jasno nowa wersja
Bliscy ludzie cz. 12
>
Praca Wyróżniona

Tabula rasa (1)

 Mam na imię Osyp. Z hebrajskiego podobno Józef. Urodziłem się 26 kwietnia 1986 roku, dokładnie wtedy, kiedy wybuchła elektrownia jądrowa w Czarnobylu. Oczywiście nie pamiętam tego, ale zawsze miło jest wiedzieć, że w dniu twoich urodzin wydarzyło się coś niezwykłego. To pretekst do chwalenia się wśród tępych znajomych i jedna data mniej do zapamiętania na lekcjach historii. Mama mówiła na mnie robaczku. Tak, dość zabawne biorąc pod uwagę, że to jej ręce pokryły się czarnymi zgrubieniami, a w niedalekim czasie odpadły. A może sama je ucięła? Była piękna, więc wybroczyny zupełnie nie pasowały do delikatnej urody i subtelnego imienia. Prawdy jednak nie poznałem.

 Pamiętam, że pochylała się nad łóżeczkiem, a ja, mając już kilka lat, wciąż czekałem, aż wyciągnie do mnie dłonie i zamknie w objęciach. Poza tym — możecie wierzyć lub nie, leję na to — miałem wrażenie, że te kończyny nieco odrosną i gdyby wytrzymała jeszcze trochę w takim stanie, kupiłbym jej najzwyklejsze protezy i w końcu zamknęłaby mnie w obrysie ramion. No i nie byłbym teraz półsierotą.

 Oczywiście nie zrobiła tego. Stchórzyła. „Kobiety to wojowniczki”, mawiał dziadek. Ja mawiam, że ich wojenka kończy się wtedy, kiedy nie mają już nikogo bliskiego. Wtedy dezerterują. Czy tak było i w tym przypadku? Trudno powiedzieć. Miała przecież nas.

 Ojciec powtarzał, że odeszła ze starości i jonizującego czegośTAM, ale ja wiem, że to gówno prawda. Starość to okolice osiemdziesiątki. Moja matka miała czterdzieści trzy lata i którejś nocy po prostu odcięła sobie łeb. Zbiła butelkę, a tulipanem przejechała po krtani. Kap, kap. Skąd to wiem? Och, to proste. Byłem przy tym. Patrzyłem przez szparę w drzwiach jak podnosi stopami szkło, a potem celuje w miejsce na szyi, w takie zagłębienie, jakby dokładnie wiedziała, co zrobić. Nie pomogłem. Patrzyłem jak jej spojrzenie staje się spojrzeniem trupa. Możliwe, że posikałem się wtedy w majtki albo krzyknąłem, ale widocznie to szczegół nie warty zapamiętania, bo nic takiego sobie nie przypominam. Żadnego paraliżującego strachu. Po prostu dziwne otępienie i chęć zobaczenia, co będzie dalej. Tak jak w dobrym horrorze.

 Butelkowa śmierć nie była niczym niezwykłym, nie opiewano tego wśród sąsiadów, nie czyniono chwalby z zasług matki i jej czynu dla społeczeństwa, nawet ojciec, który wtedy był poza domem próbował nagiąć fakty, żeby zmazać hańbę. Pytany jednak, czy umierając ze starości krwawimy jak obrabiana świnia, nie odpowiedział. Cóż, może to i lepiej. Wiedział, że nie uwierzę.

 Nadia, moja piękna, dobra Nadyjka umarła. Moja ma-ma. Taki dziwak bez rąk, jak mówili sąsiedzi. Tchórz, jak mówię ja.

 Myślę, że to właśnie wtedy coś się ze mną stało. Zacząłem szukać podobnych do niej ludzi i bardzo chciałem, Bóg mi świadkiem, ulżyć im w cierpieniu. Przekonałem do tego ojca. Był kimś w rodzaju medyka bez wykształcenia. Dzisiaj tacy mają swoją niszę i całkiem dobrze zarabiają, ale wtedy pacjenci rzadko się zgłaszali. Tak czy siak, chęć zdobycia łatwych pieniędzy sprawiła, że zgodził się niemal natychmiast. Był próżny. Próżny i głupi, ale do tego dojdziemy później. Najpierw opowiem wam, jak trafiła do nas Slava. Czterolatka. Taki worek zszyty z wszystkich stron, z otworem na oczy, usta, nos. Nic poza tym. Przyjechała z matką, której na pierwszy rzut oka niczego nie brakowało. Jeśli wierzycie poetom i ich wymyślnym metaforom, to wyobraźcie sobie wschód słońca na szczycie Mauna Kea. Mówiąc prościej: była kurewsko piękna.

 

 ***

 Ojciec wypuścił ogłoszenie. Oczywiście nie do gazet, ale jakby to nazwały teraz mądre głowy jako tak zwany marketing szeptany. Z ust do ust powtarzano, że Sasza i jego syn naprawiają takich popromiennych wybrakowańców i jeśli Bóg da, to choroba ma szansę nawet na odwrót. Początkowo nikt w to nie wierzył, przecież tylu lekarzy rozkładało ręce, ale wystarczyło przekonać kilku sąsiadów, wystarczyło postawić dwie skrzynki ukraińskiej wódeczki i paczkę irysowych cukierków, a plotki obrały inny wymiar.

  Miałem siedemnaście lat, kiedy znalezliśmy się we czwórkę w pokoju, w którym umarła Nadia, moja matka.

 — Puk, puk. — Uderzenie kołatki zschynchronizowało się ze słowami. — Puk, puk, my do...

 Ojciec otworzył drzwi, rozejrzał się w obie strony, a później położył rękę na ramieniu kobiety i wprowadził ją do środka. Kiedy weszła dokończył:

 — Do mnie. Po pomoc.

 Przytaknęła, a chwilę potem zobaczyliśmy jak z jej pleców schodzi coś na kształt pokracznego nieboraka. Ścięta na grzybka dziewczynka, góra dwa, trzy lata, wyschnięta buzia i niebieskie, bliźniaczo podobne do matczynych oczy.

 — Mam na imię Anna, a to Slava. Ma... — zająknęła się — ...ma cztery lata, ale jest trochę mała, bo jakby nie rośnie. Czarnobylskie kalectwo, wie pan. Mówią, że taka się urodziła, podobno jakieś tam genetyczne choroby, chromos...omm brakujący czy coś — wybuchnęła skrywaną rozpaczą.

 — To wszystko?

 Pokręciła głową, a dziewczynka natychmiast założyła ręce za siebie. Uczepiona matczynej spódnicy wydawała się jak Calineczka wśród olbrzymów.

 — Teraz cię rozbierzemy, Slavcia — powiedziała stanowczo, jak mantrę powtarzaną codziennie.

 — Może nie trzeba? — zapytałem ojca, bo plan był zupełnie inny. Mieliśmy dostać kasę, odprawić czary-mary i wysłać babkę z tym chuchrem gdzieś, gdzie pieprz rośnie. On jednak wyciągnął rękę w geście sprzeciwu i pozwolił kobiecie kontynuować.

 — Pan zobaczy co się da zrobić, żeby tak nie bolało. — Spojrzała w dziecięce oczy.

 — Gówno. Dupa — odpowiedziała czterolatka, a Anna natychmiast się zawstydziła i, Chryste, mógłbym przysiąc, że miała ochotę tej małej przywalić. Koniec końców rozebrała dziecko i popchnęła lekko w naszym kierunku.

 Na ciele widniało sporo wybroczyn, wystających kości i siniaków. To jednak nie wszystko. Skonsternowany ojciec obejrzał ją z daleka, kiwając głową ze zrozumieniem, chociaż, wierzcie mi, wyglądał, jakby pierwszy raz zobaczył układ okresowy pierwiastków. Myślę, że wyglądałem podobnie.

 — Teraz nasikaj.

 — Codokurwyy... — wyrywało mi się, ale Anna nie zwracała na to uwagi. Podeszła do dziewczynki z czymś na kształt leja, wsunęła jej to między nogi, a potem obie majstrowaly coś w okolicach krocza. Dopiero wtedy odważyliśmy się tam zajrzeć.

 — Chryste — szepnąłem, a zaraz potem usłyszałem to samo z ust ojca.

 Między dwoma chudymi udami, między pokracznymi nogami, w miejscu gdzie powinna znajdować się, wiecie, kobieca strefa nie było nic. No poza kilkoma dziurkami. Nakłuciami jak w takiej poduszeczce do szpilek. Stamtąd leciał mocz. Widać było, że jest to dla niej duży wysiłek, ale i niczemu się nie dziwiła.

 — Jak długo? — zapytałem.

 — Od początku. Dopóki nie zdobędę potwierdzenia, że to czarnobylskie gówno nie ufromują jej narządów. A mnie nie stać na to, żeby zapłacić.

 — A... Defekacja?

 — Co? — Anna ubrała dziewczynkę i wzięła ją na ręce.

 — Jak się wypróżnia.

 — Ma podobne nacięcie. Większe. Tam jest prościej, bo ono się rozszerza — ściszyła głos — z wysiłku, a te tutaj nie.

 Zakręciło mi się w głowie. Przypomniałem sobie widok matki, krew i swoje zaciekawienie, ale Slava sprawiła, że coś we mnie pękło. Chciałem zrezygnować z planu i przestać budować szczęście na pomyleńcach, ale zabrakło mi odwagi. Nie odezwałem się, a potem wszytko szlag trafił.

 — Chcę tylko, żeby żyła. Mam dość wyciskania moczu kropla po kropli, dość patrzenia na łzy, pot, wysiłek. Chcę, żeby miała normalnie. Da się? — Rozchyliła usta i wczepiła sarnie oczy w ręce ojca, jakby miał w nich jakąś różdżkę.

 Nie da, pomyślałem. Przecież nie sprawimy, że nagle wyrośnie jej pochwa, nie ulepimy tego od nowa, ale wtedy on powiedział:

 — Tak.

 Slava podskoczyła, a jakiś bzdurny kubek z ubitym niegdyś uszkiem spadł na podłogę. To był początek.

7745 zzs

Liczba ocen: 4
96%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~jotka
Kategoria: thriller

Liczba wejść: 61

Opis:

Takie tam, noo... na jakieś trzy części.

Dodano: 2021-03-26 14:23:52
Komentarze.
!jacek79 22 d.
z dużym wykopem
Mocny tekst ...początek całkiem nie zapowiadał tego co będzie później.. myślałem ze w temacie Czarnobyla czytałem wszystko a tu niespodzianka ....miałem 7 lat jak dawali mi płyn Lugola .. wstrętny był...czekam na ciąg dalszy
Odpowiedz
~jotka 22 d.
jacek79

Ja akurat nie miałam przyjemności próbować, ale skoro większość mówi, że niedobry to tak musiało być 😀 Dzięki, Jacku
Odpowiedz
~Ogonisko 22 d.
Takie "2 girls 1 cup" na końcu, ale nie żebym oglądał - kolega opowiadał. Powiem mu o tym opowiadaniu.
Odpowiedz
~jotka 22 d.
Ogonisko
Pozdrów kolegę 😅
Odpowiedz
~Hiraeth 21 d.
z dużym wykopem
Zacznę od takich kosmetycznych pierdółek
– Elektrownia Jądrowa w Czarnobylu – z małej litery, bo to nie nazwa własna. Jeśli byłoby Czarnobylska Elektrownia Jądrowa, to tak
– Mama mówiła na mnie robaczku – takie byle co, ale brakuje mi tu „”, a oprócz tego chyba bardziej pasuje robaczka podać w mianowniku, w przeciwnym razie wychodzi na to, że mama bohatera w ogóle nie odmieniała jego pseudonimu ;x
– Kobiety to wojowniczki, mawiał dziadek. – wypowiedź dziadka w cudzysłowie

Takie czepialstwo dla zasady.

Ale cała historia... Naprawdę, kupiłaś mnie tym, możesz wywieźć, sprzedać i mieć na waciki. Zarówno język całej opowieści, jak i bohaterowie i akcja; miodzio na moje kalekie serce, będę zaglądać i czekać na dalsze "przygody"
Odpowiedz
~jotka 21 d.
Hiraeth
Hej, z tą elektrownią faktycznie, cudzysłów dodam, a robaczek to hmm, przemyślę
Dzięki za wizytę nowa t3ksturowa twarzo 😁
Odpowiedz
"leje na to — miałem wrażenie" - leję;
"żeby zmazac hańbę" - zmazać;
"kiedy znalezliśmy się we czwórkę" - znaleźliśmy;
Ładnie budujesz tę historię od początku - klimat, cały ciężar nawarstwiających się wydarzeń, aż do tego punktu kulminacyjnego, jakim staje się Slava. Nie ma się do czego doczepić, doskonale wiesz, co robisz, więc chętnie wrócę dowiedzieć się, jaki plan ułożyłaś na tę opowieść.
Odpowiedz
~jotka 18 d.
alfonsyna

Moo plan mam taki, że aż żaden. Większość opek to żywioł 🙄 Dziękuję, poprawię tę literówki ☺️
Odpowiedz
jotka no i dobrze, daj się ponieść żywiołowi!
Odpowiedz
z dużym wykopem
Ciężkie, nie powiem. I bardzo dobrze napisane. To niby tylko opowiadanie, ale zrobiło mi się żal tej dziewczynki. Chyba skoczę teraz przeczytać coś wesołego, tak dla równowagi.
Odpowiedz
~jotka 8 d.
Zdzislav
Też mam podobnie, jak się na czytam smutków, to później muszę czymś wesołym "zagryźć"
Odpowiedz
Gratulacje!!!
Odpowiedz
~jotka 8 d.
jacek79 dzięki panie Jacku
Odpowiedz
~wart55 8 d.
z dużym wykopem
Tekst zrobił na mnie duże wrażenie. Wprawdzie nie mam kompetencji do oceny czyjegoś warsztatu pisarskiego, bo nie jestem literackim ekspertem, to jednak Twoja opowiadanie naprawdę mnie wciągnęło i pokazało, jak można pomysłowo wykorzystać motyw Czarnobyla i to w klimatach grozy. Gratuluję i czekam na kolejne części tej opowieści.
Odpowiedz
~jotka 8 d.
wart55
Dziękuję i hmm następne to nie wiem kiedy ;x
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.