Złodziej Nieba Entropia

Przemijanie

 Ostatnio rozmawiałem z wiatrem

 Wyszeptał mi do ucha kilka słów

 Przebił moją krtań

 Odłamkami gwiazd

 Ostrymi jak nóż

 Noc były głucha

 Nie słyszała krzyku

 Duszy, która kona

 Nikt nie chciał słyszeć

 Nawet drzewa

 Chyliły gałęzie ku niebu

 By skryć się w jego ramionach

 

 Odszedłem po raz kolejny

 Jedyne co zostawiłem po sobie

 To ślady stóp na topniejącym śniegu

 I odbicie dłoni na wysuszonej korze

 

 Gdy ostatni śnieg stopnieje

 Pojawi się niepewność

 Pierwsze promienie słońca

 Chociaż zimno wewnątrz

 Ludzie wypędza zimę

 Bo jej nie kochają

 Pozbawieni litości

 Serca skute lodem mają

 

 Wtedy ona mnie znajdzie

 Przygarnie w ramiona

 Moja dusza w końcu spokojna

 Będzie mogła skonać

 

 Pozostanie garstka kości

 Wiatr nawet mnie nie muśnie

 Może z obrzydzenia

 może z obojętności

 On gardzi śmiercią

 Tak jak ludzie zimą

 A przecież oni też przeminą

 

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~OmnesMoriuntur
Kategoria: poezja

Liczba wejść: 10

Opis:

Odkopałam coś starego, nie jest to wiersz z którego specjalnie jestem dumna, ale wpasowuje się w listopadowe klimaty

Dodano: 2020-11-14 17:55:48
Komentarze.

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin