jasno ciemno
Odklejony (#cod) #11 Garażowa dziewczyna - (#cod) #9

Smażalnia TV - (#cod) #10

  Przychodzi czas, kiedy wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią ci, że pora zwijać manatki i kończyć interes. Taki los spotkał pewną niszową, niekonkurującą z hegemonami rynkowymi, telewizję tematyczną specjalizującą się w programach dla miłośników majsterkowania. Pierwsze pięć lat przyniosło spore zyski i zainteresowanie o sporej grupy odbiorców co w dobie powszechnego dostępu do internetu prezes telewizji uznał za sukces. Ale to, co dobre szybko się kończy, a temat klepania blachy na podkładach szynowych został wyczerpany do cna. Zaczęły się czystki w zespołach, cięcia kosztów aż w końcu najgorsze – śmierć TV Majstermen. Prezes Marcel Rybitwa porzucił marzenia o świetlanej przyszłości i coraz większych pieniądzach. Odszedł w zapomnienie, zaszył się na jakimś osiedlu w Wąchocku i słuch po nim zaginął. Do czasu.

 Smażalnia naleśników na rogu Rybnej i Kolejowej z jednej strony zachęcała atrakcyjnymi cenami, z drugiej ludziska rozsiewały plotki o rzekomych brakach w dostawach świeżych marmolad. Obsługa miała z premedytacją mieszać przeterminowane dżemy malinowe i truskawkowe z powidłami śliwkowymi i marmoladami jabłkowymi w różnych proporcjach. Jechałeś tam na pełnym głodzie i brałeś udział w loterii. Na wszelki wypadek łykałeś proszki na biegunkę, a po posiłku kolejne dwa. Zwykle działało i oprócz tworzenia wokół siebie komory gazowej nie odczuwałeś większych objawów zatrucia.

 Kamil zaparkował czerwonego fiata tipo na kopercie i tępym, pozbawionym życia wzrokiem spojrzał na baner wiszący nad wejściem do smażalni. Wyblakły, w wielu miejscach obdarty nadruk naleśnika skłaniał do zastanowienia się nad swoim życiem. Chłopie, stołujesz się w jebanej smażalni naleśników! Tam trują ludzi. Sprzedają rewolucje jelitowe jak na pchlim targu. Codziennie nowe promocje, nowe pasożyty, inny kolor pleśni w marmoladzie. Zganił się w myślach za te oszczerstwa. Uwielbiał naleśniki i tylko to się liczyło.

  Większość stolików była pusta. Naliczył cztery osoby siedzące przy jednym i kończące właśnie zestawy powiększone z dodatkowymi porcjami czekolady na wierzch naleśników i lodami marcepanowymi. W powietrzu unosił się zapach oleju i miksu marmolad. Kamil wziął głęboki wdech. Na ścianie po lewej z plakatu patrzyła na niego blondyna w czerwonym bikini. Idealnie ogolone pachy u kobiety to coś, czego nie widywał często. Zwłaszcza kiedy znajomy przesłał mu ciekawe linki. Tania boazeria nosiła ślady lepkiego brudu w kątach tuż pod sufitem. Zawsze wyobrażał sobie w tych kleksach ludzkie twarze. To o wiele lepsze zajęcie niż zamartwianie się przyszłością. Na trzecim roku studiów o kierunku Leśnictwo i Technologia Drewna wszystko wydawało się ciekawsze. Nawet mętne, pozbawione wyrazu twarze tłustych chamów mijających cię w drodze na podwójnego kebaba. Zjedliby i ciebie, ale podskórnie... raczej podtłuszcznie wyczuwają, że jesteś gorszym sortem studenckim.

 Nie potrzebował menu. Znał je na pamięć. Nie było też szczególnie rozbudowane. Od trzy zestawy zwykłe i możliwością powiększenia, dwa stare packi jak jesteś nowy i jakieś rodzinne gówienka w promocyjnych cenach. Lody, zimne napoje albo woda – nic z tych rzeczy nie zamawiał. Nosił ze sobą koktajl ogórkowo-pasternakowy. Zawsze brał Malinowego Wariata z dodatkową czekoladą. Kelnerka zapisała zamówienie i odeszła. Była brzydka, miała obwisłe piersi i pryszcze na nosie oraz policzkach. Smażalnia naleśników to jej praca marzeń, ba, praca życia. Kamil wyobraził sobie, jak kobieta wpada pod ciężarówkę, na dzień przed dobiciem do wieku emerytalnego. Kurwa oby dobrze Boże, pomyślał.

  Tamta czwórka. Byli dziwni. Bardziej niż inni, który tu spotykał. Umówmy się. Smażalnia naleśników nie była miejscem spotkań biznesmenów dobijających kolejnych parszywych układów ani ustatkowanym średniozamożnych rodzin z dwójką dzieci i czarnym combi z prawie trzystoma tysiącami kilometrów na liczniku. Kamil spotykał tam samotnych, odrzuconych studentów takich jak on, albo cholernie dziwne osobistości, zwykle z nadwagą i czterodniowym zarostem upapranym resztkami burgera ze śniadania. Ta czwórka taka była. Tłuste, ociężałe słonie łypiące na ciebie ślepiami bazyliszka. Wyszli ze smażalni w ciszy, a potem rozeszli się każdy w swoją stronę. Byli cholernie dziwni. Wcześniej szeptem wymieniali między sobą jakieś uwagi. Poplamili podkoszulki i bluzy marmoladami malinowymi i na koniec dali po dwadzieścia groszy napiwku od każdego. Kamil znał takich. Przy dobrych wiatrach będzie w przyszłości taki sam, jeśli nie większy i bardziej zniesmaczony życiem.

 *****

  Zamówienie stygło na stole od dziesięciu minut. Właściwie naleśniki były już zimne. Kiedy kelnerka stawiała je na stole miały temperaturę spożycia natychmiastowego z dokładnością do setnych sekundy. Kamil jednak nie tknął nic. Nawet nie upił koktajlu. Przyglądał się kątem oka kamerom i operatorom z mikrofonami, którzy stali w kuchni i wymieniali uwagi z jakimś dobrze odzianym kolesiem w biznesowej siwiźnie na głowie posmarowanej odpowiednią ilością żelu. Czarne okulary na krótkim nosie przypominającym skocznię narciarską K-95 z lekkim zakrzywieniem u progu nieustannie rwały zjeżdżały na sam kraniec, wywołując u ich właściciela spore zamieszanie w barierze emocjonalnej. Raz był uśmiechnięty, by za chwilę z rozgoryczeniem poprawiać bryle i sączyć w kącikach ust białe bąbelki piany. Kamil w największym skupieniu obserwował sytuację. Kiedy jeden z operatorów spojrzał w jego stronę, ułamał nieco spalonego brzegu naleśnika, umoczył go w czekoladzie i zaczął chrupać ze smakiem. Zupełnie zimne kurestwo, zaklął w duchu. Wyjął z kieszeni bluzy butelkę koktajlu i upił nieco. Zawsze zamykał przy tym oczy i wyobrażał sobie, że wygrywa kupon na zakupy w Castoramie. Marzył o nowym fotelu, łóżku, szafce nocnej... o całym nowym życiu. Zgryźliwość to broń przeciwko prawdzie napierającej na twój umysł. Nie chcesz jej, ale w końcu i tak się z nią zetkniesz. A wtedy zaboli jak nigdy.

 — Dzień dobry. — Mężczyzna poprawił okulary i przysiadł się do Kamila. Nie był uśmiechnięty ani rozgoryczony. Biła od niego zimna obojętność. Na twarzy malowała się betonowa maska pokryta skóropodobnym materiałem imitującym ze szklanymi kulami w oczodołach. Były pomalowane na zielono i błyszczały jak nawoskowane.

 — Wystarczy dzień. Nie przesadzajmy — odpowiedział Kamil, zagryzając kolejny kawałek zimnego naleśnika.

 — Długo mnie opuściłeś? — dając, znak kolesiom od kamery i mikrofonu.

 — Pytanie powinno brzmieć: Jak długo jesz naleśnika? Jestem tu na obiedzie, najlepsza smażalnia w mieście.

 — Jedyna, uściślając i nie musisz mącić mi w głowie. To nie ta bajka.

 — Suche fakty zawsze są... suche i ciężkie do przełknięcia. Jak suchary.

 — Porozmawiajmy o przyszłości i technologii drewna. — Facet wstał i odszedł od stolika, widząc jak ręce Kamila zaczynają lekko drżeć. — FabianTwójStary69, kojarzysz? Taki jeden nieznaczący gość na forum majsterkowym. Zaprzyjaźnił się z Elvisem456 i przez miesiąc opracowywali śmiały plan stworzenia pomysłu na nowy format rodzącej się dopiero telewizji Kulinarne TV.

  Mężczyzna drążył historię z najdrobniejszymi szczegółami, a Kamil każde kolejne słowo rejestrował coraz bardziej blady i oniemiały. W oczach zamiast zgryźliwości pojawił się strach. On był Elvisem. Kiedy miał zwykłe marzenia jak inni, na rok przed rozpoczęciem studiów poznał w necie takiego jednego gostka, który wydawał się odzwierciedleniem jego samego. Dogadywali się świetnie. Podobne zainteresowania, brak innych znajomych, przypadkowe złamanie tej samej kości biodrowej z lewej strony w wieku ośmiu lat. Zgłosili się do konkursu na pomysł programu do wiosennej ramówki nowej tematycznej telewizji kulinarnej. Kiedy projekt był już na ukończeniu, Kamil porzucił wszystko, Fabiana, marzenia. Poszedł, na których studia nienawidził i zaczął żyć życiem, którego sens na etapie projektu już nie istniał. Tak wyszło. Pewnych rzeczy nie przewidzisz, niektórych błędów los nie wybacza.

 — Nigdy się nie spotkaliśmy Kamilu, ale jestem Fabian, a właściwie Marcel Rybitwa, prezes telewizji Kulinarne TV.

 — Jesteś ode mnie starszy ze dwie dekady! Fabian był w...

 — Twoim wieku? Taki był plan. Prosty jak smarki pierwszoklasisty. Zaprzyjaźniłem się z tobą, bo miałeś wizję, dar stworzenia projektu, który na sam na siebie zarobi. Wielkie Kuchenne Mistrzostwa Kanibali, pamiętasz?

 Kamil prychnął z niedowierzaniem?

 — To poronione gówno? Wymyśliłem je na poczekaniu podczas imprezy. Nachlałem się, a potem napisałem do ciebie i... tyle. Sam uznałeś, że to głupi żart.

 Rybitwa poprawił okulary.

 — Nie. Dla ciebie to zwykła poroniona wydmuszka. Ale dla mnie to przepis na jebany sukces. Pokażę ci! A przy okazji będzie to mała zemsta za to, że postanowiłeś przerwać naszą przyjaźń. Zawsze miałem cię centralnie w dupie, jedynie żerując na twoich pomysłach, ale i tak zapłacisz, bo jest doskonała okazja ku temu.

 Na początku się szarpał, ale w końcu obezwładnili go i zawlekli do kuchni. Operator kamery błyskawicznie sprzedał Kamilowi kilka profilaktycznych kos pod żebra, po czym położyli go na blaszanym stole.

 — Jesteś pojebany! Co ja ci zrobiłem?

 — Nic, ale muszę nagrać prolog, żeby sponsorzy przekonali się do mojego pomysłu. Dajcie no dodatkowych operatorów z zaplecza i odpalajcie kamery.

 ******

  Trąbili o tym wszędzie. Portale internetowe prześcigały się w oryginalnych nagłówkach: Wypatroszony Student w Sosie Własnym, Ugotowana Wątroba Człowieka Smakuje Jak Dobry Stek, Dwudziestotrzyletni Przegryw O Ironio Ginie Marnie. Kamil, a właściwie jego wypatroszone truchło krążyło na zdjęciach o dobrej rozdzielczości w telewizji i internecie przez kolejne tygodnie. Ludzie z początku wyrażali powszechne oburzenie, ale z czasem zaczęli przekonywać się do nowatorskiego podejścia w nudnej dotąd i generycznej telewizji. To był strzał w dziesiątce, w uśpione potrzeby ludu psychopatów skrytego pod płaszczami szarości i rutyny. Smażalnia naleśników na rogu Rybnej i Kolejowej została zburzona, a w jej miejsce powstało studio nagraniowe Kawałki Ludzkości TV. Po pięciu latach Rybitwa sam siedział na stole krajalnym. Ludzie zawsze się znudzą.

10111 zzs

Liczba ocen: 3
75%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~marok
Kategoria: groteska

Liczba wejść: 24

Opis:

Wtorek - groteska, turpizm, horror extreme

Dodano: 2021-01-12 23:27:52
Komentarze.
z wykopem
He, ciekawy pomysł, nie sądziłem, że akcja poleci w tę stronę. Jest parę słownych baboków, ale to z pewnością rzeczy, które gdzieś tam umknęły przy korekcie. No i mam wrażenie, że nieco pospieszna końcówka, ale patrząc na godzinę dodania, wyobrażam sobie, że musiałeś się sprężać, by wrzucić tekst o czasie.
W ogóle, panie marok, podziwiam Cię za objętość codziennostrzałów. Pełnowymiarowe tekściwa rodzisz, kapelusz z głowy
Odpowiedz
~marok 4 d.
CptUgluk no zasady są twarde, codziennostrzał na jeden dzień, ale nie męczę się zbytnio, więc jest git. Fakt tylko że powinienem chyba nieco wcześniej zaczynać pisanie, jak czas pozwala
Odpowiedz
z wykopem
" Przychodzi czas, kiedy wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią ci, że pora zwijać manatki i kończyć interes. Taki los spotkał pewną niszową, niekonkurującą z hegemonami rynkowymi, telewizję tematyczną specjalizującą się w programach dla miłośników majsterkowania" - wykurwisty start. Bardzo melodyjne.

" — Twoim wieku? Taki był plan. Prosty jak smarki pierwszoklasisty. Zaprzyjaźniłem się z tobą, bo miałeś wizję, dar stworzenia projektu, który na sam na siebie zaro" - za dużo "na"


" To był strzał w dziesiątce, w uśpione potrzeby ludu psychopatów skrytego pod płaszczami szarości i rutyny." - dziesiątkę

Całkiem spoko. Mięsny OneDayShot. Środek trochę zmęczył, ale oklamrowane ładnie.

Odpowiedz
~marok 4 d.
Canulas dzięki, próbuję teraz w dłuższych się odnaleźć co jakiś czas, bo do krótkich to w każdej chwili se wrócę, a pora iść naprzód, żeby w miejscu nie siedzieć
Odpowiedz
z dużym wykopem
Ciekawy i przerażający pomysł na show! Aż strach zawierać znajomości przez internet... Zwłaszcza z amatorem jedzenia. Na przykład...plackuffff!

Teraz jem codziennie placki, ale jak mi się znudzą, to kto wie...
Odpowiedz
~marok 2 d.
alka666 dzięki Placki zawsze na pierwszy miejscu
Odpowiedz
marok jasne
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin