ciemno nowa wersja
Drabble konkursowe #cyberprzestrzeń
<
Porzucone bajki (dribble)
>

Domek Huppotuf cz. 1

 

 

 

  — Tatku, zobacz, co zrobiłem. — Chłopiec ostrożnie położył na stole mały, błyszczący przedmiot.

  — Co to jest? — Mężczyzna niechętnie odłożył gazetę na bok.

  — To Domek Huppotuf! Spójrz… ściany zrobione są z kolorowej tektury, okna z plasteliny a drzwiczki, a drzwiczki zrobiłem z łupinki orzecha! No i jeszcze dodałem gdzieniegdzie odrobinę brokatu. — Opowiadał z przejęciem.

  Mężczyzna wziął domek do ręki.

  — Ostrożnie, żeby się nie uszkodził. Klej jeszcze dobrze nie wysechł.

  — Domek… Huppotuf. A co to takiego?

  — Huppoci to takie tyci, tyci stworki. Są, wielkości ziarenka groszku, dlatego mało kto je dostrzega. Mimo swoich niewielkich rozmiarów są bardzo pracowite. Widzisz te płatki śniegu na oknach, to właśnie one je narysowały.

  — Doprawdy… — Mężczyzna nie spuszczał wzroku z połyskującego przedmiotu.

  — Po prostu zanurzyły łapki w białej farbie! Czy… podoba ci się?

  — Huppoci, klej, brokat… Bzdura! —wrzasnął, po czym cisnął domek o podłogę.

  — Nie, powiedziałem nie! Żadnych wyimaginowanych przyjaciół!

  Chłopiec ze łzami w oczach opadł na podłogę. W milczeniu zbierał kawałki roztrzaskanej zabawki.

  — Tibothini, dorośnij w końcu!

 

  Pstryk

 

  — Doooobry wieczór, Szanownemu Państwu! Witaaaaam was w "Zbiorowym umyśle - Grze Tibothiniego"!!!

  Z kłębów kolorowego dymu wyłonił się Pan Tibothini. Jak zwykle prezentował się świetnie. Świąteczne światełka rozświetlające oprószoną śniegiem scenę, odbijały się w czerwonych, cekinowych płytkach, z których wykonany był jego garnitur. Kreacje wieczoru dopełniał jeszcze wysoki, ozdobiony brokatowymi bombkami cylinder ( za sprawą którego Tibothini wydawał się o kilkanaście centymetrów wyższy), złoty zegarek oraz czarne lakierki.

  — Tęskniliście?!!!!

  — Jeeee — Na jego widok publiczność poderwała się z miejsc. Lawina oklasków zagłuszyła lecące w tle świąteczne piosenki.

  — Ja również tęskniłem. Kiedy… Ministerstwo Czouzo poinformowało mnie o tym, że są zmuszeni zawiesić program, pogrążyłem się w rozpaczy. Jak mogli nam to zrobić? Przecież ja i wy… jesteśmy rodziną. — Tibothini otarł ociekającą po policzku łzę. — Nie rozumiałem ich decyzji. Przecież mamy święta! Najpiękniejszy czas w roku, czas, który powinniśmy spędzać w gronie najbliższych... Mężczyzna nie spuszczał wzroku z publiczność. Wpatrywał się w dwie siedzące obok siebie dziewczynki zlizujące lukier z czekoladowych lizaków. I na pulchne policzki bobasa wiercącego się na kolanach u swojej równie pyzatej mamy. Na końcu sali dostrzegł chłopaka, któremu spod zimowej czapki wyrastały olbrzymie, reniferowe rogi. Trzymał na rękach, przebranego za bałwanka szczeniaczka.

  — Jesteście niesamowici… — Tibothini klasnął w dłonie i wtedy z wysokiego, przyozdobionego jemiołą i czerwonymi kokardami sufitu lunął deszcz złotych biletów. Tłum natychmiast zaczął łapać drogocenne papierki.

  — To dla was moi drodzy!!!!!

  — Tibothini, Tibothini! — Wiwatowała publiczność pławiąca się w deszczu złota.

  Dopiero kiedy w ręce zielonowłosej dziewczynki, wpadł ostatni bilet… "Pan domu" ciągnął dalej swoją przemowę.

  — Nie było łatwo wrócić do tego studia... do was. Musiałem osobiście spotkać się z Panem Ministrem. Ciężko westchnął po czym zbliżył się do niedużego, prostokątnego przedmiotu. Ściągnął z niego jedwabne płótno i oczom widowni ukazała się złota klatka. Był w niej uwięziony sam Minister Cydr.

  — Ministrze Cyddddddr! Witamy! Jak się panu tutaj podoba? — Tibothini zwrócił się do otyłego, zasmarkanego mężczyzny. — Czyż nie jest wspaniale?

  Ten oślepiony mocnym światłem widział jedynie rozmazane kadry. Mimo to słuch go nie zawodził. Z rozmytych trybun dochodziło głośne buczenie. Ludzie byli wyraźnie oburzeni jego obecnością. Potem znowu popatrzył na usatysfakcjonowanego zaistniałą sytuacją Tibothiniego. Wzrok powoli przyzwyczajał się do otoczenia. Właśnie trafił do piekła.

  — Przepraszam, myliłem się. — Pociągnął nosem. — Tak, tutaj jest wspaniale.

  — Też tak myślę. Czy rozumie pan jak ważny jest dla mnie ten program?

  — Tak, widzę i bardzo żałuję, że chciałem go wykluczyć. — Objął spoconymi dłońmi kraty.

  — Wykluczyć…

  — Spalić go!

  Na scenę wbiegł jeden z widzów.

  — Racja. Musimy cię ukarać. Ty… chciałeś zniszczyć to, co budowałem przez te wszystkie lata. Moją twierdzę! Moje dzieci! — Tibothini wskazał na trybuny.

  — Nie, to nie tak! Ja go tylko zawiesiłem. Na jakiś czas. Nie chciałem go usuwać — mówił pociągając nosem.

  — Kłamstwo! Chciałeś końca mojego programu. Chciałeś mnie zniszczyć! I to jeszcze… w święta. Myślisz, że twój nędzny wybryk umknie Świętemu Mikołajowi? Na pewno obserwuję nas teraz przez swoją lunetę…

  Minister Cydr zrozumiał, że żadne tłumaczenie nie przekona rozwścieczonego szaleńca i jedyne co może zrobić to błagać o litość.

  — Na jaki prezent zasłużyłeś w tym roku? — ciągnął dalej.

  — Proszę… tak bardzo żałuję. — Kolejne łzy spływały po pulchnym poliku. — Mam rodzinę, potrzebują mnie.

  Tibothini zmrużył oczy. Bolesne wspomnienia wróciły. "Budowanie domków dla wyimaginowanych przyjaciół to nie jest zajęcie dla chłopca w twoim wieku". Przypomniał sobie, jak klęczał na podłodze zbierając pozostałości po Domku Huppotuf, i to z jaką pogardą patrzył na niego ojciec.

  — Nie martw się o swoją rodzinę. Oni… są tutaj, z nami.

  Mężczyznę oblał zimny pot. Przez dłuższą chwilę nie mógł wydobyć z siebie żadnego słowa. Klatka wydawała się coraz ciaśniejsza, brakowało mu powietrza…

  — Moi drodzy — rozradowany Tibothini zwrócił się do publiczności — powitajmy gorącymi barwami dzisiejszych uczestników!

  — Nieee! — krzyknął Cydr, widząc wchodzących na scenę ludzi. Znał tych ludzi. Znał ich bardzo dobrze. To była jego rodzina.

  — Oto oni! Wspaniała czwórka!

  — Nie, proszę...

  Mężczyzna zalał się łzami.

  — Czyż nie jest wspaniale? — zapytał Tibothini.

  Cydr wbił wzrok w swoją żonę. Przerażona kobieta trzymała na rękach ich dwuletnią córeczkę. Dziewczynka, w odróżnieniu od stojącej obok dwójki rodzeństwa, wydawała się… zadowolona. Na środku sceny znajdowała się wielka, mierzącą ponad trzydzieści metrów choinka. Ozdabiało ją kilkaset sznurów światełek, błyszczących łańcuchów i baniek w najróżniejszych kształtach i kolorach. Na samym czubku świeciła duża, złota gwiazda. Pod choinką znajdowały się starannie zapakowane w świąteczny papier prezenty. Niemająca pojęcia, o nadchodzącym niebezpieczeństwie dziewczynka z uśmiechem na twarzy podziwiała tą niewątpliwie piękną scenerię.

  — Zost… Zostaw ich! Ze mną możesz zrobić co chcesz, ale... nie krzywdź mojej rodziny.

  — Może teraz w końcu poczujesz to, co czułem ja, kiedy chciałeś odebrać mi moją.

 Tibothini tanecznym krokiem zbliżył się do uczestników.

  — Witajcie w świątecznym odcinku "Zbiorowego umysłu - Gry Tibothiniego"!

 

 

 

6837 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Mia123a
Kategoria: inne

Liczba wejść: 48

Opis:

Dodano: 2020-11-30 21:16:45
Komentarze.
~oko 4 m.
kapitalna opowieść. bardzo mi się podoba. czekam na ciąg dalszy. mam nadzieję, że niezbyt długo.
Odpowiedz
oko dziękuję, bardzo cieszy mnie taki odbiór Ale no na kolejną część to trzeba będzie chyba jednak trochę poczekać 🙄
Odpowiedz
~oko 4 m.
Mia123a nawet tak nie myśl - chcą Cię czytać, to pisz dziewczyno!
Odpowiedz
oko jakiś tam pomysł na kontynuację mam, ale czy coś z tego wyjdzie, to nie wiem
Odpowiedz
~oko 4 m.
Mia123a to nie ja napisałem obok tytułu, że pokazujesz pierwszy fragment...
Odpowiedz
oko no tak, tak, pierwszy, więc logicznie powinien być i drugi, i będzie ale kiedy... 🤔
Odpowiedz
Obecnie zajmuje mnie TW, o właśnie oko, zdaje się, że zestaw jest od Ciebie, (nie było mnie na ostatnim losowaniu to nie miałam okazji podziękować) Dziękuję, zacny, bardzo mnie się podoba.
Odpowiedz
~oko 4 m.
Mia123a mogło się tak zdarzyć - dawno było, to nie pamiętam. staram się wybierać tak, jakbym miał sam napisać.
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.