jasno ciemno
15:11 15:10

8926, czyli Czwóreczka

 – Statystycznie jedna osoba na cztery z dziesięciu procent społeczeństwa ma szansę na wykorzystanie swoich talentów przez całe życie dostatecznie porządnie, żeby umrzeć jako szanowany specjalista, znany i znający się na swojej dziedzinie i szanując, poznając i liżąc inne dziedziny na tyle dobrze, żeby mieć w nich rozeznanie tego szczególnego typu, który znamy i klasyfikujemy zaocznie jako niebycie pierdolonym gburem i złem koniecznym w obyciu i kontakcie. – Opus zza gazety słuchał jednym uchem, jak Ryoyo-Albin narzeka na swoje życie, które przegrał i przesrał, nie specjalizując się w niczym konkretnym i nie wypierdalając z tym do Ameryki. Kubusie, czyli pedalskie trio bogatych dzieciaków ze szkoły, było już łącznie uznanym lekarzem we Lwowie, dźwiękowcem estradowym w Krakowie oraz lokalnym producentem betonowych ogrodzeń. Jeden z nich był już cały obdziarany, z dredami i psem, a pierwszą formę na ogrodzenia dostał poniekąd od swojego starego, który zamówił nową, a starą i rozjebaną kazał młodemu wypierdolić. Młody kupił mieszalnik do paszy w miejsce betoniarki i tłukł przęsła dzień w dzień i noc w noc, żeby było na motocykle i nowe buty za sześć baniek, a raz nawet był telefon w środku nocy do Albina. "Albinku, Albinku, przyjdź mieszać beton, przyjdź przyjdź, dobrze zapłacę, Albinku przyjdź, proszę przyjdź itd., jak to nie chcesz, mówiłeś że szukasz pracy, praca jest tu i teraz, będziesz mieszał beton całą noc i dostaniesz ileś tam złotych, a ja pójdę spać wreszcie". Albina aż skręciło, kiedy usłyszał, że ma pracować dla tego typa, widział siebie uwiązanego do łopaty i betoniarki na dziesięć, dwanaście, osiemnaście godzin, bez przerwy, bez jedzenia i z przerwą na kupę za garażem, po dziewięciu godzinach, w kucki, do kartona, który będzie musiał wziąć ze sobą do domu, bo "sorry, ale nie mam gdzie tej kupy trzymać", do spółki z "jutro o tej samej porze, co? Masz tu pięć dych zaliczki, jakoś się rozliczymy". Opus uważał Kubę za pierdolonego debila i mimo, że Albin raz czy dwa razy podczas chudszych dni serio rozważał telefon do dawnego kolegi, w końcu nie zadzwonił.

 Każdego Kubę było stać na MacBooka, na którym przeglądali gołe, niemieckie schaby i dopomogli im w życiu bogaci jak chuj rodzice, którzy po prostu cisnęli gówniarzy na kasę tak mocno, że ci nauczyli się skakać biedakom po łbach. Opus patrzył przez palce na smutnopizdowate przeżycia Ryoyo, który spędzał życie w gównopracach i nie umiał się nawet zakręcić na tyle, żeby dorobić na boku drugiej wypłaty. W każdym fachu czuł się jak fryc, wykształciuchy twierdziły, że jest chujowo wykształcony, typy po zawodówkach miały go za przemądrzałego, dupy bez matury ale po technikum jawnie go deprecjonowały, żeby podwyższyć sobie ego jego kosztem, a byle frajerzy traktowali go jak zero, bo mogli.

 – Ech, Ryoyo… ty pizdo – wzdychał Opus, relaksacyjnie rozważając dole i niedole kolegi, nic sobie nie robiąc z tego, co tamten nawijał na temat nierówności społecznych i zawodowych i tego, jak się różnie może wieść ludziom.

 – Mówiłeś coś?

 – Nie, nic.

 – Matka sąsiada wujka Jedynej dokładnie wie, kto jest alkusem i patolem, wie kto co naodpierdalał, widzi wszystko, wie wszystko i…

 Opus przerwał koncert na jedną japę Ryoyo i jedną czwartą mózgu Albina, wciąż Albina, wciąż z jednym i tym samym paplącym, paplającym, marudzącym jak stara baba programem.

 – Pierdol to, Al. Nie opowiadaj tego. Nie myśl o tym. Zjedz coś dobrego. Chodź. – Wstał, sięgnął po ramię Albina, szarpnął za szmatę rękawa. – Chodź, kurwa, chodź, nie będziemy tak siedzieć jak pizdy, a ty nie będziesz pierdolił jak stare, nudne babsko. Pamiętasz, co mówiła o gejach ta stara raszpla, to paskudne raszplisko? Raszpla Raszplowa, znana w regionie łyżwiarka figurowa z ołowiu o posturze niemieckiego schaba? Pamiętasz?

 Opus stał teraz i patrzył Albinowi w oczy, twardo, stanowczo, prężnie – i widział siebie, odbijającego się w oczach tamtego. Widział pieprzyk na policzku, widział wystające włosy z nosa, widział nierówno obciętą brodę. Jakiś facet zatrzymał się obok i patrzył, ciekawski, prawie było słychać jak trybiki obracają się wolno i leci przekaz na maszynie: pedały, czy nie pedały?

 – Chcesz coś, kurwa, typie? – Odwrócił się z chamem na gębie, rozprostowaną w płetwę, w liścia, w płask ręką, zderzając się z typowym wiejskim chłopkiem, ciekawym nowości, ciekawym rzeczy, ciekawym w ogóle. Stojącym i gapiącym się chłopkiem. – Będziesz coś, kurwa, mówił, czy od razu odwrócisz się grzecznie i powypierdalasz sobie w swoją stronę, co?

 Facet uniósł ręce i zaparł się, że on tylko grzecznie stoi, grzecznie nic nie mówi i z kulturą stoi, nikomu się nie wpierdalając, ale chciał być rozjemcą, jakby tych dwóch miało zamiar się napierdalać – albo ruchać w miejscu publicznym.

 – Nie będzie widowiska, chłopie, znaczy się: proszę pana – rzekł Albin, człowiek ugodowy i grzeczny w stosunku do obcych. Zwłaszcza tych, którzy sami o sobie twierdzili, że są grzeczni. Zawsze go to przejmowało: że byle typ upiera się, że jest grzeczny i kulturalny, nawet dosłownie przyłapany na piciu ciepłego żubra w krzakach pod liceum imienia Karola Miarki.

 – Spierdalaj, typie – dodał Opus, świadom, że może wyjść z tego dym. – Nic tu po tobie, rura! Sio! – Machał rękami tak, żeby gość odwrócił się i szedł swoją drogą.

 Facet gapił się zbaraniały, w końcu odszedł niechętnie.

 – Kurwa, stoi taki ciula z założonymi rękami i gapi się na ciebie jakbyś na pogrzeb swojej dziewczyny przyszedł z inną, jakbyś mając przyjaciółkę czy też pocieszycielkę, bezcześcił grób, ciało, doczesne szczątki i pamięć o zmarłej. – Splunął. – Nie twoja wina, że umarła, chłopie. I że nie byłeś na jej pogrzebie. Ani że się z nią przelizałeś raz czy dwa po pijaku, głupot jej nagadałeś, jak kretyn. Najebany byłeś, nieodpowiedzialny! No i chuj! – Odwrócił się plecami do Albina, jak miewał w zwyczaju.

 – Nasza wspólna kumpela…

 Opus stał odwrócony przez kilka sekund, widocznie przejęty całą sytuacją i wkurwiony, że w ogóle zaczął. Aż nim telepało na myśl o tym, drżała mu brew. Po co ma Albin się gapić?, myślał. Ale odwrócił się z powrotem do Ryoyo, Albina, wycelował w niego palec i stuknął nim mocno w obszar napisu jego bluzy.

 – Jebać tą waszą wspólną kumpelę. – Stuknął jeszcze raz, podkreślając dodatkowo kropkę, która oczywiście w każdym zdaniu jest niema, o ile się jej nie wypowie. – Stanie i ocenianie wszystkich według swojego widzimisię, pierdolenie że oho, ten przyszedł na pogrzeb, po tym jak ją napierdalał, albo oho, tamten przyszedł na pogrzeb z jakąś dupą, a tacy byli zakochani, pierdolenie ci o tym było w ogóle nie na miejscu! Typie, tak się nie robi! Najlepsza przyjaciółka jej umarła, a ta zamiast cierpieć że jej więcej nie zobaczy, gapi się po ludziach i szuka problemu i chuja do dupy, jakby na tym właśnie pogrzeby polegały, żeby niejako nad grobem… – Stuknął Albina palcem tak, że ów aż zrobił krok, nie kroczek, krok w tył.

 – Ała, kurwa… – Jął rozmasowywać uderzone miejsce.

 – Nad grobem, kurwa, knuć i pierdolić, i już najlepiej kopać kolejne. – Uniósł rękę, jakby chciał go uderzyć, co mu się czasem zdarzało. Unoszenie ręki, nie bicie.

 – Weź, opuść tą rękę, nie przywrócisz jej życia przemocą wobec mnie, man.

 Róży nic nie przywróci życia, pomyślał Opus. W sumie to wszystko się po jej śmierci zjebało, posrało i nie było już nawet o czym gadać z tą drugą. Skończyły się wspólne tematy, skończyła się przyjaźń, zaczęła się niepotrzebna apatia i wrogość na tematy polityczno-obyczajowe.

 – Ale pierdol tych hipokrytów, man, dobra? – wypsnęło się Opusowi wręcz błagalnie, co spowodowało niemalże zaćmienie Słońca i księżyca, elajnment Saturna i Jowisza, pokazanie słabości powinno przynieść plagi, deszcze żab i inwazję zdziwionych alienów, zaniepokojonych swoją wizytą na Ziemi – tak rzadko Opus okazywał troskę poprzez jawne "miękkie" zachowania, jak prośby, błagania i tym podobne. Albin był w tym mistrzem, a z kolei jego skurwysyństwo pozostawiało wiele do życzenia. Albin był urodzonym wrażliwcem, a tacy najczęściej skurwysynami zostają tylko w ostateczności.

 – Statystyka pokazuje, że trzy czwarte ludzi nie zdaje sobie sprawy że stanowi siedemdziesiąt pięć procent społeczeństwa – powiedział. – Nad tym się, kurwa, zastanów. I daj spokój już z tym przeżywaniem czasów zaprzeszłych i słusznie minionych.

 – Miniony to była dobra bajka – powiedział Albin, zamyślony. – W ogóle, czemu się mówi: "bajka" na film animowany? Bo animuje się, ożywia, bajki właśnie?

 Opus miał prostą odpowiedź na trudne pytania.

 – Tak, kurwa, też. Ale głównie dlatego, majne frojnde, bo ludzie to idioci. Z wykształcenia hodowcy buraków, masarze, skręcacze mebli i układacze ścian kartonowo-gipsowych, a biorą się za nazywanie rzeczy po imieniu, nieświadomi tego, jak przekręcają tym rzeczywistość, jebane, pedalskie wsiury. Chuj na nich połóż. Kupię nam po knyszy, kurwa, opierdolisz knyszę, co?

 Przynajmniej stulisz dupę na chwilę, pomyślał. Na jedną małą chwilę.

 

 

 

 

 

 

9053 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Okropny
Kategoria: basn

Liczba wejść: 23

Opis:

Dodano: 2020-12-20 11:49:49
Komentarze.
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin