Kszyk 3 Kszyk

Kszyk - część 2

 Detektyw i komisarz dotarli na miejsce, gdzie wyłowiono z rzeki ciało niedoszłego zabójcy. Był ubrany w czarny golf, spodnie tego samego koloru, a na głowie miał kominiarkę.

 

 - Poszedł popływać w ubraniu? Dziwne.

 

 - Podejrzewam, że ktoś wrzucił go do rzeki.

 

 - No tak. Ściągnijcie mu kominiarkę, chcę poznać twarz tego złoczyńcy.

 

 Funkcjonariusze posłusznie wykonali zadanie. Detektyw i komisarz jednocześnie westchnęli.

 

 - To Chińczyk - stwierdził detektyw.

 

 - To mój brat - rzekł komisarz. - Eee... Czemu tak na mnie patrzycie? Moja matka poślubiła czarnoskórego Muzułmanina, dlatego ja jestem biały. Zresztą nieważne. Dlaczego mój brat zaatakował tę biedną kobietę?

 

 - Z jego pamiętnika wynika, że był notorycznym dewiantem seksualnym - powiedział skośnooki blondyn.

 

 Detektyw zerknął przez ramię policjanta, który akurat zaprezentował znaleziony skoroszyt.

 

 - Dziwne. Ostatni wpis jest wykonany innym długopisem, wyraźnie widać też zmieniony charakter pisma. Ktoś musiał to dodać później.

 

 - Proszę nie komplikować - przerwał komisarz. - Jest tam coś o mnie?

 

 - Tylko tyle: "Ten stary fiut wisi mi pieniądze".

 

 - To nieprawda! Oddałem mu je pięć lat temu. Co prawda nie było go wtedy w domu, więc zostawiłem sąsiadowi, ale myślałem, że przekazał.

 

 - Widocznie tego nie zrobił.

 

 - Mniejsza o to. Coś znaleźliście? Jakieś tropy?

 

 - Tylko kilka odcisków kopyt saren i łap lisów.

 

 - Rzeczywiście niewiele. To co, kończymy sprawę?

 

 - Nic jeszcze nie zrobiliśmy. Śledztwo stanęło i się nie rusza.

 

 - Zupełnie jak mój chomik. Kupiłem go żonie, ale zapominała dawać mu jeść.

 

 - Może dlatego, że nie ma pan żony.

 

 - Kompletnie o tym zapomniałem. Tak to jest pracować z wariatami.

 

 - Chyba nie mówi pan o mnie - oburzył się detektyw.

 

 - Nie, o całej reszcie.

 

 - Ale chyba beze mnie? - wtrącił skośnooki blondyn.

 

 - Ani o mnie? - zapytał gdzieś wysoko ponad nimi czarnoskóry policjant.

 

 - Oczywiście, że nie. Kogo dzisiaj nie ma?

 

 - Gilberta.

 

 - Tak, mówiłem o Gilbercie. To on jest wariatem.

 

 - Oj, trzeba mu za to obciąć pensję.

 

 - Tak, nie można tego tolerować. Chyba muszę go wylać. Który to?

 

 - Ten Chińczyk.

 

 - Połowa mojego komisariatu to Chińczycy.

 

 - To i tak lepiej, niż w sąsiednim mieście. Tam tylko pies policyjny nie jest Arabem.

 

 - O, to może ich pan wszystkich wylać - zasugerował wysoki Afroamerykanin.

 

 - Zgadza się, wyrzucam wszystkich. Nie ma głupiego usprawiedliwiania się, będę nieugięty.

 

 - To niesprawiedliwe. Jestem tylko w połowie Chińczykiem, od pasa w górę - żalił się skośnooki blondyn.

 

 - A ja? Za dwa dni miałem dostać awans - powiedział ktoś inny.

 

 - Dobra, dość. Możecie zostać. Kogo dzisiaj nie ma?

 

 - Już mówiłem, że Gilberta.

 

 - To wyrzucę tylko jego. Jestem taki skołowany. Kontynuujmy śledztwo.

 

 - Co mam robić? - zapytał wysoki policjant.

 

 - A co pan dotąd robił?

 

 - Nic.

 

 - To niech pan kontynuuje. A ja z resztą postaramy się złapać zabójcę.

 

 - Przecież mieliśmy iść do domu. Już zamówiłem pizzę.

 

 - A ja prostytutkę na noc. I co z tego?

 

 - Do wieczora jeszcze kilka godzin.

 

 - Mniejsza z tym. Kurczę, nie tak łatwo dopaść tego zabójcę. Powinien kręcić się niedaleko miejsca zbrodni.

 

 - Chciałem zgłosić, że jakiś podejrzany typ kręcił się tutaj, gdy przyjechaliśmy - zameldował jeden z funkcjonariuszy.

 

 - I gdzie teraz jest?

 

 - Złożył zeznanie i wypuściliśmy go.

 

 - Co powiedział?

 

 - Cytuję:" Cha, cha, cha. Jestem zabójcą, nie złapiecie mnie". O rety, jak to teraz czytam...

 

 - Wypuściłeś groźnego psychola. Pamiętasz chociaż jak wyglądał?

 

 - Miał na twarzy kominiarkę.

 

 - I cię to nie zdziwiło?

 

 - Było zimno. Sam ubrałem się w futro z norek.

 

 - Chwileczkę - wtrącił detektyw. - Ten facet, którego znaleźliśmy w rzece miał na twarzy kominiarkę, więc idziemy w złym kierunku. Nie szukamy go, bo już znaleźliśmy.

 

 - W takim razie kogo?

 

 - Tego drugiego zabójcy.

 

 Nagle rozległ się wystrzał i krzyk. Wszyscy rzucili to co mieli w rękach i pobiegli zobaczyć, co się stało.

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: +fanthomas
Kategoria: inne

Liczba wejść: 1

Opis:
Dodano: 2019-10-05 17:09:50
Komentarze.
~Maurycy 10 m.
Po co czytać jaj u Nuncjusza można posłuchać?
Całkiem spoko tekst!

Odpowiedz
Nie muszę czytać, bo już słuchałem (czyli jak poprzednio) - rozwala!
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin