jasno ciemno
Co ty robisz z tym ustem? Pierdolamento emki

Wełna

  Marek Wełna wyszedł z domu. Na zewnątrz panował ziąb. Marek Wełna odziany we wdzianko chroniące przed zimnem, kroczył dostojnie, poważnie, mężnie. Mijając kiosk ruchu przystanął i kupił sobie gazetę: Maniak Kasz. Chwile tak stał rzucając okiem na tytuły. Nowe odmiany kasz będące dziećmi stacji doświadczalnej mieszczącej się we wsi Gniew, ciekawiły Marka do tego stopnia, że zapomniał przez chwilę o bożym świecie. Potem zwinął gazetę w rulon i szedł dalej.

  Przy Rondzie Ofiar Pedofila Zdzisława skręcił w ulicę Powrozową. Zapalił Camela. Marek lubił papierosy. Wciągał dym głęboko do płuc. Trwał w delektacji (czy istnieje takie słowo?). Nagle zza rogu kamienicy wyszła kobieta. Była to pani stomatolog, znana w środowisku stomatologów. Odznaczała się niezwykłą urodą. Gdy wpadła na Marka Wełnę powiedziała że przeprasza. Marek posłał jej uśmiech i parł dalej, niczym czołg któremu dymi z rury.

  W sklepie mięsnym poprosił o kiełbasę krakowską, podsuszaną. Sprzedawczyni zawinęła fiufa w bibułę i podała Markowi. Marek podziękował, schował kiełbasę do siatki i wyszedł. Na ulicy Żyletkowej spojrzał na zegarek. Już późno - pomyślał, i przyspieszył swoje iście na tyle, że mijający go ludzie postrzegali poruszanie się Markowe w kategorii: szybkie. Wsiadł do tramwaju.

  Jechał długo a klekot rozklekotanego pojazdu doprowadzał do furii. Korwa - pomyślał Marek. Ale na... - dodał.

  Wysiadł na Jałowej. Wyjął z chlebaka bułkę. Jadł. Nie żeby mlaskał. Po prostu wcinał. Żółty serek pięknie wkomponowany w sałatę. No i pomidor. Marek zasuwał kanapeczkę (bułeczkę), jak rasowy wszamacz bułkowy (kanapkowy). Gdy spożył, wyrzucił otłuszczoną masłem bądź majonezem bibułę i beknął. W sensie: odbiło się panu Markowi. Skręcił w Cielęcą. Tam, jakiś gruby facet bluzgał straszliwie. Marek Wełna zwolnił kroku. Obserwował. Niechudy zachowaniem swym rozsiewał niepewność. Marek sunął tuż przy brudnej ścianie kamienicy czynszowej, mijając wulgarnego gościa. Uff - odsapnął gdy cham został z tyłu.

  Czynszową doszedł do placu Trzech Dewiantów. Usiadł tam na ławeczce. Rozłożył nabyte wcześniej czasopismo. Pochłaniał wiedzę dotyczącą kasz, jadł prawie te kasze. Wczytany lub zaczytany na maksa, nie zauważył jak czarny opel potrącił jakąś babcię. Nie słyszał nawet karetki rozbrzmiewającej strasznym sygnałem. Nic nie słyszał. Czytał.

  O piętnastej, gdy już szaruga powoli wypełzała z jam, wstał, zwinął gazetę i ciepnął do kosza.

  Stał na przejściu dla pieszych i czekał aż zielone światło pozwoli przejść. Minę miał nietęgą. Złą. Ponurą.

  Ulicą Rabarbarową ciągnął powoli, nieskładnie. Jakby zgubił cel wędrówki. Mijał gołębie zaglądające do rynien, patrzył w kierunku zapeconych fragmentów chodników, bulwarów, skrzyżowań. Ubierał myśli w złość.

  Te kasze to zguba ludzkości - rozważał. Te kasze będą gwoździem do trumny ludzkości - kontynuował. Te kasze to ścierwo największe - kontynuował kontynuację.

  Było ciemno kiedy dotarł do potężnego gmachu urzędu czasopism wszelakich. Zakołatał. Urzędniczka w czarnej miniówie otworzyła Markowi drzwi i zapytała: czego pan sobie życzy. Że chce rozmawiać z wydawcą czasopisma Maniak Kasz, rzekł Marek Wełna. Proszę poczekać - usłyszał. Czekał. Czekał. I czekał. W końcu w drzwiach stanął nie kto inny jak sam wydawca. W czym mogę służyć? Błysk noża. Zduszony okrzyk bólu.

  Marek Wełna jechał tramwajem numer sto trzy w kierunku Bandyckiej, bo tam mieszkał. Wsuwał kupioną wcześniej kiełbasę podsuszaną.

3467 zzs

Liczba ocen: 1
62%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~jagodolas
Kategoria: groteska

Liczba wejść: 24

Opis:

Tagi:

Dodano: 2021-01-12 10:56:32
Komentarze.
~CptUgluk 15 d.
z wykopem
Prawdziwy kaszmar można by rzec.
Odpowiedz
CptUgluk hahaha no kaszmar kaszmar
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin