jasno ciemno
Podwieczorek muflona #konkursbizarro #komediokonkurs - Donos

TW#5 Trans

 Postać: Duch szamanki

 Zdarzenie: Czarna msza ofiarna

 Efekt: 11. Niech w tekście wystąpi syndrom Sztokholmski

  

  

 Trans

  

 Na początek poznajmy kobietę zwaną Leną. Po trzydziestu sześciu miesiącach walki, dzień w dzień, jej organizm całkiem się wyczerpał, jak zepsuta bateria. Powrót do normalności był trudniejszy niż myślała. Nie miała nadziei na to, że kiedykolwiek wróci do tego, czym kiedyś się zajmowała, co sprawiało jej przyjemność i satysfakcję. Straciła zdrowie, urodę, energię i talent – wszystko to, co czyniło ją wyjątkową. Stała się własnym cieniem, a wokół niej zrobiło się pusto – zerwała kontakty z rodziną, znajomymi, z całym światem.

 To miał być jej pierwszy urlop po tym długim czasie, zaprzepaszczonym bezpowrotnie i bez sensu.

  

 Dom wakacyjny to mały cud architektury. Od razu poczuła, że będzie jej tu dobrze. Dwupoziomowy apartament, niemal wciśnięty między dwa rosnące obok siebie gigantyczne sosny,  z częścią dzienną na parterze i sypialnią na antresoli oraz ogromnym tarasem. Cisza, spokój, świeże powietrze. Okolica sielankowa – leśna głusza, szemrzący strumień, dookoła łąki, pola – istny raj, jeśli ktoś chce uciec od świata.

 Gospodarz pochwalił się, że zbudował obiekt według własnego projektu. I że zajmuje się też fotografią, sprzedając się z powodzeniem.

 Pomyślała wtedy: „Co można fotografować na tym pustkowiu? Drzewa? Pola kukurydzy”? A on, niczym jasnowidz, zaproponował, że pokaże jej, czym się zajmuje. 

 I tak poznajemy Wiktora, mężczyznę z przeszłością.

  

 ❧

  

 Wieczorem Lena zakłada czarną sukienkę, tę w której czuje się pewnie i kobieco. Dawno już nie miała potrzeby czuć się w ten sposób.

  

 – Cieszę się, że pani przyszła.

 W półmroku rozpraszanym jedynie czerwienią zachodzącego słońca, Wiktor wygląda niesamowicie. Stoi na tyle blisko, że Lena widzi dokładnie jego łagodnie postarzałą twarz, na której światło tańczy z cieniem. Ma wyraziste oczy. Ładne, równe zęby. Gęste włosy. Jest tak pogodny, że jej także udziela się dobry nastrój. No i jest coś więcej. Coś, co z niego emanuje. Dobro? Tak, to chyba to. Ogrom dobra.

 – Może napije się pani mojej nalewki orzechowej?

 – Czy pan nie chce mnie przypadkiem upić?

 – Haha… Nie, oczywiście.

 – Gdzie jest pana żona?

 – A czemu pani chce wiedzieć?

 – Cóż, nie chciałabym, żeby…

 – Chyba się pani nie boi?

 – Pana? (cha! cha! cha!)

 On uśmiecha się i robi nieokreślony ruch ręką.  Coś tam koło szyi, jakiś gest płaską dłonią.

 – Wypijmy toast za to spotkanie.

 Alkohol mocno i aromatycznie uderza do głowy. Zaciera granice, burzy bariery.

 – Chciałabym zobaczyć pana prace.

  

  ”Niemożliwe! Skąd wiedziałam?”, myśli Lena, patrząc na zdjęcia manekinów na polu kukurydzy. Czy czuje ukłucie niepokoju, patrząc na fragmenty nagich ciał, które nie (?) należały nigdy do żywych osób, puste twarze wyłaniające się nagle, nie wiadomo skąd nieme, z zastygłymi grymasami smutku, strachu, radości połyskujące plastikowe maski? 

  

 – I co pani o tym myśli?

 – Prawdę mówiąc, to trochę straszne. Jak imitacja życia. I życie naśladujące fałsz.

 –  Niesamowita pani jest. Że też od razu się pani poznała... Bo widzi pani... Tak naprawdę to tylko chałtura. Stockowe foty, żadna sztuka. Za prawdziwą sztukę nie dostaję pieniędzy.

 – Ależ pan jest bezpośredni – śmieje się razem z nim. Od dawna nie czuła się tak odprężona. (Ależ odprężona!)

 – Kilka lat na odludziu i człowiek dziczeje. – Wiktor się mityguje, wije w rumieńcach, ach!

 – Nie szkodzi. Lubię z panem rozmawiać. Chociaż zupełnie się nie znamy. A pana żona? Czy żona docenia pana? (Noż! Granica między wazeliniarstwem a zwykłą ciekawością rozmywa się jak masło w oliwie na rozgrzanej patelni!)

 – Cóż, właściwie… Moje małżeństwo to biznes. Ona zarządza, a ja jestem właścicielem.

  

 ❧

  

 Wieczór jest ciepły i wilgotny. Kobieta zasypia na werandzie, wino na świeżym powietrzu mocno uderza do głowy. Rzeczywistość odpływa, rozmywa się w oddali. Jest dobrze, tak dobrze...

 Budzi ją dotyk na policzku.

 – Proszę pani... Leno… Chodź, pójdziemy się przejść – szepcze mężczyzna. – Musisz wytrzeźwieć, dziewczyno.

 Dawno nikt tak do niej nie mówił. Opiera się z przekory, podoba jej się troska tego obcego.

 – Dzieciak... – mamrocze Wiktor – No, wstawaj – chwyta ją za ręce. Jak uchwyty w rondlu. – Pójdziemy do lasu.

 – O, nie. Nie pójdę do żadnego lasu.

 – Chodź, to niedaleko. Przecież nic ci nie zrobię. Jesteś ze mną bezpieczna.

  

 Ten argument ją przekonuje. Troska zawsze działa, na każdego. Taki ludzki odruch. Więc idą w ciemność. W gęstwinę zieleni, gdzie pleśń, żywica, robactwo. Bezustanny cykl życia i śmierci w pigułce. Las. Obce terytorium. I małe jeziorko zarośnięte tak, że nie widać go z drogi.

 – Może chcesz wejść do wody? Jest bardzo czysta.

 – Nie mam kostiumu.

 – Po co ci kostium? Nikt tu nie przychodzi. Miejscowi wolą tamto duże jezioro. Duża plaża, dużo hałasu. Tylko nie wchodź za daleko. Ja cię nie uratuję, nie umiem pływać.

  

 Woda jest lodowata, orzeźwiająca, kobieta na kilka chwil traci oddech.

 Nocna poświata układa się miękko na spokojnej tafli. Czarna toń. Cykanie świerszczy. Każdy krok zmienia się w hałas. Ogląda się, sprawdza, czy on patrzy. Ale on kładzie się na brzegu, zamyka oczy. Jakby nie chciał mnie prowokować do niebezpiecznych wybryków.

 Wypływa na środek jeziora, czuje się świetnie… Ale nie chce szarżować. Wraca. 

 – Nie mogłam się powstrzymać. Woda jest cudowna. Nie jesteś rozsądny. Pozwalasz mi wejść w tym stanie do wody, a sam nie umiesz pływać. No, no…

 Wiktor nie reaguje na zaczepkę.

 – Śpisz? – ociekając wodą, Lena kładzie się obok niego na trawie.

 – Nie.

 Nagle przysuwa twarz do jej ramienia. Ciepłym oddechem razi ją jak prądem. Obejmuje go za szyję, szuka ust. Jak głodne niemowlę, bezbronne i ufne. Ale Wiktor szybko się odsuwa.

 – Zostaw.

 – Czemu... Przecież mówiłeś, że z żoną nic cię nie łączy...

 – Czego nie chcę? Zabawić się? Tak?

 Ona nie wie, że w nim się gotuje, aż kipi. Nie może tego wiedzieć, choć czasem wydaje jej się, że ma szósty zmysł.

 – Mogę dla ciebie pozować – zmienia temat na pozornie bezpieczny, bo nie chce, żeby się pogniewał, tak to działa w umyśle tej kobiety – Nikt mnie jeszcze nigdy nie fotografował nago…

 – Akt to współpraca fotografa z pozującą. To intymna relacja. To nie jest fabryka, to nie jest tak, że przyjdziesz do mnie prosto z ulicy, wyskoczysz z ubrań i będę cię pstrykał. Albo bzykał. Na jedno wychodzi. Takie coś to jest kurestwo. Nie znamy się i mam wrażenie, że nie chcesz, żeby ktokolwiek sforsował twój... hmm... mur obronny.

 – Ale co? Co byś chciał wiedzieć?

 – Jest w tobie dużo… smutku. Ciemności. Mroku, w którym nigdy nie wiadomo, co się czai. Co z niego nagle wychynie. Jest w tobie tajemnica, którą chciałbym odkryć...

 Niespodziewanie całuje ją w rękę. Ona jest zachwycona, wdycha jego zapach, delektuje się jak porzucona psina.

 – Chodź, coś ci pokażę. – Wiktor podnosi się, energicznie otrzepuje ubranie.

  

 W studio pachnie świeżym drewnem, wyprawionymi zwierzęcymi skórami i czymś jeszcze, czymś nieokreślonym. Coś, jakby palone zioła albo kadzidło.

 – Popatrz – Wiktor wyciąga album ze zdjęciami – ta kobieta została zamordowana przez swojego kochanka. Co ciekawe, można było temu zapobiec. To trwało miesiącami. Jej rodzina, przyjaciele, znajomi, sąsiedzi – wszyscy widzieli, co się dzieje. Bo ten facet traktował ją jak psa, nie krył się z tym wcale. Ale ona nigdy nie powiedziała o nim złego słowa. Zawsze go broniła. I pewnego dnia po prostu ją zamordował.

 Pozująca ma oryginalną urodę. Patrzy prosto w obiektyw, a wyraz jej oczu wywołuje u Leny gęsią skórkę.

 – Tyle że to nie był „mord z lubieżności”, jak to się wtedy ładnie mówiło – kontynuuje Wiktor. – Miranda była medium. Szamanką. Rozmawiała z zmarłymi. Jest sporo wzmianek na ten temat w prasie z tamtego czasu. Ponoć to było w czasie rytuału czarnej mszy. Wiesz, że magia była pierwszą religią jaką znał i praktykował człowiek? To religia mocy. Słowo „magia” wywodzi się od staroirańskiego „magh”, czyli „móc”. Zatem magia to wiedza polegająca na przekraczaniu słabości. A czy ty jesteś silna, Leno? Czy interesują cię sprawy magiczne?

  

 Jest tak zaskoczona, że nie wie, co mu odpowiedzieć. Ale on nie wcale na to nie oczekuje.

 – Istnieje spora grupa ludzi, którzy chociaż wydają się zwykłymi obywatelami bez żadnych zainteresowań magicznych, która ponosi konsekwencje używania czarnej magii w poprzednich wcieleniach. Towarzyszy temu wiele zjawisk, które mogą być skutkami dawnej czarnoksięskiej rutyny – na przykład uporczywy pech, senne paraliże lub syndrom Sutton-Saunders. Tacy ludzie mogą zsyłać choroby, wypadki i nieszczęścia, a nawet śmierć. To się zdarza z powodu zazdrości i zawiści, kłótni albo nienawiści. Można to nazwać domową i sąsiedzką czarną magią. Polacy mają to we krwi, co współcześnie widać we wzajemnych złośliwościach nawet w Internecie. Zabić człowieka można na wiele różnych sposobów… Wiesz, o czym mówię?

   

  ❧

  

 Mężczyzna ustawia lampy, softoboxy, blendy, mierzy natężenie światła. Wreszcie mówi:

 – Jesteś gotowa? Zrobimy kilka próbnych ujęć, muszę dobrać ustawienia w aparacie, no i sprawić, żebyś się trochę oswoiła z lampą błyskową.

 Lena staje przed nim całkiem naga. Czuje, że prezentuje się dobrze. Mimo znacznego wychudzenia, ma naprawdę idealne proporcje. Szuka w jego twarzy potwierdzenia, jakiejś emocji, ale on po prostu patrzy przez  obiektyw i robi te swoje próby.

 – Wiesz, jaki jest przepis na idealną fotografię? Trzeba zapomnieć o obiektywie. Skupić się na swoich odczuciach. Emocjach. Wejść w głąb siebie. Dobry fotograf nie odtwarza rzeczywistości, nie jest kopistą. Musi być zaufanie, jakaś relacja, inaczej to nie zadziała. Pomyśl o czymś, przywołaj jakieś wspomnienie, coś co było dla ciebie ważne. Zapomnij o zdjęciach. 

 Lena posłusznie zamyka oczy. Wszechogarniająca ciemność. Zapach żywicy. Sosny. Szum wiatru. Oddech przy szyi. W rozbłyskach światła, w szalonym wirze, dopadają ją wizje, wspomnienia. Film zaczyna przyspieszać. Szum drzew. Zimny piasek. Ręce na krtani, urwany szept przy uchu, strach, mdłości… Nagle stają się realne, jakby działy się tu i teraz – pojedyncze klatki wspomnień układają się w jednolity ciąg zdarzeń, Galopujące tętno rozsadza żyły. Zaczyna brakować oddechu. wyrazisty film, pełen ostrych ujęć, raniących jak nóż... Nie chcę, nie chcę...! Nie!!!

  

 – Płakałaś.

 – Tak?

 – Nie powinienem zgadzać się na to. Jesteś taka wrażliwa.

 – Nie mów tak.

 – Przecież to prawda.

 – Nie!

 – Dlaczego?

 – Bo nie.

 – Nic z tego nie będzie. Możesz się ubrać.

 – Jak wyszło?

 – Zdjęcia? Nie wiem. Przestraszyłaś mnie jak diabli.

 – Żonę też tak fotografowałeś?

 Nie ma odwagi na niego spojrzeć. Ubiera się szybko i wychodzi. Wstyd. Ma poczucie, że nigdy jeszcze tak bardzo przed nikim się nie obnażyła.

  

 ❧

  

 Mijają dni, wspomnienia się zacierają. Wiktor szuka jej towarzystwa, Lenę coś do niego przyciąga. Zapomina o wstydzie i któregoś dnia pyta:

 – Może spróbujemy jeszcze raz? Teraz jestem gotowa. Proszę. Tylko... Boję się, że może tu przyjść twoja żona.

 – Nie bój się. Ona śpi, ona mocno śpi...

  

 W tle gra muzyka, jakaś afrykańska melodia, rytmiczne uderzenia bębnów, monotonne zaśpiewy. Muzyka pulsuje, przepływa przez nią. Dzieje się coś dziwnego. Rośnie w niej jakaś obca radość, coś zewnętrznego, nie należącego do niej. Czuje się jak kukła, którą ktoś steruje. Przypomina sobie kobietę ze zdjęć. Szamankę.

 Wiktor się śmieje, słychać dźwięk migawki zwalnianej raz za razem, raz za razem. Lena wiruje coraz szybciej i szybciej, nie może przestać, coś się dzieje z rzeczywistością, jakby oddzielała ją od niej gruba tafla szkła. Wykrzykuje chaotycznie: „Szamanka zamknięta w twojej garści, jej wiedza i magia na twoje rozkazy"! "Im bardziej kobieta jest uległa, tym prędzej opanowuje ją mężczyzna i niszczy zupełnie; jednakże im jest groźniejsza i bardziej niewierna, im gorzej się z nim obchodzi, im bezczelniej z nim igra, im mniej okazuje mu litości, o tyle więcej wzbudzi w mężczyźnie lubieżności, tym silniej będzie przez niego kochana i uwielbiana. Aż do nienawiści".

  

 Ocknie się na chwilę, by ujrzeć nienawiść w jego oczach.

  

 Nim wyda ostatnie tchnienie, zdąży jeszcze szepnąć "Nie powiem nikomu".

 Wreszcie zapada ciemność.

 Ostateczna ciemność.

12365 zzs

Liczba ocen: 2
68%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ^Halmar
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 68

Opis:

Dodano: 2020-12-06 19:43:40
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
~oko 1 m.
Dwupoziomowy apartament, niemal wciśnięty między dwa rosnące obok siebie gigantyczne sosny, z częścią dzienną na parterze i sypialnią na antresoli oraz ogromnym tarasem. - dwie sosny
interesująco wykorzystałaś zestaw. bardzo ciekawa opowieść. nie rozumiem tylko, jak to się stało, że Wiktor nie chciał jej fotografować nad wodą, a chwilę później zmienił zdanie pokazując swoje atelier i zdjęcie szamanki.
Odpowiedz
^Halmar 1 m.
On się tylko droczył, że niby nie chce. Zresztą, kto pojmie motywy psychopaty?
Dziękuję serdecznie, oko. Za wymagający zestaw i dobre słowo
Odpowiedz
z wykopem
Bardzo dziwne w mroczny, pozytywny sposób. Widzę, że dobre, ale smaczki i niuanse, to chwilowo nie na mój łeb.
Odpowiedz
^Halmar 1 m.
Canulas dzięki za dobre słowo, ale tym razem strasznie ciężko mi się pisało. Taki ciężki czas i ciężki temat na dodatek
Odpowiedz
"między dwa rosnące obok siebie gigantyczne sosny" - dwie;
"Rozmawiała z zmarłymi" - ze zmarłymi;
"w prasie z tamtego czasu. Ponoć to było w czasie rytuału czarnej mszy" - ciut za dużo "czasu";
"Istnieje spora grupa ludzi, którzy chociaż wydają się zwykłymi obywatelami bez żadnych zainteresowań magicznych, która ponosi konsekwencje używania czarnej magii w poprzednich wcieleniach" - trochę to zdanie nie gra stylistycznie;
"Jakby nie chciał mnie prowokować do niebezpiecznych wybryków" - tu jest jakaś niespodziewana zmiana na narrację pierwszoosobową, nie wiem, czy to celowe, myślałam, że może się wyjaśni pod koniec, ale chyba jednak celowe nie było;
W sumie mam takie trochę mieszane uczucia - ciekawa narracja, ciekawy klimat i niedopowiedzenia, zestaw wpleciony nie na siłę, wpasował się w opowieść, niemniej zakończenie jakoś nie do końca mnie przekonało. Ale doceniam pomysł.
Odpowiedz
^Halmar 1 m.
alfonsyna ojej, dziękuję ❤️ Świetna jesteś w wyłapywaniu usterek, oczywiście skwapliwie skorzystam.
Faktycznie, słabiutko mi poszło, ale nie da się ciągle być tip-top... Dziękuję serdecznie
Odpowiedz
z wykopem
Bardzo ciekawe, nieoczywiste. Wabi, chce się czytać dalej.
Odpowiedz
^Halmar 1 m.
SylviaWyka ❤️
Odpowiedz
Rozwija się pomału, najbardziej podoba mi się chyba środek, kiedy jeszcze nie do końca wiemy, o co w tym wszystkim chodzi i jaka historia się za tym kryje. Bardzo fajnie odmalowałaś relacje między bohaterami. Podobają mi się twoje dialogi.
Odpowiedz
^Halmar 1 m.
szopciuszek dziękuję serrdecznie
Odpowiedz
*Manta 1 m.
Hej Halmar,

Pierwszy dialog kobiety i mężczyzny wydał mi się trochę sztuczny, potem było już zdecydowanie lepiej.
"On uśmiecha się i robi nieokreślony ruch ręką. Coś tam koło szyi, jakiś gest płaską dłonią." tutaj jest chyba jakaś niedoróbka?
"Ogląda się, sprawdza, czy on patrzy. Ale on kładzie się na brzegu, zamyka oczy. Jakby nie chciał mnie prowokować do niebezpiecznych wybryków." - tutaj zmieniła Ci się narracja z trzecioosobowej na pierwszą osobę.
Generalnie bardzo dobrze mi się czytało, wprowadziłaś dużo napięcia, nieoczywista, ciekawa historia, budząca niepokój, a niekiedy nawet grozę.
Odpowiedz
^Halmar 1 m.
Manta, faktem jest że strasznie ciężko mi się tym razem pisało. Ciężki czas i ciężki temat. Babolki poprawię.
Dzięki serdeczne
Odpowiedz
Pięknie utkane. Podoba mi się eksperyment z czasem teraźniejszym, pasuje do tego opowiadania. Podkreśla ulotność chwili i zmienność nastrojów.
Subtelnie wszystko podałaś, ale myślę że wystarczająco jasno.
Odpowiedz
^Halmar 1 m.
pkropka dziękuję
Odpowiedz
Tajemniczo i mrocznie, ma swój urok to opko
Odpowiedz
^Halmar 1 m.
Adelajda 💓
Odpowiedz
Cześć,
Klimat szamański, mroczny, bagienny, taki niepokojący udali ci się utrzymać do samego końca.
Dobrze i naturalnie wyszedł splot świata rzeczywistego z mistycznym.
Przyjemna lektura.
Pozdrowionka
Odpowiedz
^Halmar 1 m.
Agnieszka a dziękuję 💓
Odpowiedz
"Ogląda się, sprawdza, czy on patrzy. Ale on kładzie się na brzegu, zamyka oczy. Jakby nie chciał mnie prowokować do niebezpiecznych wybryków." - wszystko leci w trzeciej osobie, a tu nagle narrator wyjeżdża z "mnie", nie wiem czy to celowy zabieg, czy pomyłeczka
Podobało mi się, jest klimat, historia ładnie zbudowana. Nie ma dłużyzn ani innych wybijających z rytmu przeszkadzaczy. Gratuluję
Odpowiedz
^Halmar 1 m.
CptUgluk w ostatniej chwili przeredegowywałam texxt - zostały babole. Dziękuję Kapitanie - za dobre słowo i wyłapanie
Odpowiedz
Halmar to się zdarza! Cała przyjemność po mojej stronie. Yo!
Odpowiedz
Psychopaci są nieobliczalni. Podejrzane wydało mi się, że żona mocno śpi. Tu mi się alarm i włączył.
Bardzo zgrabnie prowadziłaś opowiadanie. Szamanizm też wciąga. Afrykańska melodia, bębny... Czy to Wooo-dooo?
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin