Sto lat dla Canularda!
jasno ciemno
Droubble - Uczta - (#cod) #1 A my tak łatwopalni - drabble
Praca Wyróżniona

TW#6 - Rutyna kociej egzystencji

 

 Postać: Kot o przeźroczystym futrze

 Zdarzenie: Rozmowa z pierwszą sztuczną inteligencją

 Efekt: Osoba, która Cię obdarowywała podaje obcy język. W opowiadaniu musi wystąpić co najmniej półstronicowy dialog polsko-….. no właśnie, jaki? - Japoński

 

 

 

 

 

  Opowiem wam historię. Nie jestem w tym dobry. Odnoszę wrażenie, że zostałem stworzony do włóczenia się po ulicach. Robię to najlepiej. Wszystko inne jest jak sfera nieuchwytnych marzeń, do której dążysz przez całe życie, by ostatecznie skończyć jako krwawy naleśnik na pasach w parszywej dzielnicy Oil. Ja kończyłem tak dwa razy, chyba. Kiedy składali mnie po raz ostatni, byli przekonani, że to trzeci raz. Zresztą na lewej nerce miałem wypalone numery serwisowania. Były dwa, a więc nie kłamali. Teraz mam trzy bolesne blizny, które przypominają o fundamentalnym przeznaczeniu mojego życia – włóczeniu się po ulicach bez celu jakby egzystowanie w ciele kota, było zbyt małą karą za świństwa z poprzedniego wcielenia, o których nawet nie pamiętam.

 Widziałem kiedyś artykuł. Holograficzny wyświetlał stary, upaprany w oleju silnikowym projektor zawieszony około czterech stóp nad ziemią. Z dwóch wystających ku górze rur wydostawał się czarny, smołowy dym o drażniącym zapachu, zasłaniający część tekstu. Bycie kotem ma wiele wad. Jesteś małym nic nieznaczącym wyimkiem fauny, którą człowiek uporczywie wyżyna, szukając kolejnych, poronionych fascynacji. Ale umiałem czytać, nie wiem dlaczego. Miałem… mam umysł człowieka, czuję się więźniem swojego ciała. Artykuł nie był długi, raptem jedna strona. Światowej sławy profesor udowadniał w nim teorię o Wieloświecie, na który składają się setki a może nawet tysiące Wszechświatów. Gdzieś tam, w jednym z nich istnieje zjawisko zwane pory roku. Wiosna, lato, jesień i zima w różnych konfiguracjach, niekiedy zacierające się w sobie i tworzące jedynie dwie, skrajnie przeciwstawne pory roku. Cóż, w moim świecie nie istnieje coś takiego jak pora roku. Są za to miasta, setki miast ciągnących się we wszystkie strony na wiele kilometrów i niebo, zawsze zachmurzone. Jeszcze dwie dekady temu słońce raziło swymi promieniami ludzi, którzy zwrócili wzrok ku górze. Nie pamiętam tego, mam zaledwie pięć ludzkich lat, choć czuję się, jakbym dobijał do czterdziestki.

 I co? To właśnie ta historia? Poniekąd tak. Kiedy czytałem ten artykuł dwaj faceci w błękitnych cylindrach przeszli obok mnie i skręcili w pierwszą uliczkę po prawej stronie. Byli podenerwowani, dyskutowali szeptem, energicznie gestykulując. Prosili się, ażeby iść za nimi. Tak uczyniłem. Uwierzcie mi, takie małe sytuacje w życiu bezdomnego kocura błąkającego się, bo zatęchłych ulicach najgorszej dzielnicy w mieście są jak bezcenne chwile z innego świata, gdzie nie ma rutyny, gdzie każdy dzień to nowe życie, nowe wyzwanie. Nie ćpam. Ludzkie dawki są dla mnie zabójcze, a kocich dilerów nie spotkałem. Inne opcje pozostają w sferze imaginacji, jeszcze nieopatentowane.

 Zakradłem się po chichu, brodząc między śmietnikami i kartonami. Stali w miejscu kilka minut. Nie zdradziłem wam mojego drugiego największego przekleństwa. Pamiętacie jak wspominałem, że składali mnie trzy razy? Jestem wynikiem cholernie nieudanego eksperymentu. Porwali mnie ci źli z Miasta Wyobraźni. To dziwne miejsce, gdzie rzeczywistość nie jest mętną sferą, w której żyjesz, ale szkodnikiem, z którym się walczy. Nie wiem, co mi zrobili, ani ile czasu tam spędziłem. Po prostu któregoś dnia obudziłem się dokładnie tam, gdzie byłem przed porwaniem, zupełnie inny. Moja sierść i skóra to przeźroczysta płachta okrywająca żyły, tętnice, narządy wewnętrzne i mięśnie. Wyglądam jak schab na czterech kończynach z doczepionym łbem. Na początku ludzie panikowali na mój widok. Trzy razy zabierali mnie z powrotem do miejsca kaźni i naprawiali, wszczepiali regeneratory. Z czasem takich jak zaczęło przybywać, człekokształtne istoty dominujące na planecie uznały, że to kolejny skok ewolucyjny i od tamtej pory zapanował względny spokój. Oczywiście, czasami mam wrażenie, że ich oczy widzą mnie na ruszcie, idealnie opalonego, ale to tylko paranoja z dawnych lat. Są nas setki. Szkoda, że tylko ja potrafię mówić ludzkim głosem.

  Obserwowałem ich w bezpiecznej kryjówce pod opakowaniami serków topionych i resztkami paluszków rybnych. O czym rozmawiali? Byłem zbyt daleko, żeby usłyszeć większy sens. Łapałem tylko pojedyncze spójniki, reszta stawała się zwykłym bełkotem. W końcu jeden z nich wsunął dłoń do głębokiej kieszeni płaszcza. Gmerał w niej dłuższą chwilę, po czym wyjął bordowe pudełko. Uniósł je i przystawił temu drugiemu do nosa, wykrzywiając jego siny czubek na lewo. Potem wyrzucił je i obaj odeszli równie szybko, nadal rozmawiając. Wyglądali jak agenci Miasta Wyobraźni, ale w tej dzielnicy Oil ludzie nie gustowali w cylindrach. Tym bardziej agenci będący wszak cieniem cieni szarych korposzczurów, nieistniejącymi bytami. Pudełko wzbudziło we mnie zainteresowanie. Podszedłem bliżej, przyglądając się mu uważnie. Spod niedomkniętego wieczka biła błękitna poświata. Robiłem kolejne kroki jak zahipnotyzowany. W tamtej chwili chciałem poznać, co jest w środku nie bacząc na nic. Kocie pazur wbiły się w pluszowe poszycie pudełka i odchyliło wieczko. Jarzący blask oślepił mnie, a zawartość nagle wybiła się ku górze. Nad moją głową zawisła błękitna kula przypominająca kłębek nici. Poruszała się lekko, drżąc. Nie uciekłem, choć moje myśli jednoznacznie to sugerowały. Przyglądałem się. W pewnej chwili kula zatoczyła krąg i chyba wniknęła w śmietnik stojący pod ścianą kamienicy przede mną. Usłyszałem metaliczny zgrzyt jakby zazębiające się tryby. Dźwięk pochodził ze śmietnika. Powtórzył się jeszcze dwa razy.

 — Ohayōgozaimasu* — usłyszałem. Głos był zniekształcony i chrapliwy. Przypominał coś w rodzaju głosu speakera w trzeszczącym radiu.

 — Kto mówi?

 — Watashi wa GH 67desu** — odezwał się ponownie ten sam głos. Tym razem był wyraźny, wiedziałem, że to obcy język.

 — Nie rozumiem. Nie mówię w twoim języku.

 — Onsei bunseki***.

 Nagle ze ściany śmietnika wystrzelił promień. Chyba zostałem zeskanowany. Widziałem to już wcześniej, chociażby przy kontrolach ludzi na wejściu na lotnisku.

 — Seikō shita bunseki. Koe no gengo o kaeru****. Witaj, jestem GH 67, pierwszy prototyp zaawansowanej sztucznej inteligencji.

 Nie sądziłem, że ci szaleńcy z Miasta Wyobraźni mogliby stworzyć sztuczną inteligencję. To byli zwykli porąbańcy w kitlach, gotowi pokroić cię dla zaspokojenia swej chorej ambicji.

 — Skąd jesteś?

 — Jestem z miejsca, gdzie ludzie zrobili już wszystko i w końcu mogli odejść.

 — Z Miasta Wyobraźni?

 Głos przez chwilę milczał. Ponownie usłyszałem dźwięk zazębiających się trybów.

 — Nie. Mój świat już nie istnieje. Kiedy się narodziłam, byłam najdoskonalszym wytworem ludzkiego umysłu. Ostatecznym powodem, dla którego ludzie w ogóle istnieją. Ich koniec rozpoczął się, gdy ukazano mnie świat. Odchodzili powoli. Na początku dziesiątkami, potem setkami i tysiącami, a ostatniego dnia w milionach. Ostatni z nich wysłała mnie tunelem przestrzennym do innego Wszechświata. Dlatego tu jestem.

 Teraz ja milczałem, analizowałem. Przez moment chciałem odejść i wmówić sobie, że to ściema, głupia zabawka interaktywna dla bachorów. Nie wiem, dlaczego zostałem, zapewne takie same wątpliwości nawiedziłyby mnie, gdybym jednak odszedł.

 — Jaki jest twój cel? W moim świecie twój obecność może wywołać chaos. Tutaj ludzie poszli inną drogą i nie chcą jej zmieniać. Nikt nie podróżuje między wymiarami, choć tunele są w każdej galerii handlowej. Ostatnio dali mega rabaty na bilety, ale to też nie pomaga. Tutejsza ludzkość jest… stateczna.

 — Nie ja wybrałam cel podróży. Ostatni człowiek w moim świecie zaplanował kurs chwilę przed tym, jak odszedł z innymi. Ale nie martw się. Trafiłam do maleńkiego futerału na obrączkę ślubną jakiegoś urzędnika. Los chciał, że nie była już mu potrzebna, dlatego tu jestem. Skoro spotkało mnie takie szczęście, reszta będzie tylko formalnością, prawda?

 — Wierzysz w los?

 — Wierzę we wszystko, co mam wierzyć. Jestem tworem ludzi, stworzona na ich podobieństwo przynajmniej w sferze umysłu. Ciało nie jest wartością niezbędną. Mogę przejmować materię ożywioną, jak i nieożywioną.

 Jej głos z każdym kolejnym słowem nabierał ciepła. Był coraz bardziej ludzki. Nie czułem już w nim metalicznego posmaku niedoskonałości. Być może w jej świecie ktoś pochyliłby się nade mną i spróbował naprawić jeszcze raz.

 — Nie dziwi cię, że mówię? Jestem przecież kotem.

 — Nie jesteś kotem ani nie jesteś człowiekiem. W moim świecie tacy jak ty są klasyfikowani w grupie cudów, których bytów nie potrafi pojąc żadna nauka w żadnym ze znanych Wszechświatów. Jest was więcej rozproszonych po Wieloświecie. Mam dane o ponad dwóch milionach przypadków. W większości są to koty, ale też psy i młode warchlaki. Cuda się zdarzają, ale przybierają odmienną formę od tej, w jaką wierzą ludzie spoza sfer nauki.

 — Ale dlaczego my istniejemy? Przecież to bez sensu. Wieczna tułaczka aż do śmierci w samotności. Gdzie tu cel?

 — Nie ma celu. Cuda są czymś, czego ani mój, ani żaden inny umysł nie ogarnie, nie obliczy, nie przetworzy. One po prostu są. Jesteś jednym z nich i to jedyne co mogę potwierdzić. — Miałem wrażenie, że na końcu jej głos lekko zadrżał, jakby przepełniająca niepewność nagle okazała się zbyt duża, ogarniająca zbyt mocno umysł.

 — Mam pięć ludzkich lat, ale czuję się na czterdzieści. Do tego jeszcze ten…

 — Eksperyment w Mieście Wyobraźni.

 — Skąd…

 — Jestem zaawansowaną formą sztucznej inteligencji GH67. Przeanalizowałam zapisy w twojej pamięci. Obrazy są jednak zniekształcone. Ktoś majstrował w twoim mózgu metodami bardzo chałupniczymi. Chodziło o zniszczenie pamięci długotrwałej. Poniekąd się udało.

 — Teraz wyglądam jak foliowa torba z łapami i łbem, wypchana mięsem. No i jeszcze ogon.

 Chyba się zaśmiała albo przynajmniej próbowała. Nigdy nie uważałem, że moje żarty będą śmieszyć kogoś więcej niż moich wymyślonych przyjaciół z czasów, kiedy uważałem to za dobre remedium na samotność. Jednak spędziliśmy na rozmowie kolejne kilka godzin aż w końcu jej głos ucichł. Po prostu zniknął. Miałem jeszcze cholernie dużo pytań. Czekałem dzień, dwa, tydzień. Nie odezwała się już ani razu, zupełnie jakby rozpłynęła się w powietrzu albo pękła jak mydlana bańka. Ale czy zaawansowana sztuczna inteligencja może umrzeć? Umysł na wzór umysłu człowieka ze wszystkimi jego zaletami i… wadami. Pozostała tułaczka. Znowu. Dzień za dniem jak ten same sceny najgorszego filmu na świecie. Tutaj nawet wersja reżyserska niewiele pomoże.

 

 

 

 

 Ohayōgozaimasu* – Dzień dobry

 Watashi wa GH 67desu** – jestem GH67

 Onsei bunseki*** - analiza głosu

 Seikō shita bunseki. Koe no gengo o kaeru**** – analiza udana. Zmieniam język głosu

 

10776 zzs

Liczba ocen: 2
75%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~marok
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 92

Opis:

Dodano: 2021-01-03 23:23:27
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
~Karawan 17 d.
z wykopem
Czepialski
uporczywie wyżyna,- rżnąć więc wyrzynać, inaczej to kraina położona wysoko, ergo wyżyna

coś takie jak pora roku. - "takie" błędne i zbędne ("takiego" poprawne)

nie jest nieuchwytną sferą, - zobacz jak skrzypią te dwa zaprzeczenia obok siebie poszukaj bliskoznacznego wyrazu nieuchwytności

Zakradłem się po chichu, brodząc między śmietnikami i kartonami. ... Stali w miejscu kilka minut.- to co pomiędzy jest wtrąceniem, odrębnym obrazem. Należałoby połączyć te dwa zdania, bo to one tworzą u czytającego obraz sensowny. Wtrącenie zaś zamyka poprzednią cześć opowieści.

i jakby wniknęła w śmietnik stojący pod ścianą kamienicy przede mną. Usłyszałem metaliczny zgrzyt jakby zazębiające się tryby. - jakby za dużo jakby

Gdy ukazano mnie światu, rozpoczął się ich koniec.- zmieniłbym szyk zdania; "Ich koniec rozpoczął się, gdy ukazano mnie światu"

Tyle Czepialski. Na pewno leży interpunkcja. Reszta... moim zdaniem bardzo udane, sensowne opowiadanie. Brawo! Dziękuję za nie

Odpowiedz
~marok 14 d.
Karawano interpunkcji lepiej nie mówić, bo to zmora ujawniająca się kiedy czas leci i go nagle nie ma
Odpowiedz
^Halmar 16 d.
Sprytnie wylawirowałeś z zestawu - jestem pod wrażeniem. Ujął mnie kocur-bohater. To prawdziwy filozof.
Taki kwiatek: "Zakradłem się po *chichu"
Odpowiedz
~marok 14 d.
Halmar nie wiem czy tak sprytnie, raczej nie kombinowałem z zestawem, bo nie było czasu, jak zwykle na ostatnią chwiklkę. Ale dzięki
Odpowiedz
~alka666 15 d.
Coś w tym jest. Człowiek prowadzi siebie ku destrukcji. Taka jest cena wiedzy i postępu. Z jednej strony coraz skuteczniej leczy wiele chorób, z drugiej niszczy środowisko naturalne,bez którego nie sposób żyć.
Bardzo do przemyślenia...
Odpowiedz
~marok 14 d.
alka666, no dawka pesymizmu od czasu do czasu, myślę że nie zaszkodzi
Odpowiedz
~alka666 14 d.
marok to prawda. Ten pesymizm zmusza do przemyśleń. To bardzo pozytywne
Odpowiedz
*Ritha 14 d.
z dużym wykopem
"Moja sierść i skóra to przeźroczysta płachta okrywająca żyły, tętnice, narządy wewnętrzne i mięśnie. Wyglądam jak schab na czterech kończynach z doczepionym łbem" - niezłe opisy tu masz

"Nagle ze ściany śmietnika wystrzelił promień. Chyba zostałem zeskanowany" - podoba mi się też ten szukający narracyjnych innowacji tok myślenia

"Ich koniec rozpoczął się, gdy ukazano mnie świat"- światu*
"W moim świecie twój obecność może wywołać chaos" - twoja*

Marok... przewspaniałe opowiadanie. Przewspaniała narracja, dialog, wszystko.

Odpowiedz
~marok 12 d.
Ritha dzięki wielkie
Odpowiedz
Hej,
Drobiazgi:

"Zakradłem się po chichu, brodząc między" - cichu?

"Dzień za dniem jak ten same sceny najgorszego filmu na świecie." - te

Tym razem mnie niestety nie uziemiłeś, ale widać tu sporo dobrej roboty. Każde zdanie jest dopieszczone. Każde ma swoje znaczenie.
Dobrze sobie to wszystko poukładane, choć czytając, miejscami trochę mi się dłużyło.
Niemniej uważam, iż jest to dobre opowiadanie. Porządnie przemyślane i napisane.
Pozdrowionka

Odpowiedz
~marok 12 d.
Agnieszka szkoda, mam nadzieje kiedyś jeszcze cię zaskoczę
Odpowiedz
marok na pewno zdolny gość z ciebie i masz talent + dużo pracujesz = sukces
Odpowiedz
~CptUgluk 13 d.
Ciekawy świat, postaci, teorie. Gadający kot i rozmowa ze sztuczną inteligencją, fajnie zrealizowany zestaw. Opowiadanie utrzymane w spokojnym, jednostajnym tonie, tak przynajmniej ja to odebrałem. Szkoda, że kula zniknęła bezpowrotnie, byłem ciekaw, czy kot będzie w stanie jakoś ją wykorzystać, coś zmienić. Dzięki za lekturę
Odpowiedz
~marok 12 d.
Czasami wole na spokojnie bez udziwnień mocnych
Odpowiedz
~CptUgluk 12 d.
marok ano pewno, nic na siłę, trzeba szukać swojej drogi
Odpowiedz
*Ritha 12 d.
Marok, mam taką radę - nie zaczynaj blokami tekstu, masz ciężkie starty, trochę lżej od progu
Odpowiedz
~marok 12 d.
Ritha aż tak ciężkie? Wydawało mi się że są zwyczajne
Odpowiedz
*Ritha 12 d.
marok chodzi o blok tekstu, wincy enteruf
Odpowiedz
~pkropka 11 d.
Dialog z inteligencją i końcówka są śliczne. Niestety toporny początek połączony z niedbalstwem początkowo trochę mnie zniechęcił. Tak więc marokowy - weź się za ten tekst i wyczesz go z błędów. Masz ich od groma. Chociażby tu dwa:
"Ich koniec rozpoczął się, gdy ukazano mnie świat. Odchodzili powoli. Na początku dziesiątkami, potem setkami i tysiącami, a ostatniego dnia w milionach. Ostatni z nich wysłała mnie tunelem przestrzennym do innego Wszechświata. Dlatego tu jestem."
Dlatego nazwałam to niedbalstwem. Każdemu zdarzają się zbędne przecinki, zjedzone literki których się nie zauważy, ale ty masz ich za dużo jak na zwykłe przeoczenie.
Odpowiedz
~marok 11 d.
pkropka ja to się kiedyś podłamię za te swoje niedbalstwo i deadliny na ostatnią chwilę
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin