jasno ciemno
Codziennostrzał#37 - Nalot Codziennostrzał#35 - Nie dla psa kiełbasa

Codziennostrzał#36 - Władca rowerów

  

 #codziennostrzał

 #TW

 

 

 

 

 

 

   Wszyscy powtarzali, że Władca rowerów istnieje. Na logikę to mało prawdopodobne. Facet, który przeżył pięć pokoleń, ciągle wracał na tę samą ulicę, gdy rozświetlał ją blask latarń, aby spotykać tam ludzi i uświadamiać im, że jest rzeczywisty, namacalny. Wiele razy tamtędy przechodziłem i nigdy go nie spotkałem. Swoisty pech czy raczej szczęśliwy dar losu? Ponoć Władca rowerów nie należał do ścisłej czołówki modeli magazynu Glamour, a pod płaszczem, który zawsze nosił, skrywał upiorną i obrzydliwą tajemnicę powodującej, że gałki oczne topiły się jak pianki nad ogniskiem. Ubolewał nieco, nad tym brakiem wyczucie i skoordynowania z tajemniczym mężczyzną w zgniłej zieleni. Z czasem jednak rytm dnia codziennego pochłonął mą uwagę całkowicie i kompletnie zapomniałem o Władcy rowerów, zastępując go promocjami w empiku. To jednak miało się wkrótce zmienić, a właściwie już się zmieniło. W poniedziałkowy wieczór.

 Nigdy nie przepadałem za długimi, zimnymi wieczorami przełomu listopada i grudnia. Zimowe dni nie nadchodziły, jakby w ogóle nie istniały, za to deszczu było jak na lekarstwo. Właściwie tylko z braku lepszego zajęcia ubzdurałem sobie, że wykorzystam ten najgorszy moment każdego dnia na zdrowotny spacer. Wybrałem najdłuższą ulicę w okolicy. Prosta, prawie kilometrowa linia zakończona rondem, za którym straszyły opuszczone hale fabryki. Poniedziałkowy wieczór miał być jednym z kolejnych rutynowych i jak zwykle – nieskończonych. Wyszedłem z domu nieco po siedemnastej. Ulica była cicha i pusta. Wiatr jedynie delikatnie muskał policzki i nos mroźnymi piórkami. Przyśpieszyłem korku, ale momentalnie przystanąłem, czując wibracje w kieszeni. Pomyślałem, że to jakiś ważny esemes. Wyjąłem smartfona i szybko przejrzałem wiadomości. Kolejna śmieciowa reklama. Zmarnowałem na to trzydzieści sekund życia.

 — Powinieneś im uwierzyć — Głuchy, nieco ochrypły głos dotarł do moich uszu jak zapowiedź najgorszego. Nie mogę się przyznać, że w tamtej chwili podskoczyłem ze strachu. Lekko drgnąłem, zachowując pozory obojętności.

 — Ktoś ty? — Zabrzmiało to najgorzej na świecie. W lekkim stresie nie potrafiłem rozważnie dobierać słów.

 — Ktoś, o kim zapomniałeś.

 Mężczyzna stał w mroku. Słyszałem tylko ten zachrypnięty głos i ciężki oddech.

 — Zapomniałem o wielu osobach. Możesz być nawet Seba Krwawy Piórnik. W ósmej klasie zmiażdżyłeś nauczycielowi nos piórnikiem, a potem wybrałeś mnie na swój cel. Mogło się skończyć niezłą jatką.

 — Pewnie chciałbyś, żebym nim był. Co za rozczarowanie. Jestem Władcą rowerów.

 W pierwszej chwili po prostu parsknąłem śmiechem. Naturalna w moim przypadku reakcja na absurdalną wiadomość. Ciężka do opanowania. Nie raz dostałem za nią po ryju. Może i słusznie.

 — Mówią, że lubisz tu przychodzić — powiedziałem, starając się opanować kolejną falę śmiechu. — Tyle straconych kroków, a ciebie ciągle nie było. Dlaczego akurat dzisiaj? — Nie. Jeszcze nie uwierzyłem. Po prostu się z nim droczyłem. Uznałem, że to upalony narkoman, więc będzie zabawnie. Taa...

 Wystąpił wprost pod światło latarni. To była jego odpowiedź. Ukazanie wszystkiego. Najpierw mój wzrok powędrował na twarz. Zamiast z gałek ocznych z oczodołów wystawały chromowane zębatki obracające się odpowiednio, lewa zgodnie, prawa niezgodnie z ruchem wskazówek zegara. Skóra przypominała sztuczne tworzywo, jakim obszywane są siodełka rowerów albo fotele biurowe. Kilkadziesiąt szwów zdobiło policzki i skronie. Poczułem jak podwieczorek podchodzi coraz wyżej, z powrotem do jamy ustnej. Przełknąłem. Facet uśmiechnął się i zrzucił z siebie płaszcz. Zgniło zielony łachman odsłonił wszystko. W przedramionach zatopione były szyny, po których jeździły dwa czerwone rowery. W górę i w dół, w górę i w dół. Na piersi pośród sinych blizn i dziur, w których sterczały maleńkie trybiki znajdowała się obciągnięta skóra klapka, którą uruchamiał palcem wskazującym prawej dłoni. Mechanizm otwierał ją, a ze środka wyjeżdżał drewniany Pinokio na monocyklu, pozdrawiając wszystkich nadzwyczajnie długim... środkowym palcem.

 — Musisz uwierzyć. Jesteś jednym z ostatnich, którzy się opierają. — Powoli zaczął się do mnie zbliżać. Ostrożnie, krok za krokiem. Za nim wyrwałem się z szoku, był już w połowie drogi.

 — Odczep się! Nie wiem, co ćpałem, ale na pewno przedawkowałem. To jest ostro popierdolone! Jak... ten horror „Lubię nietoperze”. — Nie rzuciłem się do ucieczki. Władca rowerów, powoli pojmowałem, że to może nie być zwykła halucynacja.

 — Wszyscy jadą na tym samym rowerze. A ja jestem jego sercem. Poznasz mnie, poznasz wszystko.

 *****

 Jego umysł to worek bez dna. Gorzej. To utopijna rzeczywistość, w której ludzie zostali zdegradowani do poziomu pojazdów człapiących na czworaka, którymi sterują rowery. Tak, nie zdołałem uciec. Wchłonął mnie jak gąbka, a potem przetrawił jak podwójnego cheeseburgera. Na końcu wysrał w mieście, którym rządzą rowery. Myślę, że to kwestia czasu, nim zorientują się, że jestem niepożądanym elementem tej całej kanonady absurdu. Przy odrobinie szczęścia pozwolą zostać i zalicytują na aukcji. Obawiam się jednak, że całe szczęście zużyłem na poznaniu Władcy rowerów.

5178 zzs

Liczba ocen: 1
62%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~marok
Kategoria: inne

Liczba wejść: 24

Opis:

Dodano: 2020-11-25 22:55:37
Komentarze.
~oko 1 m.
lepiej chyba nie wiedzieć, którędy Władca wydala... taka informacja mogłaby zrujnować moje libido.
Odpowiedz
z wykopem
"Ubolewał nieco, nad tym brakiem wyczucie i skoordynowania" - wyczucia

" — Zapomniałem o wielu osobach. Możesz być nawet Seba Krwawy Piórnik. W ósmej klasie zmiażdżyłeś nauczycielowi nos piórnikiem, a potem wybrałeś mnie na swój cel." - haha. Seba Krwawy Piórnik. Zacna postać.

Fajny Dejoszot. Podobuje mje się
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin