Złoteizm Zakaźnicy

Rozplem

 knajpa nazywała się Penektomia

 (czy można durniej?)

 i do tej pory dziwię się

 że nie splajtowała z tego powodu

 

 do picia - jedynie mięso. butelkowane. wznosiliśmy

 toasty o pomyślność. żeby to, co udało się zasiać

 wyrosło jak najwyraźniejsze

 było widoczne z odległości kilkuset kilometrów

 nawet po zmroku

 

 padały zaklęcia, prawie błagania,

 w diabelnie ciężkim powietrzu, w fałdach i bruzdach,

 eliposoidach tytoniowych, bełkocząc, jakbyśmy

 pierwszy raz mieli w ustach język

 (albo zamiennik, nie rozchodzony, świeżo wyjęty

 z pudełka, jeszcze na gwarancji)

 zaklinaliśmy włóczkowe bóstwa. skomliło się

 o światło. o plon.

 

 pękały kilolitry, kieliszkom odpadały nogi.

 w głębi duszy każdy czuł się jak śmieszny

 rzeźnik - akwaforcista, któremu wylało się

 za dużo kwasu - i zamiast wizerunku mademoiselle

 na zimnej, świńskiej skórze wytrawił się

  pająk z głową Murzyna

 

 im bliżej północy - tym większy czuło się niesmak

 gęste stawało w gardłach i próbowało wracać

 

 nad ranem, upchnąwszy głowy w ramiona

 starając się nie przypominać samych siebie,

 a najlepiej w ogóle nie wyglądać po ludzku,

 udając kłęby dymu

 wychodziliśmy z mordowni, co miała żenującą nazwę

 

 ...niepodlewane regularnie - uschło, co do literki

Liczba ocen: 1
62%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~FlorianKonrad
Kategoria: poezja

Liczba wejść: 23

Opis:

Dodano: 2020-11-10 01:55:03
Komentarze.
*Canulas 13 d.
z wykopem
"pękały kilolitry, kieliszkom odpadały nogi." - świetne.

"wychodziliśmy z mordowni, co miała żenującą nazwę" - i to.

Ciekawe story
Odpowiedz
dziękuję!
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin