Afrykańskie Elektryczna oliwa
Praca Wyróżniona

Świniarz

  Była noc. Przecinał gęstwinę, pędził na złamanie karku. Księżyc świecił. Las karmił go złudzeniami dotyczącymi końca. Jadł, trawił, wydalał. Lęk. Syn wieśniaczki i wieśniaka. Nagi, bo zabrali wszystko co miał. Wypędzili. Śmiercią grozili. Za co? Za Zacharego. Pchnął młodzieńca. Właściwie to poszło o Jankę. Lub Jagnę. Pchnął młodzieńca nieopodal karczmy. Pchnął młodzieńca rankiem. Nożem. Sam młodzieńcem będąc. Teraz ucieka. Uciekał przed mieszkańcami przysiółka. Chcieli krwi, sprawiedliwości, prawa-siana. Zostawił ludowych daleko. Biegał zawsze szybko. Mięśnie nóg: karłowate masywy zatopione w galaktyce ciała. W galarecie. Pędził. Wrzaski tamtych i pochodnie. Psy. Pod brzozą zakopany łuk i strzały. Zlokalizował bez trudu. Błogosławioną krowę o czarnych płatkach, ciepłym szumie i słodkim smaku. Lepkość strachu. Przykucnął. Kopał panicznie, łamał paznokcie, orał dłonie korzeniami. Wykopał. Psem prawie był. Puścił się zachodnią stroną zwierzęco, dziko, rozwalając łeb biczującymi gałęziami. Daglezje tak biły.

 

  Pierwsza. Przebiła szyję Romualda. Wylewany sok plamił szatę, co plam takich jeszcze nie piła. Gorzka krew Romualda: wytrysk czarnych bander. Smutek. Słowa już myślami tylko lotne. Co z tego, one też dziurawe.

  Druga. Serce Aniceta. Grota otworzona grotem. Wypuścił sznur z psem, upuścił zawziętość, jak dwudziesty kufel z pszenicznym piwem, w knajpie Zielone Kłosy Żyda. Śmiech. Anicet łamał strzałę, chociaż nie, on próbował. Nie mówił, nie ufał słowom. Dusił w sobie siebie. Cicho jęknął.

  Trzecia. Prosto w oko Makarego. Jego szok przestraszył psa Malachiasza. Przywitał ciemność bluzgiem szlag. Nietrwała skorupa, ukruszony orzech. Morskie już nie morskie a perskie. Pytanie brzmiało: wypływa z Bajkału.

  Czwarta. Malachiasz dostał w czoło. Martwy, napuchnięty koń znaleziony w szuwarach. To zobaczył w ostateczności swej.

  Piąta. W otwartych ustach Jana - sterczała. Jak w gnoju widły. Skaleczona mowa ryjąca w drewnie kiryjelejzonami. Konający język, wąż przeklęty przeprostem.

  Szósta. Pochodnia w poziomie, bo brzuch Macieja żołądkowo pęknięty. Zapieniony wór wątrobiany. Kurwę posłał tam, gdzie chłystek z tym łuczkiem. Pies go.

  Siódma. Antkowa dłoń przebita. Skojarzenia rodem z Golgoty, lecz Antek chłop twardy, nawet nie zawezwał imienia Pana Boga swego. Zęby mocniej zacisnął. Ruszył żwawiej.

  Koniec końców złapali go. Maciej, Antek i Witek. Przyglebili mordercę, który zwielokrotniony winą - zawiśnie. Kopali. Psom pozwalali kąsać. Pochodniami przypiekali. Zawiśniesz, zawiśniesz - wołali jeden przez drugiego. Nagi zwielokrotnieniec, ostemplowany zgniłymi plackami sińców, blondynowy paranoik, lub tysięczne wcielenie czarta. Skulony, sprowadzony do embrionu, zamknięty w autyzmie. Morderczy laik. Zawiśniesz, przemówił zmordowany Witek. Kurwa, rzucił Antek. Cicho - wołał Maciej tamując Tamizę brzucha. Antek spojrzał na swą przebitą dłoń. Zawiśniesz, rzekł tym bardziej wścieknięty. Kto ma hak, zapytał Witek. Antek, odpowiedział Maciej.

  Zahaczony za poślednie - wisiał. Świniarz. Scholastyka, jego matka, zaopiekowała się synowskim cierpieniem. Tak przynajmniej wyobrażał sobie, samotny, poprzez pulsatory bólu, w księżycowym, długim lesie.

Liczba ocen: 2
87%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~jagodolas
Kategoria: inne

Liczba wejść: 59

Opis:

Dodano: 2020-11-18 16:55:49
Komentarze.
~oko 10 d.
niezłe tempo ma Twoja opowieść. i rytm wyczuwalny. dobra rzecz.
Odpowiedz
oko o, cieszę się, dziękować za wizytę
Odpowiedz
z dużym wykopem
Najlepsze co czytałem od dłuższego czasu. Nie skalam teraz komentarzem, bo jestem jałowy umysłowo, ale wrócę i dokomentuję. Wysadziłeś całą planszę. Nie mam słów.
Odpowiedz
Canulas o, dziękuję, fajnie że się podobało
Odpowiedz
,,Za co? Za Zacharego. Pchnął młodzieńca. Właściwie to poszło o Jankę. Lub Jagnę. Pchnął młodzieńca nieopodal karczmy. Pchnął młodzieńca rankiem. Nożem. Sam młodzieńcem będąc." - to jest tak unikalny i na wskroś jagodolasowaty ciąg myślowy, charakterystyczny i po prostu b y c z y, że pokłony. W ogóle sposób opowiadania w pierwszym akapicie jest tak wciągający, dynamiczny, z szybkim rytmem.

Upiorna wyliczanka robi wrażenie. I jest ta makabra opowiedziana z domieszką humoru i tajemną jagodolasową przyprawą, która dodaje całości dziwności.
Ostatnie zdanie świetne.
Od ,,Wyszeptanej zbrodni" nie czytałam nic Twojego lepszego. Czyli że według mnie jesteś w olimpijskiej formie jeśli o pisanie chodzi, i już ten jeż-na-siłę do niczego niepotrzebny.



Odpowiedz
Heparyna dzięki. Chciałbym bardzo być w olimpijskiej formie (cokolwiek to znaczy) ale nie jeste. Ostatnio piszę tylko takie krótkie teksty, a marzy mi się jakieś dłuższe opko. Brakuje mi pary i uporu.
Bardzo dziękuję
Odpowiedz
"Błogosławionę krowę o czarnych płatkach" - "Błogosławioną krowę" chyba;
Faktycznie to dobre - surowe i w jakiś sposób refleksyjne. To dobry przykład na to, że sposób podania danej historii również ma duże znaczenie. Wyliczanka bardzo mi się podoba, podbija klimat, no i całościowo oczywiście doceniam. Bardzo dobra rzecz.
Odpowiedz
alfonsyna dzięki. Tak, błogosławioną miało być..fajnie że się podobało
Odpowiedz
Se wróciłem znów. Uber
Odpowiedz
Canulas dzięki
Odpowiedz
!sensol 6 d.
z dużym wykopem
przyłączam się do zachwytów.dobra robota.
Odpowiedz
sensol dzięki, miło
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin