jasno ciemno
Dobrze ci w różowym, byku (cod#8) Spalona kiełbasa (cod#7)

S.T.A.L.K.E.R. Zdążyć przed Zoną cz. 3

 Link do części 2: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=6291

 

 

  Pikov nie raz słyszał, że zarówno Elektrownia, jak i okoliczne tereny są stale patrolowane przez Monolitowców. Krążyły różne plotki. Nieraz był świadkiem, jak ktoś przechwalał się po kieliszku, że ma znajomego, którego znajomy zapuścił się tu i tam i widział to, czy tamto. Osobiście jednak słuchał tego wszystkiego z dużą rezerwą. Sam nie znał nikogo, kto mógłby poszczycić się odwiedzinami w tej części Zony. Stalker wiedział, że dotarcie do centrum bez szwanku graniczyło z cudem – nie dość, że droga była ekstremalnie niebezpieczna, to dodatkowo dostępu do głębszych rejonów chroniło silne psioniczne oddziaływanie.

  W każdym razie trochę zdziwiło go to, co sam zastał, a raczej czego nie zastał. Jak na razie ani jednego wroga. Może ich też przegnały lub wykończyły warunki, jakie przyniosła ze sobą ostatnio wzmożona i nieprzewidywalna aktywność Zony? Nie bardzo jednak chciało mu się w to wierzyć. Ot tak porzuciliby coś, czego z zaangażowaniem strzegli przez tyle czasu przed wścibskimi oczami ciekawskich stalkerów? Pewnie pochowali się gdzieś i doglądają swoich sekretów z bezpieczniejszych pozycji.

  Pikov pomyślał, że w gruncie rzeczy wysyp anomalii i wzmożona aktywność mutantów były oddziałom Monolitu na rękę. Kto przy zdrowych zmysłach pchałby się teraz pod Sarkofag? Sam pomysł wydawał się szalony, a biorąc pod uwagę obecną sytuację w Strefie, plan wycieczki pod Elektrownię stawał się jeszcze bardziej ryzykowny i lekkomyślny niż zazwyczaj.

  Z rozważań wyrwały go dobiegające zza betonowego ogrodzenia po prawej dźwięki ochrypłego warczenia i ciężkich łupnięć o ziemię. Stalker zatrzymał się w miejscu. Wszystkie mięśnie miał napięte w oczekiwaniu. Po chwili usłyszał głośny świst powietrza. Z odgłosem uruchomionej anomalii współbrzmiał przeraźliwy wrzask jakiejś unoszonej właśnie ponad ziemię i rozkręcanej z ogromną prędkością w jej centrum istoty. Pikov rozpoznał charakterystyczny dźwięk pułapki i domyślił się, że tuż za płotem coś władowało się w sporą Karuzelę. Zauważył wznoszący się ponad ogrodzenie, wirujący coraz szybciej rozmazany kształt.

  Ten przerażający, lecz stosunkowo krótko trwający teatrzyk zakończył się hucznym finałem i następującym po nim nieprzyjemnym dźwiękiem mlaśnięcia o ziemię resztek nieszczęsnej bestii. Niedaleko buta stalkera wylądował zakrwawiony kawałek maski przeciwgazowej starego typu, potocznie zwanej słoniem. Snork – pomyślał Pikov, analizując fragment szczątków.

  Cała ta sytuacja postawiła go ponownie w stan najwyższej gotowości i dobitnie przypomniała o tym, że każdy błąd, choćby postawiony w niewłaściwym miejscu krok może się tutaj zakończyć nieprzyjemną, bolesną śmiercią. Zona jak widać, nie oszczędza nawet swoich anormalnych dzieci.

  Stalker ruszył dalej, trzymając się obranego kierunku. W niedalekiej odległości, po swojej prawej zauważył wyrwę w ogrodzeniu. Betonowe przęsło, które w normalnych warunkach powinno leżeć strzaskane na mniejsze kawałki było wgięte do środka, a w jego centralnej części ział sporej średnicy otwór. Wyglądało to, jak przestrzelina – jakby ktoś strzelił z broni palnej do cienkiej blachy, w której kula zostawiłaby wypchnięte na zewnątrz poszarpane brzegi. Tu efekt był bardzo podobny, z tym że rekwizyty były dużo większych rozmiarów, a zamiast blachy był beton.

  Pikov pierwszy raz w życiu widział coś takiego. Domyślił się, że był to efekt działania anomalii, która zmaterializowała się jakiś czas temu, tylko jakiej? Nie miał bladego pojęcia. Postanowił jednak zaryzykować i wykorzystać powstały w tajemniczy sposób skrót, żeby jak najszybciej oddalić się od Sarkofagu.

  Rzucił przez otwór kawałek betonu, który akurat miał pod ręką, potem podszedł nieco bliżej i cisnął śrubą w punkt tuż za płotem. Wyglądało na to, że anomalia nie stanowi już zagrożenia – pewnie zniknęła przy którejś Emisji.

  Ostrożnie, przekładając najpierw zdrową nogę, Pikov przekroczył zaimprowizowaną furtkę i po chwili znalazł się po drugiej stronie ogrodzenia.

  Teren za płotem był mocno zarośnięty na wpół wyschniętymi krzakami. Niektóre kępy zupełnie nie miały liści i były nienaturalnie powykrzywiane. Mimo lekkiego wiatru, który potrząsał listowiem większości z nich, gałązki dziwnych roślin zupełnie się nie poruszały. W kontraście z normalnie wyglądającymi krzakami wydawać się mogło, że te niepokojące, roślinopodobne twory w ogóle nie należały do przedstawicieli ziemskiej flory – przypominały raczej pracę zaliczeniową niezbyt zdolnego, lecz bardzo ambitnego adepta sztuki nowoczesnej, mającego pod ręką zbyt duży zwój drutu. Pikov czuł, że podejrzane krzewy lepiej będzie omijać z daleka.

  Przedzierał się przez zarośla wolno i ostrożnie. Po pierwsze dlatego, że nie uśmiechało mu się przez brawurę zahaczyć o jedną z dziwnych gałęzi lub zginąć tragicznie wdeptując w przegapioną z pośpiechu anomalię, zwłaszcza że detektor szwankował i stalker musiał bardziej ufać tradycyjnym sposobom. Chociaż trzeba przyznać, że pod tym względem było zaskakująco dobrze – na tym obszarze stalker spodziewał się silniejszych i gęściej umiejscowionych anomalii.

  Po drugie, przeciskanie się przez gąszcz gałęzi i łodyg powodowało dużo hałasu. Szybkie poruszanie się w tym przypadku oznaczało głośne poruszanie się – pękające patyki czy szelest liści i trawy mogły ściągnąć mu na głowę jedną z ciekawskich bestii, a teren, na którym się znajdował, nie ułatwiał ani szybkiej ucieczki, ani skutecznej obrony przed nacierającym napastnikiem. Atak mutanta w takich warunkach skończyłby się dla Pikova najpewniej zaplątaniem w zarośla i bolesną śmiercią przez zagryzienie, zakłucie lub zmiażdżenie albo wpieprzeniem się w anomalię i w konsekwencji też mało przyjemnym pożegnaniem z życiem. A nawet jeśli udałoby mu się jakimś cudem odeprzeć nacierającego stwora, to i tak hałas spowodowany otwarciem ognia czy odgłosami walki z pewnością ściągnąłby mu na głowę więcej ciekawskich i niekoniecznie pozytywnie nastawionych gości. Pikov musiał więc w tę przeprawę włożyć sporo energii.

  W końcu po kilkunastu, a może kilkudziesięciu morderczych minutach, zasapany i spocony z wysiłku, napięcia oraz zwyczajnego zmęczenia fizycznego stalker dotarł do końca zarośli.

  Przeszło mu przez myśl, że do tej pory naprawdę dobrze mu szło. Przeżył bez większego uszczerbku na zdrowiu nieplanowany skok przez tunel czasoprzestrzenny, który mógł wyrzucić go w dowolnym miejscu – w gnieździe Pijawek lub Snorków, czy cisnąć go prosto w kałużę Galarety gdzieś w podziemnych tunelach. Nie napotkał żadnego patrolu Monolitu. Udało mu się ominąć anomalie, pośród których były też te niemal niewidoczne dla ludzkiego oka, szczególnie w porze późnowieczornej. Nie wykrył i nie zaatakował go żaden szukający pożywienia mutant. Oddalił się już na całkiem sporą odległość od nieszczęsnej Elektrowni, a zrobił to pomimo spuchniętej, zbolałej kostki i wyczerpania. Znalazł też do tej pory nieodkryty (przynajmniej oficjalnie) tajemniczy artefakt. Tak, trzeba przyznać, że miał farta, chociaż należy nadmienić, iż Pikov w rzeczy takie jak szczęście i pech też nie wierzył – nie zbierał czterolistnych koniczynek (a może i szkoda, bo w Zonie można było znaleźć nawet i sześciolistne) i nie bał się przechodzić pod drabiną. Każdy fart jednak kiedyś się kończy czy się w niego wierzy, czy nie. I tak też miało się stać właśnie teraz.

  Uszczuplony od momentu rozpoczęcia misji zapas śrub i nakrętek był mankamentem utrudniającym sprawne poruszanie się po Strefie. Co prawda Pikov podnosił z ziemi rzucone uprzednio żelastwo, jednak niektóre „obiekty testowe” zaginęły w wysokiej trawie, inne z kolei zniknęły bezpowrotnie w trzewiach okolicznych anomalii. Stalker wiedząc, jak długa droga go czeka, chcąc nie chcąc musiał bardziej oszczędzać swoje niewielkie zapasy. I właśnie jedna z zaoszczędzonych w dobrej wierze śrub zapoczątkowała niespiesznie postępującą lawinę niepowodzeń.

  Przekraczając granicę tego dzikiego i nieprzyjaznego „ogródka”, stalker ostrożnie postawił lewą stopę przed sobą. Podłoże w bladym świetle księżyca wyglądało jak zwykła gleba, gdzieniegdzie widać było kępy trawy i wgniecione częściowo w ziemię kawałki różnorodnego złomu. Nic nie zapowiadało tego, że stopa Pikova nie znajdzie oparcia tu, gdzie zgodnie z oczekiwaniami powinno ono być.

  But z niespodziewanym chlupnięciem zapadł się na kilka centymetrów pod powierzchnię gęstego, matowego błota. Pikov stracił równowagę, a próbując zachować pion i nie upaść na twarz w ciemną breję odruchowo zrobił krok drugą nogą. Niestety, w efekcie gwałtownego stąpnięcia kontuzja boleśnie o sobie przypomniała. Stalker syknął i mimo najszczerszych chęci, nie dał rady utrzymać równowagi. Opadł na kolano dostawnej nogi i podparł się prawą ręką, powodując kolejny plusk. Będąc bliżej podłoża, zauważył przez działający „na pół gwizdka” noktowizor, że otoczenie wokół niego wygląda, jakby delikatnie parowało. Po raz kolejny go zmroziło.

  Anomalia chemiczna. Pikov oszacował w ułamkach sekund, że najprawdopodobniej wdepnął właśnie w wydzielającą trujące opary niezidentyfikowaną, żrącą substancję. Wiedział, że model jego kombinezonu miał chronić użytkownika przed czynnikami chemicznymi, nie miał jednak pojęcia, jakie jeszcze paskudztwo w głębokiej Zonie może się kryć i czy to paskudztwo nie będzie miało w dupie parametrów jego stroju ochronnego.

  Stalker miał świadomość, że z każdą sekundą jego buty, kombinezon i wszystko, co miało kontakt z błotem może ulegać coraz większym uszkodzeniom. Podniósł się prędko, rozejrzał w poszukiwaniu najlepszego kierunku i z głośnym mlaśnięciem wyciągnął nogę z gęstej mazi. Zdecydował się iść w lewo – zauważył, że leżący tam kawał trudnego do zidentyfikowania w aktualnym oświetleniu żelastwa nie zagłębia się w glebę, a raczej stabilnie na niej leży. Pikov wiedział, że fakt, iż coś wygląda, jak wygląda, wcale nie daje w Zonie żadnej pewności, że rzeczywiście takie jest, ale w świetle okoliczności, w których się znajdował, nie było wiele czasu na głębokie refleksje.

  Decyzja okazała się dobra, stopa znalazła stabilne podparcie, więc i reszta ciała mogła przenieść się metr w lewo z większym zdecydowaniem. Cholera, gdyby od razu stąpnął ten kawałeczek dalej…

 

 

 Link do części 4: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=6375

10427 zzs

Liczba ocen: 1
62%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~CptUgluk
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 26

Opis:

dalej w las

Dodano: 2021-01-11 13:02:19
Komentarze.
"Pikov nie raz słyszał, że zarówno Elektrownia" - z tym wyrażeniem akurat bywa różnie, ale w tym kontekście dałabym jednak "nieraz" pisane łącznie; kawałek dalej masz zresztą kolejne "nieraz" - może tu by trzeba już poszukać jakiegoś synonimu lub innego sformułowania;
Jeszcze gdzieniegdzie można by przeczesać interpunkcję i drobne powtórzenia (zdarza się np. większe zgromadzenie "się" lub "był". Ale, ale - ogólnie jest w porządku, właściwie można odczuć pewne napięcie, które bohaterowi towarzyszy podczas tej drogi - i o to w dużej mierze chodzi, żeby czytelnik spodziewał się niespodziewanego w każdej chwili. Ja już nawet myślałam, że to błoto go zassie i będzie nagły zwrot akcji, no ale cóż... widocznie nie tym razem.
Odpowiedz
alfonsyna he, pamiętam, że na tamtym etapie musiałem wykroić mnóstwo wyrażeń typu "jakiś/jakaś/jakieś" i podobnego siana, którego było o wiele za dużo. Był to jednocześnie etap, w którym nadmiaru "był-ów" i "się-ów" jeszcze nie zauważałem :P
No fakt, nie tym razem
Dzięki ponownie za czujność i chęć śledzenia dalszych losów
Odpowiedz
CptUgluk ni ma za co.
Odpowiedz
~Ozar 3 d.
z wykopem
No całkiem ciekawy dalszy ciąg, choć dalej już się prosi o jakąś akcję. rzeczywiście twój bohater zaszedł całkiem daleko zważywszy na wszelkie problemy w takich miejscach. Anomalie, mutanty czy inne stwory rzadko przepuszczały samotnego Stalkera. Jednak Pikov idzie dalej mając jak myślę sporo szczęścia na swojej drodze. Na razie całkiem, całkiem!
Odpowiedz
Ozar tak, mimo wszystko ma tego szczęścia sporo. Kolejny odcinek powinien przynieść trochę upragnionej akcji, więc będzie mi miło, jeśli zechcesz śledzić dalsze losy
Dzięki za opinie!
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin