Codziennostrzał#31 - Średnio kurczliwa komora prawa i mafia Lublina 2 Codziennostrzał#29 - Dribble - Prezent

Codziennostrzał#30 - Zepsuta krew

 Wyrażając swą niezmiernie uwierającą niechęć do świata listopadowej pluchy i depresji, wybrałem się na spacer. Miałem jasno określony cel, który w mojej świadomości urodził się ledwie dzień wcześniej, tuż przed snem. Postanowiłem pójść do parku na ulicy Parkowej i swą aparycją sztucznie oszpeconą minami nietęgimi zepsuć doszczętnie krew spacerowiczom próbującym znaleźć pociechę, podążając martwymi alejkami pełnymi mokrych liści.

 Będąc równo o dziesiątej na miejscu, stanąłem przed przeszło stuletnią bramą parkową i w zadumie zmierzyłem wzrokiem alejki. Ludziska spacerowali, ot, tak, od niechcenia. Przez moment ta jesienna monotonia zaćmiła cel, dla którego znalazłem się w tamtym miejscu, na szczęścia jasność umysłu zwyciężyła. Przekroczyłem bramę i skierowałem się w jedną z głównych alei, gdzie ludzi było najwięcej. Po kilkunastu krokach stanąłem przed urodziwą blondynką. Zmarszczyłem brwi i zrobiłem nadąsaną minę rozgoryczonego i zawiedzionego dziecka. Kobieta na początku zastygła w bezruchu. Potem lekko się uśmiechnęła i powiedziała:

 — Znam cię. Jesteś Zygmunt.

 — Nie, nie jestem — odparłem bez dłuższej pauzy.

 — Jesteś, jesteś. Zygmunt z Trzydziestolecia.

 Zbladłem. Podała jedynie poprawną nazwę ulicy, ale i tak dostałem nagłego ataku zimnych potów i lekki drgawek w prawej dłoni. Nie omieszkała tego wytknąć z głupim, przebiegłym uśmieszkiem.

 — Boisz się?

 — Skąd? Temperatura sprzyja nagłym atakom drgawek. W końcu to listopad.

 — Myślałeś, Zygi, że jak blondynka to pójdzie łatwo? A tu proszę jak kosa na kamień.

 — Raczej jak tępa piła w kawał deski.

 Otrzymałem za to dwa ciosy w lewy policzek i soczystą porcję flegmy prosto w czoło. Odeszła dumna, a potem zniknęła za bramą parkową i tyle ją widziałem. Ale nie poddałem się. Kolejną osobą, jaką spotkałem był mężczyzna w średnim wieku. Siwiejąca czupryna, widoczne zmarszczki, zapadnięte oczy. Facet chyba tylko dla zasady szlajał się alejkami, mając w głowie tylko osiem godzin porządnego snu.

 Zrobiłem ponownie nadąsaną minę i pokazałem język, dla pewności. Mężczyzna zgodnie z oczekiwaniami przystanął i chwilę zadumał się nad mą osobą.

 — Czego chcesz nieszczęśliwy chłopcze? — zapytał, szykując już skórzany portfel. — Mogę ci dać dwie dychy, nie więcej.

 — Nie chcę pieniędzy?

 — Ach tak? Więc kim jesteś?

 Nie odpowiedziałem. To było pytanie wielkokrotnego wyboru. Wybrałem ciszę.

 — Jeśli nie chcesz pieniędzy, odejdź albo wpakuję ci kulkę w łeb!

 Cóż, widok lufy glocka przed oczami i dźwięk przeładowania, kurczę, albo może… kurwa!!

 Zdołałem uciec. Co prawda facet zdołał wystrzelić, ale trafił w blondynkę, którą spotkałem wcześniej. Wróciła do parku, ciekawe po co? Nieważne. Dostała w prawe kolano i szybko przyjęła pozycję pijanego szczupaka. Minąłem ją szerokim łukiem i zniknąłem za parkowym murem. Kilka kul zaświstało jeszcze w powietrzu, ale nie były już dla mnie zagrożeniem.

 Myślę, że z moich obserwacji jasno wynika, iż ludzie mają wrodzoną chorobę krwi, dlatego i bez mojej pomocy jest ona zepsuta. Pozostało mi tylko siedzenie w domu i spoglądanie przez okno na pustą ulicę.

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~marok
Kategoria: inne

Liczba wejść: 15

Opis:

Dodano: 2020-11-19 22:54:22
Komentarze.
~oko 9 d.
w takich warunkach siedzenie w domu jest jedynym rozsądnym wyborem. ładna konstrukcja. podobało mi się.
Odpowiedz
Niedługo setka będzie
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin