jasno ciemno
Krucjata Baśki cz.3 prawo do bycia idiotą (czyli polemika z monologiem ...)

Krucjata Baśki cz.2

 Górniczy transportowiec ciął niespiesznie kosmiczne pustkowie, zanurzony w narkotyzującej ciszy. Wlókł się z dala od szlaków handlowych, czy jakichkolwiek innych tras, podążając sobie tylko znaną trajektorią. Potężny moloch, załadowany wysłużonym sprzętem kopalnianym oraz cenną rudą – efektem ciężkiej pracy fedrowniczej – przemieszczał się sennie, z dala od boi identyfikacyjnych, mikrostacji i innych elementów nawigacyjno-kontrolnych przestrzeni międzyplanetarnej. Pozostawał niewidzialny dla systemów monitorowania ruchu. Sam też, przemierzając tak rozległe wygwizdowo, nie rejestrował niczyjej obecności.

 Ciągnące się w nieskończoność eony czasoprzestrzeni oblepiały sunący leniwie pojazd obślizgłymi mackami, wywołując u stetryczałego dowódcy odurzające omamy. Jedyny członek załogi zasiadał niedbale uwalony na sfatygowanym fotelu kapitańskim, na wprost panelu sterowniczego i, owionięty emisjami z pracującej instalacji destylacyjnej, raczył się bimbrem. Obejmował blaszany kubek wypełniony deliryczną substancją palcami wykrzywionymi starością i reumatyzmem. Pił powoli, przy okazji maczając w naczyniu obfity zarost dawno niestrzyżonego owłosienia. Szpakowate kołtuny, w połączeniu z piekielnie zużytymi łachmanami niegdysiejszego galowego stroju Kapitana Żeglugi Kosmicznej, stanowiły dopełnienie obrazu nędzy i rozpaczy. Stary zdawał się jednak nie być człowiekiem ponad miarę ceniącym wygląd zewnętrzny i z tegoż samego powodu nie należał do ludzi przesadnie skupionych na tym aspekcie życia. Dużo większą atencją obdarzał za to inne elementy nadające doczesności bardziej epickiego polotu. Dlatego też zapewne zwykł umilać sobie dłużący się czas rejsów kontemplacją aromatów siarczyście mocnego napitku.

 Brudna, ciemna kabina, rozświetlona zaledwie kilkoma topornymi diodami oraz migotliwymi ekranami przesycona była mieszanką woni alkoholu, smarów oraz ludzkich wydzielin dawno niemytego ciała. Starego to jednak nie zrażało. Pochłonięty degustacją używki, odliczał czas, jaki pozostał do osiągnięcia punktu docelowego wyprawy.

 A czasu było dużo. Odrażająco dużo.

 Alkohol jednak spłycał eony oczekiwania. Przesycał umysł, karmiąc go złudnym poczuciem ukojenia. Odgłos skraplanej substancji usypiał zmysły, tak że wkrótce do szmerów tułających się po zagraconej kabinie, dołączyły chrząknięcia i pochrapywania kapitana umordowanego pijackim amokiem.

 Transportowiec tymczasem sunął niespiesznie.

 A czas płynął.

 Sączył się wolno.

 Sennie…

 

 Cisza w kabinie zadrgała.

 Stary otworzył oko i zaskakująco czujnie omiótł nim wskazania sensorów.

 Mrok ścielący otoczenie stężał.

 Po skroni kapitana spłynęła kropla potu.

 Otworzył drugie oko.

 Przymrużył przebiegle.

 Wstrzymał oddech.

 Nagle gwałtowny rozbłysk wzbudził czujne ślepia detektorów. Rozbudzone potężnym uderzeniem energii, rozpętały świetlną erupcję krwistych diod. Aparatura zawyła, rozdzierając ciszę w ciemnej kabinie niczym piorun mroczne chmury.

 Stary natychmiast oprzytomniał. Nie spieszył się jednak zbytnio. Działał w skupieniu, z grymasem drwiącego uśmiechu na twarzy. Wprawną ręką wystukiwał polecenia, czujnie obserwując kilka szybkich punkcików na monitorze, które nieuchronnie zbliżały się do transportowca.

 – A to szuje! Wytropiły mnie – wymruczał i pogładził skołtunioną brodę.

 Niejako w odpowiedzi, salwa, która wzbudziła piskliwe rozbłyski wygenerowane przez wyczulone sensory, dosięgła celu. Transportowcem wstrząsnęła seria wybuchów, jednak tytanicznej powłoce kolosa daleko było do kapitulacji. Wzmocniona na specjalne życzenie Starego, ofiarnie opierała się kolejnym pociskom, które trafiały w poszycie.

 – I to mają być rakietnice? Serio? Tylko na tyle was stać? Patałachy! – krzyknął drwiąco przez włączony komunikator. – A niech wiedzą, że mam z nich niezły ubaw – mruknął pod nosem, złośliwie wykrzywiając usta.

 Ociężały transportowiec sunął dalej niezaburzonym torem, jednak niewielkie ścigacze zdołały go już dogonić i otoczyć.

 Doliczył się trzech. Przejechał brudną dłonią po długiej brodzie, mocując się przez chwilę jednym ze szponiastych pazurów, z jednym ze sterczących kołtunów.

 – Dziwnie wyglądają. Może to jakaś nowa technologia? Kurwy ciągle coś ulepszają – ocenił. – Na pewno nie są same. Statek Matka dyszy zapewne gdzieś na tyłach – burknął i załączył boczny panel. – Znajdź i rozpierdol sukę! – Krótkie polecenie wystukane w języku oprogramowania natychmiast uruchomiło podrasowane szperacze. Dioda, informująca o wzmożonym poborze energii, zapulsowała niepokojąco. Uciszył ją, a pozostawił jedynie wykres zużycia paliwa. Tymczasem szperacze, wysunięte zza klap osłaniających, drgały przez kilka sekund, dostosowując źrenice nawigacyjne do wyśrubowanej przez Starego normy.

 Ten z uwagą prześledził ich wstępne wskazania. Dokładne przeczesanie przestrzeni z reguły zajmowało sporo czasu i zawsze zużywało mnóstwo energii.

 Czasu sporo miał. Paliwa znacznie mniej.

 Odchylił czapkę kapitańską i poskrobał się pazurem po głowie. Następnie pochwycił kubek i zrobił łyk.

 

 Kolejna salwa dosięgła celu, gdy właśnie robił sobie dolewkę bimbru. Podłoga i ściany lekko zadrgały, co tylko go upewniło o skuteczności autorskich – jego własnych – innowacji, poczynionych w konstrukcji pojazdu.

 – Co z wami? Amatorzy! – Załączył komunikator i wyśmiał napastników, a ściszywszy głos, wymruczał kąśliwie: – Coś nie mam ostatnio talentu do nawiązywania znajomości.

 Po ponad godzinie bezskutecznego ostrzeliwania górniczego kolosa, do grupki trzech atakujących pojazdów dołączyło kilka kolejnych, o czym poinformowały piskliwe alarmy wyjące w kokpicie. Stary był trochę zły, że go wybudziły z drzemki. Zanim przedsięwziął cokolwiek z tym problemem, poszedł się odlać, a potem coś przekąsić. Gdy kończył zagryzać parówki, załączył się komunikator, przez który ktoś zanucił piosenkę w nieznanym mu języku, a następnie wybrzmiały słowa:

 – Tłumaczenie w toku. Przebywamy w pokoju, Ziemianinie!

 – Ooo, poważnie? – Kapitan w zaciekawieniu uniósł brew. – Bo ja to w sraczu przebywam zwykle. I co tera będzie? Tralala la la la? – sparodiował melodyjny komunikat.

 W głośnikach znów ktoś zaśpiewał, a następnie rozległa się znajoma informacja o tłumaczeniu:

 – Niezrozumiała odpowiedź Ziemianina. Uprzejmie prosimy oddać nam statek, w przeciwnym razie będziemy zmuszeni ostrzeliwać cię do skutku. – Coś śpiewnie zawyło i na koniec komunikator wyrzucił dobitne: – Ty stary chuju!

 Tak stanowcze żądanie wyśpiewane melodyjnym tonem zadziwiło go. Kapitan niejedno widział i słyszał w swoim długim życiu, ale, no, melodyjne wyśpiewywanie żądań stanowiło tu pewne nowum. Uniósł więc lekko krzaczastą brew. Następnie zakasłał, ale bynajmniej nie z wrażenia, a z powodu stęchłego kawałka parówki, która wleciała nie do tej dziurki, co trzeba. Pomlaskał chwilę, zerknął na brak pozytywnych wskazań szperaczy, a następnie zaklął po cichu, widząc zużycie energii potrzebnej do ich pracy i, wydłubawszy sobie kawałek mięsa pazurem spomiędzy zębów, ponownie uruchomił komunikator:

 – Słuchajcie panowie – zaczął tonem wyrozumiałego mentora. – Ja nie wiem, co braliście, ale cokolwiek to było, bierzcie połowę. To raz. A dwa, to było bardzo niekulturalne z waszej strony. Ja rozumiem, że piraci teraz to muszą używać kamuflaży i w ogóle, ale zrozumcie i mnie. Chcecie urobku z diamentami? Bardzo proszę. Tyle tylko, że będziecie sobie musieli po nie tu do mnie przylecieć. Sugeruję lewy tylny właz. Zaświecę wam nawet lampkę zewnętrzną, co byśta mogli trafić.

 Kapitan nie musiał długo czekać na reakcję. Wyglądało, że przekonał napastników, bo jeden z nich zaczął zręcznie zwalniać prędkość, a tym samym wycofywać się na tyły molocha.

 Stary tymczasem wstał z fotela, pochwycił opróżniony kubek, podszedł do aparatury destylacyjnej i jęknął w zadumie:

 – Dziś już nie ma prawdziwych piratów. – Po czym beknął przeciągle i nalał sobie krztynę alkoholowej ambrozji.

 

 Ramię bocznego włazu giganta zaskrzypiało, a ciemność wyściełającą szyb wyrzutni przecięły wąskie snopy światła rzucane przez ostrzegawcze lampy sygnalizacyjne. W miarę jak Kapitan rozwierał śluzę, zgrzyty poczęły tonąć w syku uciekającego w próżnię powietrza. W ciągu kilku chwil korytarze transportowca odżyły, wybudzone z sennej ciszy skrzypiącymi dźwiękami towarzyszącymi otwieraniu włazu. Nic poza tym jednak nie zaburzyło ich pozornej martwoty.

 Stary kontrolował sytuację wpatrzony w obrazy przesyłane z kamer wewnętrznych hangaru załadunkowego, jak i zewnętrznych, ulokowanych tuż przy wylocie wyrzutni. Uchylał wrota powoli, stopniowo odsłaniając skrytą w półmroku zawartość. Gdy ścigacz zrównał się z uchylonym włazem, Kapitan uniósł lewą dłoń i ostrożnie położył na przekładni zwalniającej zaczep skrytego w cieniu włazu harpuna. Przygryzł usta i, wyczekawszy na odpowiedni moment, zacisnął lewą dłoń na mocowaniu.

 Nastąpiło błyskawiczne zwolnienie przekładni. Miotany zaczep, zwyczajowo używany do wyłapywania co cenniejszych, niewielkich planetoid, wystrzelił jak z procy i trafił bezbłędnie w poszycie ścigacza, po czym zsuwając się, zaczepił o pokrywę dyszy wylotowych jednego z jego silników.

 Próbując się uwolnić, uwięziony pojazd gwałtownie przyspieszył. Nic to jednak nie dało, bo linki holujące, wzmocnione według patentu Starego – radziły sobie doskonale z tak szerokim zakresem skokowych różnic naprężeń. Gorzej z materiałem, z którego zbudowano pokrywę dyszy wylotowych ścigacza, w które zarył harpun – te boleśnie zadrgały, a po przerwaniu ciągłości poszycia, oderwały się z impetem.

 Uwolniony w ten sposób zaczep Stary szybko wciągnął z powrotem na pokład transportowca. A uwolniony w ten sposób ścigacz – siła odrzutu szybko wykopała z powrotem w odmęty kosmosu.

 Kapitan kuknął w ekran z obrazem z bocznej kamery, ustawił zoom, wzmocnił go dodatkowo, i począł zacierać ręce – ścigacz z przebitym poszyciem i uszkodzonym silnikiem wypadł z gry.

 – No! Na razie starczy kurwom! – zdecydował w związku z tym, opadł na oparcie fotela i leniwie sięgnął po kubek z bimbrem. – Niech się zajmą lizaniem ran. Ja tymczasem…

 Nie zdążył zlustrować wskazań szperaczy dalekiego zasięgu, gdy transportowcem szarpnął potężny wstrząs. Niemal równocześnie załączyła się piskliwa kanonada alarmów informujących o uszkodzonym poszyciu i dehermetyzacji kilku sąsiadujących ze sobą stref, zlokalizowanych na tyłach molocha.

 Kapitan natychmiast przełączył na obrazy z najbliższych im kamer.

 Przypatrywał się przez chwilę rozszarpanemu, potężnemu korpusowi tylnej części transportowca, w który wbił się inny, znacznie mniejszy statek, ale wnosząc po budowie i wzmocnieniach jego przedniej części, wprost stworzony do takich szarż.

 – No, to Statek Matka się znalazł. Skurwysyny, zajęli moją uwagę tym wypizdkiem, a tu proszę... – bąknął z uznaniem i upił łyk z blaszaka.

 Obserwował, jak po zdemolowanych uderzeniem pomieszczeniach magazynowych, wypełnionych po brzegi bezcennym urobkiem, rozlewa się tłuszcza ubranych w kombinezony łupieżców. Gdy doszli do zamkniętych grodzi, Kapitan uniósł kubek i dopił resztkę bimbru. Załączył obraz z kamery najbliższej konstrukcyjnej barierze i zrobił zoom na jednego z napastników. Zlustrował uważnie czarny kombinezon, a potem oszkloną kopułę głowy. Tu zatrzymał się na dłużej. Zmrużył oczy i głęboko się nad czymś zastanowił. Następnie wolno odstawił opróżnione naczynie z boku panelu sterowniczego, tuż obok zabezpieczonego włącznika autodestrukcji. Ostrożnie wsunął dłoń do wewnętrznej kieszeni marynarki, wyciągnął dyskietkę rozkodowującą i włożył do gniazda.

 – Ziemianinie, tak? – wymruczał w końcu. – No, to ja wam, kurwy pokażę, co to znaczy zadrzeć z… Ziemianinem.

 Jeszcze przez chwilę, ze stoickim spokojem wygładzał zmierzwioną brodę i obserwował działania najeźdźców. Następnie wystawił szponiasty pazur i załączył przycisk.

 

 Link do cz. 1 https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 Link do cz. 3 https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

11953 zzs

Liczba ocen: 1
75%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Agnieszka
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 35

Opis:

Dodano: 2021-02-12 11:25:49
Komentarze.
~Adelajda 17 d.
jedynkę mam w planach
Odpowiedz
Adelajda fajno
Odpowiedz
!Szudracz 11 d.
Jak to się stało, że Baśki w tej części jeszcze nie ma? Tylko nie mów, że ją przerobiłaś na tego Kapitana. 😉
Charakterny, podobnie jak Bacha.
Dużo szczegółów, które mocno budują wyobrażenie.
Odpowiedz
Szudracz cóż... to część większej całości. Się okaże
Dzięki ze podleciałaś i pozdrowionka...
Odpowiedz
*Ritha 7 d.
z dużym wykopem
Jestem i tu, świetna akcja, świetny bohater, fragmenty są mi znajome Masz naprawdę dopieszczoną narrację i dużo żywiołowości w tym wszystkim, bardzo na tak, zostawiam duże wykopy i wrzucam kolejną część do kolekcji
Odpowiedz
Ritha są mi znajome? a skąd...?
Odpowiedz
*Ritha 6 d.
Agnieszka a wysyłałaś mi mailem fragment kiedyś
Odpowiedz
Ritha hm... a tak, możliwe... Czasem dręczę tak znajomych. Faktycznie
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.