Wszystkiego dobrego, dziewczyny!
jasno ciemno
Obieżyświat
<

TW#7 Cztery jeźdźczynie Apokalipsy

 "Cztery jeźdźczynie Apokalipsy"

 Postać: Bohater ostatniej bitwy

 Zdarzenie: Trzęsienie ziemi

 Efekt: 72. Jesteś zrobiony z plasteliny i mieszkasz w piórniku. Z tej perspektywy prowadź narrację.

 Gatunek: fantasy, proza poetycka

 

  Odkąd sięga pamięcią, wie jedno. Od zawsze, szczerze i wiernie nienawidził Plastusiów. Już sam widok tych małych, giętkich stworzeń nie tyle, co marszczył mu brwi na czole, a twarz wyginał, niejakoby na kształt kwaśnej cytryny, perląc czoło strugą potu, niczym strumień żłobiący kamień, lecz wręcz napastował go niepohamowaną rządzą krwi. W tym było coś jeszcze, bardziej głębszego, wykraczającego poza tępe spojrzenie tych istot, denerwujące przydługie fałdy skórne, tylko na pozór przypominające uszy, a raczej wielkie, naturalistyczne wachlarze osobiste, czy też toporny bezkształt plastusinych ciał. Czym więc zawinił mu ten ludek zamieszkujący prerie piórnikowych łąk, wypływający na szerokie wody oceanów w samych jedynie ścinkach od temperówek, zdobywających rozległe szczyty z kartek papieru, na poetyckich peonach w typie exegi monumentum skończywszy? Po prostu nigdy nie chciałby zamieszkać w piórniku. Patrząc w ich twarze bałby się dzikości, nie chciał dostrzec oczu marionetek, obawiałby się rąk, stópek, nosów, które mogłyby ulec odkształceniu. Nie chciałby chuchać i dmuchać na siebie, byle nie wypaść z torby. Lękałby się popaść w obce ręce, które nieświadomie mogłyby pomylić oko z uchem, a kończyny górne z dolnymi. Myśl o świecie, który stanąłby na głowie ( czy też piórniku otworem na dół) napawała go przemożną trwogą.

  Nie wie nawet gdzie był. Może panowała noc, było ciemno. Jakby echo w kącie grało w tarota z zamkniętymi ustami, albo zakneblowane było tak mocno, że siedziało cicho jak mysz w kącie. Czasami zdawało mu się, że nie słyszy nawet własnego oddechu. Bezsłowie szczypało go w policzki, jak grudniowy mróz. Nawet światło nie wskazywało żadnej konkretnej pory. Mleczny blask sączący się przez szybę, był tak bezpłciowy, że jedyne, co wprawne oko mogło rozróżnić, to jedynie interwały w gamie ciemności. Nie było szczególnie zimno, tylko jakby nagle ubyło ciepła. Jakby coś utracono, zapodziało się pewne ”coś” organizujące ład, a pozostała jedynie pusta wylinka, albo jak kto woli, filiżanka po kawie wypełniona powietrzem. Przynajmniej oddychać było wciąż można.

  Niewiele, a może kilogramy godzin, decybele sekund, decytony minut później dołączył dźwięk. Najpierw delikatny, urywany, jak tykanie zegara. Później silniejszy, dynamiczniejszy, narastający. Przypominał bicie indiańskich bębenków. Jeśli ktoś kiedyś słyszał dźwięk jaki wydaje piekielna gra Jumanji, wie o co chodzi. Rytm mógł zapowiadać albo rychłą przygodę albo śmierć.

 

  Gdy cały świat zaczął się trząść, jakby filary ziemi ruszyły się w posadach, zrozumiał, iż coś jest nie tak. Jest w epicentrum, tego czegoś, co w swoje władanie objęło posadzkę i sufit. Dziwnym się wydawało, że owa kraksa, młotek ziemiotrząscy, nie dotknął swoim jarzmem przedmiotów. Bowiem nic się nie zbiło, ani nie potrzaskało. Nie umiał w egipskich ciemnościach jakie zapanowały w pokoju dostrzec tak znajomych pucharów, książek na regale, ani gitary wiszącej na ścianie. Status zaginione– coś tłukło się po głowie.

  Wtem właśnie z cienia wyszły sylwetki. Trafnie nazwać je można również konturem, gdyż poza czarnym paltem, chitonem splecionym z nocy, nic nie zapowiadało tożsamości istot. Jedyne co dostrzegał, to sylwety rosłych rumaków, które niosły owe indywidua. Oczy miały tak czarne, a pyski nabiegłe pianą, że spokojnie można przypuścić, iż były z piekła rodem. Przez chwilę stały tak w całkowitym bezruchu, jakby smakując lęk. Potem jedna z nich wyłoniła się z tłumu i splunęła na ziemię. Było to pojedyncze, nasionko granatu.

 – Jak ja nienawidzę tych podłych granatów– mruknęła, ocierając twarz rękawem. Teraz ich oczy spotkały się, co wywołało u chłopca falę dreszczy. Nieznajoma postać okazałą się być kobietą średniego wzrostu, o czekoladowo-brązowej skórze i ciemnych oczach. Twarz jednak miała marmurową i niewzruszoną, pełną iście królewskiej godności. W ręce trzymała małego buldoga francuskiego. Chwilę rozejrzała się wokoło, po czym uprzejmie się przedstawiła:

 – Persefona, Królowa Hadesu. Cerbbie, do nogi.

  I jakby na komendę płaszcze zrzuciły pozostałe trzy istoty. Pierwsza z nich była zwiewną, długowłosą, nastoletnią dziewczyną, tyle że, lewitującą swobodnie z pół metra nad ziemią. Druga była kryształowa, zimna i nieprzenikniona, jak sam lód. Stała na przedzie, zaraz obok Kory, wspierając się na długim berle. Ostatnią z orszaku upiorów była kobieta z burzą kruczoczarnych włosów i błyskiem szaleństwa w oczach. To właśnie, ona zaczęła inkantować:

 – W życia wędrówce na połowie czasu, obrawszy błędne manowców koleje. Pośród ciemnego znalazłem się lasu. Zapraszam w podróż po zaświatach, Mój Drogi de Ante. A Twoją przewodniczką będzie nie kto inny, jak Bellatrix Lestrange– tym samym uderzyła w lejce konia, a wzburzone tumany mgły pociągnęły chłopca wraz z dziwnym orszakiem. Jeszcze daleko niosło się echo ekstatycznego śmiechu czarnowłosej Jeźdźczyni Zagłady.

 

  Wzrok plątał mu się, przed oczy wciąż spływały barwne plamy, tak że nie mógł rozróżnić, co jest prawdą, a co jedynie imaginacją i ułudą. A widział wiele rzeczy, które za takowe należałoby uznać. Trzy wielkie bestie broniące wejścia na wzgórze, szeroki pociąg na peronie o nieistniejącym numerze. Jeśli go pamięć nie myli był to peron 9 i ¾. Zmieniła się też jego percepcja – uczucie strachu i obawy przed jeźdźczyniami, ustępowało rosnącemu zaciekawieniu. Wreszcie znaleźli się na miejscu, tak wywnioskował, gdy wreszcie Persefona zatrzymała swego konia. Wówczas to od orszaku odłączyła się Zimna Pani i Bellatrix. Teraz bynajmniej na jej twarzy nie można było dostrzec ani cienia buty, czy dumy, która ją pierwotnie cechowała. Spojrzenie miała spuszczone ku ziemi, wydawała się być przytłoczona ciężarem zbyt wielkim jak na jej ramiona. Podobna przemiana dotyczyła Białej Czarownicy, jej twarz stała się jeszcze bardziej spięta. Tylko oczy pokazywały dokonujący się w niej wewnętrzny zamęt. I poczęły podchodzić do cieni, od których się zaroiło całe pole. Od tej pory miało już na zawsze zwać się Polem Parek. Oto więc zaczęły rozdawać, każda przy pomocy swojej różdżki– Bellatrix śmierć, a Wiedźma zarazę. Grube nici żywota przecinała Persefona. Nie widział twarzy Jadis, z dala de Ante nie wiele mógł dostrzec. Za to z fotograficzną dokładnością mógł obserwować egzekucje dokonywane przez Lastrange. Każde pociągnięcie różdżki naprawdę wiele ją kosztowało. Cienie do niej mówiły, krzyczały, szeptały swoje życiorysy. Z każdym kolejnym przeciętym żywotem jej oczy wypełniały się łzami, klęczała przed cieniami, oglądając ich myśli, żyjąc ich życiem.

 – Na tym polega piekło, de Ante. Największym demonem jest ona sama, a jej wieczną karą– bycie katem, którym była przez całe swoje życie. I właśnie z nim musi się mierzyć– dodała Zosia, po czym znikła rzucana między niebem a ziemią.

  Nic w drodze go tak nie poruszyło, jak to doświadczenie bezgranicznego żalu wypisanego na tych twarzach czterech potępionych. Autentycznego doświadczenia tego, iż jest już za późno; iż spóźniły się ledwie w przedbiegu. Nawet łąki głuchych i ślepych w międzyświecie czyśćcowym, nie uderzyły go z taką siłą. Bowiem nie było nic, co pozwoliłoby wyjść im z tego obronną ręką. Żyły w cieniu swoich bestii i tak już musiało pozostać na wieczność.

  Ostatnim, co zobaczył, gdy orszak ruszył z kopyta w drogę powrotną, odstawiając go przed zamkiem Ker-Paravel, czy też jak zwą go inaczej Hogwartem, były oczy Belli. Tylko one mówią prawdę o człowieku, a te mówiły aż nazbyt sugestywnie. W stopniach owego pałacu powitał go Wielki Lew.

  Pod nimi rozgrywała się niezwykła sceneria. W cieniu okazałego gmachu, toczyła się zaciekła bitwa. A walczyły ze sobą książki. Ustawione w bojowych szykach regały, spadały na siebie jak dzikie ogary, czy też waleczne smoki. Gdzieniegdzie walały się pogniecione strony, wytarte okładki, niektóre zalała woda lub przeżarł ogień. Nad nimi ścierali się bohaterowie literaccy: Platon wrzeszczał na Arystotelesa, Hektor szarżował na Achillesa, wśród tłumu walczyła także kadra profesorska i uczniowska Hogwartu, większość narnijskich zwierząt, Percy Jackson i herosi również nie oddawali pola przeciwnikom. Nie było mowy o powiedzeniu kto walczy z kim, gdyż w ogólnym chaosie, ginęły postacie, zacierały się wątki, plątały punkty kulminacyjne.

 Wtedy podniósł głos Wielki Lew. Aslan był o głowę wyższy, pełen dostojeństwa i godności. Miał ochotę dotknąć aksamitnego futra na dumnej grzywie. Jego głos poniósł się echem:

 – Stoisz właśnie w pół kroku na Schodach Życia. Nie pozwól im wszystkim zginąć naprawdę, nie daj pogrzebać ich, ocal od zapomnienia. Zawalcz, zaopiekuj się, oni Ci pomogą i dają oręż. Wyposażą w siłę, by odepchnąć bestię. Żeby już nigdy nie było za późno na żal.

 

 Obudził się zlany potem. Właśnie świtało. Otworzył oczy.

 

 

 

 

8993 zzs

Liczba ocen: 1
75%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~xentis
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 55

Opis:

Praca konkursowa- Xentis- Kacper Mika- Cztery Jeźdźczynie Apokalipsy

Dodano: 2021-01-24 22:28:15
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.ph
Odpowiedz
z dużym wykopem
Hm wydaje mi się, że zestaw piórnikowo - plastelinowy. Na górze piszemy zestaw, żeby każdy mógł zerknąć przed czytaniem z czego się mamy wywiązać.
Generalnie Wow, bomba! Co kawałek jakieś smaczki!
Trochę przeszkadzały mi przydługie ściany tekstu, w bitwie można rozdzielić to kilkoma okrzykami, byłoby nawet dynamiczniej ( dla mnie ) ekspertem nie jestem, jeszcze tacy tu przyjdą. Aleee mimo wszystko bardzo fajnie opisujesz, tekst jest nasycony ciekawymi zwrotami.
Piękną masz wyobraźnię, sposób przedstawiania postaci, wszystko ładnie wykreowane z detalami.
Moment o sekundach, minutach i grze jakoś szczególnie mi siadł.
"tylko na pozór przypominające uszy, a raczej wielkie, naturalistyczne wachlarze osobiste, czy też toporny bezkształt plastusinych ciał" - też świetne xD
Odpowiedz
Zjawię się tu później
Odpowiedz
Zatem jestem
alfonsyna już wynotowała uwagi, ja ograniczę się więc, żeby nie dublować, do ogólnej oceny opowiadania.
Jest ono poprowadzone bardzo starannie, z dbałością o szczegóły. Przyjemne w odbiorze
Pozdrawiam

Odpowiedz
Zapraszamy do głosowania w siódmej, ostatniej edycji II sezonu Ligi TW.
Głosowanie potrwa do niedzieli (31.01) do północy.
Można przyznać 3 pkt, 2 pkt oraz 1 pkt za najlepsze Twoim zdaniem opowiadania (każdy próg punktowy dla jednego opowiadania).

Głosy oddajemy w wątku Ligi TW:
https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.ph

Pozdrawiamy
Zespół TW
Odpowiedz
"niejakoby na kształt kwaśnej cytryny" - albo "jakoby" albo "niejako" - "niejakoby" to chyba jakieś Twoje własne słowotwórstwo, w którym połączyłeś te dwa słowa;
"napastował go niepohamowaną rządzą krwi" - żądzą krwi - "rządzą" to od "rządzenia";
"W tym było coś jeszcze, bardziej głębszego" - tu masz podwójne stopniowanie - "bardziej głębszego" - nie buduje się stopniowania w ten sposób - albo "bardziej głębokiego" albo zwyczajnie "głębszego";
"jedyne, co wprawne oko mogło rozróżnić, to jedynie interwały w gamie ciemności" - "jedyne" i "jedynie" bardzo blisko siebie się gryzą, najlepiej wywalić to "jedynie";
"Nieznajoma postać okazałą się być kobietą" - okazała się;
"Chwilę rozejrzała się wokoło" - skoro rozglądała się chwilę, to jest to czynność, która trwała jakiś okres czasu, więc powinno być raczej "Chwilę rozglądała się wokoło";
"Wreszcie znaleźli się na miejscu, tak wywnioskował, gdy wreszcie" - o jedno "wreszcie" za dużo;
"z dala de Ante nie wiele mógł dostrzec" - niewiele;
"I właśnie z nim musi się mierzyć– dodała Zosia" - w całym tekście brakuje Ci spacji przed myślnikami, popraw go pod tym kątem;
"Wtedy podniósł głos Wielki Lew. Aslan był o głowę wyższy, pełen dostojeństwa i godności. Miał ochotę dotknąć aksamitnego futra na dumnej grzywie. Jego głos poniósł się echem:" - masz tu trochę chaos z podmiotem, bo całość odnosi się do Aslana, a jedno zdanie w środku ("Miał ochotę dotknąć aksamitnego futra na dumnej grzywie" prawdopodobnie tyczy się chłopca, a w takim ułożeniu brzmi to tak, jakby to Aslan sam chciał dotknąć swojej grzywy;
"oni Ci pomogą i dają oręż" - "ci" z małej, no i "dadzą", bo tu powinien być czas przyszły;
Warto by też przeczesać tekst pod kątem interpunkcji, bo jest trochę zamieszania. No i czasy - nie wiem, dlaczego w dwóch miejscach masz dosłownie po jednym zdaniu w czasie teraźniejszym - lepiej byłoby to ujednolicić, bo narracja powinna unikać takiego czasowego chaosu.
A jeśli chodzi o fabułę - pomysł wydaje mi się fajny, aczkolwiek dla mnie jednak wykonanie nazbyt chaotyczne. Sympatyczne są te smaczki z różnych książek, niemniej jeśli ktoś danej książki nie czytał to nawiązań nie zrozumie i sposób prowadzenia narracji mu w tym nie pomoże, bo tak naprawdę niczego nie wyjaśnia. Postacie pojawiają się nagle, niejednokrotnie używasz kilku określeń dla każdej z nich, przez co czytelnik, który ich nie kojarzy, kompletnie się w tym pogubi i nie będzie miał pojęcia, kto jest kim i jaka jest jego rola. Sama miałam problemy parokrotnie. Dla mnie ten chaos jednak za mocno się przebija i za dużo rzeczy się w nim rozmywa. Generalnie - pomysł fajny, zestaw ogarnąłeś, ale jednak przy następnej okazji postaraj się spojrzeć bardziej z perspektywy czytelnika, który nie wie tego, co Ty i pewne rzeczy jednak musisz mu pokazać bardziej wprost, bardziej obrazowo. Świetnie, że dołączyłeś do zabawy, mam nadzieję, że nie będzie to ostatni raz.
Odpowiedz
~xentis 1 m.
alfonsyna Dziękuję bardzo za garść cennych rad
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
"Czym więc zawinił mu ten ludek zamieszkujący prerie piórnikowych łąk, wypływający na szerokie wody oceanów w samych jedynie ścinkach od temperówek, zdobywających rozległe szczyty z kartek papieru, na poetyckich peonach w typie exegi monumentum skończywszy?" - no proszę, finezyjnie ładnie pożonglowałeś słowem

Jest trochę potknięć, ale już wypunktowała Alfonsyna. Polecam też wrzucić tekst w ortograf.pl - wyłapie Ci część błędów (zwłaszcza interpunkcyjnych).

"Nie wie nawet gdzie był. Może panowała noc, było ciemno. Jakby echo w kącie grało w tarota z zamkniętymi ustami, albo zakneblowane było tak mocno, że siedziało cicho jak mysz w kącie" - powtórzenie był/było/było zbyt blisko siebie

"Niewiele, a może kilogramy godzin, decybele sekund, decytony minut później dołączył dźwięk. Najpierw delikatny, urywany, jak tykanie zegara. Później silniejszy, dynamiczniejszy, narastający. Przypominał bicie indiańskich bębenków. Jeśli ktoś kiedyś słyszał dźwięk jaki wydaje piekielna gra Jumanji, wie o co chodzi. Rytm mógł zapowiadać albo rychłą przygodę albo śmierć" - bardzo ładny fragment

"Wtem właśnie z cienia wyszły sylwetki. Trafnie nazwać je można również konturem, gdyż poza czarnym paltem, chitonem splecionym z nocy, nic nie zapowiadało tożsamości istot. Jedyne co dostrzegał, to sylwety rosłych rumaków, które niosły owe indywidua. Oczy miały tak czarne, a pyski nabiegłe pianą, że spokojnie można przypuścić, iż były z piekła rodem. Przez chwilę stały tak w całkowitym bezruchu, jakby smakując lęk. Potem jedna z nich wyłoniła się z tłumu i splunęła na ziemię. Było to pojedyncze, nasionko granatu" - ten fragment również mi się podoba

Ok. Plusy - masz potencjał, wyobraźnię i potrafisz bawić się słowem, czyli masz w zasadzie wszystko, reszta jest do doszlifowania. Minusy - jest trochę błędów z rodzaju duperelowatych do poprawy, to jedno, a drugie i ważniejsze - mam wrażenie, że napakowałeś w to opowiadanie za dużo wszystkiego. Na bogato, a zarazem zbyt chaotycznie. Człowiek zapamiętuje te opowiadania, których obrazy zobaczył w głowie i tutaj owszem, zwizualizowało mi się to i owo, ale mam pomiędzy tymi obrazami luki. Początkowo jakoś tak myślałam, że to będzie universum czeluści piórnikowych, potem poszło to w stronę Hadesu, a i motywy z Harry'ego Pottera się znalazły i ok, niemniej jednak musiałabym to przeczytać drugi raz, by mieć pełny obraz, a to minus.
Ogólny bilans jest jednak pozytywny
Pozdrawiam
Odpowiedz
Podoba mi się Twoja umiejętność i upodobanie do bawienia się słowem. Dzięki temu opisy są dopieszczone, działają na wyobraźnię, a opowiadanie nabiera momentami niemal poetyckiego charakteru. Z drugiej jednak strony, opisy czasem mnie przygniatały i zwyczajnie się gubiłem w natłoku detali. Zresztą może nawet nie o same detale tu chodzi, a o konstrukcję zdań, w których się znalazły. Wyraźnie lubisz długie, złożone formy. Były jednak momenty, w których, gdy dobrnąłem do końca zdania, uświadamiałem sobie, że nie pamiętam, co było na jego początku i musiałem wracać Już trzecie zdanie, sprawiło, że przystanąłem, żeby zaczerpnąć oddechu:

„Już sam widok tych małych, giętkich stworzeń nie tyle, co marszczył mu brwi na czole, a twarz wyginał, nie jakoby na kształt kwaśnej cytryny, perląc czoło strugą potu, niczym strumień żłobiący kamień, lecz wręcz napastował go niepohamowaną rządzą krwi".

Dla mnie tego typu formy są zdecydowanie zbyt długie, zbyt złożone i sugerowałbym je skracać. Choć z drugiej strony, może ktoś tak właśnie lubi Niezależnie od powyższego, masz dar dobierania pięknych, plastycznych słów i zwrotów, co bez wątpienia buduje atmosferę i klimat opowieści. Tego Ci bardzo zazdroszczę.

Pozdrawiam serdecznie
Odpowiedz
Zgadzam się z alfonsyną, Rithą i Zdzislavem, ładnie Ci wychodzi zabawa słowami, ale czasem zdania są przyciężkie i trudne do ogarnięcia umysłem Krótsze zdania (czyli albo dzielenie długiego na kilka mniejszych, albo rezygnacja z niektórych niewiele wnoszących przymiotników) zdecydowanie ułatwiłyby odbiór. Masz fantazję i pomysł, to na pewno. Unikaj jednak przeładowania tekstu - za duży miszmasz motywów i postaci może sprawić, że czytelnik mniej zorientowany się zagubi. Niemniej - widać, że dobrze się bawisz tworząc, a to bardzo ważne!
Witamy w TW, powodzenia dalej
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.