jasno ciemno
Smażalnia TV - (#cod) #10 Spektakl Przyjaźni - (#cod) #8

Garażowa dziewczyna - (#cod) #9

  Sino-różowy świt wyłonił się leniwie znad zielonej wstęgi lasu biegnącej wzdłuż horyzontu. Nad okoliczne łąki wstąpiła mleczna mglista pokrywa sunąca w miarę upływu czasu coraz wyżej. Linda siedziała jak zawsze na starym drewnianym stołku w blaszanym garażu, pełniąc funkcję eksponatu do spółki z nadwoziem pontiaca, butlą z acetylenem i zestawem kluczy zawieszonymi na ścianie garażu. Oczy zaszły jej mgiełką już dawno temu, zanim pogodziła się ze swoim losem i zaakceptowała gównianą sytuację, w jakiej się znalazła. Linda nie żyła od dwóch miesięcy. Zmarła siedem mil na zachód od farmy, na której przechowywał ją Gregor. Nie pamiętała jak to się stało mimo, że wiele razy próbowała. Skomplikowany mechanizm wzlotów i upadków podczas ostatnich paru miesięcy również powoli czerniał i zacierał swoje ślady w umyśle.

 Mogła przebywać maksymalnie dwa jardy od ciała, jako niematerialny byt i nie mogła więcej zespolić się z nim. Była w połowie żywa a w połowie martwa. To samo stało się z ciałem. Mimo że pozbawione egzystencji nie rozkładało się. Skóra jedynie posiniała, stężenie pośmiertne zrobiło swoje, ale wydawało się, że proces degradacji komórek zachodził bardzo wolno. Po pięciu miesiącach nadal wyglądała nieźle, choć z coraz większym trudem mogła patrzeć na siebie jak na trupa.

  Gregor ostatnio nie odwiedzał jej często. Z jednej strony nie musiał. Linda nie jadła, nie piła, nie potrzebowała wiadra pierwszej potrzeby. Po prostu była mieszkańcem jego garażu, ale mężczyzna miał w zwyczaju zaglądać do niej raz, czasami dwa razy dziennie. Ostatni tydzień minął Lindzie samotnie. Czekała na Gregora, aby zamienić z nim nieco słów. Zwykle unikała tematu jej śmierci, tego, jak znalazła się tam, gdzie jest. Facet był mistrzem wymijających odpowiedzi, a kiedy akurat nie miał gorszy dzień i nie potrafił odbić od niewygodnych pytań, po prostu wychodził i nie zaglądał przez dwa trzy dni. W kącie garażu stało radio na baterie. Linda wiedziała, że jest sprawne, często słuchała muzyki i audycji poświęconych zmianom klimatu na świecie. Ale tylko wtedy gdy Gregor je włączył. Jako niematerialny byt straciła cielesność i zdolność fizycznego kontaktu z czymkolwiek. Pozostała tylko cisza przerywana nocnymi pohukiwaniami sowy i ujadaniem kojotów. Czasami zbliżały się do tylnej ściany garażu i warczały zajadle ,czując mięso.

  To wydarzyło się trzy dni później. Już w mrokach nocy Linda usłyszała coś dziwnego. Nie spała. Nigdy. Czasami zamykała oczy i próbowała marzyć, ale i tę zdolność straciła. Nie mogła zwariować, to też przywara cielesności i ograniczeń ludzkiego mózgu. Po prostu była i słyszała dziwne ni to skowyty, ni warknięcia. Rankiem do garażu wbiegł Gregor. Był upaprany we krwi. Jucha sączyła się z lewego barku, nosa i biodra. Sapał ciężko, walcząc o każdy oddech. Sklejone potem czarne włosy tworzyły na placu łysiny dwie spirale. Spojrzał na Lindę z przerażeniem.

 — Miasteczko nie istnieje — wydyszał, podpierając się o ścianę garażu.

 — Co się stało?

 — Coś wypełzło z wulkanów, razem z lawą. Duże, kurwa, olbrzymie. Były ich dziesiątki. Zdeptały miasto, ludzi, auta, wszystko.

  Nie zdążyła spytać o szczegóły. Garaż nagle uniósł się i w kilka chwil wylądował na dachu domu Gregora. Mężczyzna w popłochu dobiegł do auta. Linda ujrzała olbrzymią człekopodobną sylwetkę. Jakby wielki, chudy mężczyzna w obdartych szmatach a za nim kolejni jemu podobni. Jedni mniejsi drudzy więksi. Ich sine oczy spoglądały na ziemię, szukając ruchomych celów. Gregor był jedynym. Złapali go we dwóch i zręcznym ruchem rozerwali w pół. Wnętrzności wypadły z jamy brzusznej, lądując na pace starego pick-upa. W jednej chwili obie części zniknęły w pełnych krzywych, czarnych zębów gębach stworów. Przeżuły i głośno przełknęły.

  Linda przyglądała się uważnie z zachwytem. Nie miała nic do stracenia. Za to jej ciało. Najmniejszy ze stworów, przypominający dzieciaka-giganta o wyjątkowo paskudnej mordzie chwycił truposza i z radością zaczął rzucać nim najpierw w budynki, a potem w rosnące nieopodal drzewa. Ciało rozsypało się na części. W tym momencie Linda poczuła się o wiele szczęśliwsza niż kiedykolwiek. Ogarnęła ją błogość i lekkość. Była pochłonięta w beztrosce na tyle, że nie zauważyła, iż obok pojawiła się mała ogrodowa lokomotywa, na której siedział mężczyzna w stroju maszynisty. Tabor składał się jeszcze z dwóch wagonów pasażerski, z czego na jednym z nich siedziały dwie inne osoby. Dwójka nastolatków wyglądających jakby wracali z nieudanego odwyku. Pryszczate twarze zdobiły uśmiechy prezentujące szczątkowe uzębienie w obu przypadkach.

 — Linda Helmore? — zapytał maszynista.

 — Tak, to ja.

 — Świetnie. Bilet czekał na panią długo, problemy z dokumentacją życiorysu i tak dalej. Nawet zaświaty nie są idealne. — Mężczyzna wręczył kobiecie plastikowy prostokąt z napisem: BILET. Grawerowany na rogach i pozłacany jakby tanią farbą z papierniczego. — Cięcia kosztów — skwitował, widząc lekkie zdziwienie na jej twarzy.

 — Nie, nie. Nie w tym rzecz. Nie rozumiem, skąd się wzięliście.

 — I słusznie. Z taką wiedzą trudno żyć. Wielu przeżyło śmierć kliniczną i błagało mnie bym wyjawił wiele sekretów. A potem co? Nie mogli się doczekać i skakali z mostów, podcinali sobie żyły, wieszali się.

 — Nie żyję od prawie pół roku.

 — Fakt. Problemy z dokumentacją, przecież mówiłem.

 Jedne ze stworów rzuciła się na dom Gregora, wyżerając kawałki ścian, dachu i wnętrza. Wyglądał na bardzo głodnego.

 — W końcu się obudziły — westchnął maszynista.

 — Podobno wyszły z wulkanów.

 — No tak. Erupcje je zbudziły. Przez tysiące lat nic nie jadły. Zanim zaspokoją głód minie trochę czasu, ale to nie apokalipsa. Zwykła klęska nadnaturalna, jakich pełno w historii tego grajdołka. To ja, wsiadasz, czy wolisz zostać?

 — Czy to ma coś wspólnego ze zniszczeniem...

 — Twojego ciała?

 — Nie. Zwykły przypadek. Aczkolwiek wysłałem ci powiadomienie. Twoja dusza prawdopodobnie zaczęła odczuwać lekkość i błogość świadczące o tym, że się zbliżam. Mniejsza. Wsiadaj.

 Linda zajęła miejsce za nastolatkami na ostatnim wagonie. Oboje milczeli, jedynie lustrując ją wzrokiem.

 — Nie potrafią mówić. Ale nauczyłem ich uśmiechać się.

 — Czy to...

 — Samobójcy — uciął maszynista. — Ci, którzy poznali prawdę i nie mogli z nią żyć. Myśleli, że skrócą sobie drogę, ale nie ma tak łatwo. Są zasady. Kantujesz, żałujesz. Siedemset lat bez ani jednego słowa.

 Mężczyzna pociągnął za wajchę na pulpicie. Pociąg ruszył gwałtownie i po chwili był ponad głowami stworów, pałaszujących resztki domu Gregora.

 — Wiesz, jak umarłam? — spytała, podziwiając widok.

 — Wiem. Ale nie mogę ci tego zdradzić.

 — Dlaczego?

 — Bo już zawsze będziesz chciała wrócić tam z powrotem.

6709 zzs

Liczba ocen: 3
93%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~marok
Kategoria: obyczajowe

Liczba wejść: 21

Opis:

Poniedziałek - tekst ze szczególnym nacechowaniem jakiejś naturalnej katastrofy

Dodano: 2021-01-11 23:27:49
Komentarze.
*Ritha 7 d.
Czy to jednostrzał?
Odpowiedz
~marok 7 d.
Ritha nie rozumim
Odpowiedz
~marok 7 d.
Ritha to jest tekst sam w sobie. Nie żadna część jak coś. Jeśli o to chodzi.
Odpowiedz
*Ritha 7 d.
marok tak, o to chodzi
Odpowiedz
*Ritha 7 d.
Linda siedziała jak zawsze na starym drewnianym stołku w blaszanym garażu, pełniąc funkcję eksponatu do spółki z nadwoziem pontiaca, butlą z acetylenem i zestawem kluczy zawieszonymi na ścianie garażu. - fajne

Oczy zaszły jej mgiełką już dawno temu, zanim pogodziła się ze swoim losem i zaakceptowała gównianą sytuację, w jakiej się znalazła. Linda nie żyła od dwóch miesięcy. - zabieg, który nie może się nie udać

Odpowiedz
*Ritha 7 d.
Jeszcze nie skonczyłam czytać
Odpowiedz
*Ritha 7 d.
z dużym wykopem
Zajebisty tekst Marok, wow, jesteś w gazie!
Odpowiedz
~marok 7 d.
Ritha ba LPG najlepiej. Każdy to wie dzięki
Odpowiedz
*Ritha 7 d.
marok koty już śpio, ić spać
Odpowiedz
*Ritha 7 d.
Ej, może dawaj najpierw tytuł potem codzinnostrzał, albo skrót jak Can - cod, bo te codzinnostrzały w tytułach wszędzie nie są zbyt zachęcajace wszystkie jednakie
Odpowiedz
~marok 7 d.
Ritha okej tak zrobię. Zamienię kolejność.
Odpowiedz
~marok 7 d.
marok teraz chyba lepiej
Odpowiedz
*Ritha 6 d.
marok dużo lepiej
Odpowiedz
z dużym wykopem
Bardzo fajny tekst. Ciekawy pomysł, motyw z duszą oderwaną od ciała. Stwory zbudzone przez wulkan mogły zdominować opko, a tymczasem były tylko tłem, co wyszło na plus.
Wpadło parę literówek i wcięło kilka przecinków, ale poza tym git.
Odpowiedz
z dużym wykopem
Twój tekst to uczta dla wyobraźni. Bardzo mi się spodobał
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin