jasno ciemno
Impreza Wywiad z Kazimierzem Kyrczem

Palacze traw - część 5

 - A co możemy zrobić lepszego niż gapienie się na to latające coś i czekanie aż nas pożre?

 - Ja bym chętnie popalił trawę.

 - Jeszcze ci mało?

 - A, okej. To nie byłby dobry pomysł. Ten ogień to się potrafi naprawdę szybko rozprzestrzeniać. Gdyby ludzie też tak mogli się rozmnażać. Tu dotkniesz, tam dotkniesz. Albo przez pączkowanie.

 - Mówiłeś, że się z kimś spotykasz.

 - No tak, ale to nie kobieta. Wolę nie wchodzić w szczegóły.

 - Prawdopodobnie i tak zaraz zginiemy.

 - Chciałeś mi wyznać miłość?

 - Co? Nie! Chciałem tylko powiedzieć, że nie będę tęsknił, bo jesteś pieprzonym zboczeńcem. I chyba nieprędko sięgnę po jakąkolwiek książkę.

 W pewnym momencie poczułem łaskotanie na nodze. Już myślałem, że to Chuck próbuje się do mnie dobierać, ale to był tylko zwykły chrabąszcz.

 I wtedy właśnie usłyszałem bicie dzwonów i skrzypienie nienaoliwionych mechanizmów, a już po chwili znów znajdowałem się z powrotem w obleśnej siedzibie Palaczy Traw. Gdzieś pode mną na podłodze gramolił się Chuck.

 - Wow, to było ekstra – powiedział.

 Palahniuk natomiast wciąż leżał na podłodze z zastygłym na twarzy wyrazem strachu pomieszanego z ekscytacją.

 - A on czemu się nie obudził? – zapytałem.

 - Z Limbo nie tak łatwo się wydostać. Facet ma pecha, ale zwykle wraca do normalności w ciągu kilku godzin.

 Zerknąłem na spoczywającą na stole Księgę Wiecznej Zieleni. Miałem jej serdecznie dość. Chwyciłem zapałki pozostawione przez zawodowych palaczy i nie zawahałem się zrobić jedynej słusznej rzeczy, jaka przyszła mi do głowy. Cisnąłem księgę do kominka, po czym ją podpaliłem. Papier szybko zajął się ogniem, nawet nie musiałem czynić żadnych sztuczek z polewaniem benzyną.

 - Co ty wyprawiasz? – wrzasnął Chuck, ale zaraz potem przewrócił się z powrotem na ziemię. – O rety, dalej mnie trzyma.

 Najwyraźniej wciąż był osłabiony po silnym narko-literackim transie.

 - Nikt więcej nie będzie musiał przechodzić przez to co ja – oświadczyłem patetycznie.

 - A może inni to lubią? Nieważne, i tak mamy przesrane.

 - Dlaczego?

 Ogień, który strawił już prawie doszczętnie księgę, nagle wydał mi się dziwny. Zaczął rosnąć i nabierać wyraźnie ludzkich kształtów by po chwili zmienić się w tubylca z plemienia Ognia-Ognia, takiego samego jak ci spotkani na surrealnej łące. Przetarłem oczy, ale widok się nie zmieniał.

 - Przywołałeś go do naszego świata, ty świrze – rzekł załamany Chuck.

 Nim zdążyłem zrugać go za ten afront i zlać się w spodnie ze strachu, ognista postać podskoczyła, grzmotnęła o szybę, rozbijając ją i przez okno wydostała się na zewnątrz. Ruszyła w miasto, podpalając wszystko na swojej drodze. Przy okazji siedziba Palaczy Traw również zaczęła płonąć, więc szybko się stamtąd ewakuowaliśmy (oczywiście nie zapominając o Palahniuku).

 Wyglądało na to, że straż pożarna będzie miała pełne ręce roboty.

 

 

2814 zzs

Liczba ocen: 1
62%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: +fanthomas
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 13

Opis:

Tagi:

Dodano: 2021-01-11 09:29:23
Komentarze.
~CptUgluk 16 d.
z wykopem
No i mamy zamknięcie. Fajny tekst, nie znużył w żadnym momencie, przez cały czas coś się działo. Fanthomasowa głowa (do wycierania?) jak widzę cały czas pełna dziwnych pomysłów. I tak trzymać
Odpowiedz
~alka666 16 d.
Lubię ogień. Tak przy nim ciepło.
Dobrze mi się siedziało i grzało przy Twoim opowiadaniu
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin