jasno ciemno
Atrapa Metro

Psi swąd — Mroczny

 Psi swąd, z boru przemądrzałych dębów z watahy popielnej, wpadł w przerębel podczas przemieszczania się rodziny w rejon wysokich gór. Wycieńczony skomlał na brzegu otwartego oczka lodowego. Wyciągnął go z pułapki myśliwy, który służył na dworze hrabiego, podczas najcięższej zimy w dziejach Szmaragdowych cieni. Psi swąd, wyrósł na ogromnego wilczarza. Szara szorstka sierść zmatowiała wraz z dorastaniem Mrocznego. Chłopiec był utrapieniem magów, niesfornym, który wykradał specyfiki, zmieniał ich skład, żeby podglądać wyczyny potężnej siły w rękach zrozpaczonych staruszków. Wybuchy w pokoju zabaw, były codziennością. Umorusany od sadzy gasił kocem nadpalonego przyjaciela. Pies cuchnąc eliksirami, skrzętnie wylizywał rany.

 Matkę stracił w równy rok po narodzinach. Był to znak, głoszący, że nosi podwójne brzemię, gdyż ociec odszedł w noc tej samej doby. Został w dworze z wiernym Lokajem i kilkoma osobami pomagającymi utrzymać majątek.

 Z wilczarzem nierozłączni pokonywali ogrodzenia potężnej posiadłości. Wymykając się niani, polowali na zające. Nożyczki z uszu cięły powietrze w pędzie przed instynktem długołapego psa.

 Biegli tak, aż na skraj granic strumieni. Ciche zawodzenie ostrzegało ich przed przejściem na drugą stronę. Zające rozrywały zasieki z lodowych kolców. Bariera wiedźmy nie przepuszczała niczego co posiadało ciepło. Rozsiane po okolicy sieroty kostuchy, gnieździły się w rozsypujących od wiatru chatach. Mdłe światło świec ogrzewało blade lica granatowych od odmrożeń twarzyczek.

 Niedoszłe wymordowane dzieci, podczas żniw letnich dorastały pod dachem zgnilizny i bagiennych podłóg. Jedno z nich uciekło, otulone mrożonym płaszczem. Dziewczynka o szklanym spojrzeniu przeczołgała się przez wykopany lisi tunel.

 Zagarnięte z przytułku resztki jedzenia wywęszył pies Mrocznego, wilczarz rzucił się na przestraszoną dziewczynkę. Oblizując jej twarz, przewrócił ją na ziemię. Szamotała się, próbując zasłonić twarz przed ogromnym mokrym pyskiem.

 — Odejdź! — cicho wołała, wiedząc, że las może wciągnąć ich z powrotem długimi korzeniami.

 Psisko chętne do zabawy, nie ustępowało.

 — Nie mogę tu zostać. — Wywinęła się z uwięzi potężnych łap.

 — Kim jesteś? — Zdyszany od biegu za psem chłopiec odkrył znalezisko przyjaciela.

 *

 — Kim jestem? — Stała brudna od błota, z trzęsącą się brodą przed wybuchem płaczu.

 Wilczarz przestał machać ogonem, przyglądał się uważnie dziecku.

 Oblane drzewo czerwonym cieniem poruszyło koroną, otworzyło czarne ślepia, zamrugało i zanim wyciągnęło spod ziemi topór zachwiało się niepewnie. Na krzywej gałęzi siedział kruk. Ogromnym dziobem stuknął go w sękaty łokieć. Ból niczym prąd przeleciał do korowej twarzy. Zacisnął oczy, wyszczerzył spróchniałe deski i wrzasnął echem z gardła.

 — Połykacz dźwięków! — Mroczny cofnął się do tyłu. Dawno nie widział wybudzonego Dęboecha.

 — Jestem Sissela — wyszeptała zanim dosięgnęła ich siatka z korzennych pułapek toczącą się tuż nad ziemią.

 Wilczarz uderzył w sploty kłączy łapami, miażdżąc powiązane ze sobą długie wsysacze wody. Nogi dziewczynki obrastały pędy, nakłuwając podarte pończochy.

 Tupała za durzymi trzewikami w miejscu odpędzając przyrosty.

 — Chwyć mnie za rękę! — Chłopiec, siedząc na grzbiecie psa, wyrwał dziewczynkę z korzeniami.

 Oddalali się od czerwonej chmury, którą wytworzył cienisty blask wściekłej staruchy. Podpaliła najstarszego z klanu Dęboecha.

 Zanim dotarli na grzbiecie psa do pałacu, potworny ryk gonił ich aż do samej wyrwy w żywopłocie przez którą wpadli do ogrodu. Zapadła martwa cisza, przerywana popiskiwaniem szczurów uciekających przed nadlatującym krukiem.

 Zatoczył koło nad ich głowami. Sfrunął pikując w dół, przetrącił szczura skrzydłami, przeczesując mu sierść na ogonie. Starszy od niego szczurzy dziadek wymachiwał wąsami złoszcząc się na te żarty. Popiskiwał tryskając śliną z pyska i otrzepując posiwiałe futro.

 — Rozpętaliście ognistą zemstę, dzieci. — Kruk złożył skrzydła, wypinając pierś do przodu.

 Starucha rozgrzewa kości, a to oznacza tylko jedno.

 — Co takiego? — Sissela chowała się za plecami psa.

 Znała zimno, z ciepłem minęła się w chwili odbierania jej z rąk matki. Dzieci dotknięte zarazą odbierane były w najokrutniejszy sposób.

 

4223 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: !Szudracz
Kategoria: inne

Liczba wejść: 36

Opis:

Dodano: 2020-12-26 17:29:57
Komentarze.
Przybędę, wkrótce...
Odpowiedz
!Szudracz 26 d.
Agnieszka Zapraszam. 😊
Odpowiedz
Szudracz Hej, jestem

Na początek drobiazgi:

"Psi swąd [...] wysokich gór. Wycieńczony skomlał na brzegu otwartego oczka lodowego." - tak skonstruowane położone obok siebie zdania sugerują, że to "psi swąd" wycieńczony skomlał...
Sytuacje może uratowałoby, gdybyś np. wrzuciła drugie zdanie od nowego akapitu.

"Wyciągnął go z pułapki myśliwy, służył na dworze hrabiego, podczas najcięższej zimy w dziejach Szmaragdowych cieni." - kto kogo wyciągnął? i kto służył? "psi swąd"? - tu sytuacje ratowałoby, gdybyś przed "służył" wstawiła słowo "który".

Dalej piszesz:
"...Szmaragdowych cieni. Wyrósł na ogromnego wilczarza." - kto wyrósł? Ratujący czy uratowany? Tu już sama się pogubiłam. Jeśli Mroczny należy to jednak wskazać. Np poprzez przeniesienie tego zdania od nowego akapitu plus wtrącenie na początku: "Mroczny, uratowany tamtego dnia, wyrósł na ogromnego wilczarza".

"Chłopiec był utrapieniem magów, niesfornym,..." - niesfornym

"Pies wylizywał skrzętnie rany, cuchnąc eliksirami. Matkę stracił w równy rok po narodzinach.". - W pierwszym zdaniu poprawniej będzie zapisać np. "Pies, cuchnący eliksirami, wylizywał skrzętnie rany."
Jeśli natomiast chodzi o drugie zdanie to wstawiając je zaraz po tym o psie, sugerujesz, że mówimy o matce psa, a chyba chodziło o matkę Mrocznego? Tu też nie mam pewności.

"Był to znak, głoszący, że nosi podwójne brzemię, gdyż ociec odszedł w noc tej samej doby. Został w dworze z wiernym Lokajem i kilkoma osobami pomagającymi utrzymać majątek." - Kto został w dworze wiernym Lokajem? Z tak zestawionych po sobie zdaniach wynika, że ojciec.

Trzeba doprecyzować, kto jest podmiotem i trzymać się tego. Jeśli go zmieniamy, trzeba to wyraźnie zaznaczyć, gdyż wtedy czytelnik nie wie, o kim piszesz, czy kogo opisujesz. Trzeba to poprawić i doprecyzować w całym tekście.
Swoja drogą taki tekst to świetne ćwiczenie.

"Dziewczynka o szklanym spojrzeniu przeczołgała się pod wykopanym przez lisa tunelem." - z tak sformowanego zdania wynika, że dziewczynka czołgała się pod tunelem wykopanym przez lisa. Czy nie chodziło ci przypadkiem o to, ze ona czołgała się nie pod a tym tunelem?
Jeśli tak, zdanie poprawniej brzmiałoby "Dziewczynka o szklanym spojrzeniu przeczołgała się przez, wykopany przez lisa, tunel."

" — Odejdź! — Cicho wołała, ..." - cicho z małej literki

"Oblane drzewo czerwonym cieniem poruszyło koroną, ..." - szyk poprawny: "Oblane czerwonym cieniem drzewo poruszyło..." lub "Drzewo, oblane czerwonym cieniem, poruszyło..."

"Ogromnym dziobem stuknął go w sękaty łokieć." - jeśli kruk stuknął drzewo, to powinno być nie "go" a "je".


"Wilczarz uderzył w nią łapami, miażdżąc powiązane ze sobą długie wsysacze wody. " - w co uderzył? Jeśli w korzenie, to nie "w nią" a powinno być "w nie". Chyba że chodzi o Sissele... tu się pogubiłam. Może trzeba by to doprecyzować?

" Tupała zadurzymi trzewikami" - za dużymi

Ok, doczytałam. Bardzo ładnie, kwieciście piszesz, ale zatracasz się w opisach i gubisz podmiot. Przez to część tekstu przestaje być zrozumiała.

Historia Mrocznego widać, że przemyślana. Od początku był wyjątkowy
Ciekawa jestem jaką rolę odegra Sissela w jego życiu
Pozdrowionka )





















Odpowiedz
!Szudracz 24 d.
Agnieszka Zmiarzdzyła mnie ta korekta doszczętnie. 😭
Czytam ostatnio taki surreal, że chyba na mnie wpłynęło za bardzo, widzę, że siadło kompletnie w tym fragmencie wszystko co mogło.
Naprawię wskazówki.
Dziękuję za pomoc, skupię się bardziej na wprowadzaniu postaci, o ile jeszcze mnie pociągnie do realizacji. Czym dalej tym gorzej to idzie.
Pozdrawiam.


Odpowiedz
Szudracz Oj, to zwykła korekta. Nie w każdym punkcie musisz się ze mną zgodzić
Co do podmiotu musisz uważać. Ot, cała tajemnica
Tylko pisząc masz szansę się uczyć. A może spróbuj codziennostrzał?

Odpowiedz
!Szudracz 24 d.
Agnieszka Codziennie pisać? Mogłoby to wyjść koszmarnie.☠️
Foremki pisałam kiedyś każdego dnia, prozę nigdy.
Przemyśle, na ile jest to możliwe w moim wykonaniu.
Dzięki.


Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin