jasno nowy wygląd
Kiedy Bóg zamyka oczy
>

Korekta dnia szóstego

 TW#2

 Postać: anioł stróż

 Zdarzenie: klęska żywiołowa

 Efekt: poszperaj w mądrościach starożytnych myślicieli. Wybierz cytat i niech będzie on myślą przewodnią opowiadania.

 

 „Tej jednej rzeczy nie potrafi nawet Bóg: by odstało się to, co raz już się stało”

  Agaton

 

 

 

 – Aniele Boży, Stróżu mój…

 – Przestań klepać te mantry. – Zibi, przechodząc, trącił stopę klęczącego brata. – A jeśli już musisz, to wymódl wodę. Zostały nam dwie butelki.

 – Jedna. Niecała – powiedział z kąta krótko przystrzyżony blondyn.

 Zibi odwrócił się gwałtownie.

 – Gdzie jest reszta?! – krzyknął. – Nie było jeszcze dzisiaj przydziału!

 – Nie wiem – wzruszył ramionami Aloszka, wyłaniając się ze swojego barłogu. – Może spytaj naszego Świętego? – zaproponował z drwiącym uśmiechem.

 – Modliłem się całą noc – wyszeptał klęczący chłopak, gdy dwóch pozostałych mieszkańców obskurnej chaty skupiło na nim uwagę. – Miałem wizję. – Podniósł na nich lśniące fanatyzmem oczy.

 – Przestań pierdolić! – Zibi wkurzył się nie na żarty. – Gdzie jest woda?!

 Święty, nadal na klęczkach, ujął pod kolanami nogi brata.

 – Pan powiedział: umyj się i wtedy przyjdź do mnie. – Ścisnął nogi Zibiego, a ten pchnął mocno jego ramiona, uwalniając się z uchwytu.

 – Ty kretynie! – wysyczał. – Umyłeś się w naszej ostatniej wodzie, bo miałeś pieprzoną wizję?!

 – Nie! – zaprzeczył żarliwie Święty. – Nie umyłem, modliłem się, żeby poświęcić tę wodę. Musimy obmyć nią nasze głowy. Patrz! – Z nabożną czcią wysunął ostrożnie miskę spod stolika. – Patrz, jaka jest czysta! Podejdź i pochyl głowę, a ja oczyszczę cię tą świętą wodą i staniemy przed Panem bez grzechu. Ty też, Alosza – zwrócił się do drugiego mężczyzny. – Ty też…

 Obaj z niedowierzaniem wytrzeszczyli na niego oczy. Po chwili bezruchu Zibi ruszył w kierunku brata, wyciągając ręce.

 – Daj mi to. – Sięgnął po miskę. – Przeleję do butelki i ta woda, nie twój niewidzialny pan, pozwoli nam przetrwać dzień dłużej.

 Rafi, zwany ostatnio Świętym, cofnął się gwałtownie, zahaczając o stołek. Zawartość miski chlusnęła, mocząc twarz i piersi chłopaka. Krople spływały po szyi i kapały mu z nosa, kiedy z przerażeniem wpatrywał się w puste naczynie.

 – Co ty zrobiłeś? – wykrztusił w końcu, podnosząc się z kolan.

 – Co JA zrobiłem?! – wrzasnął Zibi. – Wypieprzaj stąd! Kurwa, wypieprzaj stąd, zanim zapomnę, że jesteś moim bratem!

 – Pan daje nam nadzieję. – Oczy Rafiego rozjaśniła błogość. – Czuję to! – Z uniesieniem wytrząsnął sobie na głowę ostatnie krople z miski. – Obmyłem się! Obmyłem i jestem gotów spełnić wolę Pana! Pan mnie poprowadzi! Ufam ci, Panie! – Rozłożył szeroko ramiona i uniósł twarz do sufitu, odchylając się do tyłu. – Ufam ci!

 Trzęsącymi się z wściekłości rękami Zibi złapał go za kołnierz i powlókł w stronę drzwi.

 – Dominus pascit me nihil mihi deerit… – Gorączkowo wypowiadane słowa spływały z ust Świętego, który zapierał się, skutecznie udaremniając wleczenie.

 – In pascuis herbarum adclinavit me super aquas refectionis enutrivit me! – krzyczał, z każdym słowem głośniej, Rafi. Próbował oderwać ręce Zibiego od kołnierza. Osunął się na kolana i, obejmując kurczowo nogę od stołu, trzymał się jej jak ostatniej deski ratunku.

 – Animam meam refecit duxit me per semitas iustitiae propter nomen suum! – Krzyk brzmiał coraz bardziej rozpaczliwie. – Sed et si ambulavero in valle mortis non timebo malum quoniam tu mecum es… – Ostatnie słowa wycharczał, podduszony zaciśniętym kołnierzem.

 Podbiegł Alosza. Oderwał ręce Świętego od stołowej nogi, a kiedy ten z powrotem próbował przyczepić się do niej, podniósł go za nogi i razem z Zibim powlekli go do wyjścia.

 – Virga tua … – charczał Rafi – …et baculus tuus… – szarpał coraz bardziej zaciśnięty kołnierz – …ipsa consolabuntur me…

 Otwarte kopniakiem drzwi uderzyły o ścianę, a z ziemi uniósł się tuman kurzu, kiedy rzucony Rafi runął na nią. Odpełzł kilka kroków od wejścia i uklęknął, pochylając głowę.

 Mężczyźni zaryglowali drzwi od środka. Z zewnątrz dobiegały ich, znowu wypowiadane mocnym, pełnym głosem, słowa:

 Pones coram me mensam ex adverso hostium meorum inpinguasti oleo caput meum calix meus inebrians sed et benignitas et misericordia subsequetur me omnibus diebus vitae meae et habitabo in domo Domini in longitudine dierum…

 

 – Po jakiemu on gada? – zapytał Alosza.

 – Ale się uszarpałem – wysapał Zibi, sadowiąc się na krześle. – Nie wiem. – Zerknął niepewnie na blondyna. – Nigdy nie uczył się żadnego języka. Chyba po prostu odjebało mu i tyle.

 

 ***

 

 Był środek lata. O tej porze ciemność zapadała stosunkowo późno, ale pierwsze, długie cienie zwiastowały już nadejście zmroku.

 Rafi maszerował niestrudzenie, w jednym bucie, szurając bosą, poranioną stopą o twarde podłoże. Coraz ciszej mamrotał łacińskie słowa, a wyschnięty język kleił się do tak samo suchego podniebienia. Nie było istotne, dokąd poszedł. Nie miało znaczenia, jak daleko odszedł od chaty. Szedł, wiedziony głosem Pana rozbrzmiewającym w jego głowie.

 Pan mówił, że ma się obmyć. Obmył się. Pan mówił, że ma iść. Szedł. Pan powiedział, że jego wola jest prawem, więc chwalił Pana za suszę, która zabiła już prawie wszystkich ludzi i zwierzęta. Pan obiecał wodę, więc Rafi postukiwał od czasu do czasu w miskę – którą Aloszka wyrzucił za nim z chaty – sprawdzając, czy nie została napełniona.

 Pan jest nieomylny…

 Pan jest sprawiedliwy…

 Pan jest miłosierny…

 Pan postanowił zgładzić świat.

 

 ***

 

 Wieczorny chłód był ukojeniem po spiekocie dnia. Mężczyźni siedzieli przed chatą, od czasu do czasu rzucając spojrzenia na drogę, po której przelatywały toczone wiatrem suche liście. Milczeli.

 W końcu odezwał się Zibi:

 – Jak myślisz, Rafi wróci?

 – Skąd mam wiedzieć? – odpowiedział pytaniem blondyn. – Może słońce już go zabiło.

 – Idę po niego. – Ciemnowłosy mężczyzna podniósł się z miejsca. – To mój brat.

 Alosza popatrzył na niego sceptycznie i splunął.

 – Mówiłeś, że mu odjebało – stwierdził. – Chcesz szukać czubka, który pewnie gdzieś leży i dogorywa. Po co ci to? Najdalej za kilka dni też umrzemy. Mamy jeszcze po kilka łyków wody, a potem co? Powiedz! – Zerwał się z ławki, zaciskając pięści. – Siedzimy tu od dwóch miesięcy, jedzenie też już się kończy. Gdybyśmy nie dawali wody twojemu psychicznemu braciszkowi, mielibyśmy jej jeszcze na tydzień, dwa! Może za tydzień spadnie deszcz? Doczekalibyśmy go, a tak…

 Pięść Zibiego wylądowała na jego twarzy. Upadł, trzymając się za krwawiący nos.

 – Nie cofniesz niczego, co już się stało – wysapał Alosza. – Możesz mnie zabić! Zabij mnie za to, że powiedziałem prawdę! Wiedziałeś, że mu odbija, tak samo, jak wiedziałeś, że kiedy zamkniemy przed nim drzwi, pójdzie w chuj i umrze! – Zaśmiał się, ale szyderstwo zastąpił jęk bólu, kiedy na żebrach wylądował mu twardy but. – Nie ożywisz braciszka, katując mnie – wystękał.

 Kolejne ciosy, jeden po drugim, sprawiły, że zamilkł. Potem przestał się zasłaniać. A potem ruszać.

 Zibi wszedł do chaty. Rozglądał się za plecakiem, do którego chciał spakować resztki jedzenia i wody. Spojrzał na buty, kiedy potknął się o wystającą z podłogi deskę. Były we krwi.

 Przy łóżku Aloszy stały jego opinacze, solidne i w takim samym rozmiarze, jaki nosił Zibi. Podszedł i usiadł na cienkim materacu, żeby zmienić obuwie. Wyczuł coś twardego. Pomacał ręką i wstał, unosząc róg posłania.

 – Ty skurwysynu! – wycedził przez zaciśnięte zęby.

 W nogach łóżka, pod materacem, równiutko ułożone były butelki z wodą i puszki z mięsem. Pięć butelek i dziewięć puszek. Zrobiło mu się słabo. Ślinianki zacisnęły się na widok wody. Trzęsącymi się dłońmi odkręcił korek i pił łapczywie, dopóki się nie zakrztusił.

 

 ***

 

 Szedł szybko, wypatrując jakiegokolwiek śladu. Od wielu miesięcy nie padał deszcz. Ziemia była tak sucha, że na skamieniałej glebie nie miał szansy odbić się żaden odcisk. Dokoła otaczał go umierający las. Cichy, zwierząt nie było już w nim od dawna, jeszcze tylko największe drzewa prezentowały nieliczne, zielone liście, których trwanie podsycały resztki ich własnych soków. Miał nadzieję, że Rafi nie zboczył z drogi.

 W zapadającym zmroku widział coraz słabiej, zaczął więc wołać brata po imieniu, nasłuchując, czy ten mu nie odpowie. Panowała cisza, coraz bardziej martwa, gdy z każdym przebytym kilometrem tracił wiarę, że znajdzie Rafała.

 – Rafi! – zawołał po raz kolejny i po raz kolejny odpowiedziała mu cisza.

 

 ***

 

 – Rafi! – Anioł uniósł mu głowę i oparł na swoich kolanach. – Rafi! – powtórzył. – Jeśli zaśniesz, Pan nie sprawi, że obudzisz się ze snu, który jest ostatnim.

 – Dlaczego, Aniele? – Rafał uniósł powieki i spojrzał w niewyraźne rysy Stróża. – Czy nie powiedział, że będzie chronił swój lud umiłowany? Czy nie jest Bogiem?

 – Jest tylko Bogiem, Rafale – odpowiedział Posłaniec. – I nawet Bóg nie cofnie niczego, co stać się musiało.

 – Dlaczego, Aniele? – zapytał ponownie. – Dlaczego musiało się stać?

 – Bo lud, który umarł, nie był już ludem Pana. Tylko krew uratuje tych, którzy są nim nadal. – Anioł zaczął potrząsać ramionami Świętego. – Rafi, obudź się! – wołał. – Rafał!

 

 ***

 

 – Rafał! – Zibi potrząsał ramionami brata, leżącego bez oznak życia. – Rafi, do cholery! Nie rób mi tego!

 Ciche westchnienie spowodowało, że mężczyzna zastygł w oczekiwaniu. Po chwili przyłożył ucho do spękanych ust brata, nasłuchując choć szmeru oddechu. U nieprzytomnego chłopaka drgnęły powieki.

 – Dzięki ci, Boże! – Ulga spowodowała, że Zibi omal nie upadł w pył. Pozbierał się i sięgnął po butelkę. Przyłożył ją do ust Rafiego i sączył krople wody do jego gardła. Potem tulił go i kołysał w ramionach, błagając, by nie odchodził.

 – Niedługo spadnie deszcz. – Głos Rafała sprawił, że Zibi drgnął. Spojrzał w ciemnościach na twarz brata, w której niemal upiornie lśniły jasne oczy. Chłopak intensywnie wpatrywał się w niego.

 – Żyjesz – wyszeptał mężczyzna. – To cud, że cię znalazłem. Pij. – Przyłożył chłopakowi butelkę do ust.

 – Skąd masz wodę? – zapytał Rafi, kiedy zaspokoił pragnienie.

 – Znalazłem – odpowiedział ciemnowłosy i zmienił temat: – Chciałbym cofnąć czas i nigdy nie zamknąć przed tobą tych drzwi…

 Święty uśmiechnął się lekko i pokręcił głową.

 – To, co się stało, stało się i tylko krew mogła nas uratować.

 Zibi zastygł w bezruchu. Spojrzenie brata wypalało w nim dziurę. Ostatnie wydarzenia przemknęły mu stop klatkami przed oczami. Buty. Krew. Materac. Woda. Gdyby nie zabił Aloszy…

 – Rafi…

 – Nic nie mów. – Rafał uniósł rękę. – Rano wrócimy do chaty. Wodą, którą znalazłeś, podzielimy się z Aloszką. Czeka na nas.

 – Ja… – Mężczyzna przełknął ślinę. – Alosza… – Przetarł twarz dłońmi. Jutro pójdą wszędzie, byle dalej od chaty.

 – Podzielimy się – szepnął Rafi i zamknął oczy.

 

 * Do tekstu Psalmu Dawidowego, w treści opowiadania we fragmentach po łacinie, miałam zrobione przypisy, jak należy, ale skopiowanie z worda na T3 pięknie mi je usunęło. Informuję więc, że od pierwszego wersu do ostatniego, użytego w treści opowiadania, łacińskie fragmenty to pełny tekst Psalmu 23, Psalmu Dawidowego.

 

11308 zzs

Liczba ocen: 3
81%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~DarkStone
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 41

Opis:

Miało być na TW#2, ale że po czasie, to no...do poczytania

Dodano: 2021-04-06 02:26:39
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.ph
Odpowiedz
*Canulas 14 d.
Życie, nawet "Rzycie". Łobadamy
Odpowiedz
Canulas
zdarza się trudno, ale szkoda było mi nie wrzucić, jak już tekst powstał, a poza terminem dostał trochę więcej uwagi ode mnie
Odpowiedz
*Canulas 14 d.
DarkStone no pewno, pewno. Zdrowe podejście nie jest częste. Koniec końców i tak najważniejszy jest sam tekst
Odpowiedz
*Canulas 14 d.
z wykopem
Jeśli w opku, którego składową jest "klęska żywiołowa", w tym wypadku szusza, a czytelnik też chce tego deszczu, to znak, że opko napisano naprawdę dobrze. No i tak jest.
Bardzo spoko tekst. Dobrze rozpisane postacie, jak na tak niewielki obręb. Łacińskie wstawki nie tracą poprzez nieroztłumaczenie.


Jedno ale.


"Zawartość miski chlusnęła na niego, mocząc mu twarz i piersi." - 2x dookreślenie.

Warianty:

1.) - Zawartość miski chlusnęła na niego, mocczac twarz i piersi.

2.) - Zawartość miski chlusnęła, mocząc mu twarz i piersi. Krople
Odpowiedz
Canulas
Święta racja z dookreśleniem, umknęło i schowało się
Dzięki bardzo za super pozytyw i wyrozumiałość dla łaciny
Odpowiedz
~Ogonisko 14 d.
z dużym wykopem
Umiłowałem to opowiadanie. Gdybym miał jakieś puste butelki pod ręką, to pewnie napełniłbym wodą i zachomikował.
Odpowiedz
Ogonisko
Jeśli nie masz pustych, to masz pełne a to już coś
A poważnie — dzięki wielkie za tak motywującą opinię
Pozdrawiam ciepło!
Odpowiedz
Zapraszamy do głosowania!
https://www.t3kstura.eu/Forum/nowy_

Pozdrawiamy
Zespół TW
Odpowiedz
Z takich drobnostek to tylko miałam wrażenie, że na samym początku jest bardzo duża mnogość "się", część z nich można by spróbować wykosić, na ile to możliwe.
Kurczę, wielka szkoda, że nie wpadło w terminie, bo być może ułatwiłoby mi nieco głosowanie, będąc solidnym kandydatem do punktów. Lubię teksty, które w jakimś stopniu ocierają się o dowolną religię, filozofię czy też kwestie etyki i moralności. Niby tekst długi nie jest, ale udało Ci się w nim zmieścić wszystkie najważniejsze bolączki, przed jakimi może stanąć człowiek w obliczu klęski żywiołowej. Udało mi się też poczuć więź z bohaterami i zainteresować się ich historią na tyle, by dać się wciągnąć fabule. Świetnie wykorzystałaś zestaw!
Odpowiedz
alfonsyna
Dziękuję bardzo za wszystkie Twoje dobre słowa
Też mi szkoda, że się nie wyrobiłam, ale tak się złożyło, że leżało kilka dni niedokończone i nie miałam kiedy do niego usiąść. Skończyłam dopiero w poniedziałek.
Przyjrzę się "się" i czystka pójdzie tam, gdzie okaże się konieczna, dzięki za zwrócenie uwagi na to.
Pozdrawiam!
Odpowiedz
~CptUgluk 12 d.
z dużym wykopem
Też uważam, że szkoda, że nie udało Ci się wrzucić w terminie. Opowiadanie ociera się o mistycyzm i budzi emocje. A fragment: "Jest tylko Bogiem, Rafale" szczególnie mocno mnie uderzył. Ludzie wierzą we wszechmocnego Boga, wierzą, że nie ma dla niego rzeczy niemożliwych. A słowo "tylko" wrzucone w wypowiedź sprowadza potężną istotę nadprzyrodzoną do rangi niemalże równej z ludzką. Dla osoby głęboko wierzącej usłyszenie takich słów z ust własnego Anioła Stróża, musiało być jak uderzenie obuchem w głowę.
Odpowiedz
CptUgluk
Bardzo cieszę się, że zwróciłeś na to uwagę, chodziło właśnie o to, żeby całą fabułę sprowadzić do tej konkretnej konkluzji, żeby ta myśl przewodnia z efektu rzeczywiście przewinęła się w treści — Alosza też do niej nawiązuje — i zyskała mocne podsumowanie.
Dzięki wielkie za opinię, cieszę się, że się podobało
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.