Wszystkiego dobrego, dziewczyny!
jasno ciemno
orgia intelektualna
<
karina abakarow
>
Praca Wyróżniona

drabble konkursowe (#6 A my tacy łatwopalni)

 - Palić mi się chce. Gdzie się szwendałeś? Wyszedłeś tylko po fajki, a nie było cię pół godziny!

 - Słuchaj! Widziałem nieudane podpalenie!

 - Co?

 - Mijałem właśnie Pałac Ślubów przy ulicy Ofiar Oświęcimskich, patrzę w lewo na Plac Matki Boskiej Bolesnej, a tam facet z dużym kanistrem i jakimś transparentem siedzi na gołym bruku. Od alei Ofiar Katynia gęsty tłum napływa i otacza siedzącego kręgiem. Wszyscy patrzą, czekają co się stanie. Facet przyszedł tu na pewno, żeby się podpalić. To był jego protest przeciwko chrzczeniu benzyny przez koncerny paliwowe.

 - No i co?

 - No i nic. Benzyna, którą się oblał nie chciała się zapalić.

 

 

 Cyfrowy Louis patrzył na stojących przed nim mężczyzn.

 - Rzygać mi się chce na wasz widok - powiedział.

 Mężczyźni zgromadzeni w pomieszczeniu nie większym od dworcowej poczekalni w niedużym mieście powiatowym byli nadzy. Byli starzy, brzydcy i pomarszczeni.

 - Chyba nikt z was nie jest zdziwiony, że się tu znajduje? Nieźle narozrabialiście, ćwoki. Teraz nadszedł czas zapłaty.

 Cyfrowy Louis ubrany był w garnitur od Armaniego, białą koszulę i krawat. Miał idealnie białe zęby i nieskazitelnie przycięte i wypielęgnowane paznokcie. Mówili na niego Lu. Lu Cyfer.

 - Całe parszywe ziemskie życie upłynęło wam na dymaniu. Na dymaniu i niszczeniu. Pierwszy chciał wydymać drugiego, drugi pierwszego. Może się mylę? - Lu Cyfer podszedł do jednego z nagusów, brzydala z wąsikiem. - No co tam? Wodzu... może nie chcieliście wydymać towarzysza Stalina?

 Adolf Hitler spuścił wzrok, milczał, dłońmi zakrywał genitalia.

 - Pokaż fiuta! - rozkazał Louis. - Ojej, jaki malutki! I jaki pomarszczony! Bez munduru wyglądasz jak najgorszy śmieć. Te twoje kretyńskie wąsiki... i ta na bok zaczesana grzywka. Uważałeś się za demiurga. Tak jak pozostali tutaj zebrani. Dlatego tu jesteś. Jak ci Niemcy mogli się dać zbałamucić takiemu idiocie? A ponoć to naród myślicieli i poetów. Dziwne. A ty słoneczko nie ciesz się, bo wcale nie jesteś lepszy - Lu Cyfer zwrócił się w stronę Stalina. Józef Stalin natychmiast przestał się cieszyć.

 - Wszyscy jesteście siebie warci.

 Nikt nie zaprotestował. Oprócz Hitlera i Stalina na podłodze wyłożonej metalową siatką o małych oczkach stali: Josef Goebbels, Włodzimierz Lenin, Herman Goering, Mao Tse Tung, Kim Ir Sen, Radovan Karadzić, Idi Amin, Polpot i Heinrich Himmler.

 - No to zaczynamy - powiedział Lu Cyfer i wyciągnął z kieszeni garnituru od Armaniego telefon komórkowy. Kilka chwil po naciśnięciu trzy raz numeru "6" do sali wszedł jego pomocnik. Przed sobą pchał koszyk na kółkach taki, jakich używa się w supermarketach do robienia zakupów. Koszyk wypełniony był skórzanymi pasami z przytroczonymi do nich gumowymi penisami.

 - No, fiuty! Zakładać fiuty! - rozkazał Lu Cyfer. - Zaczynamy dymanie!

 Mężczyźni utworzyli krąg.

 Hitler dymał Goeringa. Goering dymał Karadzicia. Karadzić dymał Polpota. Polpot dymał Kim Ir Sena. Kim Ir Sen dymał Goebbelsa. Goebels dymał Mao Tse Tunga. Mao Tse Tung dymał Himmlera. Himmler dymał Lenina. Lenin Idi Amina. Idi Amin dymał Adolfa Hitlera.

 Każdy z nich dymał i był dymany. Nikt nie został pominięty.

 - No to macie zajęcie na najbliższe dziesięć lat - powiedział Lu Cyfer - nie radzę wam przestawać ani na chwilę. Każda przerwa w dymaniu będzie karana. Pewnie zauważyliście, że stoicie na metalowej siatce. Siatka podłączona jest do prądu. Obowiązuje odpowiedzialność zbiorowa. Znacie to, prawda? Wystarczy, że jeden przestanie dymać - cierpią wszyscy. Jasne?

 Nikt się nie odezwał. Adolf Hitler wiercił się i podrygiwał trykany gumowym fiutem przez rosłego Idi Amina. Sam musiał stawać na palcach, żeby dosięgnąć tłustego dupska Hermana Goeringa. Herman głośno sapał, trzymał za lwią grzywę Radovana Karadzicia. Karadzić męczył się z Polpotem. Od Polpota śmierdziało potem. Lenin smyrał swoją kozią bródką po plecach Idi Amina...

 

 ***

 

 I tak mijały dni, miesiące, lata. Wśród szlochów, jęków i postękiwań. Smród potu mieszał się z zapachem rozgrzanej gumy. Każda, najkrótsza nawet, przerwa w dymaniu kończyła się porażeniem elektrycznym, po którym krąg utworzony z ciał wśród wycia i wrzasków rozsypywał się na chwilę, lecz zaraz w największym pośpiechu tworzył z powrotem.

 Jedyną rzeczą, która utrzymywała ich przy zdrowych zmysłach, była nadzieja. Nadzieja, że po dziesięciu latach coś się zmieni.

 O tym zapewniał ich Cyfrowy Louis. Ich wykrzywione udręką i bólem usta szeptały bezwiednie gorące modlitwy o koniec piekielnej męki.

 

 ***

 

 Lu Cyfer dotrzymał słowa. Dokładnie 3652 dni od startu dymania pojawił się i odłączył napięcie od podłogi.

 - Przerwa! - zarządził.

 Nadzy mężczyźni odetchnęli z ulgą.

 Nie na długo.

 Przerwa była krótka. Trwała tylko tyle, ile trzeba było czasu na zmianę kierunku dymania. Krąg, w którym dymanie odbywało się

 zgodnie z kierunkiem ruchu wskazówek zegara, zmienił się w pierścień, w którym dymano w porządku przeciwnym.

 I od tej chwili Idi Amin dymał Lenina. Lenin Himmlera. Himmler Mao Tse Tunga. Mao dymał Goebbelsa. Goebbels Kim Ir Sena. Kim Ir Sen Polpota. Polpot Karadzicia. Karadzić Goeringa. Goering Hitlera. Hitler Idi Amina...

 - Następna zmiana za dziesięć lat - powiedział Lu.

 

 ***

 

 Po trzydziestu tysiącach siedmiuset pięćdziesięciu sześciu zmianach kierunku dymania, tylko Idi Amin zachował jeszcze resztki optymizmu.

 - Wieczność! - mawiał - zobaczycie jak to szybko poleci!

788 słów

Tweet
Liczba ocen: 1
62%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~sensol
Kategoria: drabble

Liczba wejść: 39

Opis:

Dodano: 2020-12-24 10:51:56
Komentarze.
z wykopem
Czyli powód protestu był słuszny.
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.