Przebrani za ludzi - część I

Przebrani za ludzi - część II

 II.

 

 Strząsam śnieg z włosów. Przemoczoną rękawiczką wycieram twarz, jakbym chciał zszorować resztki malujących się na niej emocji. Dopiero wtedy przekręcam klucz i otwieram stare, ozdobne drzwi, dotkliwie podrapane ostrymi pazurami czasu. Przypominam sobie, że kiedy przyszliśmy obejrzeć to miejsce, Daisy pogłaskała ich powierzchnię jak coś ciężko chorego i powiedziała, że one płaczą. Kamienica powtórzyła jej słowa świszczącym, wilgotnym echem. Wtedy nawiedziła mnie pewność, że tutaj właśnie zamieszkamy, chociaż nie przekroczyliśmy jeszcze spróchniałego progu. Ona lubi miejsca, w których może przeglądać się jak w potrzaskanych lustrach.

 Kiedy właściciel - przyparty do muru przez Daisy, mającą w zwyczaju zrywać plastry i rozdrapywać tajemnice jak strupy - opowiedział nam, co przed laty zdarzyło się w staroświeckiej, słabo wyposażonej kuchni, klamka zapadła. Daisy wbiła mocno paznokcie w moją dłoń. Gwałtownie nabrała powietrza, jakby właśnie wynurzyła się z wody po dłuższym pobycie pod powierzchnią.

 Sprawa była przesądzona, na twarzy właściciela zobaczyłem niedowierzanie. Pewnie myślał, że po tym jak się wygadał, zrezygnujemy. Rozbawiło mnie jego zaskoczenie. Ludzie często reagowali na decyzje Daisy jakby zobaczyli dziwne, egzotyczne zwierzątko, na widok którego nie byli przygotowani.

 Wprowadziliśmy się od pierwszego.

 

 Teraz drzwi witają mnie znajomym skrzypieniem, brzmiącym jak ktoś, kto jęczy z bólu. Zawsze przechodzę przez nie ze spokojnym uśmiechem.

 - Spóźniłeś się.

 Głos dobiega z kuchni i parzy jak meduza. Słowa są rozciągnięte, płaczliwe, po dziecięcemu zniekształcone.

 To mówi Daisy. Podążam za ciszą, nabrzmiałą od kapryśnego niezadowolenia, które niemal czuję na skórze. Czesto tak jest; umiem wyłapać najlżejsze, najbardziej subtelne odczucia mojej siostry bliźniaczki. Coś we mnie rejestruje drobne zmiany w jej sposobie przełykania śliny. O tym, że za chwilę rzuci czymś, co aktualnie trzyma w dłoniach, ja wiem już wtedy, gdy dopiero bierze dany przedmiot do rąk i ogląda z każdej strony, jak mają to w zwyczaju małe dzieci. Jakiś czuły radar we mnie namierza z zadziwiającą dokładnością sekundy, w których Daisy staje się okrutna i niebezpieczna. Rzadko jednak usiłuję ją obezwładnić. Przecież między nami jest zawsze pat. Nie można go przełamać żadnym ruchem. Daisy umie przewrócić mnie wzrokiem na drugą stronę i wróżyć z moich wnętrzności tylko po to, by pokrzyżować mi plany. Ja zaś jestem w stanie podpalić jej mózg, bohatersko ugasić pożar, a na koniec tulić do siebie pogorzelisko.

 

 Ten dzień jest napromieniowany złośliwą melancholią, która łazi za mną jak niekochane dziecko, powtarzając, że chce się bawić. I oto uderza mnie kolejne wspomnienie; Daisy, której włosy wciąż pachną szpitalem, ujmuje moją twarz w dłonie. Nie ma w tym nic łagodnego, jej palce miażdżą mi czaszkę. I wtedy odpowiada na pytanie:

 - Ty i ja. Ja i ty. Ty i ja. Ja i ty. Mamy coś więcej niż ten kawałek skóry, który łączy bliźnięta syjamskie - mówi, a jej oczy to nagle dwa miejsca, w których jeszcze nie byłem.

 

 Wyraz twarzy ukradła chyba od Adjani z ,,Opętania" - pamiętam, że to właśnie pomyślałem. Pewnie żeby nie myśleć o tym, co właściwie znaczą dla mnie jej słowa. A może, ponieważ zanim nadeszły długie, jasne korytarze i kompletnie nie mający teraz czasu panowie doktorzy, było coś jeszcze. Nie umiem do tego wracać, jednak ów żywcem pogrzebany okres sam napada na mnie, gdy wchodzę w ślepe uliczki.

 Dopada mnie i wykrwawiam się, zanim siostra zdąży nadbiec.

 Tamten groźny czas. Na przykład Daisy w kółko oglądała ten film, aż w końcu wrzaski głównej bogaterki zrywały mnie z łóżka w nocy.

 A kiedy siadałem, zaplątany w wilgotny od potu koc, zawsze okazywało się, że nikt nie krzyczy.

 Zawsze okazywało się, że Daisy zdążyła nadbiec i spokojnie patrzyła jak się wykrwawiam. A gdy pochylała się nade mną z bezchmurną sielanką na buźce, spostrzegałem, że z jej uszu, nosa i ust też powoli spływa gęsta, czerwona krew. Bo ty i ja. Bo ja i ty. Bo ty i ja mamy coś więcej niż ten kawałek skóry, który łączy bliźnięta syjamskie.

 

 

 Dziewczyna z lodowiska mieszka przy Cierniowej czternaście be przez siedem - powtarzam w myślach raz po raz, by uspokoić wspomnieniową febrę. Powoli zbliżam się do pochylonej nad blatem Daisy.

 Gdy jestem już blisko, obraca się z promiennym uśmiechem na ustach i nożem rzeźniczym w dłoni.

 

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Heparyna
Kategoria: thriller

Liczba wejść: 21

Opis:

Dodano: 2020-11-20 01:07:12
Komentarze.
~oko 9 d.
Wprowadziliśmy się od pierszego. - pierwszego

ładne opowiadanie. niech się dalej rozwija.
Odpowiedz
,,Pierszego" - o boże, nieźle xd. Musiałam być bardzo zmęczona.

Dzięki. Wg mnie ,,piersza" część była lepsza, ale ponieważ była też potężnie napakowana rozbudowanymi porównaniami itp, to ciężka w odbiorze. Więc druga jest bardziej przystępna, ale ja nie lubiee jak jest zwyczajnie i (pomijając już kompromitacje z wyrazem ,,pierwszego" jestem z niej niezaadowoloona.
Ale bardzo mi miło, że śledzisz i dziękuję za czujność z tym błędem.
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin