Sto lat dla Canularda!
jasno ciemno
Gaja. Prawdziwe stworzenie kwiatów Wulkaniczna idiosynkrqazja

Rzeki w niebecności

 Płyną podskórnymi korytarzami, zmierzając

 do oceanu ku spotkaniu początku, aby

 na powrót opaść łzami pośród wieżyc imitujących lasy,

 zanim skamienieją w tętnicach.

 

 Wyciskam mięśniem niepowtarzalny rytm.

 Zamiast zegarem zapisuję w ten sposób czasem;

 sonatę bezksiężycową dla samotnej planety, która

 przecież na chwilę tylko, mam nadzieję, utraciła satelitę.

 

 Skrył się w burzowym cieniu kłębiącym w złości, chwilami

 rozświetlając mroki błyskawicą na siatkówce,

 wypalając obraz kochanków bez lunarnych odnośników.

 

 Niepewnie splątujemy w kokardki ulice bez skrzyżowań i świateł.

 Od obcości gorsza jest nieobecność, ale dopóki krwi w nas,

 nas też wystarczy, byle dotykać siebie czule, choćby przez – czas.

Liczba ocen: 1
62%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Alchemik
Kategoria: poezja

Liczba wejść: 16

Opis:

Dodano: 2021-01-09 21:38:34
Komentarze.
~alka666 11 d.
z wykopem
Rzeki płyną i płyną, a nieobecność wciąż w nas...
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin