jasno nowa wersja
TW#2 – Puszka Heleny
<
TW#7 – El loco
>
Praca Wyróżniona

TW#1 – Dar

 Postać: Człowiek, który nie jadł od tygodnia.

 Zdarzenie: Rytuał.

 Efekt: 12. Cała akcja dzieje się w pomieszczeniu zamkniętym.

 

 Timir od tygodnia próbował przywołać opiekuńcze duchy klanu Chał-cha. Bezskutecznie. Z jakichś powodów przestały odpowiadać na jego wezwania. Teoretycznie mógł się pomylić, pominąć jakiś szczegół, ale nawet jeśli tak było, nie potrafił ustalić, gdzie popełnił błąd. Nie był może najpotężniejszym szamanem w historii Sacha, ale nie był też pierwszym lepszym nowicjuszem.

 *

 Kiedy dwa tygodnie wcześniej schodził na brzeg z pokładu jakuckiego statku transportowego, sprawa, w której poproszono go o pomoc, wydawała mu się dość typowa. Kilku mieszkańców osady w dolinie środkowej Leny zachorowało. Objawy wskazywały na zajadłego wirusa, który niszczył ich układ odpornościowy, niczym walec rozjeżdżający kolonię ślimaków. Miejscowy lekarz rozkładał bezradnie ręce.

 – Na studiach wkładają im do głów różne mądrości – kpił w myślach Timir – ale wystarczy, że jakiś wredny duch ściśnie człowieka za gardło, a konowały już wywieszają białą flagę.

 Na brzegu czekała młoda, najwyżej dwudziestoletnia, kobieta. Obok niej dwa konie cierpliwie wpatrywały się w ziemię, wyszukując choćby źdźbła trawy. Co chwila potrząsały fantazyjnymi ogonami. Tegoroczne syberyjskie lato wyjątkowo obrodziło w komary, dla których końskie zadki stanowiły łakomy kąsek.

 – Witaj! Jestem Katalyna. – Wyciągnęła rękę. – To ja do ciebie dzwoniłam.

 Timir przerzucił worek podróżny na drugie ramię. Uścisnął dłoń dziewczyny.

 – Jak wygląda sytuacja?

 – Opowiem ci po drodze. Jeździsz konno?

 Nie jeździł od lat, ale pewnych rzeczy się nie zapomina. Choć już dość długo mieszkał w Jakucku, to jednak urodził się i wychował wśród na wpół koczowniczych mieszkańców północnej Syberii. Konie stanowiły tam podstawowy środek transportu. Jeździł na nich od najmłodszych lat. Wyssał tę umiejętność z mlekiem matki, a po jej śmierci utrwaliła ją twarda ręka dziadka.

 – Gdy wyjeżdżałam – zaczęła Katalyna – ponad połowa klanu nie była w stanie opuścić jurt. Konają w swoich łóżkach. Jeszcze trzymają się życia, ale ich ciała gniją.

 – Co na to wasz lekarz? – zapytał, dodając w myślach: „nadzieja rosyjskiej myśli medycznej”.

 – Aleksiej? – Katalyna nawet nie odwróciła głowy. – Kilka dni temu wyruszył na spotkanie z przodkami.

 *

 Timir rytmicznie pochylał się i prostował, krążąc tanecznym krokiem wokół ogniska. Płomienie wydawały się uczestniczyć w jego tańcu, wplatając w misterium swoją skwierczącą melodię. Pojedyncze iskry splecione z dymem przepływały przez otwór w suficie obrzędowej jurty, obwieszczając światu napięcie kosmicznego teatrum, rozgrywającego się w środku. Obciągnięty końską skórą bęben pulsował w dłoni Timira, niczym serce, które raz za razem zrywa się do szaleńczego biegu, by po chwili zwolnić, wyciszyć i niemal zatrzymać. Dźwiękom, które wydobywały się z instrumentu, wtórowało pobrzękiwanie niezliczonych dzwoneczków i innych metalowych ozdób szamańskiego stroju. Ponad wszystkim wznosił się śpiew Timira, wyrażający mieszankę próśb, gróźb, obietnic i żądań. Ale duchy milczały. Coś takiego nie przytrafiło mu się nigdy wcześniej. Odkąd został namaszczony, potrafił bez problemu wprowadzić się w trans, umożliwiający kontakt z mieszkańcami zaświatów. Zajmowało mu to zwykle nie więcej niż godzinę. Tymczasem mijał siódmy dzień, a on czuł się jak głuchy ślepiec. Był szamanem, wnukiem wielkiego Urgaja, być może nawet i potomkiem Elleja, a od tygodnia musiał udowadniać, że nie jest zwykłym szarlatanem. Miał złe przeczucia. Wyjątkowa sytuacja wymagała wyjątkowych działań. Postanowił oczyścić, a jednocześnie osłabić organizm, aby stać się bardziej podatnym na oddziaływanie zaświatów. Minął tydzień, odkąd ostatni raz jadł i dwa dni, odkąd przestał pić. Zdecydowanie nie czuł się dobrze. Opadł z sił, miał zawroty głowy, jego ruchy były spowolnione, ale wciąż bił w bęben, wciąż śpiewał, wciąż kamłał. Robił tylko krótkie przerwy na sen.

 Z sakwy przytroczonej do pasa wyciągnął kawałek suszonego muchomora. Nawet w tej postaci czerwony kapelusz grzyba wysyłał sygnały ostrzegawcze. Włożył go do ust, żuł przez chwilę, aż w końcu połknął. Po pół godzinie świat zaczął wirować. Szaman zachwiał się, głowa opadła mu na pierś. Zanim upadł, ostatkiem sił kopnął przygotowane wcześniej wiadro z popiołem, zawieszone tak, aby jego zawartość mogła z łatwością zasypać ognisko. Nie zgasło całkowicie, ale Timir już tego nie widział. Nawet nie poczuł upadku.

 *

 – Nie rozumiem, co im się stało. – Katalyna miała łzy w oczach. – Tam leży moja ciocia. Gdy odjeżdżałam, uśmiechała się, cieszyła, że przyjeżdżasz, że doczekała...

 Timir patrzył na chorych ułożonych na ciasno rozstawionych pryczach. Łóżka wypełniały niemal całą jurtę, którą zamieniono w prowizoryczny szpital. Wszyscy byli nieprzytomni. Ich ciała paliła wysoka gorączka, a dreszcze wprawiały w nieustanne drgania. Na skórze kwitły kolonie wybroczyn, które w wielu miejscach przechodziły w ropiejące rany. Krew spływała cienkimi strużkami z nosów, dziąseł, spod powiek. Umierali. Timir spodziewał się łatwiejszego zadania. Ale i z tym był w stanie sobie poradzić.

 Tak sądził.

 Przecież wielokrotnie wypędzał duchy odpowiedzialne za choroby, nieraz walczył z tymi, które nie dały się przebłagać lub przekupić. Co prawda wcześniej problemy dotyczyły pojedynczych osób, a nie całych osad, ale to przecież tylko różnica ilościowa, a nie jakościowa.

 Tak sądził.

 Będą go wspierać duchy opiekuńcze tych ludzi. Poza tym staną przy nim jego własne duchy-pomocnicy. Jak zawsze.

 Tak sądził.

 Katalyna szlochając, wybiegła z jurty. Chciał ją pocieszyć, ale ledwo przekroczył próg, zatrzymał się jak rażony piorunem. Zbladł. Kilka kroków dalej, na ziemi, leżał kruk. Jeszcze żył, ale znajdował się już na końcu swojej drogi. Z dzioba i oczu sączyła się gęsta jucha wymieszana z cuchnącą ropą. Chwilę dygotał, aż zastygł w bezruchu. Dla dziewczyny był to po prostu kruk, rzadki w tych stronach, ale – mimo wszystko – tylko ptak. Timir wyszeptał jednak drżącym głosem:

 – Ułuu Tojonie, panie... Jakież to straszne wieści miał nam przekazać twój posłaniec?

 – Co powiedziałeś? – Oczy Katalyny wyrażały zdumienie.

 – Kruk. – Wskazał palcem martwego ptaka. – To wysłannik Groźnego Pana. Obwieszcza szamanom jego wolę i przynosi… ostrzeżenia.

 Katalyna zadrżała. Wiedziała, że Timir nie żartuje. Szamani nigdy nie żartowali w sprawach bogów, a Ułuu Tojon był jednym z najważniejszych w panteonie Jakutów. Tymczasem truchło jego posłańca gniło tutaj niczym pierwsza lepsza padlina.

 *

 Gdy Timir otworzył oczy, leżał w cieniu Aar Łuuk Mas, świętego modrzewia, osi kosmosu, filaru świata. Ciało mężczyzny spoczywało bezwładnie w obrzędowej jurcie, ale jego dusza, oderwana od fizycznej powłoki, wkroczyła do świata niedostępnego zwykłym śmiertelnikom.

 Majestatyczne drzewo tonęło w chmurach. Pięło się wysoko, przebijając niebo i kolejne warstwy kosmosu. Korzenie zapadały się w mroku podziemnego świata. Jednak to nie było to samo drzewo, które Timir oglądał wiele razy wcześniej. Tamto tętniło życiem. To było martwe, pozbawione soków, wysuszone do granic. Po jego korze nie spływał ilge, nektar, którego moc dodawała sił, leczyła rany i ożywiała zmarłych. W pobliżu drzewa nie krążyły duchy, nie rżały niebiańskie konie, nie było słychać odgłosów młota z kuźni Kytaj Bachsy. Nikt nie zaczepiał niespodziewanego gościa, nie pytał o cel wizyty, nie próbował zmierzyć się w walce. Nikt nie odpowiadał na prośby o wsparcie. Wszyscy mieszkańcy zniknęli bez śladu, pogrążając świat w niemal absolutnej ciszy. Jedynym dźwiękiem, który przerywał tę martwotę, było skrzypienie, jakie wydaje z siebie stare umęczone drzewo, tuż przed ostatecznym upadkiem.

 Zaczął się wspinać. Miał nadzieję, że spotka w końcu przyjazne duchy, które wszystko wyjaśnią. Bał się. Drzewo kosmiczne, jakie znał, było filarem jego życia, stanowiło fundament całej jakuckiej społeczności. Teraz ten fundament zmieniał się w urojenie.

 W końcu dotarł do najwyżej położonej sfery tam, gdzie żaden śmiertelnik nie miał prawa wstępu. Tu znajdowała się siedziba Urüng Aar Tojona, najważniejszego boga, stworzyciela świata. W legendach to miejsce było cudowną słoneczną doliną, mieniącą się tysiącem barw, obfitującą w zwierzynę i nieustannie rodzące drzewa owocowe. Tego jednak Timir nie zobaczył. Słońce przesłaniały ciemnoszare chmury, okrywając całą krainę płaszczem półmroku. Uschnięte rośliny zwijały się w ostatnim spazmie, a z tysiąca barw pozostała jedynie przygnębiająca mieszanka smutku i tęsknoty. Timir czuł się tak, jakby wkroczył do podziemnego królestwa abaasów, a nie do raju, którego wizją karmi się od kołyski jakuckie dzieci.

 W samym środku doliny wznosiła się ogromna, bogato zdobiona jurta. Szaman ostrożnie zbliżył się do wejścia. Przez chwilę nasłuchiwał, próbując wychwycić jakiekolwiek dźwięki, dobiegające z wnętrza. Usłyszał tylko przyspieszone bicie własnego serca. Wszedł do środka. Półmrok nie był w stanie ukryć koszmarnego obrazu, który nawet w doświadczonym szamanie musiał wywołać szok. Wszędzie zalegały rozkładające się ciała boskich istot. Powykręcane od bólu, pokryte wrzodami, wybroczynami, żółcią zakrzepłych wymiocin. Leżały jedno przy drugim, stłoczone, jakby wszyscy mieszkańcy niebios zebrali się tu równocześnie, tylko po to, aby umrzeć razem. Pod ścianą stał złoty tron. Był pusty, ale tuż nad nim Timir zauważył ruch, któremu towarzyszył skrzypiący dźwięk. Podniósł głowę i nie dowierzając w to, co widzi, upadł na kolana. Nad tronem, na postronku owiniętym wokół szyi, wisiał Urüng Aar Tojon, najwyższy bóg, pan i stworzyciela świata. Nieśmiertelny.

 – Nie mógł pogodzić się ze swoją bezsilnością. – Timir usłyszał za plecami spokojny dziecięcy głos. Błyskawicznie poderwał się na nogi.

 – Kim jesteś? – zapytał wystraszony stojącą tuż za nim dziewczynkę, najwyżej pięcioletnią. Na jej głowie spoczywał laurowy wieniec. Nieskazitelna uroda dziecka kontrastowała z wszechobecną zgnilizną. Patrzyła na niego bez emocji.

 – Po prostu jestem.

 – Ale…?

 – To bez znaczenia. – Jej twarz była jak kamień. – Ten świat musi umrzeć, aby mógł narodzić się nowy, lepszy. Przynoszę mu oczyszczenie. To dar.

 – Nie pojmuję…

 – Oni też nie potrafili tego pojąć. Błagali o pomoc, ale ten, którego wywyższyli, mógł tylko patrzeć na ich ból. Nie był w stanie tego znieść i – jak na boga, którym się mienił – zakończył swój żywot w dość pospolity sposób, nie sądzisz?

  – Ale dlaczego to wszystko!? – Timir czuł, że ogarnia go szaleństwo.

 – Nie mogę wytłumaczyć czegoś, czego sama nie rozumiem. Nie mogę dać ci odpowiedzi, której sama nie otrzymałam. Taka jest wola, a my musimy się jej podporządkować.

 – Wola? Czyja?

 – Dowiesz się, jeśli tego zechce.

 – A ludzie, w których imieniu tu przybyłem… Co z nimi?

 – Ich świat umarł. Odejdą wraz z nim.

 – W takim razie, kimkolwiek jesteś, zabierz i mnie.

 – Nie. Pomożesz mi. Jestem jeszcze zbyt słaba, potrzebuję sługi.

 – Sługi?

 – Wrócisz, skąd przyszedłeś i zaniesiesz ludziom mój dar.

 – Dar? Ten sam, którym ich obdarowałaś? – Zakreślił ręką łuk, wskazując na trupy dookoła.

 Dziewczynka uśmiechnęła się w kąciku ust.

 – Zbliż się, Timirze, wnuku Urgaja.

 Mężczyzna podszedł wbrew sobie, jakby stracił władzę nad nogami. Wtedy dziewczynka przylgnęła ustami do jego warg. Świat zawirował, a po chwili Timirowi pociemniało w oczach. Ocknął się w swoim ciele, na podłodze obrzędowej jurty, w której wcześniej odprawiał rytuał.

 – Timirze! – krzyczała Katalyna. – Co z Tobą?!

 Podniósł ciężkie powieki i przekrwionymi oczami spojrzał na dziewczynę. Poczuł skurcz w brzuchu. Zgiął się w pół i zwymiotował. Strużka krwi wyciekła z nosa. Oparł się na owrzodzonych rękach, wstał i bez słowa skierował do wyjścia.

 – Wszyscy umarli. – Płakała dziewczyna. – Moja ciocia też.

 – Nie martw się – powiedział chłodno, odsłaniając krwawiące dziąsła. – To już nie potrwa długo.

 Nim wyszedł, przyciągnął do siebie zaskoczoną Katalynę i pocałował ją. Próbowała go odepchnąć, wbiła paznokcie w skórę twarzy, orząc na oślep. Był zbyt silny. Mieszanka śliny, krwi i cuchnącej ropy wypełniła ich złączone usta.

12200 zzs

Liczba ocen: 6
99%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Zdzislav
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 104

Opis:

Dodano: 2021-03-14 19:21:34
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.ph
Odpowiedz
Witam,
Dość ciekawe opowiadanie, porządnie napisane. Fabularnie bez zarzutu.
Ad opisów - chwilami zalatywało mi dłużyznami co sprawiało, że opowiadanie się niepotrzebnie przeciągało.
Finał fajnie domykane całość.
Pozdrowionka

Odpowiedz
Agnieszka, dziękuję Czasem faktycznie trudno jest mi znaleźć złoty środek w proporcjach między opisami a dialogami. Co prawda, z reguły staram się nie przeginać, żeby czytelnik był jednak w stanie przetrwać do końca opowieści, bez ucinania sobie krótkiej drzemki. No, ale, jak powszechnie wiadomo, dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane i bywa, że się zapominam
Dzięki, że zajrzałaś
Odpowiedz
z dużym wykopem
O kurka, Panie Zdzislav. Może nie raczysz nas tu zbyt dużą ilością tekstów, ale jak już coś wrzucasz to porządnie. Widać srogi research, podobnie jak przy "El loco". Tekst bardzo dobrze, starannie napisany, dialogi trzymają poziom, opis świata również. Towarzysząc Timirowi, odczuwa się podskórnie napięcie i lęk. W sumie to nie mam się czego czepić. Bardzo mi się podobało.
Odpowiedz
CptUgluk, O Kapitanie! Mój Kapitanie! Jakże miłe są Twe słowa. Chyba przez najbliższy miesiąc nie będę słodził herbaty, żeby nie przesadzić z poziomem cukru we krwi A zupełnie poważnie, cieszę się, że tekst przypadł Ci do gustu. To ogromna motywacja, do kolejnych literackich wyzwań, ale i do poszerzania własnych horyzontów. Staram się pisać coraz lepiej, bez porządnego riserczu już też ani rusz. TW stał się kołem napędowym mojego rozwoju i to jest fajne. Wielkie dzięki! A przy okazji, 100 lat, Panie Kolego!!!
Odpowiedz
Zdzislav podobno gorzka zdrowsza, więc wyjdzie na dobre ;D
No i pięknie, po to tu jesteśmy, Zdzichu. Dla rozwoju i wspólnego napędzania się do bycia coraz lepszymi. Przynajmniej ja tak to widzę
"El loco" był bardzo spoko (ha, poeta ze mnie wyłazi), ale jednak "Dar" kupił mnie bardziej, chyba dlatego, że wolę czytać mroczniejsze, "mięsistsze" historie. Przeważnie
Dziękuję pięknie za stolat!
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
z dużym wykopem
Bardzo w moje gusta opowiadanie, już drugi raz po El Loco, bardzo mi odpowiada klimat jaki tworzysz, techniczne również wysoko, jest tu wszystko, jest pomysł, jest wykonanie. Sceny obrazowe, dialogi nie przegadane, świetna robota! Umiesz to
Odpowiedz
Ritha, bardzo dziękuję za dobre słowo To mega miłe, choć przy okazji uświadamiam sobie, że w ten sposób tylko podnoszę sobie poprzeczkę, której następnym razem mogę nie przeskoczyć. Pisanie to super sprawa, niesamowicie wkręca, ale jednocześnie obawa, że po jednym dobrze przyjętym opowiadaniu, kolejne mógłbym napisać słabo, jest dołująca i odrobinę frustrująca. Ciekawe, czy wszyscy twórcy, przeżywają tego typu rozterki, zwłaszcza na początku swojej drogi? Tak czy owak, jest mi niezwykle przyjemnie, że zajrzałaś i zostawiłaś dużo słońca. Dzięki
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Zdzislav nie wiem, czy wszyscy, ale ja doskonale wiem, co masz na myśli, bo miałam ogromną presję swego czasu. Raz pochwalili, drugi, dziesiąty i strach przed tym, że ktoś przyjdzie i napisze, że "nooo spoko, ale bywało lepiej" i przede wszystkim, że to będzie się powtarzać i że może wcale nie jestem dobra, tylko miałam lepszy moment, całkowicie blokował mi pisanie. Po prostu musisz przepracować w głowie, że poziom Twojej narracja wynika z talentu, pracy i zaangażowania, jakie w to wkładasz i skoro tak dobrze wystartowałeś, to tylko się cieszyć, znaczy - umiesz to. I kolejna najważniejsza rzecz to pamiętanie o tym, że każdy, absolutnie każdy ma lepsze i gorsze opowiadania. Czasami na presję pomagało mi też napisanie czegoś serio na luzie, wiedząc że jest słabsze, że jest przeciętne i pokazując tym samym, że hej, nie muszę zawsze być top. Potem ta presja jakoś przestaje mieć znaczenie.
Bedzie git
Odpowiedz
Ritha, wielkie dzięki. Będę pamiętał o Twoich słowach
Odpowiedz
Twoje opowiadanie przeszło do drugiego etapu w tej edycji TW, gratulujemy
Zapraszamy do głosowania:
https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.ph

Pozdrawiamy
Zespół TW
Odpowiedz
TreningWyobrazni, Wow! Dziękuję
Odpowiedz
z dużym wykopem
Dawno mnie tu nie było i nie znam innych Twoich opowiadań, ale to zdecydowanie zachęca, żebym je poznała
Odpowiedz
DarkStone, bardzo dziękuję Ja dla odmiany jestem tutaj od niedawna i - póki co - nie mam za bardzo czym się chwalić, ponieważ to opowiadanie jest moim drugim Ale wszystko wskazuje na to, że zabawię tu dłużej, bo TW wciąga i motywuje do działania. Mam nadzieję, że spod mojej ręki wyjdą jeszcze kiedyś jakieś w miarę przyzwoite teksty. Jeśli tak będzie, już teraz serdecznie zapraszam Cię do czytania i ostrej krytyki (jeśli będzie konieczna) Dzięki, że zajrzałaś. Pozdrawiam
Odpowiedz
z dużym wykopem
W kuluarach już jakiś czas dochodziły szepty, że potrawisz w słowo. No i faktycznie - potrafisz. Swoje też na pewno robi to, że Twój styl bardzo, ale to bardzo mi leży. Jest bliski.
Tekst przemyślany, dobrze poprowadzony o świetnym reaserchu.

Doskonale zabiegi i żonglerka uwaga czytelnika, jak choćby potrójne: "tak sądził".
Bardzo, bardzo me gusta i na sto procent sięgnę po Twe przeszłe, co i przyszłe prace.

Odpowiedz
Canulas, wielkie dzięki za dobre słowo. Co prawda literacko dopiero raczkuję, ale nawet na tym etapie wkładam w to sporo serca. Pisanie to dla mnie - obok delektowania się kawą i krótkich pobytów w WC - jedna z niewielu form ucieczki od świata, jakimi dysponuję w ramach osobistego zestawu ratunkowego. Nawet jeśli przytrafią mi się w przyszłości literackie potknięcia i wtopy (co jest pewne), to i tak tylko po to, żebym się rozwijał i na ich zgliszczach tworzył teksty coraz lepsze. I mam nadzieję, że na te właśnie będziesz trafiał Jeszcze raz dziękuję.
Odpowiedz
!jacek79 17 d.
z dużym wykopem
Jest magia w tym opowiadaniu ...na pograniczu jawy i snu... Gratulacje!!
Odpowiedz
~Zdzislav 17 d.
jacek79, bardzo Ci dziękuję za dobre słowo Szamanizm, nie tylko jakucki, ma w sobie właśnie coś z pogranicza jawy i snu, dlatego cieszę się, że choć trochę udało mi się to oddać. Dzięki za odwiedziny. Pozdrawiam!
Odpowiedz
!jacek79 17 d.
Zdzislav powiem jeszcze ze sam spróbowałbym muchomora .. słyszałem ze odpowiednio przygotowany nie jest szkodliwy
Odpowiedz
~Zdzislav 17 d.
jacek79, podobno nie jest Zresztą historia z muchomorem nie jest zmyślona - on naprawdę był (i być może jest nadal) środkiem halucynogennym wykorzystywanym przez szamanów. Niemniej osobiście chyba bym się nie skusił. Tchórzliwy ze mnie typek
Odpowiedz
^Ozar 17 d.
z dużym wykopem

Zdzisław. Cóż trafiłem tu dość przypadkowo czytając fragment komentarza jacka79 „ Jest magia w tym opowiadaniu " Kurdę przeczytałem i szczęka mi opadał. Czytałem drugi raz i to samo. To chyba najlepszy tekst fantasy (choć zahacza o horror), jaki przeczytałem na T3. Jak wiesz lub nie ja jestem pasjonatem historii i głownie w tych klimatach piszę, ale fantasy to moja miłość od wielu lat. Twój tekst jest moim zdaniem znakomity. Ja nie oceniam błędów bo od tego są tu mądrzejsi ode mnie, ale pisze co czuje po przeczytaniu tekstu. U ciebie miałem wrażenie, że czytam jakiegoś klasyka fantasy i to uczucie czułem aż do końca. Kurdę masz talent do takich tekstów. Zajrzę też do innych twoich dzieł, może tam też są takie perełki.
Reasumując tekst z najwyższej półki tak przynajmniej ja to czuje. Bardzo mi się podobało. Sam pisze fantasy, ale twój poziom to dla mnie kosmos. Gratuluje tak dobrego poziomu.
Odpowiedz
^Ozar 17 d.
Ozar Hm sorka że nie czytałem tego przed głosowaniem. gdybym to zrobił byłbyś u mnie numerem 1.
Odpowiedz
~Zdzislav 17 d.
Ozar, aż nie wiem, co powiedzieć... Jest mi cholernie miło, dziękuję Ci za te słowa. Jest to dla mnie o tyle pokrzepiające, że w sumie dopiero się rozkręcam literacko (choć zawsze może okazać się, że ledwo zacząłem się kręcić, a już doszedłem do ściany swoich możliwości ). Jeśli sięgniesz po moje pozostałe teksty - do czego serdecznie Cię zachęcam - to zorientujesz się zapewne, że piszę nierówno, raz lepiej, raz gorzej, raz lżej, raz ciężej. Mógłbym powiedzieć, że ręka nie sługa i robi co chce, ale to tak naprawdę dowód, że jeszcze długa droga przede mną zanim napiszę coś naprawdę poważnego (i dłuższego). Absolutnie nie ma powodu do przepraszania za to, że nie czytałeś przed głosowaniem (i że zagłosowałeś, jak zagłosowałeś). Głosowanie to dla mnie taki dodatkowy smaczek, bardzo miły i ekscytujący, to fakt, ale o wiele bliższe są mi opinie na temat moich tekstów w komentarzach. Z nich dowiaduję się najwięcej - czy się podoba, czy nie, dlaczego tak, a nie inaczej, co zmienić i czy w ogóle warto pisać dalej. Jeśli ktoś pisze pod moim opowiadaniem, że było dobre, że się podobało, że przeczytał z przyjemnością (a nie np. z bólem głowy) to dla mnie jest to mega przyjemna nagroda za pracę, jaką włożyłem w tekst. Jeśli przy okazji trafia mi się jakiś punkt w rankingu to też się bardzo cieszę, ale to akurat nie jest najważniejsze. TW, a - precyzyjnie rzecz ujmując - społeczność fajnych ludzi, która wokół niego się skupia, pomaga mi się rozwijać i iść do przodu. To wartość nie do przecenienia. Ozar, jeszcze raz pięknie Ci dziękuję. Pozdrawiam!
Odpowiedz
^Ozar 16 d.
Zdzislav Tak na chłodno. Oczywiście nie cofam tego co napisałem, ale musisz brać pod uwagę że to mój bardzo subiektywny komentarz. Jak piszesz jesteś na początku drogi i jeśli tak jest to znaczy że masz talent i musisz tylko dopracować warsztat itd. Dlaczego tak uważam? Ano dlatego, że jak ja zaczynałem a pierwsze opowiadanie fantasy napisałem w 1986 roku (akurat zbieram wszystkie swoje dzieła), to ten ówczesny tekst w stosunku do tego co tu napisałeś to przepaść i to wielka. Czyli u mnie to wszystko zaczęło się od znacznie niższego poziomu niż u ciebie. Obecnie już wolę pisać artykuły niż proze bo tu akurat zrobiłem wielkie postępy przez ostatnie 25 lat. Przy okazji zapraszam na profil tam są artykuły o historii a także audio które rozwijam ostatnio. Czyli pisz , pisz i pisz bo każde zdanie szkoli warsztat.
Odpowiedz
~Zdzislav 16 d.
Ozar bardzo dziękuję za te słowa. Przede mną jeszcze sporo pracy, ale wciągnąłem się w pisanie bardzo, więc jest szansa, że coś z tego będzie w przyszłości. Niestety nieustannie borykam się z brakiem wolnego czasu (praca zawodowa, rodzina - czyli jak niemal każdy) i to trochę spowalnia moje postępy. Ale dopóki dobrze się przy tym bawię, jestem sporym optymistą. Na pewno będę zaglądał na Twój profil, oczywiście na tyle, na ile czas pozwoli. Dziękuję za zaproszenie.
Odpowiedz
^Ozar 16 d.
Zdzislav No kurde musisz pisać i kropka. Szkoda zmarnować talent. Wierz mi ja przeczytałem setki powieści fantasy a do tego drugie tyle opowiadań i zawsze pisze szczerze. Jak mi się coś nie podoba to też to pokazuje. Wiem, dom rodzina itd, ale da się to pogodzić. Ja mam już ponad 200 artykułów i jakoś znalazłem czas na napisanie, choć nie powiem czasami moja żona marudziła że zamiast siedzieć z nią przy TV siedziałem przy kompie, ale z czasem przywykła.
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.