jasno ciemno
#komediokonkurs - Donos TW #3 Strefa cienia

TW#4 Lekcje anatomii

 Postać: Ukrywający się Ziemianin

 Zdarzenie: Zagłada

 Efekt: brak

 

 

 Nocą drzewa straciły resztę swoich kolorowych liści. Drzemaliśmy skuleni na tylnych siedzeniach nieoświetlonego omnibusu, który cicho sunął przez gęstą, szarą mgłę nadzwyczaj ciepłego późnojesiennego poranka. Potem obudziliśmy się nagle na twardych siedziskach wysokich drewnianych krzeseł w ogromnych salach wykładowych, w których rzędy stołów zdawały się nie mieć końca. Wszystkie sale w Akademii sprawiały ponure wrażenie, gdyż wskutek dziwnego zamysłu architekta, okna w każdym z pomieszczeń umieszczone były niemal przy suficie. Światło słoneczne nie miało szans na rozproszenie panującego tu zawsze półmroku.

 

 Tamtego poranka spędziliśmy kilka kwadransów na poszukiwanie sali, którą wyznaczono nam na wykłady z Anatomii Literatury. Architekt-kawalarz zaprojektował budynek na planie wielkiego labiryntu, w którego rozkładzie pomieszczeń orientował się jedynie on sam. Próbowaliśmy wielokrotnie sporządzić plan sytuacyjny, jednakże na niewiele się on zdał. Odnosiliśmy przykre wrażenie, że ktoś stale podmieniał tabliczki z numerami sal, które były przytwierdzane do drzwi. Nasze laboratorium dryfowało więc po korytarzach Akademii, a my podążaliśmy za nim. Ogólny chaos organizacyjny powodował, że zmuszeni byliśmy godzinami błądzić po rozległych, zasnutych półmrokiem korytarzach. Bywało, że nieraz na noc zostawaliśmy zamknięci w budynku, gdy nie udało nam się na czas trafić do wyjścia.

 

 Zacumowaliśmy w podziemiach Biblioteki – miejsca, w którym ukrywał się nasz Maestro – wśród zakurzonych, oprawnych w płótno tomiszczy, co do których żywiliśmy przeświadczenie, że ich stronice nigdy nie ujrzały światła dziennego. Były to ogromne, ręcznie oprawione foliały, świadectwa doskonałego kunsztu rzemiosła dziewiętnastowiecznych introligatorów. W tej świątyni pełnej pożółkłego papieru, pachnącej kurzem i straconym czasem, migotliwe światło lamp nie radziło sobie z panoszącym się w kątach cieniem. Wskutek panujących ciemności, nie mogliśmy czytać, litery majaczyły w słabym świetle, fruwały przed naszymi oczyma jak roje owadów. Wertowaliśmy więc te nieprzystępne dzieła ospale i bezmyślnie, nie mogąc się dobudzić.

 

 Nasz Maestro, potężny guślarz o pozornie nikłej powierzchowności, wita nas w swej zwykłej ludzkiej postaci – jest to niewielki człowieczek, właściwie karzeł, o ostrych rysach twarzy i przenikliwym spojrzeniu. Wraz z upływem kolejnych godzin naszych pokątnych spotkań jego postać wydłuża się, wybrzusza i potężnieje; jesteśmy niemal pewni, że to skutek zaklęć, które odczytuje z tysięcy pokreślonych kartek, których ma zawsze pełne kieszenie. A kiedy unosi się nad nami, lewitując w powietrzu jak wielki kruk, staje się prawowitym Antymesjaszem, pomazańcem Szatana, który przybył na ziemię, by zgubić nasze dusze.

 – Nadchodzi kres naszego świata, panowie. Zagłada Słowa, triumf Obrazu. Cywilizacja zatacza koło, powraca do epoki pisma obrazkowego – grzmi Najwyższy Kapłan Nowej Literatury.

 Krążą o nim legendy, których nikt nigdy nie odważył się zweryfikować. Mówi się, że za młodu spisał z Diabłem cyrograf, na mocy którego zobowiązał się demoralizować nasze dusze. Podobno, w zamian za obietnicę wiecznego życia, podczas przerażającego kanibalistycznego rytuału posilił się surowym mięsem swojego pierworodnego syna – niewinnej istoty, którą wcześniej zabił – i spełnił toast jego krwią. Jedni mówią, że jest on Czarnym Ludem, boogeymanem, amorficznym, uzależnionym od picia krwi potworem, czającym się w ciemnościach, porywającym dzieci z łóżek, inni dowodzą, że jest samym Diabłem.

  

 Jego głos jest silny i brzmiący jak wicher, kiedy swoim demaskatorskim tonem recytuje nam te wszystkie pozornie wielkie słowa wielkich poetów, obnaża bezlitośnie tę płaczliwą niemęskość, a my czujemy się oszukani, zawiedzeni, że wcześniej daliśmy się omamić, że uwiodła nas ta Fałszywa Literatura. On odsłania przed nami Tajemnicę, odkrywa cały fałsz ukryty pod grubą warstwą słów jak zmarszczki starej kobiety pod makijażem. Odbiera nam wiarę w piękno, obnaża całą iluzoryczność naszego dziecięcego zachwytu. Maestro drażni się z nami, kokietuje, wzbudzając w nas dreszcze, dotykając nas słowami jak najczulsza kochanka, tylko po to, by za chwilę obnażyć przed nami nagi szkielet prawdy. Jak dziewiętnastowieczny detektyw drobiazgowo przeprowadza dowód, by wykazać, że te wszystkie pisarskie dzieła są zwykłą mistyfikacją, a wielkich, powszechnie wielbionych Autorów nazywa pogardliwie Wieszczami Słowiańskiej Ponurości. Zmanipulowani metaforą, omotani oksymoronami, odurzeni hiperbolą, dajemy się wodzić po manowcach.

 – W prostocie tkwi prawda, panowie! – krzyczy Maestro. – Nie dajcie się otumanić byle pisaniną, rozbierzcie te brednie na części pierwsze, rozbijcie na pierwiastki, obróćcie w pył!

 

 Jest coś czarnoksięskiego, coś magicznego, w tej sekcji, której poddajemy dzieła uznanych twórców, jest coś niemoralnego i niepokojącego w tym rozcinaniu wersów i przyglądaniu się im pod lupą, badaniu ich anatomii i fizjologii, rozkładaniu na czynniki. Jest coś nielirycznego, nieduchownego – coś, co trąci Matematyką i Biologią. Coś jałowego, co odbiera wszelkiej sztuce sens, czyni ją suchą i niestrawną. Niemymi świadkami tej profanacji są ustawione wzdłuż ścian nieruchome Księgi. Zbrodnia wisi w powietrzu, wiruje wraz ze strzępami poszarpanych wersów. Te okruchy Wielkiej Poezji, straszliwie odlirycznione, pozbawione sensu, mieszają się z drobinkami kurzu, są właściwie nie do odróżnienia, dusimy się nimi w tej gęstej, ciężkiej od słów atmosferze, kaszlemy głoskami w zbiorowym ataku, w nieartykułowanej manifestacji solidarności przeciwko tej wielkiej, bezsensownej zbrodni.

 

 Każdego dnia wychodzimy z Akademii starsi o parę wieków, stajemy się beneficjantami zwątpienia. Wirtuozami zagłady. Połączeni wspólną tajemnicą, zmową milczenia, przedzieramy się przez labirynt korytarzy Akademii ku wyjściu – bramie do prawdziwego świata. Spragnieni świeżego powietrza i realności umykamy w ciemne podwórka, w plątaninę ulic naszego brudnego, ponurego Miasta, gonieni chłodem szarej pory dnia i oszalałymi trelami kosów uwięzionych w splątanych gałęziach bezlistnych drzew.

 

6193 zzs

Liczba ocen: 5
67%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ^Halmar
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 71

Opis:

Dodano: 2020-11-08 18:14:55
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
*berkas 2 m.
i doszła
Odpowiedz
~oko 2 m.
dość przewrotnie potraktowałaś założenia. niespodziewanie. ale czytało się dobrze - jakbyś opisywała rzeczywistą postać Mistrza schowanego pośród starych papierzysk.
Odpowiedz
^Halmar 2 m.
oko dzięki Nie chciałam być przewrotna, ale mam już po prostu po dziurki w nosie tego covidowego szaleństwa.
Odpowiedz
~oko 2 m.
Halmar jak większość ludzi. chodziło mi o to, że Ziemianin jest bardzo ekscentryczny i nietuzinkowy, a zagłada złożona w ręce jego uczniów nie jest pomysłem, jaki leży w śmietniku na rogu ulicy. podobało mi się i zaskoczyło. to dobrze.
Odpowiedz
^Halmar 2 m.
oko, Maestro ma swój pierwowzór w rzeczywistości. Podobnie jak Akademia.
Dzięki
Odpowiedz
~oko 2 m.
Halmar tak podejrzewałem od początku. opisałaś gościa i Akademię zbyt plastycznie i wiarygodnie, jak na sam wybryk i czknięcie fantazji.
Odpowiedz
z dużym wykopem
Pierwszy raz chyba pojawiam się pod Twoim tekstem. Chociaż nie wiem, może coś było, mniejsza. Ale to szkoda dla mnie jeżeli nie zjawiłam się wcześniej, bo nie zdawałam sobie sprawy jak dobrze piszesz. Tekst pachnie mi bardzo gombrowiczowską abstrakcją. Zakończenie to już w ogóle wirtuozerka.
Świetny twór.
Odpowiedz
^Halmar 2 m.
nimfetka dziękuję
Odpowiedz
Tekst przypomina mi sen, nieprzyjemny, groteskowy, niepokojący, w którym człowiek się dusi i marzy o tym, by jak najszybciej się obudzić. Postać Maestro budzi podskórną grozę. Mówisz w dodatku, że ma rzeczywisty pierwowzór, brrr, strach pomyśleć! Krótko mówiąc tekst budzi emocje. A to według mnie jest jedna z najważniejszych cech dobrego czytadła
Pozdrowionka!
Odpowiedz
^Halmar 2 m.
CptUgluk dziękuję
Niesamowite, jak wiele da się wycisnąć z nudnej rzeczywistości. To trochę jak z Twoimi plastelinowymi komandosami
Odpowiedz
Halmar cholera, dopiero zauważyłem, że w poprzednim komentarzu użyłem trzykrotnie wyrazu "budzić" na małej przestrzeni :O
To prawda. Fajna rzecz, nie? Uformować rzeczywistość wedle własnej woli tylko przy użyciu pustej kartki i kilkudziesięciu fikuśnych symboli zwanych literami i znakami interpunkcyjnymi
Odpowiedz
z wykopem
Oczy szeroko zamknięte. Czuć bluźnierczość oraz zakazaność (słówotwór), choć skrzętnie ukrytą.
Dziwny, onirycznie uspokajający utwór
Odpowiedz
^Halmar 2 m.
Canulas
Odpowiedz
Zgadzam się ci do uspokajającego oniryzmu. Nietuzinkowy tekst.
Kojarzy mi się z pokojem wypełnionym gęstym dymem, po którym ktoś błądzi po omacku.
Odpowiedz
~JamCi 2 m.
Zahipnotyzowałaś mnie trochę, mam odlota.
I trochę obrzydziłaś całe piękno słowa.
Muszę sie czymś zachwycić.
Dobrze operujesz słowem, nastrojem, klimatem, analizą.
Ale pozwól, ze nie będę kochała tego tekstu, jak kocham inne Twoje :-)
Odpowiedz
z wykopem
Początek skojarzył mi się ze szkołą w Hogwarcie ( a kocham tę serie) Coraz głębiej było tylko lepiej. Pachnie mocną groteską, mrokiem. Opisy masz zjawiskowe, porównania - bogate, niecodzienne.

Odpowiedz
Cześć, porządnie napisany kawał dobrego opowiadania. Pomysł i wykonanie very git.
Pozdrowionka
Odpowiedz
!sensol 2 m.
a ja bym chętnie posłuchał takiego Maestro. zawsze mnie ciekawi podszewka. JAK to jest zrobione, jakim środkami, jakie pułapki sa na mnie zastawiane. to lepsze od obowiązku zachwycania się jaki nam zafundowała szkoła. rzygaliśmy mickiewiczem, słowackim. ale oficjalnie nas zachwycali. miałem taki wstręt, że na złość nie przeczytałem w całości prawie żadnej lektury szkolnej. nawet Camusa Dżumy przez przekorę nie przeczytałem. chociaż Camusa lubiłem już wtedy.

..

Opowiadanie jak zwykle bardzo starannie napisane. fajnie się czytało.
Odpowiedz
Zakochałam się w podziemiach biblioteki. A Maestro rośnie, jakby że Zgredka zamienił się w Hagrida. A potem dostałam przez łeb kanibalistycznym rytuałem. Bardzo piękne i głębokie przesłanie o przeszłości wyziera spomiędzy słów napisanych Twą ręką, którą zechciały prowadzić swobodne myśli.
Odpowiedz
*Manta 2 m.
Dla mnie to opowiadania, zwłaszcza końcówka była niepokojąca, a nawet przerażająca...
Przeraża mnie rozkładanie na czynniki pierwsze czegoś tak osobliwego jak ludzka twórczość... Zwłaszcza to rozcinanie wersów mnie dotknęło. Sama lubię analizować, jednak myślę, że zbyt wiele rzeczy przyjmujemy na rozum, zamiast po prostu czuć.

Duży plus Halmarita za wzbudzenie emocji To lubię w tekstach najbardziej.
Odpowiedz
~Ozar 2 m.
z wykopem
Trochę trudny dla mnie tekst i być może nie kumam go do końca. Twój Maestro bardziej jakby chciał coś ukryć niż pokazać, raczej stara się wszystko zaciemnić. Jego słowa "Nadchodzi kres naszego świata, panowie. Zagłada Słowa, triumf Obrazu. Cywilizacja zatacza koło, powraca do epoki pisma obrazkowego" pokazuje dzisiejszą rzeczywistość. To smutne ale dzisiaj coraz bardziej obraz zabija słowa, co w wielu przypadkach powoduje ogromne spłaszczenie treści. Myślę, że twój maestro właśnie to miał na myśli. A rozbieranie każdego tekstu wręcz do naga może przerazić, bo w końcu nikt tak na prawdę nie wiem co dany autor miał na myśli, mało tego czasami nawet twórca nie wie co stworzył.
Fajnie się czytało, choć nie wiem czy dobrze skumałem przesłanie.
Odpowiedz
*berkas 2 m.
coś ma
"pozornie wielkie słowa wielkich poetów" wielkie wielkich
Tekst wciągający, ale trudny w odbiorze.
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin