Cieniowidząca Wodzirej

W zachodzie

 One z kłusa przechodzą i znów 

 kopytami o ziemię w galopie szalonym, bo dziś

 kończy się świat.

 Odchodzi w nieznane, pobladły, skurczony.

 Czas jaki znam.

 Zacznijcie bal!

 

 Gwiazdy runą do nieba, nim spadną, zakrzyczą

 i zgasną. Dym. Rozdmucha wiatr.

 Pogorzelisk odwiedzać nie warto, a jednak 

 grzebię się w snach.

 W zimnych zgliszczach odkrywam stłuczone zwierciadło.

 Lecz w nim

 odbicia brak.

 

 Nie pamiętam, jak włosy splatałaś, zalotnie

 zerkając przez ramię w nagości nieskrytej.

 Moje życie.

 Nie pamiętam.

 

 Mocno ściskam, rękami obiema, okruszek szkła.

 Dosyć wzruszeń. Wszak nie ma. Twoich piersi

 poemat nie odbił się tu.

 Brak śladów stóp.

 

 Znowu ruszam powoli, choć boli, w kolejny rok.

 Będę szukał w zachodzie, uparty przechodzień.

 W galopce na balu,

 bez żalu.

 Wodzirej prowadzi.

 Ja za nim.

 Krok w krok.

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Alchemik
Kategoria: poezja

Liczba wejść: 15

Opis:

Dodano: 2020-11-21 21:31:02
Komentarze.
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin