jasno ciemno
Codziennostrzał#18 - Droubble - Potok Codziennostrzał#16 - Obserwacje (nie)udolne

Codziennostrzał#17 - Czerwone pióro

 #codziennostrzał

 #TW

 

 

 

 Stał w południowej części miasta. Otoczony zatrzęsieniem zieleni, która w założeniu wspaniałomyślnej ferajny urzędasów miała odwrócić wzrok od cuchnącego wrzodu wyrastającego w samym środku placu, który ogradzały. Kiedy nadchodziły gorące, letnie dni odstraszał podwójnie i zwykle tylko jesienią potrafił na moment wtopić się w ogarnięty melancholią i ogólną martwicą świat. Wysoki na pięć pięter i wyposażony w sześć klatek schodowych, z których tylko albo aż dwie były realnym portalem do świata degeneracji w jego trzewiach. Ci, którzy utrzymywali się tam w stanie trzeźwości dłużej niż godzinę dziennie, żartowali w groteskowo sztuczny sposób, że sam diabeł wyrysował ten blok swym czerwonym piórem i zesłał ów projekt architektom, którzy w tym czasie zerowali kolejną butelkę żytniej.

 Pomieszkiwałem tam przez dwa lata. Trzecie piętro, naprzeciwko mojego mieszkania znajdowała się niezamieszkana rudera, w której straszyło. Jestem tego pewien. Głośne wrzaski, piski, dźwięk tłuczonego szkła. Cała symfonia wytrącających cię o trzeciej w nocy ze snu dźwięków. Odważniejsi po prostu wbiegali tam na pełnej w poszukiwaniu domniemanych pijaków urządzających nocne posiadówki. Ale ja swoje wiem, zresztą...

 Tamtej nocy wiatr uderzał kroplami deszczu w szyby okien, a jego podmuchy sprawiały, że powoli gnijące drewniane obramowania wyginały się. Obudziłem się obarczony dziwnymi myślami, że najlepiej będzie, jak wyjdę na korytarz w trybie przyśpieszonym. Tak zrobiłem, choć nie wiedziałem do końca dlaczego. Kolejny dzień był czwartym z kolei wchodzącym w skład tygodniowego urlopu, dlatego nie protestowałem z tym dziwnym przeczuciem, rzucają w powietrze argumentami o niewyspaniu się, braku wydajności w robocie i innych pierdołach. Na korytarzu panował znajomy chłód. Okno nad schodami było doszczętnie wybite, a kawał tektury, którym ktoś załatał dziurę, nie wytrzymał próby wiatru. Zapaliłem światło na jednej części i zacząłem ciężko wzdychać. Uczucie nie mijało, a w pewnej chwili nawet nasiliło się. W końcu uznałem, że po prostu muszę wejść do mieszkania naprzeciwko, to jedyny sposób. Opornie, ale w końcu pociągnąłem za klamkę. Zamek puścił, a drzwi uchyliły się lekko, uwalniając skondensowany smród mieszkania. Zasłoniłem nos i usta zgięciem łokcia i zrobiłem krok przekraczając próg. W środku panował półmrok. W żadnym pomieszczeniu nie działało światło, a okna zasłonięte były starymi, śmierdzącymi zasłonami. Wymacałem drzwi szafy stojącej przy wejściu do kuchni i instynktownie odbiłem w drugą stronę. Wtedy poczułem, że jestem tam gościem. Jak na zawołanie zaczęły pojawiać się przede mną srebrzące się sylwetki. Jedna, dwie, trzy. W sumie pięć, ale tylko dwie z nich posiadały coś na kształt szczęki zdolnej do rozmowy. Dziwne, że była to pierwsza obserwacja, jakiej dokonałem, próbując jednocześnie opanować strach i skręt kiszek. Cofnąłem się i zatrzymałem na małej komódce, nad którą wisiało lustro. Ledwo ustałem na nogach. Podłoga była tam bardzo śliska. Poczułem jak kant mebla zawadiacko próbuje pozbawić mnie bokserek, obnażając resztki godności ukrytej gdzieś pomiędzy strachem i zdezorientowaniem.

 — Weź to pióro, zakop je, głęboko. A potem więcej tu nie wracaj, inaczej spoczniesz pod gruzami jak inni.

 Każde słowo, jakie wypowiedział wydawało się kluczowe, najważniejsze. Kazało wsłuchiwać się w jego wydźwięk i zapamiętać je na długo.

 Nie zemdlałem. Jedynie osunąłem się całkowicie, siadając gołymi pośladkami na mokrej zbutwiałej podłodze. Kiedy wróciłem od razu padłem na łóżko i usnąłem. Gdyby nie czerwone pióro, które zastałem na nocnej szafce po przebudzeniu, uznałbym, że to tylko sen. Ale najwyraźniej, niektóre legendy mają w sobie więcej prawdy niż inne, nawet jeśli traktowały o spieprzonej robocie naprutych architektów.

 Kiedy szedłem wykonać powierzone mi zadanie, nie miałem pojęcia czy gratulować sobie w myślach poprawnej hipotezy o nawiedzionym mieszkaniu, czy obawiać się nasuwającym się powoli wnioskom, że pióro podtrzymywało blok niczym filar, a jego brak spowoduje, wiadomo co. Na wszelki wypadek spakowałem najważniejsze rzeczy do dwóch podróżnych toreb i zapakowałem je do auta. Kiedy wróciłem pod blok, zastałem gruzowisko i strażaków, których popędzały zapłakane rodziny ofiar.

4262 zzs

Liczba ocen: 1
75%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~marok
Kategoria: inne

Liczba wejść: 22

Opis:

Dodano: 2020-11-06 21:40:34
Komentarze.
z dużym wykopem
Horror! Z wonnością zwłok.
Fajny pomysł z czerwonym piórem i diabłem.
Legendy, placki i brandy...
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin