jasno ciemno
Rankor — część 21 Rankor — część 19

Rankor — część 20

 Poprzednia część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

 Fayetteville, Arkansas, USA

 

 Budynek przypominał przerośnięty garaż. Skoszony z prawej strony Chrysler Aspen na zewnątrz, dwóch mężczyzn w środku. Wyższy z nich rozłożył na szerokim blacie stołu wysłużoną mapę, po której chwilę później wędrował jego wskazujący palec.

 – Tu mamy lasy Ozark, a tu Oachita.

 Niższy z mężczyzn kiwnął głową, wyższy – Henry – kontynuował:

 – Proponuję zacząć od Ozark i robić to metodycznie. Czyli po zewnętrznej krawędzi z każdej strony. Jakbyśmy zaciskali pętlę. Zawęzimy areał, zwierzyna zacznie się tłoczyć, zagonimy ją jeszcze bardziej w głąb, do serca dziczy. W końcu przestanie się mieścić i wyjdzie. Nadzieje się prosto na nasze lufy i noże.

 – A jeśli nie? Jeśli nie ma jej tam aż tyle albo… albo nie będzie jej przeszkadzać tłok.

 Błysnęła zapalniczka. Końce dwóch papierosów zaczęły się żarzyć.

 – Może też wierzysz w te bzdury, które rozpowiadają co niektórzy? O istnieniu jakichś dziur, przejść i chuj wie czego w samym sercu lasu?

 – A ty wierzysz?

 – We Wróżkę Zębuszkę i lampę Alladyna. Więc tak jak mówiłem. Maksymalnie zawęzimy areał i wtedy zaatakujemy. Potrzeba sprawnych wozów w pełnej gotowości, puste przyczepy, baki pełne paliwa, akumulatory naładowane, broń, a w bazie lodówy. Dopilnuj tego, Theodor. Oachitę zostawimy sobie na później. Wcześniej zajmiemy się punktami strategicznymi.

 – Północno-wschodnie tereny wokół Ozark, od Fayetteville aż do Conway są nasze. Nic tam nie było, szałasy. Został tylko Fort Smith. Rozejrzeliśmy się wstępnie. Głód i choroby wybiły większość mieszkańców, ale ostatnio cały Teksas i Oklahoma walą tu drzwiami i oknami. Ponoć tam nie ma już żywcem co włożyć do gęby poza, oczywiście, drugim człowiekiem.

 – Więc w sumie to mają co jeść.

 Dwa szydercze uśmiechy ukazały rzędy żółknących od złej diety, tytoniu i marnej higieny zębów.

 – No w sumie mają – potwierdził Theodore. – My też możemy. Grunt, żeby nie jeść mózgu. Powoduje kuru, zabawna choroba, wzmaga napady śmiechu, potem osłabienie, dreszcze, śmierć.

 – Od śmiechu?

 – Od prionów zawartych w ludzkim mózgu. Choroba wściekłych krów też od nich się rozwijała. Najlepsze, że może objawić się po pięciu, dziesięciu, nawet dwudziestu latach.

 – Zakładasz, że przetrwamy jako gatunek kolejne dwie dekady? Optymista z ciebie! – Starszy z mężczyzn – Henry – poklepał towarzysza po plecach. – Zapamiętam, żeby nie wpieprzać tych pustych łbów.

 – No więc najwięcej dzieje się poza granicami miast, tuż przy linii drzew. Na tych terenach funkcjonuje kilka wciąż czynnych knajp, nie zrobią jednak problemu, bo to jakieś przypizdki.

 – Problemu? – zapytał, a potem zaczął się śmiać. – Błagam cię. Chyba już mam tę chorobę. – Kolejna porcja śmiechu. – Za dużo ludzi i środków w to zainwestowałem, by dopuścić do problemów, które można tak łatwo wyeliminować. Na końcu ich spalimy, a jak zaczną robić, jak to nazwałeś, problemy, to zrobimy to od razu. Albo ich zeżremy, omijając jedynie tę ryzykowną mózgową breję. Okej, zaczynamy o szesnastej. – Klasnął w dłonie. – Powiedz Hannah, żeby była gotowa.

 

 Fort Smith, Arkansas, USA

 

 Padało przez tydzień. Najpierw upały osiągnęły punkt kulminacyjny, potem przyszła przepotężna burza, a po niej niebo zakocurzyło się na dobre. Do knajpy w Fort Smith co rusz wpadał ktoś poraniony, jednego dnia nad ranem dwie kobiety wciągnęły do środka nieprzytomnego mężczyznę. Miał otwartą ranę brzucha, tak rozległą, że spokojnie zmieściłaby dłoń. Starsza z nich w histerycznym płaczu wydukała, że wyniosły go z lasu i że miał w środku gałąź. Abigail i Carmen zaopiekowały się nim najlepiej, jak potrafiły, wykrwawił się jednak następnego popołudnia. Jackie nie rozmawiał z Charles’em, unikali się.

 Charles zabronił dziewczynom podróżować bez opieki. Abigail poprosiła więc Jackiego, żeby zabrał ją do centrum miasta, a konkretnie do Walmart. Mężczyzna odpowiedział pobłażliwym spojrzeniem i delikatnie zasugerował, że wizyta w jednym z największych superkmarketów Fort Smith to niezbyt odkrywczy, jak na apokaliptyczne czasy, pomysł i na pewno wpadło na to dziesiątki, setki, o ile nie tysiące ludzi. Słowem – na sto procent nie ma tam już kompletnie nic przydatnego. Uparła się i nie dała za wygraną.

 Kiedy opustoszała powierzchnia splądrowanego marketu potwierdziła słowa Jackiego, Abigail niemalże zmusiła go, by objechali mniejsze sklepiki. Krążyli więc, dopóki nie znalazła tego, czego szukała. Mała, stara jak świat i na szczęście nie zgniła, a ususzona cytryna. Dziewczyna słyszała, że trzeba taką włożyć na chwilę do wrzątku, co do pewnego stopnia ją zregeneruje. Zależało jej na pestkach. Wracając, wstąpili jeszcze do sklepu ogrodniczego, gdzie kobieta skompletowała resztę potrzebnego ekwipunku – ziemię do cytrusów (była niejadalna, więc nikt jej nie podwędził), drenaż, doniczkę z podstawką i folię spożywczą. Jackie nie wytrzymał i zapytał w końcu, po co jej to wszystko. „Nie bądź taki ciekawski” musiało wystarczyć za odpowiedź.

 

 *

 – Hej, mistrzu… – Ellie usadowiła się na barowym krześle. Miała na sobie tylko szlafrok. Charles doglądał pieczeni, polerując szklanki i rzucając okiem na zgromadzone towarzystwo.

 – Powiedziałem ci kiedyś – warknął – że nie wyrażam zgody na to, żebyś tak ubrana wychodziła z pokoju. Rozumiem, że nie dotarło? – Zaciśnięta pięść opadła z hukiem na blat, kobieta się wzdrygnęła. – Zasuwaj na górę i wróć kompletnie ubrana, a najlepiej w ogóle się tu nie kręć. Odkąd leje, roi się od różnych przyjezdnych typów. – Nachylił się nad ladą i kontynuował szeptem: – Nie potrzebujemy kłopotów, Ellie, a takie nadejdą, jeśli będę musiał komuś obić ryj za zbyt mocne wgapianie się w ciebie. Felipe porwali siostrę. Jesteś moim słabym punktem, nieroztropnie jest je eksponować.

 – Jackie widział pożar niedaleko stąd, rozmawiacie czasem?

 – Rzadko. Zjeżdżaj, Ell.

 Charles nie zapuszczał się w las już chyba ze dwa miesiące. Jedzenie, którym płacili podróżnicy, wystarczało na kolację dla wszystkich, do tego Zayden i Felipe polowali regularnie. Jackie natomiast potrzebował tego wręcz narkotycznie. Jakby uzależnił się od walki, od przetrwania, od adrenaliny. Wchodził za linię drzew co najmniej dwa razy w tygodniu. Zawsze coś przytargał, najczęściej psa lub kota. Wszystkie domowe pupile, które wraz z nadejściem Wielkiej Zmiany sfiksowały, najpierw epatowały agresją, następnie odeszły, poznikały i jak się okazało później, są właśnie tam. Jakby Wielka Zmiana połączyła faunę i florę w jedną, nierozerwalną siłę.

 Jackie jednak próbował nauczyć się wbijać w ten monolit. Nikt go nie zatrzymywał, bo nikogo nie słuchał, a może z nikim nie był aż tak blisko, by siłę argumentów podbić warstwą emocjonalną. Tak samo, jak próbował nauczyć się pływać – nie fizycznie, bo tę umiejętność posiadł dawno temu, ale okiełznując wewnętrzny, irracjonalny strach.

 Charles, zaraz po tym, jak osiedlili się w Fort Smith, zabrał ze sklepu budowlanego cały zapas silikonu i wyprodukował kilka strojów ochronnych. Z wiekiem zrobił się pragmatyczny. A może zawsze taki był? Stąd cały pomysł spokojnej przystani – chciał, żeby nie musieli polować, chciał zapewnić bezpieczeństwo zarówno swojej grupie, jak i w pewien sposób ludziom przyjezdnym. Czasem rozmyślał o tym, jak bardzo się zmienił. Nie miał już znajomych z tamtego życia, ale gdyby trwała przy nim przez ten cały czas choć jedna osoba, z całą pewnością stwierdziłaby, że zmienił się nie do poznania. A być może umysł człowieka, schemat jego zachowania, sposób, w jaki równolegle do wydarzeń postępuje – może to wszystko działa na zasadzie jakiejś równowagi, proporcji, sprzężenia. Może właśnie dlatego Charles odczuwał potrzebę zapewnienia bezpieczeństwa ludziom wokół niego, bo zbyt wielu ludziom je odebrał.

 Po ostatniej rozmowie z Jackie’em doszedł do wniosku, że to wszystko może jednak nie ma sensu. Może sam siebie próbuje oszukiwać, lepić nowy wizerunek z glinianych odłamków? Kogo to wszystko obchodzi? Był nikim, pochodził znikąd i donikąd zmierzał. Niechaj tak zostanie. Postanowił jednak wybrać się do lasu, nim zapomni, jak to jest. Nim przyzwyczai się, że ktoś zawsze zrobi to za niego. Założył wzmocniony silikonem strój, zabrał broń – pistolet i nóż, po czym ruszył w dzicz. Udało mu się przeżyć, zaobserwował jednak kilka niepokojących zjawisk. Między innymi ogień.

 Od tej pory nieustannie o nim myślał.

 Ogień widział również Jackie, który – o czym ani Charles, ani nikt inny nie wiedział – poza pożarem natknął się na coś jeszcze…

 

 Gdzieś pomiędzy Fayetteville a Fort Smith, Arkansas, USA

 

 – Widziałem cię przy pożarze. – Jackie skrzyżował ręce na piersi, zerkając to na linię lasu, to na jezioro pośród drzew, przy którym spędził wiele poranków, to znów na nieznajomą. – Jesteś z tamtymi ludźmi?

 Zignorowała pytanie, odwracając głowę i rozglądając się po okolicy.

 – Mhym – mruknął. – Czyli z plemienia obrażonych paniusiów. Spoko, przed Wielką Zmianą pewnie córusia kogoś ważnego, może nawet jakiegoś strażnika miejskiego. – Odpalił papierosa z coraz bardziej złośliwym i zarazem wesołym wyrazem twarzy. Po chwili jednak z powrotem przybrał poważny ton. – Już tylko lasy nas żywią. Tylko z nich możemy wydrzeć jakiś kęs. Zabijecie resztę ludzi, paląc je.

 Tym razem za odpowiedź musiał wystarczyć gest środkowego palca. Jackie uniósł brwi i, ku swojemu zdziwieniu, odpowiedział jej tym samym. Dwoje dorosłych ludzi pokazujących sobie „fuck you”.

 – Umiesz pływać, paniusiu?

 – Co? – Zaskoczona pytaniem nie utrzymała reakcji w ryzach dalszego milczenia.

 – Naucz mnie.

 Przekręciła głowę jak zdziwiony pies. Jackie ponowił:

 – Naucz mnie. Naucz mnie pływać, paniusiu.

 A wtedy ona zdjęła wszystko, warstwa po warstwie, aż do opalonej skóry. Mężczyzna w tym czasie rozłożył ręce w geście niekrytego osłupienia, a ona chwyciła jego dłoń i pociągnęła za sobą w stronę brzegu. W pośpiechu zzuł buty i tuż przed linią wody zatrzymał się, zrzucając koszulkę i spodnie.

 – To też. – Zahaczyła wskazującym palcem o krawędź bokserek.

 Posłuchał, choć przez myśl przebiegło mu, że to jakieś popieprzone…

 Po chwili byli już pod powierzchnią aż po szyję. Dziewczyna odbiła się stopami od dna i ruszyła kraulem wzdłuż brzegu. Jackie zrobił to samo. Gdy ją dogonił, spojrzała podejrzliwie.

 – Umiesz pływać. Nie trzeba cię uczyć.

 – Technicznie tak – potwierdził. – Ale się boję.

 Nie oddalili się od brzegu, oboje pod stopami wciąż wyczuwając grząski, śliski muł. Dziewczyna podpłynęła bardzo blisko. Tak blisko, że na ustach czuł powietrze, które wydychała nosem. Po chwili oplotła rękami jego szyję, a nogami pas, wdarła się językiem do jego ust. Z trudem utrzymywał pion, stopy wsiąkały w luźne, błotniste podłoże.

 – Bliżej brzegu – szepnęła, odplatając towarzysza siecią własnych kończyn. Przesunęli się kawałek dalej, pociągnęła go w dół. Opadł na plecy i wsparł się na łokciach tak, że wciąż był pod wodą po tors. Wsunęła się na niego sekundę później.

 Zdefiniuj szaleństwo, Jackie.

 Postępowanie wykraczające poza przyjęte normy. Stan umysłu człowieka, który nad sobą nie panuje. Choroba psychiczna. Dobra zabawa.

 Nieznajoma wpadła w rytm, dźwięki, jakie wydawała, odbijały się od linii drzew. Do pasa obmywała ją woda, nachyliła się jednak bardziej, by na sutkach również poczuć zimną ciecz. Doszli niemalże równocześnie. Wszystko potoczyło się szybko i wcale nie miało zwolnić. Przez kilkadziesiąt ulotnych sekund łapali razem oddech, po czym dziewczyna wyszła na brzeg i pozbierała swoje ubrania. Jackie w pośpiechu dołączył do niej, czując się co najmniej idiotycznie. Ubrali się w ciszy.

 – Może teraz nie będziesz się bał – rzuciła na odchodne i pobiegła w stronę lasu.

 – Hej! – krzyknął za nią. – Jestem Jackie! A ty?!

 – Hannah… – dobiegło już zza linii drzew.

 – Dzięki… Hannah – bąknął, czując się jeszcze bardziej idiotycznie niż przed chwilą. Dziewczyna jednak już nie usłyszała.

 

 Kolejna część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

12044 zzs

Liczba ocen: 3
93%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Ritha
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 48

Opis:

Tagi:

#rankor #postapo #sciencefiction #ritha #las
Dodano: 2021-02-19 06:26:04
Komentarze.
Oo nie zgadzam się, nie bedzie love Hannah i Jackie...
Ale rozładowało to trochę sytuację, już myślałam, że nam Jackie całkowicie zeświruje. ♥ Jest dobrze 👍
Odpowiedz
*Ritha 9 d.
SylviaWyka hahaha, ale czemu nie, dej temu Jackie'emu żyć, kobieto, puchu marny! A tak serio to ciekawa byłam Twojej reakcji W ogóle zawsze przy tej serii jestem bardzo ciekawa Twojej reakcji, mam już surówki ciągu dalszego i też jestem bardzo ciekawa
Pozdrawiam!
Odpowiedz
Ritha noo może mu się coś należy, zobaczę co to będzie za dziewczę, jeśli ona dożyje ;D 😂
Uwielbiam tę serię naprawdę! 😍 Musisz to skończyć i trzasnąć w papierze! Bieeere od razu! 😂
Odpowiedz
*Ritha 9 d.
SylviaWyka
Taki jest plan! Przynajmniej tę część planu dotyczącą napisania tego do końca zrealizuję, reszta już nie zależy w 100% ode mnie, ale... będę walczyć. Dziękuję Ci za motywację!
Odpowiedz
"Powoduje kuru, zabawna choroba, wzmaga napady śmiechu, potem osłabienie, dreszcze, śmierć" - o, to jest fajny smaczek, przyjemna ciekawostka, jakże adekwatna do tych apokaliptycznych czasów
"–Starszy z mężczyzn" - spacja się zjadła;
"najlepiej, jak potrafiły., wykrwawił się jednak" - kropka jakaś przypadkowa,
"przez ten cały czas choć jednak osoba" - jedna;
Tam jeszcze w samej końcówce można by jedno "bąknięcie" wymienić na inne określenie, bo niby bardzo się nie gryzą, ale jednak są w dość bliskim sąsiedztwie.
No... taką naukę pływania to ja rozumiem! Niejeden by się na pewno chętnie tak pouczył, ale chyba jeszcze nikt nie wpadł, by rozkręcić taki biznes...
Już znowuż jakaś większa akcja się tam kroi widzę, co napawa mnie optymizmem, gdyż w sumie nadal czekam, żeby Charles dostał za swoje (jestem mściwa, nie odpuszczę mu tak łatwo, jak Jackie), więc cierpliwie poczekam i oby było warto!
Odpowiedz
*Ritha 9 d.
alfonsyna błędy nareperowane, faktycznie dwa bąknięcia były obok siebie I przy okazji zauważyłam, że we wstawce ze "zdefiniuj: nie było kursywy! skandal!
Powiem Ci, że to była mocno łatana część, sklejana z fragmentów scen, dalej sytuacja nabierze tempa, może nawet będziesz zadowolona, a może nie, Charlesowi już - jakby to powiedział Can - życie nawyczyniało
Dzięki za wizytę
Odpowiedz
Ritha ostatecznie wszystko się ładnie poskładało - najważniejsze, że puzzle do siebie pasują. Widać, że masz już opracowany plan i dobrze go ogarniasz, ciekawa jestem, czy mnie usatysfakcjonuje!
Lubię tę serię tak w ogóle, dobrze, że wróciła. Przypasował mi ten świat i bohaterowie, jak będzie kiedyś na papierze to na pewno biorę w ciemno, więc nie zwalniaj tempa!
Odpowiedz
*Ritha 8 d.
alfonsyna dziękuję
Odpowiedz
~jotka 8 d.
z dużym wykopem
Jeśli tego nie to rozdrukują w swiat, to znaczy, że zszedł na psy 😁

Resztę doczytam w papierze.
Odpowiedz
*Ritha 7 d.
jotka hahaha, ominie Cię sporo dobrego w najbliższych "odcinkach", jeśli będziesz czekać na papir
Dzięki, naprawdę, dajecie kopa
Odpowiedz
~jotka 7 d.
Ritha
A bedzie romans? Jak będzie to rzucę okiem ewentualnie
Odpowiedz
*Ritha 7 d.
jotka bydzie wszystko, trupy, seksy, płonące lasy, dopiero się rozkręcam
Odpowiedz
*Ritha 7 d.
Rany cięte, kłute, szarpane, postrzałowe, potwory, dzikie zwierzęce bestie, kłótnie, łzy, awantury, czytać, czytać, Pani, Pani!
Odpowiedz
*Ritha 7 d.
A-NO-MA-LIE
Odpowiedz
~jotka 7 d.
Ritha haha jaka wyliczanka, o matko no dobra to przycupnę pod ten seks i rany cięte xD
Odpowiedz
*Ritha 7 d.
jotka hahaha, a potem dziwota, że same romanse na rynku, jak taki popyt. jest popyt, jest podaż. Otóż Rankor to wiekopomne wielogatunkowe dzieło oparte na postapokaliptycznym świecie z ELEMENTAMI romansu. Tak. Dla każdego coś dobrego. Ćwiczę, bo jak go nie wydadzą, to wydrukuje i będę nim handlować na bazarze
Czytać, Pani, czytać, czytać!
Odpowiedz
*Ritha 7 d.
Zawładnę bazarowym podziemiem!
Dobra, idę, bo mi szajba z deka przeskakuje od poniedziałku
Odpowiedz
~jotka 7 d.
Ritha
OK to mam nadzieję, że i do biedronki rzucisz kilka egzemplarzy w razie co
Odpowiedz
*Ritha 7 d.
jotka nie, będziesz musiała iść na bazar
Odpowiedz
z dużym wykopem
Fajny seks. Hmm... Przypomniało mi się coś

Odpowiedz
z dużym wykopem
Fajny seks. Hmm... Przypomniało mi się coś

Odpowiedz
*Ritha 7 d.
alka666 hahaha, opowiadaj!
Odpowiedz
Ritha życie, nie fikcja
Zatem nie do opowiadania Ale fajnie było...
Wiesz, w tym roku półwiecze mi stuknie. I chociaż więcej wspominam, niż czegoś nowego doświadczam, to dobrze jest mieć co wspominać
(Zarumieniłam się nieco )
Odpowiedz
*Ritha 7 d.
alka666 haha, no i super
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.