jasno ciemno
S.T.A.L.K.E.R. Zdążyć przed Zoną cz. 2 Prosimy zachować ciszę

Kwadrans i do domu (cod#5)

  Do końca dnia pracy miałem dokładnie czternaście i pół minuty. Pasjanse mi dziś nie wychodziły, ale chciałem sklecić chociaż jednego, zanim przyjdzie wyłączyć komputer i zbierać się do domu. Karciane zmagania przerwało mi jednak przybycie niespodziewanych gości.

  Pukania nie było. Zamiast tego drzwi otwarły się z hukiem, o mało co nie wyskakując z zawiasów. Podskoczyłem zaskoczony na krześle i niechcący zamknąłem okienko pasjansa. Szlag.

  Do biura weszła wysoka postać. Imponujący wzrost zmusił ją do zgięcia karku pod futryną. Nosiła pełną płytową zbroję. Widywałem podobne w filmach o średniowiecznych rycerzach. No, może z tą różnicą, że ta była kolorze głębokiej, matowej czerni. Na głowie miała hełm z przyłbicą, jeśli dobrze pamiętam, mówiło się na coś takiego „psi pysk”. W szczelinach, które w teorii miały zapewniać noszącemu jakiekolwiek widzenie, płonął ogień. Spod hełmu wystawały rycerzowi kosmyki ogniście czerwonych włosów. Zaniepokoił mnie nieco dwuręczny miecz z połyskującymi zielonkawym blaskiem runami wygrawerowanymi na klindze.

  – Czy mogę w czymś pomóc?

  Postać uniosła dłoń, co zinterpretowałem jako: „czekaj”. No okej, poczekać mogę, ale za trzynaście minut i czterdzieści dwie sekundy chciałbym zamknąć biuro.

  Rycerz wszedł głębiej do pokoju i stanął pod ścianą, a do środka zajrzał drugi gość. Myślałem, że ten pierwszy był potężny, a okazało się, że przy koledze wyglądał jak jakiś mikrus. Góra mięśni ledwo przecisnęła się przez otwór drzwiowy. Facet przypominał wojownika z Koloseum, tyle że na twardych sterydach. Jego muskularne ciało błyszczało od olejku. Ubrany był jedynie w hełm (taki sam, jaki nosił Russel Crowe w „Gladiatorze”!) i przepaskę na biodra. Na ogół nie mam nic przeciwko nieformalnym ciuchom, ale tak skromne przyodzienie w połączeniu z imponującym umięśnieniem wprawiło mnie (zwłaszcza gdy spojrzałem na swój uroczo zaokrąglony brzuszek) w lekkie zakłopotanie.

  – No, to może teraz państwo raczą…

  Gladiator przerwał mi basowym mruknięciem i uniósł w górę długi, srebrzysty trójząb. No dobra, poczekam jeszcze chwilę, ale za dwanaście minut i czternaście sekund wychodzę i zamykam biuro, choćby nie wiem co.

  Mięśniak przesunął się w głąb pomieszczenia (zajmując dużą jego część), a do wnętrza wślizgnął się trzeci gość. Ten wyglądał na najmniej okrzesanego. Jego ubranie – tunika, buty, rękawice, składały się chyba wyłącznie ze zwierzęcych skór i futer powiązanych ze sobą w tajemniczy sposób jutowym sznurkiem. Na głowie miał czapkę zrobioną z ogromnego niedźwiedziego łba. Jego twarz wyzierała z paszczy zwierza. Usta mężczyzny zupełnie ginęły w gęstym jak amazońska dżungla zaroście. W dłoni dzierżył dzidę z wyciosanym z kamienia grotem, przywiązanym do długiego drzewca. Ku mojemu zdziwieniu to on się odezwał, a jego głos – wbrew szorstkiej powierzchowności – był gładki i śpiewny.

  – Dzień dobry, szanownemu panu! Przepraszamy za opóźnienie, ale rozumie pan, godziny szczytu…

  Patrzyłem na przybyszów ze zmarszczonymi brwiami. O co chodzi, kolęda w tym roku wcześniej, czy co? Nie zdążyłem zmienić myśli w słowa, bo futrzany znów się odezwał.

  – A więc gdzie jest cel, co go mamy anihilować?

  – Jaki cel, jak anihilować? – zapytałem, gdy udało mi się otrząsnąć z konsternacji. – Kim w ogóle jesteście, co tu robicie?

  – Ach, racja, gdzie moje maniery, pan raczy wybaczyć! Pani w zbroi ma na imię Ani, ten siłacz to Hil, ja zaś jestem Ator. Reprezentujemy firmę „Anihilacja” i mieliśmy otrzymać od pana dokładne wskazówki, co do celu, co to go mieliśmy anihilować.

  Ator oczekiwał w napięciu na moją reakcję i widząc jej brak, zreflektował się.

  – Przepraszam bardzo, czy to ulica Sezamowa jeden?

  – Nie, niestety – odparłem. – To Sezamowa jedenaście. Ta przeklęta jedynka musiała znów odpaść z elewacji. Muszę to zgłosić, niech to naprawią raz, a dobrze. W zeszłym miesiącu dwukrotnie musiałem przekierować kuriera.

  – Ach, to by wszystko wyjaśniało. Przepraszamy bardzo w takim razie za kłopot. – Dzikus odwrócił się do towarzyszy. – Zbieramy się, ekipa! Jesteśmy już srogo spóźnieni. Do widzenia panu, raz jeszcze przepraszamy.

  Patrzyłem, jak przybysze wychodzą (a w przypadku Hila – przeciskają się) przez otwarte na oścież drzwi, które następnie Ani delikatnie zamknęła. Zostałem w biurze sam. Spojrzałem na zegarek. Zostało dziewięć minut i dwadzieścia sekund do końca pracy. Wzruszyłem ramionami. Może jeszcze zdążę sklecić tego pasjansa?

4469 zzs

Liczba ocen: 1
62%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~CptUgluk
Kategoria: groteska

Liczba wejść: 24

Opis:

Sobota - opis trojga ludzi, zwierząt lub istot. Wybrałem ludzi/istoty.

Dodano: 2021-01-09 13:32:03
Komentarze.
~marok 7 d.
z wykopem
Całkiem dobre. Dobrze że nie same opisy tylko historia w którą je wplotłeś. To się ceni! Spocznijcie
Odpowiedz
marok tajest, komandorze! Dzięki za wpadunek
Odpowiedz
Miłe puk-puk...
Humoreska sytuacyjna. Taka sytuacja
Opis postaci bardzo zacny.
Ulica Sezamowa... A nie miała być Sezamkowa?
Odpowiedz
alka666 miłe "proszę wejść"
Dzięki, postacie powstawały "na gorąco".
Miała się kojarzyć z Sezamkową, ale nie być nią wprost, taki zabieg
Dzięki za zajrzenie!
Odpowiedz
CptUgluk skojarzyło się z Sezamkową
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin