jasno nowy wygląd
Trupa cz. 1
<
Godzina cz. 4 (ost.)
>

Bar

 Nie ma morału, puenty ani planu wydarzeń. Nie jest należycie upchane w formę, ometkowane celem, z poprawnością przemyślanego ą-ę. Przyjmując założenie, że kolejność alfabetu to tylko takie ustalenie.

 Ktoś zawsze zanurzy palce w strumień cudzego życia. Wszystko płynie, a powodzie wywołuje sztuczno-ludzka regulacja rzek.

 Być może to cześć tekstu, a być może nie.

 

 Jedna nieuchwycona myśl, wydająca się na tyle istotna, by drążyć w umyśle, przestawiając wszystkie inne, powtarzalne, standardowe, dotąd aż tamto uczucie wróci. Krótkie, ulotne, prawdopodobnie ważne. A może to tylko takie złudzenie.

 

 Jazz w zadymionym barze, rockowa liryka, od czasu do czasu stary, ponadczasowy hit. Usiadł w najdalszym kącie, lekko za orkiestrą, tak by móc obserwować perkusistę, a kolorowe światła w odcieniach różu i fioletu, przechodząc przez zadymioną scenę, wprawiały go w odpowiedni, melancholijno-pobudzający nastrój. Stan, kiedy życie wydaje się podniecająco piękne, chwile ulotne i warte wewnętrznej celebracji, a trudy możliwe do pokonania. Wokalistka miała mocny głos. Tłum falował, ona dawała z siebie wszystko, a potem jeszcze więcej. Cały zespół wydawał się zgrany, ale ta kobieta i perkusista robili największą robotę.

 Nie była urodziwa – przy kości, w źle dobranych ciuchach i z szarą twarzą. Miała jednak piękny głos i, co urzekło go najbardziej, przy niektórych dźwiękach odlatywała, odchylając głowę do tyłu, zdawała się zatracać w rytm śpiewanych słów. Perkusista był prostym chłopem, z którym udało mu się zamienić kiedyś kilka zdań. Sympatyczny i szczery. Siła pasji, gdy grał, powalała.

 Prości, brzydcy ludzie, na których tak bardzo lubił patrzeć i których lubił słuchać, czując, jak wielkie serce wkładają w muzykę, a efekt powoduje, że w świetle rozprzestrzeniających się dźwięków tak bardzo seksowny wydawał się świat.

 

 Barmanka mieszała drinki szybciej, niż siedzący przy barze tubylcy nadążali liczyć należne za nie drobne.

 Ochroniarz oparty o ścianę wyglądał, jakby dorabianie tutaj było spokojniejsze i bardziej relaksujące niż domowy zestaw: fotel, żona, telewizor. Nie miał pełnych rąk roboty.

 Czas płynął w rytm głosu kobiety, której piękno wyłapywały zmysły inne niż wzrok.

 

 Mężczyzna przychodził tam po to, by wprawić się właśnie w taki, na wpół metafizyczny stan. Neony, dym i przyjemnie drażniący ucho dźwięk. Cały czas skupiona twarz perkusisty. Kolejny potrząsany nad głowami drink. Frontmenka przymykająca powieki pod wpływem emocji kolejnej zwrotki. Gdzieś za tymi ścianami toczący się zwykły świat.

 Są miejsca i przelotne momenty, gdy szum myśli bywa zaskakująco przyjemny.

 

 Znów utracona myśl. Próba odtworzenia obrazów i szczegółowego zarysowania chwili, gdy owa myśl została pomyślana. I znów nic. Czemu była ważna? Być może odkrywcza, być może wybitnie refleksyjna, a być może ot zwykła myśl.

 

 Tani motel, wewnątrz unosząca się słodkawa woń. Była gruba i spocona. Gdy jadła, masło zbierało się w kącikach ust. Postanowił wypić znacznie więcej.

 A może to tylko taki majak? Może drżący podbródek, gdy połyka to jedynie pijacka wizja, bo zasnął, słuchając głębi głosu dziewczyny, która kocha wydawać kolejne dźwięki, odchylać głowę, wśród dymu i liliowych świateł, raz po raz zatracając się w nich.

 Nie, to nie wizja. Masło faktycznie topiło się w kącikach brudnych ust.

 Zwymiotował po raz pierwszy w kiblu, gdzie dająca jedynie substytut światła żarówka wisiała w samej oprawce.

 

 Ona tam jadła, za drzwiami, przeżuwała, gryzła, połykała. Okruchy sypały się w dół, wpadały w dekolt, zmarszczony jak zdziwione brwi. Ta fałda skóry pomiędzy łokciem a ramieniem dygotała równolegle do gestykulacji. Głos też był inny. Jakby ta kobieta pożarła tamtą, która na scenie odgrywała najważniejszą i najbardziej udaną pośród swych ról.

 Przestał spoglądać na jej twarz, dopóki nie dokończy jeść, dopóki masło do końca nie wytopi się z ust, a okruszki znikną, zanurzając głębiej między zlepione ze sobą piersi. Zlepione jakby ktoś zamaszyście klapnął jedna w drugą, powodując, że skleiły się na dłuższą chwilę, podczas której ktoś z trudem upchał je w bluzkę z materiału na tyle sztucznego, by podkreślał pot. Przez chwilę językiem poczyściła tylne zęby.

 I wtedy przypomniał sobie tę jedną, zaginioną myśl.

 Zgodnie z alfabetem w tej chwili powinno się coś stać. Nie zerżnął jej, nie uciekł, nie zginął nikt.

4322 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Ritha
Kategoria: obyczajowe

Liczba wejść: 48

Opis:

Dodano: 2019-11-04 08:23:00
Komentarze.
*marok 1 r.
Forma wysoko, bardzo dobre

'Barmanka mieszała drinki szybciej, niż siedzący przy barze tubylcy nadążali liczyć należne za nie drobne'- to dobre
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
To dość stary tekst Więc forma... była wysoko jak już Dzięki, Marokok
Odpowiedz
~jotka 1 r.
Kojarzę, bo było w polecanych obok Hansa. Podoba mi się ten klimat. Jestem w stanie sobie wyobrazić każdy szczegół.

Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Taa, Can miał świra na punkcie tego tekstu :3 Wrzucam stare, bo chwilowo jak na weselu - nie ruszy, nie ruszy... nie ruszy, nie ruszy... jak bydzie pół litra, może wtedy ruszy
Odpowiedz
Jeeee, jeden z noirów esencjonalnych, którego niestety nie jestem autorem
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Hahaha, jeeeee
ź
Odpowiedz
~sensol 1 r.
pamiętam. bardzo wyraziste. opis wokalistki, kontrast obrazów - z dużym wykopem
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Dziena
Odpowiedz
~Pasja 1 r.
Dzień dobry

Przypomnienie i znowu w zakamarkach barów zanurzyłam się we wspomnieniach. Mają swój klimat i serce.
Słyszałam ten jazz, muzykę. Wąchałam dym i dusiłam emocje. Coś mają te przydrożne bary w sobie. Żyją i mają swoich amatorów, mają stałych bywalców wrośniętych w ten klimat, wrośniętych w szklankę czystej z lodem. Każdy miał tam swoje pięć minut, swoją chwilę. Zwykła codzienność, a jak intrygująca. Dobrze, że przeczytałam ponownie. Pozdrawiam
Tego nie pojmuję, być może taki twój zamiar?
Wszystko płynie, a powodzie wywułuje sztuczno-ludzka regulacja rzek.- wywołuje?
Próba odtworzenia obrazów i szczegółowego zarysowania chwili, gdy ów myśl została pomyślania.?
która kocha wydawać kolejne dźwięk, - dźwięki?
Pozdrawiam i miłego dzionka
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Hejo, tak wywołuje - w sensie szyk jest przestawiony:
sztuczno-ludzka regulacja rzek wywołuje powodzie

Próba odtworzenia obrazów i szczegółowego zarysowania chwili, gdy ów myśl została pomyślania. - pomyślana* winno być
I ostatnia wątpliwość - dźwięki*, ofkors

Dziękuję za odkurzenie.
Również miłego, Pasjo

Odpowiedz
Ładne opisy, chciałoby się rzec, że wręcz soczyste. Jednak jest w tym tekście jakiś spokój, który udzielił się i mi.
Pięknie pani Ritho.
Odpowiedz
Jeden z jej najlepszych
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Dziękuję (:
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.