jasno nowy wygląd
Czwarte piętro (cod#1)
<
TW#6 - Czystka Ostateczna
>
Praca Wyróżniona

S.T.A.L.K.E.R. Zdążyć przed Zoną cz. 1

  To był standardowy wypad, Pikov miał już na swoim koncie wiele podobnych eskapad. Był zrównoważony, trzeźwo myślący, a przede wszystkim doświadczony – kilkanaście misji na obrzeżach i drugie tyle w głębszych rejonach Zony zrobiło swoje. Koledzy po fachu patrzyli na niego z szacunkiem, a ten, kto wraz z nim wyruszał do tej oderwanej od rzeczywistości krainy, miał podstawy, by wierzyć, że dane mu będzie wrócić do domu i podziękować Bogu lub losowi za kolejny szczęśliwie przeżyty dzień. Pikov niejedno widział i z niejednej trudnej sytuacji się wykaraskał. To była jego praca. Teraz szykował się do kolejnego rajdu w głąb Strefy. Jednak tym razem nie do końca można było mówić o jakiejkolwiek rutynie.

  Do niedawna można było pokusić się o stwierdzenie, że Zona została do pewnego stopnia „oswojona”. Uczeni wiedzieli już bardzo dużo o mutantach, ich zwyczajach, zachowaniach i miejscach występowania. Poznali i skatalogowali znaczną większość anomalii, każda z nich miała swoją oficjalną nazwę naukową i potoczną – użytkową. Ta druga była używana dużo, dużo częściej – większości osób, zarówno jajogłowym ze środowiska naukowego, jak i szeregowym, prostym stalkerom nazwa „Trampolina” dawała jasny i zrozumiały sygnał, o czym mowa, a termin „A-G-1”, mimo że oznaczał to samo zjawisko, widniał raczej tylko w dokumentach i publikacjach. No, był też popularny wśród wyżej postawionych, „ważnych i poważnych” profesorów i badaczy, którym posługiwanie się kodowymi, skomplikowanymi nazwami i obnoszenie się ze swoją naukowością dawało niezrozumiałe i drażniące wszystkich wokół poczucie wyższości.

  Posługiwali się mniej lub bardziej godnymi zaufania, stale aktualizowanymi mapami terenu, żeby wysyłanym do Strefy ludziom – żołnierzom czy naukowcom zapewnić jak najlepsze warunki do pracy. Wszystko po to, by mogli wejść, załatwić swoje i wyjść w jednym kawałku, omijając punkty podwyższonego promieniowania, duże pola anomalii czy tereny łowne monstrów potocznie nazywanych „mieszkańcami Zony”. Wiadomo, że każda Emisja (przez niektórych nazywana też Zwarciem) mieszała w ich obliczeniach, komplikowała planowanie i niweczyła zamiary, mimo to potrafili w dość sprawny sposób, posługując się zainstalowanymi uprzednio w różnych miejscach Strefy Wykluczenia czujnikami, radzić sobie z realizowaniem założonych planów i trzymaniem sporej części tego bałaganu we względnych ryzach.

  Niestety parę dni temu coś się pochrzaniło i aktualnie sprawy miały się nieco inaczej. Zwykle opanowany Pikov tym razem czuł niepokój i zdecydowanie nie podobało mu się to. Z reguły nie wierzył w złe przeczucia, zbiegi okoliczności czy karmę. Nie był przesądny i z pewnym rozbawieniem patrzył na ludzi, którzy pluli przez lewe ramię na widok czarnego kota lub wierzyli w bujdy typu „w Zonie nigdy nie wraca się tą samą ścieżką”. Wręcz przeciwnie – według niego ścieżka raz pokonana była zwykle ścieżką pewną i sprawdzoną, w imię czego więc, do cholery, miał rezygnować z bezpiecznej drogi na rzecz nieznanej? Zawsze działało, więc tego się trzymał. Wierzył w swoje umiejętności, ufał swojej wiedzy.

  Tym razem jednak miał złe przeczucie, cholerne przeświadczenie, że w trakcie tej wyprawy coś pójdzie nie tak. Starał się te myśli stłumić i zepchnąć gdzieś w ciemny, pełen kurzu i pajęczyn kąt umysłu znajdujący się za regałem z logicznymi myślami. Niestety bezskutecznie – niechciane impulsy cały czas migały mu na pierwszym planie, drażniąc i wpychając się w kolejkę dokładnie przemyślanych działań i wyuczonych zachowań.

  Pikov nie był jednak człowiekiem, któremu by takie głupoty przeszkodziły w osiągnięciu założonego celu. Podszedł do tematu tak jak to miał w zwyczaju – przestudiował mapy, zaplanował potencjalne trasy i punkty kontrolne, dobrał wyposażenie i jeszcze raz dokładnie zapoznał się z aktualnymi celami misji. Wzorowe przygotowanie, sprawdzony sprzęt, pewni towarzysze i odpowiednie nastawienie psychiczne – wszystko się zgadza, wszystko gotowe. Zona jest niby ostatnio bardziej kapryśna i nieprzewidywalna, ale on, doświadczony stalker, nie da się jej pokonać. Zadanie zostanie jak zwykle zakończone sukcesem, nie może być inaczej. Tylko to cholerne przeczucie…

 

 ***

 

  Podczas misji okazało się, że jak na złość, przeczucie Pikova było słuszne, ale o tym stalker dowiedział się już po fakcie. Minęła dłuższa chwila, zanim dotarło do niego, co się wydarzyło.

 Niecałe dwie sekundy temu przekraczał próg pokoju w budynku nieopodal opuszczonej fabryki, w którym jego grupa miała sobie urządzić bezpieczny nocleg. Obiekt sprawdzili dokładnie, obeszli każdy kąt, żeby upewnić się, że jest czysto i bezpiecznie. Czysto oczywiście w kontekście braku zagrożeń, bo każde pomieszczenie dalekie było od standardów choćby najpodlejszego moteliku pod miastem, któremu nikt przy zdrowych zmysłach nie nadałby choć jednej gwiazdki jakości.

 Pokoje pełne były przeróżnych śmieci – pustych butelek i puszek, łusek od nabojów, zużytych bandaży i podartych szmat. Gdzieniegdzie walały się też trudne do zidentyfikowania kości niewielkich stworzeń. Niemniej jednak dało się tu względnie komfortowo rozłożyć śpiwór i przetrwać noc. Następnego dnia mieli wracać – odczyty zostały sprawdzone, współrzędne zanotowane, artefakty zabezpieczone, a próbki pobrane. Jedna noc i do bazy. Taka myśl towarzyszyła Pikovowi, gdy przekraczał ten nieszczęsny próg.

  Aktualnie parę rzeczy mu się nie zgadzało. Pierwszą z nich był rozrywający bębenki w uszach szum, drugą uczucie spadania, a kolejną uderzenie o twardą powierzchnię, które zaowocowało ostrym bólem w prawej kostce.

 Pikov upadł na ziemię, przed rozkwaszeniem sobie nosa szczęśliwie uchroniło go odruchowe wyciągnięcie rąk przed siebie. W uszach słyszał teraz jedynie głuchy gwizd.

  Stalker rozejrzał się szybko, ale wzrok miał zamglony i dopiero po kilkakrotnym zamknięciu i otwarciu powiek obraz zaczął się wyostrzać. Wiedział już, że leży w gęstych krzakach.

  Dał sobie chwilę na dojście do siebie i wyjście z szoku. Był mocno zdezorientowany, jednak, jako że potrafił dodać dwa do dwóch, po chwili zaczęło do niego docierać, że musiał wpaść w tunel przestrzenny, który wyrzucił go w jakimś innym miejscu. Tak przynajmniej mu się wydawało. Coś takiego przytrafiło mu się pierwszy raz.

  Nie mógł jednak zrozumieć jak to się stało, jak taki doświadczony stalker jak on mógł wpieprzyć się w coś takiego? Przecież przed chwilą skontrolowali wszystkie pokoje, każdy kąt budynku był sprawdzony zarówno przy użyciu detektora anomalii, jak i za pomocą starej, niezawodnej metody – rzutu metalową śrubą. Anomalia musiała pojawić się tam dosłownie na moment przed tym, jak w nią wpadł. Kurwa, co za niefart.

  W uszach cały czas mu gwizdało. Pikov miał nadzieję, że problem ze słuchem jest chwilowy i że zaraz przynajmniej to wróci do normy. Powoli zaczął wyczołgiwać się z zarośli. To, co zobaczył po wyjściu, sprawiło, że momentalnie zrobiło mu się zimno, a żołądek aż podskoczył mu do gardła.

 Oczom stalkera ukazał się czwarty blok Elektrowni Atomowej w Czarnobylu w całej swojej przerażającej krasie. Pikov zobaczył Sarkofag i wzbijający się w niebo ponad nim charakterystyczny komin, który do tej pory dane mu było oglądać jedynie na zdjęciach. Zonę znał dość dobrze, ale nigdy nie musiał zapuszczać się aż tak głęboko. Teraz, chcąc nie chcąc, tę niesławną konstrukcję mógł sobie obejrzeć, stojąc niemalże u jej podnóża.

  Ściemniało się już, a powoli gęstniejący wokół Elektrowni mrok rozświetlały jedynie uaktywniające się co jakiś czas Elektry, ale stalkerowi rzuciło się w oczy coś jeszcze. Nad skorupą pokrywającą stopiony lata temu rdzeń reaktora z czwartego bloku energetycznego można było zauważyć nienaturalną, niebieskawą łunę.

  Pikov włączył noktowizor i zamarł. Chyba pierwszy raz w życiu go zamurowało. Z przerażaniem stwierdził, że Sarkofag już nie spełniał swojej funkcji – fragment ściany i dachu betonowej osłony były zburzone. Wyglądało to tak, jakby elementy skorupy zawaliły się w wyniku działających na nie anomalnych procesów zachodzących w Zonie, ale także w konsekwencji zwyczajnego zmęczenia materiału wzniesionej przed laty naprędce konstrukcji ochronnej.

  Przez dłuższą chwilę stał i patrzył, nadal nie dowierzając do końca w to, co się dzieje. Nagły impuls wyrwał go ze stanu zawieszenia – stalker szybko sięgnął po dozymetr i sprawdził odczyty. Zamarł po raz drugi.

  Ubytek słuchu sprawił, że nie słyszał do tej pory ostrzegawczego trzaskania urządzenia, które rozpaczliwie sygnalizowało o ogromnym promieniowaniu. Teraz gdy spojrzał na niewielki ekranik, zrozumiał, że jest, mówiąc wprost, w dupie. Jego kombinezon zrobiony był z wytrzymałego na ścieranie i cięcie materiału, wyposażony był w lekką kamizelkę kuloodporną, noktowizor, respirator i różne inne bajery, chronił również przed radiacją, a jakże. Niestety nie przed tak wysoką.

  Gdyby Pikov spodziewał się, że znajdzie się w samym środku piekła, zupełnie inaczej by się przygotował. Nie mógł jednak tego przewidzieć – jeśliby chciał wziąć ze sobą sprzęt na każdą okazję, musiałby chyba zorganizować sobie pojemną przyczepkę. Zresztą, nawet z najlepszym kombinezonem ładowanie się w silnie napromieniowane środowisko i pozostawanie w nim przez dłuższy czas nie było wskazane – strój był po to, by umożliwić jak najbezpieczniejsze przedostanie się przez najbardziej skażone tereny, nie był przeznaczony do biwakowania w „gorącym punkcie”, nieważne jak atrakcyjnie by to brzmiało. Plan wyprawy, w której uczestniczył Pikov i jego kompani miał konkretne, sprecyzowane założenia, więc i sprzęt dostali do tego planu adekwatny – mieli dotrzeć na teren Doliny Mroku, zrobić swoje i wrócić do domu. Tyle. Harmonogram nie przewidywał pikniku pod zawalonym Sarkofagiem! Zona tym razem naprawdę mocno się postarała, żeby jego, o ironio, trzynasta wyprawa (nie licząc wypadów na pogranicze) była niezapomniana.

 Stalker wiedział, że musi jak najszybciej oddalić się z tego miejsca i spróbować skontaktować z towarzyszami i z bazą. Spojrzał na PDA – komputerek zawiesił się i Pikov musiał go zresetować.

  Wykorzystując chwilę i łapiąc oddech, sięgnął do plecaka i drżącymi palcami wygrzebał z kieszonki tabletki przeciwbólowe, antyradowe i specyfik o nazwie B190.

  Antyrady oczywiście po to, żeby jego organizm mógł choć częściowo uporać się z już przyjętymi dawkami promieniowania. B190 – indralina, którą łykał regularnie od kilku miesięcy, miała na celu ograniczenie wchłaniania cząstek radioaktywnych przez ciało, dzięki czemu można powiedzieć (maksymalnie upraszczając), że organizm w pewnym stopniu uodparniał się na promieniowanie. Lek ten był w użyciu od stosunkowo niedługiego czasu, wcześniej został wycofany ze względu na negatywne efekty uboczne. Od tamtej pory naukowcy dwoili się i troili, żeby poprawić jego działanie i ograniczyć niepożądane skutki stosowania. Rezultaty były na tyle obiecujące, że zdecydowano się podawać B190 stalkerom-ochotnikom, którzy do Zony chodzili „zawodowo” i zgodzili się testować tabletki na własnej skórze. Pikov ucieszył się w duchu, że postanowił wpisać się na listę testerów, może w jakiś sposób pomoże mu to przetrwać, a przynajmniej przetrwać dłużej.

  Popił leki wodą z manierki i starał się uspokoić. Przypomniało mu się o naciągnięciu na twarz maski – lepiej późno niż wcale. Stalker wiedział, że w tej chwili poddawany jest serii najsilniejszych prześwietleń w swoim życiu i to poza gabinetem rentgenowskim.

  Nie da się ukryć, że warunki i położenie zdecydowanie nie działały na jego korzyść, łatwo się jednak poddać nie zamierzał. Wielu ludzi w podobnej sytuacji już pewnie palnęłoby sobie w łeb, ale nie on, to nie było w jego stylu. Co będzie, to będzie, jednak na pewno całe to plugastwo Zony nie dostanie go tak łatwo.

 

 

 Link do części 2: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

11938 zzs

Liczba ocen: 4
93%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~CptUgluk
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 139

Opis:

Pierwsza "poważna" twórczość. Kawałek prologu mojej powieści osadzonej w uniwersum gry S.T.A.L.K.E.R. Tekst powstawał na przełomie ostatnich dwóch-trzech lat, ostatnie kropki nad "i" postawiono w listopadzie 2020 r. Wrzucam próbkę, jak będzie wola ludu, to dorzucę jeszcze trochę. Proszę mieć baczenie na to, że to długa forma :)

Dodano: 2021-01-03 10:09:54
Komentarze.
*Ritha 3 m.
Kurde tu też bym chciała, ale wpierw TW trza doczytać, jak żyć!
Odpowiedz
Ritha nie pali się, poczekam są priorytety
Odpowiedz
Też pewnie przyjdę zerknąć, jak znajdę czas. Uwielbiam "Piknik na skraju drogi" i ciekawa jestem, czy znajdę tu podobny klimacik.
Odpowiedz
alfonsyna jasne, zapraszam "Piknik" ma moc i trochę inny kaliber, mam jednak nadzieję, że się mocno nie zawiedziesz
Odpowiedz
Zaznaczyłam sobie
I COMING BACK
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
z dużym wykopem
No i jestem!
Kurczę, chciałabym pomóc i móc wypunktować rzeczy do poprawy - z takim zamiarem przyszłam - ale nie bardzo mam co punktować. Opowiadanie jest staranne, przemyślane i dopracowane. Sceny obrazowe, wyświetliły mi się w głowie, więc git. Narracja płynna, czyta się dobrze, a uniwersum i tematyka bardzo mi odpowiada.
No i wciągnęło. Choroba popromienna to straszne gówno... Czy Pikov jej uniknie? Zakładam, że tak, choć jak to mówią - nic tak nie ożywia fabuły, jak trup

Cóż, dobra robota, Kapitanie!
Odpowiedz
Ritha o, fajno, bo trochę z obawą wrzucałem. Jeżeli odpowiada Ci tematyka, to w sumie się dobrze składa, bo zamierzam jeszcze kilka części dorzucić, może nawet jutro coś wpadnie. Jeśli masz chęć zagłębić się dalej, to z góry zapraszam. Mam nadzieję, że wrażenia pozostaną dobre
A co do Pikova, hm, poczytacie, zobaczycie, towarzyszko
Bardzo dzięki za czytnięcie!
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
CptUgluk tak, będę czytała dalej, tematyka złoto, serial Czarnobyl mi się przypomniał. Walcz, Ugluku
Odpowiedz
Ritha jestę podbudowany!
Ale walczyć już w tej kwestii za bardzo nie ma o co – tekst jest skończony, zamknięty w 450 tys. znaków i wysłany tam, gdzie miał być wysłany. Jednak oczywiście każde wskazanie babola, nielogiczności, dłużyzny itd. jest dla mnie na wagę złota Wrzucam za chwilkę drugą część.
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
CptUgluk 450 tys. znaków? WOOOW! Jak długo go pisałeś?
Odpowiedz
Ritha trudno mi powiedzieć dokładnie z tego względu, że miałem dwa dłuższe przestoje. Jeden po napisaniu prologu (który jak na prolog wyszedł dość długi), trwał około pół roku, może więcej. Drugie zacięcie (po kolejnym fragmencie) trwało krócej, ale jednak było. Ale resztę powieści, a przynajmniej ogromną jej większość napisałem tak od lutego/marca 2020. Potem modliłem się nad tekstem, czytałem go i poprawiałem, a pod koniec listopada uznałem, że ślę wydawcy i niech się dzieje, co chce. Więc łącznie jakby do kupy zebrać samo pisanie, nie licząc przestojów, wyszłoby może, hm, ok. roku? Ale to tylko szacunkowe wskazanie, nie umiem dokładniej odpowiedzieć
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
CptUgluk rozumiem, no w każdym razie brawo, ja zacinam się po ok. 200 tys. - albo zamykam historie w takiej objętości, albo - jak w przypadku Rankoru - blokuje mnie w połowie. No ale zakładam, że jest to jakoby wpisane w ten rodzaj działania - blokady i przerwy, tak jak piszesz, że miało to miejsce u Ciebie. Super, że udało się skończyć

Odpowiedz
Ritha też się cieszę W pewnej chwili po prostu się zawziąłem i stwierdziłem, że jak już zaszedłem tak daleko, a pomysł się klei, to nie mogę tego porzucić, bo mi zwyczajnie szkoda włożonego czasu i energii. Więc dokończyłem A z objętością to w pewnej chwili miałem takie "kurna, za krótkie będzie" i myślałem, co by tu zrobić, żeby dobić więcej tych zzs. Okazało się jednak, że fabuła rozkręciła mi się sama. Wtedy skumałem w pełni, że pisanie to zajebista sprawa
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
CptUgluk brzmi świetnie Cieszę się bardzo i trzymam kciuki za dalsze losy książki
Odpowiedz
Przylajzłam! Zatem tak: jak dla mnie, tej pierwszej części, mocno wprowadzającej o opisowej, na ten moment mogłoby w ogóle nie być. Byłabym za tym, żeby "przywalić z grubej rury" - czyli wrzucić czytelnika od razu w akcję, bez żadnego przygotowania i stopniowo pozwalać mu poznawać świat dzięki bohaterom i kolejnym wydarzeniom. Tym bardziej, że stalkerzy i Zona jakoś już tam funkcjonują w popkulturze dzięki książkom i grom, więc wielu ludzi już co nieco o tym wie i pewne wyobrażenie ma. Czytelnik tak na dobrą sprawę nie potrzebuje wiedzieć nawet nic o Pikovie - cechy charakteru i zdobyte doświadczenie śmiało mógłby prezentować wraz z rozwojem fabuły, jako naturalna kolej rzeczy, żeby czytelnik sam mógł je odkrywać i samodzielnie wyciągać wnioski - to bardzo zbliża do bohatera i podsyca zainteresowanie również całą historią. I właściwie tylko tyle, jeśli chodzi o moje uwagi. Dobry start w opowieść to właściwie połowa sukcesu, bo czytelnika warto złapać już na samym początku - i właśnie dlatego jestem za odsłanianiem jak najmniejszej części tajemnicy, żeby potem móc robić to stopniowo i wciąż podsycać zainteresowanie.
Odpowiedz
alfonsyna dzięki za dotarcie! No i widzisz, to jest to - gdybym to pisał jakoś w ciągu ostatnich miesięcy pewnie podszedłbym nieco inaczej do niektórych spraw. A ów prolog powstał, hm, co najmniej dwa lata temu.
Sprawa z przygotowaniem czytelnika w kontekście universum wyglądała tak, że nie chciałem dawać wszystkiego na tacy, ale nie chciałem też czytelników nieobeznanych ze światem zostawić zupełnie z niczym. Stąd informacje, które stalkerskiej braci mogą się wydawać niepotrzebne
A co do Pikova to ***SPOILER ON*** nie jest on głównym bohaterem, dlatego traktuję go nieco inaczej, niż postać wiodącą ***SPOILER OFF***
Dzięki za odwiedziny i rzeczowe uwagi
Odpowiedz
CptUgluk aaaa no widzisz, to wiele tłumaczy.
Ja mam tekst, w którym grzebię ponad 10 lat i też na początku było dużo różnych takich opisów, ścian tekstu etc., z czasem się człowiekowi perspektywa zmienia, ale nic nie idzie na marne - uczymy się sami przez to.
Odpowiedz
alfonsyna prawda, każdy kolejny tekst to nowe doświadczenia. Do tego mam akurat duży sentyment, bo to moje pierwsze dzieło Nie jest doskonałe, z tego zdaję sobie oczywiście sprawę, ale ogólnie jako całokształt (pomysł, postacie, przebieg etc.) efekt mi się podoba. Mam nadzieję, że dalsze kawałki Cię nie zrażą
Odpowiedz
^Ozar 3 m.
z wykopem
Cześć. Jak może nie wiesz ja jestem od lat wielbicielem Zony i Stalkerów. Nawet nie wiedziałem że piszesz o tym. Przeczytałem i powiem tak. Całkiem nieźle to brzmi, widać tu klimat Zony. Anomalie wiadomo mogą robić z człowiekiem różne rzeczy. Jak widzę całkiem nieźle ci idzie ten wątek, więc na pewno poczytam kolejne. Na razie lekki optymizm.
Odpowiedz
Ozar o widzisz, nie wiedziałem, żeś Stalker dzięki bardzo za wizytę i opinię. Parę odcinków jeszcze wrzucę, cały prolog pewnie, a dalej zobaczymy. Mam nadzieję, że optymizm nie osłabnie
Odpowiedz
*marok 2 m.
Ma się trochę tych książek STALKERA. A tu proszę, taka seria. Leci do kolejki i będzie czytane
Odpowiedz
marok fajno, dzięki! pozostaje mi tylko życzyć przyjemnej lektury
Odpowiedz
z dużym wykopem
..przeczytałem z wielkim zainteresowaniem ...wciąga ...dopracowane ..ile części jest ? Pytam bo nie lubie czytać na raty
Odpowiedz
jacek79 dziękuję, strasznie mi miło! Aktualnie na portalu jest siedem części. Nie wrzucam całości bo jest stanooowczo za długa jeśli Ci się podobało, zapraszam serdecznie do kolejnego odcinka.
Dzięki za wizytę
Odpowiedz
~Onyx 1 m.
"Jego kombinezon zrobiony był z wytrzymałego na ścieranie i cięcie materiału, wyposażony był w lekką kamizelkę kuloodporną" - jedno "był" można zastąpić synonimem lub zmienić składnię zdania, by uniknąć powtórzenia.


Bardzo dobre opowiadanie. Zaciekawia, wciąga. Wszystkie sceny łatwo sobie wyobrazić.
Super.
Odpowiedz
Onyx Prawda z tym "był", kwalifikuje się do poprawy. Zaprawdę powiadam Wam, kiedyś siądę i poprawię

Dziękuję pięknie za wizytację i dobre słowa. Pozdro!
Odpowiedz
z dużym wykopem
CptUgluk, jak obiecałem, tak zrobiłem. Moja pierwsza przygoda ze STALKEREM rozpoczęta. Fajny klimat. Czytam dalej
Odpowiedz
Zdzislav Straszliwie mi miło Życzę zatem przyjemnej lektury!
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.