jasno ciemno
Rozmowa z moim dillerem TW#7: Mięsacz
Praca Wyróżniona

Szczęściara

  Nathisa nakleiła numer inwentarzowy na grzbiet książki. Uśmiechnęła się przy tym, zamyślona, do czegoś, co znała tylko ona. Po chwili zaczęła wycinać kolejne karty; bardzo amatorskie, napisane długopisem na samoprzylepnym papierze. Kobieta notowała także informacje w podniszczonym kajecie. Tylko ona umiała – już dzięki szybkiemu rzutowi oka na ciąg znaków na kartce – zlokalizować właściwą książkę.

  Pokój przerobiony na bibliotekę był jej azylem. Tylko tu czuła się bezpieczna, z dala od Prześladowców, potworów i bandytów. Zbierała wszystkie książki, jakie tylko wpadły w ręce. Niektórzy ludzie z bazy także zaczęli podzielać jej działalność; podczas swoich wypraw przynosili nowe nabytki do kolekcji. Najczęściej wręczali z lekkim zażenowaniem i onieśmieleniem. Kapitan zdecydowanie nie pochwalał jej pracy.

  Odwróciła gwałtownie głowę, gdy usłyszała ciche pukanie.

 – Proszę! – rzuciła, odkładając długopis na biurko.

 Na progu stanął zgarbiony starzec, Baltar. Niepewnie tkwił na progu, czekając na znak, że jest mile widziany.

 – Kapitan mnie przysyła… Po rozpałkę – powiedział i spuścił wzrok.

 – Wejdź. Już przygotowałam. – Nathisa wskazała na karton po butach, wypełniony książkami. Leżał tuż przy wejściu. Baltar wszedł do pokoju, zamakając za sobą starannie drzwi. Podniósł pakunek i położył go na biurku, obok Nathisy. Przeglądał książki, niekiedy nawet wyjmował jakiś egzemplarz i na szybko wertował strony.

 – Szkoda – mruknął na widok jednego z tytułów.

 – Można przywyknąć. Zwłaszcza, jak chcemy mieć ciepło.

 – I tak szkoda – powtórzył starzec. – Książek nie powinno się palić.

 – Wielu rzeczy się nie powinno – odparła Nathisa i zaraz ugryzła się w język. Baltar zaledwie przed kilkoma tygodniami stracił żonę. A Nath była pierwszą osobą do której zaczął się odzywać po tragedii. Powinnam być delikatniejsza, skarciła się w myślach.

 Mężczyzna wyciągnął z pudełka jedną z powieści i pokazał ją właścicielce.

 – To? Na pewno?

 – To kieszonka – odparła tak, jakby to tłumaczyło wszystko. – Mam też normalne wydanie.

 Baltar westchnął i wsunął przedmiot z powrotem. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Niemalże cała przestrzeń była wypełniona półkami i książkami. Zerknął ostrożnie na Nathisę, jakby spodziewał się, że zakaże mu zbliżania się do zbiorów. Gdy tak się nie stało, zaczął palcami dotykać ich grzbietów.

 – Nigdy nie przeczytałem niczego Dostojewskiego – wyznał nagle. – Teraz mamy koniec świata i już chyba nie będzie na to okazji, prawda?

 Nathisa uśmiechnęła się do niego i podeszła do właściwej półki. Wyciągnęła jedną powieść i podała ją Baltarowi.

 – Lepszego czasu na to już nie będzie.

 Ostrożnie dotykał podarunku, wykręconymi, spuchniętymi przez reumatyzm palcami, jakby to było najdelikatniejsze dziecko świata.

 – Dziękuję. Ja… Mam u siebie jedną książkę. Myślę, że tu jest dla niej właściwe miejsce. Jest o… Megafaunie plejstoceńskiej w Europie Środkowej – powiedział to, czerwieniąc się. – Sam ją napisałem, dawno temu…

 Spojrzał na Nathisę z takim wstydem, jakby oczekiwał, że wyśmieje go za to wyznanie. Któż mógł zajmować się czymś tak abstrakcyjnym? Ich pierwsze życie, nim to wszystko się zaczęło, jawiło się jako dziwaczny, odrealniony sen. Zupełnie niepoważny, błogi i śmieszny, w obliczu tego, przed czym stanęli teraz.

 – Będę zaszczycona – odparła kobieta, nieco zaskoczona dziwaczną atmosferą.

 – Jeszcze jedno… Kapitan mówił, że dzisiaj w nocy masz ruszyć z grupą na ruiny.

 Poczuła lekkie ukłucie w sercu. Ale spodziewała się tego.

 – Jasne, dzięki za informację.

 

 * * *

 

  Wyruszali szabrować okolicę tuż po zapadnięciu zmroku. Wracali przed świtem. Nikt nie chciał znaleźć się na zewnątrz, gdy Słońce z taką łatwością mogło zdradzić ich pozycje. Pamiętali także, kto wędruje za dnia.

  Nathisa czekała przy wyjściu. Zjawiła się pół godziny przed umówioną porą. Kapitan średnio co tydzień wyznaczał pięć osób, które miały iść z nim w poszukiwaniu surowców. Ich amatorska szklarnia i hodowla szczurów nie były w stanie wyżywić całej zbieraniny wyrzutków, którzy starali się przetrwać.

  Nath usiadła na ławce, czekając na pozostałych straceńców, którzy przysiadywali się do niej ze zbolałymi minami. Podczas ostatniej wyprawy zginęły cztery osoby. Wszyscy o tym pamiętali. Kapitan zjawił się jako ostatni i natychmiast zarządził wymarsz. Posłuchali go, niczym owce prowadzone na rzeź.

 Prowadził ich w stronę miasta; położonego niecałe dziesięć kilometrów od dworku, w którym mieszkali. Gwiazdy i księżyc sprzyjały, oświetlając polną drogę.

  Nath poprawiła bagnet, przyczepiony do pasa. Tylko Kapitan miał broń palną. Być może to był główny powód, dla którego tak szybko został ich przywódcą.

  – Przeczytałam tę książkę od ciebie – szepnęła Ronnie do Nathisy. Ta skinęła tylko głową w odpowiedzi. Nie miała nastroju na pogawędkę, jednak Ronnie próbowała paplać dalej. W niczym nie przeszkadzały jej pojedyncze burknięcia rozmówczyni. Pewnie tak maskuje strach – pomyślała Nathisa.

  Minęła ponad godzina, gdy doszli do obrzeży miasta. Tym razem kierowali się do zniszczonej dzielnicy starych kamienic.

  – Dwie grupy, dwa mieszkania – rzucił przywódca. To był moment, w którym Kapitan ich dzielił. Nath odsunęła się od niego, dając znać, że poprowadzi drugą grupę. Bez słowa podał jej krótkofalówkę. Przy boku kobiety stanęła także Ronnie i młody chłopak, Cravar, który dołączył do nich niedawno.

  Kapitan zmrużył oczy, zerkając na nich spode łba. Z nim zostało dwóch mężczyzn; Arsyr oraz Fairos. Nathisa obawiała się, że zakwestionuje ich podział, więc szybko odwróciła się i weszła do kamienicy. Nie lubiła Kapitana. Mimo że nie dał jej powodów, bała się go. Miała już do czynienia z ludźmi jego pokroju i pamiętała, co jej zrobili. Są rany, które nigdy się nie zagoją.

  Obie grupy zawsze wybierały mieszkania naprzeciwko siebie. Ronnie i Arsyr byli specjalistami w otwieraniu zamków. Gdy drzwi otworzyły się, Kapitan skinął głową w ramach życzenia powodzenia i włączył krótkofalówkę. Nathisa zrobiła to samo.

  Nie musiała mówić swojej drużynie, żeby trzymali broń w pogotowiu. Przetrwali wystarczająco długo, aby o tym wiedzieć.

 Do zamkniętych pomieszczeń wchodzili wspólnie, otwierali wszelkie możliwe kryjówki, szturchali nożami podejrzane stosy, pod którymi coś mogło się ukryć. A gdy upewnili się, że są sami w mieszkaniu, rozdzielili się w poszukiwaniu najlepszych fantów. Cravar zajął się kuchnią, Ronnie ostukiwała podłogę w salonie, licząc, że znajdzie jakiś schowek. Nathisa ruszyła do łazienki. Szybko dostrzegli, że ktoś przed nimi splądrował mieszkanie. Ale zawsze mógł coś przeoczyć, zawsze było coś, co warto było zabrać.

  Nathisa schowała do plecaka ręczniki. Wcisnęła dłoń do niewielkiej szczeliny pod wanną, jednak znalazła tam tylko zgraję pająków. Szukała leków i opatrunków. Ale zabrałaby wszystko, co mogłoby się przydać, choćby w minimalnym stopniu.

 – O kurwa! – usłyszała westchnięcie z salonu. Wyciągnęła bagnet i stanęła czujnie w drzwiach.

  Ronnie klęczała przed dziurą w podłodze. W dłoniach trzymała otwarty słój, w którym zanurzyła palec i oblizywała łapczywie. Nathisa poczuła ssanie w żołądku na ten widok. Padła przed kobietą, która pozwoliła spróbować znaleziska. Miód. Najprawdziwszy miód. Cravar także wychylił głowę i w kilka sekund był przy nich. Oblizywali się, zanurzali palce, patrzyli łapczywie na znalezisko i nie mogli się od niego oderwać.

  Miód, miód, miód! O bogowie, jak dawno Nathisa czuła ten smak?

 Słodkie i sycące. Zdawało się, że tego właśnie szukali przez wszystkie swoje życia.

  – Dosyć – powiedziała w końcu Ronnie, chowając słój do plecaka. Nikt tego nie zakwestionował.

  Rozdzielili się ponownie. Nathisa poszła do pomieszczenia, które ktoś przerobił na gabinet. Dostrzegła niewielką biblioteczkę, a oczy jej zalśniły. Nie zrobiła nawet dwóch kroków, gdy zamarła w przerażeniu. Do jej uszu wdarł się skowyt katowanych psów. Wysoki, szczekliwy dźwięk, jakby wydobywający się z kilku miejsc jednocześnie. I zbliżający się w ich stronę. Wiedziała, co oznacza.

  – Prześladowca idzie w naszą stronę. – Aż podskoczyła, gdy z krótkofalówki usłyszała głos Kapitana.

  – Zrozumiałam, bez odbioru. – Wyłączyła całkowicie odbiornik. Pobiegła w stronę swoich towarzyszy. Ronnie i Cravar wpatrywali się w nią z wytrzeszczonymi ze strachu oczami.

  – Ukryjcie się! – warknęła.

 Skowyt dochodził już niemalże spod budynku.

  – Idzie tu – jęknęła Ronnie. – Ktoś go przyciągnął.

  – Nie. Chowajcie się. JUŻ.

  Cravarowi nie trzeba było powtarzać. Zerknął na wielką szafę w salonie. Ronnie też popatrzyła w tamtą stronę.

  – Jest moja! – sapnął do nich chłopak i ostrzegawczo wyciągnął nóż. Nathisa pobiegła do gabinetu. Pod oknem stała złożona wersalka. Wcisnęła się za nią i rozcięła materiał z tyłu. Zmieściła się do środka bez trudu.

  Niech pójdzie do mieszkania Kapitana – modliła się Nathisa. Niech wybierze ich, nie nas.

  Ze strachu ciągnęło ją na wymioty. Prześladowca zawsze kogoś wybierał.

 Słyszała kroki na schodach. Ciężkie, powolne. I nadzwyczaj głośne. Stworzenie wiedziało, że przed nim nikt nie ucieknie.

  Nathisa miała wrażenie, że jej oddech słychać z daleka. Zacisnęła dłonie na kolanach i zamknęła oczy.

  Ich, nie nas.

  Słyszała, że istota zatrzymała się na klatce schodowej. Zawyła przeciągle, niczym ranione zwierzę. Ryła szponami w ścianie. Stanęła przed drzwiami. Nacisnęła klamkę i weszła.

  Do nas.

  Nathisa wciąż słyszała kroki Prześladowcy. Przechadzał się po mieszkaniu, wydając wysokie, szczekliwe dźwięki. Krążył. Serce omal nie wyskoczyło z piersi Nathisy, gdy stanął na środku gabinetu. Ledwie wstrzymała się, aby nie wyskoczyć z kryjówki i nie spróbować uciec. Ale odwrócił się i wyszedł z pomieszczenia.

  Nie wiedziała, ile siedziała tak skulona, obejmująca ramionami kolana. Z zamkniętymi oczami, wierząca, że jeśli ona nie widzi potwora, to potwór nie jest w stanie jej dostrzec.

  Nagle dotarł do niej głuchy odgłos uderzenia w drewno. Zaraz potem kolejny. Czyjś krzyk. Nie wiedziała nawet, czy to był głos kobiety, czy mężczyzny. Straszliwy wrzask. Ofiary i kata. Aż wszystko wibrowało od tego dźwięku, a cały świat zdawał się składać z nieustannie drżących drobinek.

  Łamane kości, rwane ciało. I krzyk, nieustanny krzyk, mieszający się ze skowytem. Tłuczone szkło.

  Czy to Ronnie?

  Ronnie i jej miód?

  Niech to się skończy. Niech ją zabije i sobie pójdzie. Niech nie szuka dalej. Oto, do czego nadaje się Kapitan. Kapitan i jego pistolet. Broń na ludzi. Nie na potwory.

  Rytmiczne uderzanie o coś twardego. Nieustanne łup, łup, łup. Czyjś jęk. I cisza. Do nozdrzy Nathisy wdarł się zapach krwi, mięsa i czegoś jeszcze, czego nie chciała poznać.

  Cisza.

  Ale kobieta bała się wyjść, wiedziała, że to może ją zgubić. Jeszcze nie jest bezpiecznie.

  Nigdy nie było.

  Zdawało się, że przesiedziała tak całe wieki. Gdy w końcu się wychyliła, zemdliło ją od smrodu. Na palcach przekradła się do salonu. Zmasakrowane ciało leżało na środku. Wyłamane kończyny, zdarta skóra z twarzy. Wyłupione oczy.

  Po rudym skalpie poznała, że to Ronnie. Jej plecak był rozdarty, a resztki miodu mieszały się z krwią i wnętrznościami.

  – Cravar? – szepnęła Nathisa ze ściśniętym gardle, patrząc na masywną szafę, stojącą w kącie pokoju. Stanęła w pół kroku, gdy dostrzegła wyrwane zawiasy i mięso. Tak, to był zdecydowanie rozerwany ochłap mięsa, który wystawał zza przymkniętych, krzywo wiszących, drzwi.

  Zwymiotowała.

  Wyszła na korytarz. Drzwi do mieszkania naprzeciwko były nienaruszone.

 Z kolei drzwi do nich zdobiła paskudna szrama z pazurów.

  Nacisnęła klamkę i stanęła oszołomiona w przedpokoju. Jej puste oczy szukały czegoś. Kogoś.

  Na widok Kapitana padła na kolana i rozpłakała się. Nie pytał, wiedział. Niezręcznie zbliżył się i położył dłoń na jej głowie.

  – Już dobrze – szepnął. – Już dobrze.

  Przebrzydły kłamca.

  – Musimy wracać, niedługo będzie świtać. – Poznała głos Fairosa.

  Kapitan coś odpowiedział, jednak słowa uciekły z jej głowy. Zdawało się, że mówią jakimś obcym językiem. Następnie chwycił ją silnie pod łokieć i zmusił, aby wstała.

  Trzymał coś w dłoniach, co próbował wręczyć. Książka. Nathisa nawet nie była w stanie odczytać tytułu z okładki.

  – Szczęściara z ciebie – powiedział, wciskając jej przedmiot w dłonie. – Przeżyłaś.

 

 

 

 

12345 zzs

Liczba ocen: 7
96%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Hiraeth
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 103

Opis:

Dodano: 2021-01-23 21:39:37
Komentarze.
z dużym wykopem
"już dzięki szybkiemu rzutowi okiem" - a nie "oka"?
"szturchali nożami niepokojąc stosy" - domyślam się, że miało być "niepokojące". Ja bym dał "podejrzane", ale nie mądruję się
"niemal nie wyskoczyło" - myślę, że lepiej by brzmiało "omal".
Poza tym jest bardzo dobre. Świat, w który wierzę, groza, którą czuję podczas lektury. Zgaduję, że jest to to samo uniwersum co w "Mięsaczu"? Jeśli tak, chciałbym przeczytać całą książkę. Nie zatrzymuj się!
Odpowiedz
CptUgluk Wielkie dzięki, już poprawiam. Niektóre rzeczy faktycznie brzmią dziwnie
Tak, to samo uniwersum, ostatnio mam fazę na zagładę. Jeśli jakimś cudem wyjdzie coś drukiem, to z przyjemnością poinformuję
Odpowiedz
Hiraeth Spox, mnie często umykają różne babole i potem jak ktoś mi wytknie, to się zastanawiam jak, do diabła, mogłem przeoczyć coś takiego
Fajno, klimatem mnie kupujesz, lubię takie postapokaliptyczne historie, co poradzić
Odpowiedz
"Na progu stanął zgarbiony starzec, Baltar. Niepewnie stanął na progu" - dość bliskie powtórzenie "stanął" gryzie w oczy;
"Leżał tuż przy drzwiach. Baltar wszedł do pokoju, zamakając za sobą starannie drzwi" - tu z kolei za dużo tych "drzwi";
"Pewnie tak maskuje strach – pomyślał Nathisa" - pomyślała;
"Po rudym skalpie poznała, że to leży Ronnie" - ja bym się pozbyła tego "leży", wydaje mi się zbędne;
"szepnęła Nathisa ze ściśniętym gardle" - gardłem;
"Musimy wracać, niedługo świata" - świta; choć po prawdzie wydaje mi się, że lepiej brzmiałoby "niedługo będzie świtać";
"Trzymał coś w dłoniach, co próbował wręczyć. Książka. Nawet nie była w stanie odczytać tytułu z okładki" - trochę się tu mieszają podmioty i trochę to brzmi, jakby to książka nie była w stanie odczytać tytułu z okładki;
Fajnie stopniowałaś napięcie, choć już samo uniwersum wydało mi się ta tyle interesujące, że czytałam z zainteresowaniem. Dobrze też zbudowałaś główną bohaterkę, łącznie z jej miłością do książek, która odegrała tu niemałą rolę. Dobra robota.
Odpowiedz
alfonsyna Poprawiane. Zaskoczyła mnie ilość nagromadzonych byków. Wielkie dzięki za ich wytknięcie! No i oczywiście, dziękuję także za poświęcony czas i za dobre słowo
Odpowiedz
*Ritha 9 d.
z dużym wykopem
Bardzo dobre opowiadanie, kolejne w tym cudownym, postapokaliptycznym uniwersum (jestem fanką gatunku). Dobra klamra w temacie książkowym, jest i moment kulminacyjny z akcją, fajnie się to czyta, nie myślałaś o serii?
Odpowiedz
Ritha Wielkie dzięki!
Szczerze mówiąc, teraz zajęłam się długaśną historią w świecie fantasy i opowiadania postapo powstają obecnie jako one-shoty. Musiałabym porządnie przysiąść, posklejać to, co mam, zastanowić się, czego brakuje i co należy poprawić, i ogarnąć się. Oczywiście, mam to w planach. Ale znając mnie, zajmie mi to naprawdę sporo czasu ;x
Odpowiedz
*Ritha 8 d.
Hiraeth długaśna historia w świecie fantasy też brzmi dobrze, powodzenia zatem
Odpowiedz
Ritha Zapewne tylko brzmi, zobaczymy, co z tego wyniknie
Odpowiedz
z wykopem
Dobre
Odpowiedz
Zaciekawiony dzięki
Odpowiedz
Świetna opowieść! Warto tu było podlecieć. Muszę częściej odwiedzać Twój profil
Zrobiłaś mi dzień
Pozdrowionka

Odpowiedz
Agnieszka bardzo dziękuję! Zapraszam z radością
Odpowiedz
z dużym wykopem
Jeszcze ocenka

Odpowiedz
z dużym wykopem
Dawno nie czytałem z takim zaciekawieniem opowiadania...wspaniały klimat ...Gratulacje!!
Odpowiedz
jacek79 bardzo dziekuję
Odpowiedz
z dużym wykopem
Jestem w pracy, ale przeczytałem jednym tchem. Świetne! Bardzo dobrze poprowadzona narracja, fabuła intrygująca, bez wciskanych na siłę udziwnień czy zbędnych elementów. No i ta atmosfera napięcia i strachu! Hiraeth, przyznaj, nie jesteś debiutantką? Tak czy owak, jeśli z Twoich postapokaliptycznych opowiadań wyklaruje się dłuższa powieść, będzie hitem sprzedażowym. Czego oczywiście Ci życzę
Odpowiedz
Zdzislav Bardzo dziękuję, naprawdę miło coś takiego przeczytać.
Nawet nie jestem debiutantką - nigdy niczego nie opublikowałam (nie licząc tekstów w necie), więc chyba pasuje miano "przedebiutantka". Choć piszę sporo i wcześnie zaczęłam - większość mojej radosnej twórczości przepadła pokasowana
Odpowiedz
z dużym wykopem
Dobrze piszesz. Jest nić. Wiążesz nią uwagę. Wkrada się aspekr emocjonalny (choć stonowany). W sensie - bez przesadyzmu - ale wykreowane przez Ciebie postacie nie są czytelnikowi obojętne. Dobrze kładziesz zaprawę z przywar cidzienności, nie lecisz z akcją na rympał, a szyjesz. Czasem wyciąłbym gdzieś jakieś dookreślenie personalne, np: "jej".


"Baltar wszedł do pokoju, zamakając za sobą starannie drzwi. Podniósł pakunek i położył go na biurku, obok Nathisy." - tu masz literówkę, ale ja nie o tym. Wiem, że drobiazgowość bywa dobrym budulcem pod klimat, ale niekiedy można coś wyciąć. Jak choćby: "za sobą".
No nic.
Bardzo dobre opkuu 😉
Odpowiedz
Canulas Wielkie dzięki!
Często sama zwracam uwagę ludziom za nadmiar zaimków, a tu proszę - od tego nie ma ucieczki W wolnej chwili poprawię nadmiar wszystkiego
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.