jasno nowa wersja
Rankor — część 24
<
Rankor — część 22
>
Tagi: #rankor #postapo #sciencefiction #ritha #las

Rankor — część 23

 Poprzednia część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

 – Jak tam, Mike? – Charles usiadł za wysłużonym barem. – Radio działa? Nie zapowiadają deszczu? – zaśmiał się.

 Mięso. W pomieszczeniu było czuć mięso. Tak często i tak intensywnie, że zapach ten zdawał się wsiąknąć w każdy pojedynczy mebel i przedmiot – w każde krzesło, stół, drzwi, nawet deski podłogowe.

 – Może i by zapowiedzieli, ale prezenterki pogody umarły z głodu.

 – Taa, meteorolodzy też. Posłuchaj, Mike. Mam sprawę. Chciałbym pojechać do Fayetteville i pogadać z tamtymi ludźmi, wiesz...

 – Fiuuu! – zagwizdał rozmówca, w czym zawarł wstępny komentarz usłyszanego pomysłu. – Wiem. Po co? Po co chcesz się wepchnąć w aż takie kłopoty, Charles?

 Mężczyzna naświetlił rozmówcy szereg obaw i wątpliwości. Mówił o pętli, która zaciśnie się wokół nich po cichu i niemalże bezobjawowo. Nikt ich nie informuje, nikt nawet nie grozi i gdyby nie plotki oraz kilka zaobserwowanych pożarów, żyliby w błogiej i zgubnej nieświadomości. Czas wymieść tę sprawę spod dywanu, wyjaśnić ją. Nie wspomniał jednak o rozmowie z Abigail, która sugerowała radykalne środki. Podjął własną decyzję. Mike skinął głową i kwadrans później pędzili już na północ. Leśny krajobraz migał za bocznymi szybami. Jedyne co świat mógł im w tym momencie dać, zawierało się pośród drzew. Jedyne co mógł im dać, musieli odebrać mu sami. Musieli to światu wyrwać. Zarazem obaj byli przekonani, że powinni o to dbać. Że to ostatni bastion.

 Głód to straszna śmierć.

 – Co z tobą i Jackiem? – W połowie drogi Mike podjął temat, którego poruszenie kusiło go od kilku dni. – Wasze fochy da się wyczuć z mili. Nie szkoda takiej przyjaźni?

 Charles mocniej zacisnął dłonie na kierownicy.

 – Zrobiłem kiedyś Pini krzywdę. Wiele lat temu.

 Mike w osłupieniu i częściowym odruchu wskazał własne oko. Rozmówca kiwnął głową, potwierdzając.

 – Spotkałem ich w pewnym barze w Oklahomie. W zasadzie ją, Jackie polował. Zobaczyłem ją i… oniemiałem. Po pierwsze była olśniewająca we wszystkich posiadanych defektach. Pomyślałem, że mógłbym ją mieć. Że chcę ją mieć. W tamtym momencie pragnąłem jedynie, by towarzyszący jej facet nigdy nie wrócił. Modliłem się w duchu, żeby pożarł go las. Ale gdy wyszedł, gdy las go wypluł, poranionego i posiniaczonego, ale wciąż żywego i na dodatek z łupem, zrozumiałem, że dobrze trafiła. Zdawałem sobie też sprawę, że jednookie albinoski to ewenement, że naprawdę nie ma takich wiele i że to musi być ona. Dorosła, minęło tyle lat. Zostałem skazany za kilka złych rzeczy. Okaleczeń, morderstw, takich tam. Uciekłem z konwoju, a potem spierdolił się świat. Baaam! Faunie i florze odjebało, a ludzie wpadli w chaos. Trochę to dla mnie wybawienie, co nie?

 Po prawej mignęła tabliczka z napisem „Fayetteville”.

 – Gdy zaproponowałem Jackiemu tę knajpę – kontynuował – wiedziałem, że sobie poradzimy. I że to dla nas szansa, połączenie sił. Nawet jeśli nikt by się nie zjawił, nikt nie zapłacił mięsem, nawet jeśli wokół zapanowałaby totalna pustka, to mielibyśmy swój fort. Fort w Fort Smith! – podsumował odrobinę głośniej, zatapiając się w potoku myśli, mieszance wspomnień, marzeń, goryczy. – A potem wszystko strzelił chuj. Jackie ciągle znika, banda obcych kutasów chce spalić nasz las, a z Meksyku napływają coraz większe bandziory. Na dodatek wszyscy wyglądamy coraz mizerniej. O Carmen nie wspomnę, szkorbut ją zabije.

 – Pogadaj z nim jeszcze raz.

 – Próbowałem kilkanaście. Jest uparty, krnąbrny, dumny, zagubiony. Jakby nie wiedział, co powinien. Jakby nie mógł ocenić, na ile bezcześci pamięć o niej, dając mi dojść do słowa. Jesteśmy na miejscu. – Zaparkował. – To chyba tu.

 Graffiti z napisem „Welcome assholes” na budynku oraz kontener kości obok zdawały się potwierdzać jego przypuszczenia.

 – Gdy wrócimy, to ja z nim pogadam – stwierdził Mike. – Znamy się całe wieki.

 

 *

 Przy drzwiach stał facet. Pełne uzbrojenie, nieprzyjemna twarz.

 – Ktoś tu dowodzi? – Charles odpalił papierosa.

 – Henry. Żeby wejść, musisz oddać broń.

 – Nie muszę wchodzić.

 Mężczyzna uderzył karabinem o blaszane drzwi. Raz po raz wybijał w nich jednostajny rytm. W końcu zjawił się drugi człowiek, jednak słysząc: „Zawołaj go”, z powrotem zniknął w mroku korytarza. Charles podsunął paczkę LM’ów obu mężczyznom, Mike poczęstował się jednym, strażnik odmówił, a przynajmniej takie wnioski można było wysnuć z wciąż nieprzychylnego, kamiennego wyrazu twarzy.

 Po kilku minutach pojawił się Henry. Facet wyglądał na ciut starszego niż Charles, siwizna zdążyła przyprószyć jego skronie. Niespieszne ruchy i rozważny wzrok przywodziły na myśl człowieka spokojnego.

 Zdefiniuj fałsz.

 – Nie chcieli panowie wejść na pokoje? Theodore zapewne proponował.

 – Neutralny grunt przed twoim progiem to lepsze miejsce. Co wam da wypalenie lasów? Mięso zgnije.

 Miejsce odpowiedzi wypełnił gardłowy śmiech.

 – A więc to wy! – Henry zaklasnął w dłonie. – Jak nazywa się ta knajpa na obrzeżach Fort Smith?

 – Pini – odparł Charles, mimo że wciąż nie nadali jej nazwy.

 – Pizdowato – stwierdził Theodore.

 A wtedy Charles wyjął pistolet i strzelił mu prosto w twarz. Ani przez minutę Henry nie pozostał dłużny. Zrobił dokładnie to samo, sięgnął po glocka, wycelował i w kolejnej sekundzie nacisnął spust. Bezwładne ciało Mike’a upadło pomiędzy mężczyzn.

 Nastała cisza cięższa niż ołów i zimniejsza niż stal.

 – To był mój najlepszy człowiek – stwierdził Henry. – Przyjechałeś, żeby zacząć wojnę?

 – Wojna już trwa. Tylko nikt mnie i moich ludzi o niej nie poinformował. Równie dobrze mógłbym zabić ciebie.

 Wycelował i strzelił tuż obok ucha adwersarza. Kula trafiła w okno budynku, chodnik zasypały odłamki szkła.

 – Trafić? – Ruszył naprzód. – Chcesz, żebym trafił? – Otwór lufy przyległ do skroni Henry’ego. Ten jednak nie przejawiał żadnych oznak strachu. Badali się wzrokiem, gdy z tyłu zaskrzypiały drzwi, stanęła w nich kobieta.

 – Nie strzelaj… – szepnęła, zaraz jednak z jej gardła wydobył się krzyk: – Zostaw nas!

 – Hannah, wejdź do środka.

 – Tak, Hannah – warknął Charles – posłuchaj go i spieprzaj.

 Dziewczyna przyłożyła dłoń do ust, nie mogąc oderwać wzroku od rozgrywającej się przed nią sceny. Po chwili zalała się łzami.

 – Nie bój się. – Głos Henry’ego wypełniał spokój. – On mi nic nie zrobi. W tym momencie masz wejść do środka. – O dziwo posłuchała, a wtedy on zwrócił się do napastnika. – Jakie to uczucie nie mieć nad sobą kontroli? Jak czuje się człowiek, który wbrew sobie traci zimną krew? – Obaj mężczyźni świdrowali się spojrzeniem tak długo, aż w końcu Charles opuścił broń. Następnie z niemałym wysiłkiem podniósł Mike’a, przyrzucił go przez ramię i zataszczył do samochodu.

 I to by było na tyle negocjacji, Charles.

 

 Kolejna część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

6892 zzs

Liczba ocen: 1
75%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Ritha
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 60

Opis:

Dodano: 2021-02-23 18:40:09
Komentarze.
z dużym wykopem
Szybka i bezwzględna rozmowa.
Brak mi kolejnego bohatera. Skoro jednak to apokalipsa, wszyscy muszą zginąć. Tak sobie myślę...
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
alka666 wszyscy muszą być trup! 😄
Odpowiedz
Ritha nawet trupy muszą być jeszcze bardziej martwe

Ale serio - czytam kolejne części z zainteresowaniem. No bo co będzie dalej? Czy może być jeszcze gorzej? Owszem, zawsze może być gorzej.
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
alka666 "nawet trupy muszą być jeszcze bardziej martwe " - hahahaha, DOKŁADNIE, samo clue tu ujęłaś.
Cieszę się, że zainteresowanie jest
Odpowiedz
Ritha ciekawe opko, więc zainteresowanie jest

Odpowiedz
"że zapach ten zdawał się wsiąknąć z każdy pojedynczy mebel" - w każdy;
Czy ten Charles jest normalny? Pytanie retoryczne, oczywiście, że nie jest. Kiedyż on wreszcie zginie? Już miałam nadzieję, że oberwie, a tu lipa. Może następnym razem.
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
alfonsyna hahaha, o czym Ty mówisz, kobieto! Akurat pisząc tę scenę pomyślałam: oho, Alfonsyna będzie TAKA DUMNA
Odpowiedz
Ritha z Charlesa dumna bynajmniej nie jestem! On się nie nadaje do życia w społeczeństwie, tylko dzida i do lasu na pożarcie roślinkom!
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
alfonsyna hahaha, toż ja w Charlesa całe serducho wkładam, cały nagromadzony szał, mój ci on! Nie dam go roślinkom! Warto wspomnieć, że Charles ma dzidę zawsze przy sobie!
Taajest!
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
*emotikona z Kermitem*
Odpowiedz
Ritha znaczy to taki Negan, tylko że odpały różne miewa bardziej okazjonalnie.
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
alfonsyna na ten komentarz istnieje tylko jedna właściwa odpowiedź - wszyscy jesteśmy Neganami
Odpowiedz
No i było do przewidzenia, że wytniesz w pień połowę "obsady".
Jak dobrze, że ich wcześniej upchałaś!
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
SylviaWyka hahaha, zaopatrzyłam się w statystów na te okoliczność
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.