rzucam ci wyzwanie.

 

 Wielokroć już obrócił się nieba skłon,

 kiedy cię zostawiłem, poszedłszy na wygnanie.

 Zawsze byłaś moim kochaniem.

 Ale miałem swoje interesy i stresy.

 Świętą wojnę u stóp Ilionu.

 Choć nęciły mnie inne kobiety,

 Przegrałem niestety.

 Jak Achilles ze swoją piętą.

 Uwierz, nie dotykałem tych innych,

 nawet po kryjomu.

 Z tą swoją do ciebie miętą.

 

 A teraz potyczkę rozpoczynam z losem,

 z już posiwiałym włosem.

 

 I tak, jak do gniazd swoich powracają bociany - ptaki.

 Na strzechy i energetyczne słupy.

 Tak i ja chciałbym do swojej Itaki.

 O, Penelopo miła, jaki ja byłem głupi,

 że cię zostawiłem.

 Muszę wrócić.

 

 Ale ty mieszkasz teraz w Australii.

 Gdzie kangury, psy dingo dzikie

 i jak pluszaki miłe koala misie.

 

 Choć ty pewno mieszkasz w mieście.

 A ja wciąż z dala wielbię ciebie, 

 choć minęło już lat czterdzieści.

 

 Ale odmienię los.

 Przekręcę aksamit gwiaździstego nieba.

 Zbiorę złotych gwiazd trzos.

 Poustawiam tak jak trzeba.

 żeby wyszło na moje.

 Bo już się z nich wróżyć nie boję.

 Nie może tak być dłużej.

 

 Bowiem taka nauka,

 że do trzech razy sztuka.

 Po trzykroć.

 

 Trzy po trzy zapytuję.

 Mejluję.

 Ty wciąż nie odpowiadasz.

 Trzy zwykle zstępowały na sceny tego świata.

 Posępne siostry Parki.

 Z promieni księżycowych, splatając nić żywota.

 Może ja i niecnota.

 Ale to nie była zdrada.

 

 Poplątam w prządek pajęczynie.

 Pomieszam wątek z osnową.

 Będziemy ze sobą na nowo, 

 nim rzeka czasu spłynie.

 

 Tymczasem smutki topię w winie.

 I nie winię cię wcale, 

 bo w nim mądrość mieszka.

 Zmądrzałem.

 

 Patrzę się, jak się zmierzcha 

 i czernieje aksamit nieba.

 Tylko ciebie mi trzeba.

 U ciebie dzień , a ja nocą żegluję.

 Do masztu się przywiązuję, 

 by nie być czuły na syren wdzięki.

 Woskiem uszy zatykam na ich pieśni dźwięki.

 

 Nimfy mi niedrogie, ni Kalipso czy Kirke,

 choć mają piękne kształty.

 Ty stokroć piękniejsza.

 W mojej wyobraźni.

 

 Oceanie wzburzony, 

 co toczysz swe fale,

 niestraszne mi cyklony, nieś mnie jak najdalej.

 Aż do krzyża południa na gwiaździstym niebie.

 W dalekiej Australii znowu spotkam ciebie.

 

 Wspólnie, razem przejdziemy przez bramę tęczową.

 Gdy się odnajdziemy, znów będziemy ze sobą.

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Alchemik
Kategoria: groteska

Liczba wejść: 12

Opis:

To przykład zamierzonej grafomanii. Echo moich młodzieńczych wierszy. Ja tam się śmieję, gdy to pisze, a potem czytam.

Dodano: 2020-11-05 16:37:40
Komentarze.
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin